Ojciec. Król Warmii i Saturna, Strażnik Mitów i Pieczęci, Gbur z Gburów. Warmjok fest, w którym stężenie warmińskości nasila się z wiekiem. Jego królestwo zamieszkują duchy przeszłości, a pamięć jest ciężka od krzywd jak burzowa chmura, jednak przez mgłę zapomnienia przebijają się także pogodne wspomnienia, zadziorne wierszyki, dziecięce piosenki.
Córka. Choć jako jedna ze stu czterdziestu ośmiu osób w ostatnim spisie powszechnym zadeklarowała narodowość warmińską, wciąż stara się zrozumieć, czym jest dla niej mała ojczyzna, którą składa z okruchów wspomnień ojca, z własnego węszenia, podsłuchiwania, tropienia śladów.
Ta historia rozgrywa się na jedenastym piętrze olsztyńskiego wieżowca z wielkiej płyty, w drodze do sklepu, w kuchni, przy stole. Rozgrywa się dziś, wczoraj, kilkadziesiąt lat temu. Opowiadana jest po polsku, niemiecku, warmińsku. Z żalem, nostalgią, humorem, z miłością. Z dyskretnym pośpiechem, bo czas nieubłaganie dobiega końca i wkrótce może być już zu spät.
Trochę jak mieszanka Prousta z Schulzem, ale jednocześnie pełna Wilengowskiej. Niesamowicie jest oglądać, jak autorka konstruuje Warmię – swoją, swojego ojca – i przedstawia ją czytelnikowi. Świetna książka, chciałoby się więcej takiego pisania o tożsamości, pamięci, regionie.
Świetna. Absolutnie bezpretensjonana opowieść o kwintesencji warmińskości, ale i o tym, czym w ogóle jest tożsamość (narodowa? etniczna?) i przynależność do miejsca, języka. Miejscami podszyta humorem, miejscami straszna, czasem czuła. Więcej takich, proszę.
Wspaniała. Słodko-gorzka. Nostalgiczna. Tęskniąca za tym, co było, co nie przetrwało. Czasami stronnicza, ale w swojski, warmijski sposób. I to jest fejn!
W lepszy czas ta książka nie mogła trafić - gdy dwóch pajaców, w taki dzień!, obrzuca błotem swojego poprzednika, warto by "polskość" przejrzała się takim warmijskim zwierciadle. Recz absolutnie obowiązkowa. Tym razem najlepsze będą cytaty: - "Być mniejszością. Jeśli być kimkolwiek, to tylko przedstawicielem mniejszości. Nigdy większości, nigdy. I tego się trzymam, choćby mniejszość miała być jednoosobowa." - "Przynależność narodowa zwierząt jest absurdem, ale i ludzka coraz bardziej mierzi. Dziewiętnastowieczny pomysł na segregowanie ludzi, na ich zbieranie w te ideowe kupy, od razu śmierdzi zabijaniem, już z daleka. Dziwne, że się tak długo utrzymał." - "Sompś. Jedno z najprzyjemniejszych warmińskich słówek, jakie poznałam. Oznacza samotnika, odludka."
Pamiętam jak w ostatnich dniach tamtego sierpnia wracałem od dziadków, ze swojej "Warmii" - z lasów parczewskich. Ducha kolejnych miesięcy zbyt dobrze pamiętam, nie odnajduję go ani trochę w endeckiej paplaninie, pożal się Boże... "prezydentów", ale odnajduję w tej wspaniałej opowieści.
Wspaniała książka! Perełka opowiada o mieszkańcach Warmii, tych ostatnich urodzonych jeszcze na Prusach i umierających już w Polsce. I śmieszna i straszna, bardzo ważna dla mieszkańców regionu.
Aż poczułem żal, że nikt nie napisał takiej książki o moim Podlasiu. Łączącej najlepsze tropy współczesnych powieści autobiograficznych z mądrym, nieprzegadanym opowiadaniem o regionie i jego niuansach.
Poznanie historii poprzez osadzenie człowieka w jej kontekście. Bardzo mi po drodze z tą książką, choć z tytułowym Królem łączy mnie w zasadzie tylko nienawiść do tych z kraju na R. Warto to przeczytać nawet jeśli kogoś nie interesuje Warmia sama w sobie, bo to książka o czymś szerszym, choć nie jestem w stanie jeszcze doprecyzować, o czym. Będę o tej książce myśleć jakis czas.
Napisana prosto, płynnie, do pokonania w dwie godziny - to często jest plus, ale tutaj wyjątkowo. Patetyczna tam, gdzie można, zabawna i lekka tam, gdzie trzeba.
Najbardziej podobał mi się początek, całkiem poetycki: przestawienie postaci ojca jeszcze bez zagłębiania się w fakty.
Książka wymyka się klasyfikacji gatunkowej, Nagrodę Literacką Gdynia dostała w kategorii eseju, najwięcej tu według mnie jednak reportażu. Na pewno jest zręcznie napisana, widać doświadczenie autorki w posługiwaniu się językiem.
Mnie jednak trudno ocenić mi tę książkę, czytam mało reportaży, a “Króla…” kupiłam trochę przypadkiem na Literackim Sopocie, przed spotkaniem z autorką.
Jeśli kogoś interesuje Warmia, ma ochotę na książkę-pożegnanie z ojcem, albo po prostu na ciekawie napisany reportaż, ta książka powinna się sprawdzić.
Bardziej 4,5. Już myślałam, że książką z rodzinną historią splecioną z dziejami części kraju będzie trudniej się zainteresować, a tu niespodzianka. Bardzo zgrabnie napisana, nieprzegadana, a łączenie języka z gwarą zupełnie naturalne.
Bardzo interesująca historia napisana średnim językiem, chociaż były też świetne fragmenty. Zainspirowała mnie, żeby przeczytać więcej o Warmii, ale nie poleciłabym jej dalej pod względem literackim.