Porywający thriller psychologiczny, który w wirtuozowski sposób obnaża naturę seryjnych morderców. Wybrany w ramach przeglądu Shoot the Book w Cannes jako książka o dużym potencjale ekranizacji. Uznany za jedną z najlepszych książek 2022 roku przez Eslite and Readmoo – największą tajwańską platformę sprzedaży książek.
Wydaje ci się, że potwór jest zły z natury. To stwarza między wami bezpieczny dystans. A może w rzeczywistości nie różnicie się aż tak bardzo?
Zapach śmierci i rozkładu to jedyne, co jest w stanie poczuć Ning. Kiedyś obdarzona ponadprzeciętnym węchem, wskutek gwałtownych przeżyć straciła wszystko. Kobieta zostaje sprzątaczką miejsc zbrodni, bo tylko tam jest w stanie poczuć cokolwiek. Kiedy przekracza próg kolejnego mieszkania, nie przypuszcza, że właśnie staje się ofiarą. Pułapka się zatrzaskuje. Ning podczas pracy usuwa ślady morderstwa, a tym samym staje się główną podejrzaną w śledztwie. odejmuje desperacką próbę udowodnienia swojej niewinności. Jedynym tropem prowadzącym ją do mordercy jest smuga jego zapachu. Tylko, żeby upolować potwora, sama będzie musiała stać się potworem.
Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas. - Friedrich Nietzsche
To było zdecydowanie… złożone. Po przeczytaniu czuję, że makabra była tylko przykrywką, która miała odwrócić nasz wzrok od głębokiego cierpienia, które przemienia w potwora.
Wooow to było dosyć interesujące. Jeszcze takiego thrilleru psychologicznego nie czytaliście…uwierzcie.
Nasza główna bohaterka pracuje w firmie, która sprząta miejsca zbrodni lub gdzie po prostu ktoś zmarl. Po stracie brata ma problem z węchem. Ogólnie nie czuję nic i pobudza ją tylko woń trupa. Jak już poczuje ten odór to dla niej jak narkotykowy kop. Wtedy czuję, że żyje. Nie może sobie poradzić po tym jej brat odszedł i po tym jak została wrobiona w morderstwo.
Ta książka to małe arcydzieło. Możemy wejść do umysłu mordercy i poznać go szczegółowo. Momentami jest bardzo obrzydliwie. Jak ktoś jest wrażliwy to nie polecam jeść przy tej książce. I to nawet nie chodzi o miejsca zbrodni. Sam umysł mordercy jest ciężki. Jego myśli, szczególnie jak chodzi o dzieci. No czasami musiałam na chwilę odłożyć.
Pod koniec już nie wiedziałam z czyjej perspektywy czytam. Wszystko było pogmatwane i samo ostatnie zdanie w tej powieści pozostawiło mnie w osłupieniu.
Jeśli lubicie mroczne, dziwne książki. To coś dla was. Nie będzie lekko, ale to jest dobra książka. Jest ciężko, ale warto. Jak skończyłam to nie mogłam tak od razu napisać co niej myślę. Musiałam się z nią przespać i trochę ochłonąć. Podobało mi się to, że sporo było o jedzeniu! Jedzenie, przemoc, jedzenie, karaluchy i znowu trochę jedzenia. Cudowne jak można to połączyć i w jędrnym momencie zastanawiam się smakowałoby mi to dla mnie dziwne jedzenie czy też nie, a nagle mam je zwrócić.
obrzydliwe opisy i niepokojące przemyślenia kryminalistów zrealizowane na najwyższym poziomie, mnóstwo pięknych zdań przy których trudno się nie zatrzymać, interesująca główna bohaterka, ogólnie bardzo oryginalna pozycja. niestety, jednocześnie była zbyt chaotyczna, żebym w całości mogła się w nią wczuć, zbyt dużo skoków w narracji, przeplatań myśli i akcji. nie do końca też kupuję to, co działo się w trzeciej części (książka podzielona jest właśnie na trzy części). chętnie przeczytałabym jeszcze inne książki tej autorki, oczywiście jeśli jakieś wyda, bo ma duży potencjał
Bohaterka, która pracuje sprzątając miejsca zbrodni i pewnego razu przypadkowo zaciera wszystkie ślady morderstwa, a podejrzenia spadają na nią? Brzmi bardzo oryginalnie i ciekawie, jednak dla mnie coś po drodze poszło nie tak.
