W piekle dzieją się dziwne rzeczy. Pojawiają się nowe mody, niespotykane trendy i zanosi się na jakąś rewolucję. Na skutek politycznych nacisków komendant departamentu piekła polskiego, nieco romantyczny i porywczy sarmata, starszy czort Stanisław Paptaszek, zostaje zmuszony do złożenia osobistej wizyty w podległym mu rejonie, to jest w Polsce. Towarzyszy mu nieodłączny sekretarz, zapamiętały stoik Benon Prędki oraz wierny kufer zwany Bobikiem. Ich zadaniem jest przeprowadzenie gruntownej kontroli funkcjonowania piekielnych placówek terenowych w kraju nad Wisłą, a podróżować mają „po cywilu”, czyli pozbawieni swoich piekielnych mocy. Misji przyglądają się niezależni obserwatorzy: ciemnoskóry ghul Brajan o niepewnej tożsamości, aktywiszcze do spraw propagowania nonsensu – Mniejsze Byleco oraz specjalista do spraw szerzenia beznadziei – Niemrawy Rolf. Już w Polsce diabelska kompania sprzymierza się z dwiema wiedźmami: Martą Kozłowską i jej babką Balbiną von Apfelkuchen. Przyświeca im wspólny cel, jakim jest wyjaśnienie sprawy tajemniczego cyrografu. Do czorta! to powieść komediowo-przygodowa, z pogranicza fantastyki i realizmu magicznego. Obficie okraszona ironią, sarkazmem, absurdem i montypythonowskim poczuciem humoru, stanowi satyrę na dzisiejsze realia, przedstawiając w krzywym zwierciadle rozmaite zjawiska społeczne i polityczne. To pierwszy tom cyklu.
Dobrnęłam do końca tylko dlatego, że bardzo nie lubię porzucać rozpoczętych książek. Sam pomysł na świat całkiem mi się podoba, ale poza tym ta książka to zlepek prawicowych frazesów, homofobicznych tekstów, sucharów rodem z Familiady (która nawet jest raz w tekście przywołana) i żartów o kupie na poziomie ośmiolatka. Jeśli to ma być lustro, w którym odbija się Polska, to ja nie chcę do niego zaglądać. Po kolejny tom raczej na pewno nie sięgnę.
Dosyć ciekawe. Po kolejny tom raczej sięgnę, bo chcę wiedzieć co będzie dalej. Jestem pewna, że niektórych żartów to nie zrozumiałam. A pomysł na świat jest ciekawy.
Całkiem niedawno miałam okazję poznać autora tej powieści. Muszę przyznać, że okładka i tytuł przykuły moją uwagę, więc postanowiłam zapoznać się z tą książką. Włączyłam audiobooka i początek był bardzo obiecujący. Po 1 głos lektora/autora, rewelacja! Super się go słucha. Po 2 świat diabłów w książce, struktura, plan rewolucji - na to wszystko był świetny pomysł, jednak mam wrażenie, że coś tu poszło nie tak, troszeczkę jakby autor sam się pogubił o czym w końcu pisze. W książce mamy pełno wątków. Aż za dużo. Mam wrażenie, że żaden nie skończony i ja rozumiem, że to dopiero 1y tom, jednakże powieść zostawia czytelnika z ogromny chaosem, który ciężko sobie ułożyć, bo ja np, już się pogubiłam, o co w fabule chodziło, mam wrażenie, że w pewnym momencie tyle się działo, że sprawiało iż kompletnie zgłupiałam i nie zrozumiałam książki. Kolejnym punktem jest tu humor - jest on świetny. Jednak jeśli ktoś nigdy nie miał styczności z Monty Pythonem, może mieć ogromne problemy ze zrozumieniem go, co moim zdaniem sprawia, że autor bardzo zawęża sobie grupę odbiorców tym samym narażając się na krytykę co do tej części książki. I o ile humor jest świetny, jest go tu za dużo. Tak, wiem jak to brzmi, jednak to prawda. Humor w tej książce bierze górę nad fabuła. Dominuje tu, przez co po pewnym czasie zaczyna wręcz irytować, np. ciągłe niedokańczanie przekleństw, tylko „ratowanie” sytuacji dokańczaniem zdania, które pasuje do danego momentu, zamiast przekleństwa. Jedna czy dwie takie sytuacje - śmieszą, każda sytuacja w której pada taki zabieg- nudzi. Szkoda, że to poszło w taką stronę, bo historia miała świetny potencjał, ale zapanował w niej taki chaos, że dosłownie człowiek nie wie na czym ma się skupić podczas czytania.
Czyta się nieźle, można się uśmiechnąć w międzyczasie. Dużo nawiązań kulturowych, cześć z nich powiedziana w prost, cześć ładnie ukryta jako smaczki. Na plus, że autor porzucił w połowie dwie postacie, nic nie wnosily swoja obecnością do fabuły, były, bo były, niczym spełnienie zasady inkluzywności. Szkoda też, że wraz z nimi ograniczono też postać babci, bo ona mogła nieźle namieszać. Co do satyry i pastiżu. Byłby dużo lepszy, gdyby autor nie atakował tylko jednej strony a obie. Gdyby wytykał wady obu frakcji i się z nich naśmiewał. Może 2 to to naprawi.