Hinemoana Baker to poetka i performerka. Jest z pochodzenia maoryską i potomkinią niemieckich imigrantów do Nowej Zelandii, która mieszka w Berlinie od 2015 roku. Tu zrodził się jej ostatni tom funkhaus. To wiersze o miłości i przyjaźni, ojczyznach i obcości, śmierci i odrodzeniu - zmysłowe wersety z miejscem na humor, utopię i różnorodność.
***
Coś jakby foty pyknięte polaroidem. Nieco zamazane. Innym razem z wysokim kontrastem. Przypadek? Trudno przewidzieć, co zaskoczy nas za rogiem. Damska toaleta z ażurami? Stroboskop? Czysty koks? Jazda bez trzymanki? Po bandzie? Po wyślizganym bruku? Wśród szumu radiowych fal? W pożodze? W deszczu? Od Berlina do Tākaka? Aż wyblakną kolory? Aż odpadnie warstwa po warstwie? I zostanie tylko trajkot bagiennych kur? Dosyć tych fantazji, proszę, obudźcie się wszyscy.
I’m choosing to omit a star rating, not because I think it’s worth zero, but because of a failiure on my part to connect to this collection of poetry. I think as much as I hoped it would be something I would deeply resonate to, I just couldn’t – that’s not at all a reflection of the poet, just my experience reading it.
Luscious words to roll around your tongue. These are poems best read aloud. Visceral, palpable - spiky, rough, smooth, gauzy - feel your way through these quirky, sometimes povocative, poems.