Zacznę od czegoś co chyba najbardziej zaniżyło mi odbiór tej książki - czyli narracja. W większości przypadków jest ona trzecioosobowa, ale nie skupia się na jednej postaci i jej odczuciach, tylko na wielu, co według mnie wprowadza chaos i czasami jest po prostu niepotrzebne. Ale pojawia się też narracja pierwszoosobowa, kiedy czytamy rozdziały z perspektywy mordercy. Zazwyczaj w książkach takie rozwiązanie jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Możemy wniknąć do jego umysłu i poczuć niepokój z tym związany. Jednak w tym wypadku nie przemawiało do mnie to, aż w takim stopniu, właśnie przez zmiany narracji, ale również osób, które sprawiły, że odbiór tej książki był dla mnie trudny.
Kolejną rzeczą, która mi przeszkadzała były przeskoki czasowe. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby nie to, że były one nagle w środku akcji i czasami nie można było się połapać o jakich wydarzeniach mówimy.
Jakieś pierwsze 130 stron mnie wynudziło, później było o wiele ciekawiej. Najbardziej podobała mi się II część książki, spotkania z innym seryjnym mordercą i wchodzenie do jego umysłu. Uważam, że właśnie ten bardziej „psychologiczny” aspekt jest tutaj najlepszą częścią. Bardzo dobrze przedstawiony portret naszego mordercy, a oprócz tego doskonale opisane cierpienie bohaterki i jej wewnętrzna walka, aby nie zatracić siebie w świecie pełnym potworów. Uwielbiałam te momenty, kiedy bohaterka po prostu zamykała się w swoim umyśle i opowiadała o uczuciach.
Bardzo podobał mi się też mroczny klimat, który tutaj panował i ciągle otaczającą nas śmierć.
Jest to na pewno dość specyficzna pozycja. Ale myślę, że jeśli odpowiadają wam mroczne, dziwne książki, a w trakcie czytania i po skończeniu lubicie dużo rozmyślać to ten tytuł przypadnie wam do gustu.
Also ich wollte wissen wie es ausgeht, einfach um es zu wissen. Teilweise machte es Spaß an vielen Stellen war ich regelrecht genervt. die Erzählsprache war sehr angenehm. Es gab einige gute Elemente und manche fand ich etwas zu sehr aus anderen Thriller kopiert.... Ich weiß das klingt gemein da jeder seine Inspirationen woanders holt aber ich fand es ehrlich gesagt nur teilweise originell und bin sehr froh über die Hauptcharakter Entwicklung sonst hätte ich es an einem Punkt abgebrochen. das Ende war FÜR MICH zufriedenstellend, da ich Happy ends nicht so feier.
Bardzo trudno jest mi oceniać kryminały bądź thrillery z elementami zagadki. Nie przepadam za tym gatunkiem i praktycznie nigdy po niego nie sięgam, aczkolwiek wciąż interesuje mnie to, co można zrobić z literaturą.
Wspominam o tym, ponieważ "Zanim zostaliśmy potworami" poza swoim gatunkiem jest także interesującą powieścią. Zagrano w niej formą, eksperymentując ze stylem pisania. Przede wszystkim rozdziały podzielono pomiędzy trzy części równej długości, co zdaje się przypominać podział na trzy akty bądź wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Dzięki temu ład wewnątrz chaotycznej narracji zostaje wprowadzony pewien ład.
Dlaczego określam ją chaotyczną? Ze względu na nietypowe przeskoki towarzyszące chociażby zmianie perspektyw — obserwujemy poczynania protagonistki, Yang Ning, z zewnątrz, ale nagle różne niezbyt pozytywne persony mogą dorzucić swoje wrażenia w narracji pierwszoosobowej. Wówczas często wyjaśniają własne motywacje bądź przeszłość. Jednakże ten zabieg — choć oryginalny — nie wzbudził we mnie pozytywnych wrażeń. Uważam to za amatorskie oraz poniekąd idące po linii najmniejszego oporu, gdy zamiast wplatać przeszłość "czarnych bohaterów" w bieżącą akcję dochodzi do dziwnych skoków perspektywicznych. Najgorzej jest zresztą w sprawie postaci, o której protagonistka nie wie nic, ale i tak czytelnik może przeczytać całą historię jej życia.
Aczkolwiek te eksperymenty przynoszą też pozytywne skutki. Przede wszystkim opisy akcji są bardzo graficzne — nie chodzi mi tutaj tylko o szczegółowe informacje na temat zapachów bądź wyglądu miejsc zbrodni, ale o przedstawienie całości wydarzeń niemalże jak w filmie. Nic nie dzieje się poza kadrem, czytelnik może bez problemu ujrzeć to, o czym czyta, oczyma wyobraźni. Przywodzi to na myśl dosłowne potraktowanie zasady "show don't tell".
Chwalę sobie osiągnięty efekt i rozumiem także, skąd pokuszenie się o taki styl snucia opowieści — autorka, Katniss Hsiao, jest scenarzystką. Czuć jej doświadczenie przy pisaniu scenariuszy, zwłaszcza dzięki temu, iż "Zanim zostaliśmy potworami" to jej powieściowy debiut, według mnie całkiem udany.
Udany, ponieważ reprezentuje sobą coś więcej niż tylko formę oraz elementy historii kryminalnej. Przede wszystkim w trakcie lektury zachwyciło mnie poważne podejście do zagadnień ludzkiej psychiki. To właśnie ona — chociażby w opisach traumy bądź zachowania osób o skłonnościach psychopatycznych — gra tu główne skrzypce. Dzięki ciemnym zakamarkom umysłów bohaterów akcja może przeć do przodu, zwłaszcza gdy pcha ją Yang Ning wciąż dotknięta swoją traumą.
Postacie są zresztą bardzo ciekawe, zwłaszcza — w mojej opinii — Cheng Chunjin. Ten bohater mimo całego swojego zepsucia jest raczej łatwy do obdarzenia sympatią dzięki swojej wyjątkowej charyzmie. Zresztą to właśnie dzięki niemu czytelnik może zapoznać się z wyśmienitą sceną profilowania sprawcy, która najbardziej z całej książki zapadła mi w pamięć. Niestety jednak większość bohaterów spoza tej dwójki zdaje się schodzić na dalszy plan, będąc raczej łatwymi do zapomnienia. Nawet Xu Haoyang mimo zajmowania dużego czasu w fabule niezbyt się wyróżnia.
Wydaje się jednak, że niemalże tylko tę książkę chwalę — skąd więc wynika moja ocena liczbowa? Mówiąc całkowicie subiektywnie, nie przepadam za niektórymi elementami typowymi dla tego gatunku. Świetnie czytało mi się tę powieść do początku trzeciej części, lubiłam być wodzona za nos przez autorkę, niestety jednak nie cierpię częstego w kryminałach pojawienia się sprawcy znikąd, bez żadnych wcześniejszych wskazówek co do jego postaci. Niestety także w "Zanim zostaliśmy potworami" bardzo się na tym sparzyłam. A szkoda, ponieważ poprzednie dwie części były naprawdę dobre, zwłaszcza jak na literaturę rozrywkową. Przy tym przede wszystkim dwa ostatnie akapity wzięły mnie z zaskoczenia i zaburzyły wcześniejsze postrzeganie głównej bohaterki, zaskakując w niekoniecznie przyjemny sposób.
Finalnie uważam jednak, że warto dać tej książce szansę. Jest interesująca oraz prezentuje świeże podejście do narracji, według mnie bardzo warte uwagi. A skoro już debiut ma takie zalety, to być może kolejne książki pani Hsiao będą mieć ich jeszcze więcej.
Die Tagline "Das Parfum meets Das Schweigen der Lämmer", mit der das Buch beworben wird, beschreibt den Inhalt ziemlich gut. Die Geschichte um die Tatortreinigerin Yang Ning, die ihren Geruchssinn verloren hat und ihn nur bei ihrer Arbeit für kurze Zeit zurückgewinnen kann, ist wirklich harter Tobak.
Eine Sache, die mich wirklich überrascht hat ist, wie eklig das Buch ist. Also klar, es geht viel um Leichen und Verwesung, aber diese werden sehr, sehr explizit beschrieben. Ich würde empfehlen, beim Lesen nicht nebenbei zu essen.
Ich wurde von der Handlung immer wieder überrascht, weil ich gar keine Ahnung hatte, worauf ich mich einlasse. Das Ende kam sehr plötzlich, es ging Schlag auf Schlag und als Leserin kam ich kaum hinterher.
Zusätzlich zur Geschichte gibt es ein Personenverzeichnis und eine Erläuterung zur Aussprache der Namen. Das hat für mich das Buch noch einmal richtig aufgewertet, es zeigt, dass sich der Verlag Gedanken gemacht hat. Außerdem war ich richtig begeistert von der Danksagung der Autorin, welche sie extra für die deutsche Übersetzung geschrieben hat und die total sympathisch ist.
Ich bin auf jeden Fall positiv überrascht von diesem Debüt, das schonungslos, aber auch emotional tiefgründig ist.
Ten thriller psychologiczny to lektura, która wymaga od czytelnika cierpliwości, ale nagradza go stopniowo budowanym napięciem i fascynującym spojrzeniem na złożoność ludzkiej natury.
Początkowe rozdziały mogą wydawać się nużące, co utrudnia wciągnięcie się w historię, ale warto przebrnąć przez ten etap, by docenić nietypowy koncept i głębię psychologiczną. Dużo tu brudu, rozkładu i mroku, co sprawia, że książka jest niepokojąca i momentami wręcz odpychająca. To zdecydowanie nie jest powieść dla każdego – wymaga od czytelnika odporności na brutalność i gotowości do zanurzenia się w moralnie szarej rzeczywistości.
To książka brzydka, ale fascynująca; nieprzyjemna, ale wciągająca. Z pewnością nie pozostawia czytelnika obojętnym. Jeśli szukasz czegoś, co cię zaniepokoi i zafascynuje – to książka dla ciebie. Jednak przygotuj się na trudną i wymagającą podróż.
Ależ to była specyficzna książka! Przez kilka dni po jej skończeniu nie wiedziałam co o niej myśleć. Z pewnością podobał mi się klimat - mroczny i duszny. Pomysł na fabułę również uważam za niezwykle ciekawy i oryginalny.
To, co podobało mi się najbardziej to fakt, że książka skupia się w dużej mierze na bohaterach i ich psychice. Jako czytelnik mogłam zajrzeć w głąb umysłu zarówno głównej bohaterki, jak i mordercy, co było bardzo interesujące. Podchodząc do tej lektury miejcie jednak na uwadze to, że opisy odzwierciedlające myśli mordercy potrafią być ciężkie, szczegółowe i momentami obrzydliwe. Kilkukrotnie podczas czytania miałam ciarki, ale nie strachu, a właśnie zniesmaczenia.
Końcówka, kilka ostatnich zdań to coś, czego absolutnie się nie spodziewałam.
Polecam, choć z pewnością nie będzie to lektura dla każdego.
Muszę sobie ułożyć to w głowie, bo autentycznie nie wiem na ile mi się to podobało..? XD
Było bardzo pogmatwane, z jednej strony super, bo potrzebowałam czegoś co budzi ciekawość, ale z drugiej byłam tak bardzo zdezorientowana i miałam wiele wątpliwości co, gdzie, jak.
Sama nie wiem, ale ogólne wrażenia na ten moment są pozytywne.
Jeśli masz zbyt sugestywną wyobraźnię i wyostrzony zmysł węchu to zanurzenie się w tej lekturze może być nie lada doświadczeniem bo autorka wspięła się na wyżyny tworząc opisy skupione wokół naprawdę obrzydliwych i odpychających rzeczy. Paradoksalnie im duszniej i mroczniej tym z większym zainteresowaniem płynęłam przez tę historię bo jednocześnie ładunek emocjonalny, bardzo pogłębiona warstwa psychologiczna dały mi ogrom satysfakcji. To jest kryminał ale w ramach gatunku rzecz naprawdę odświeżająca i oryginalna. Zarówno umysł mordercy jak i rys psychologiczny ofiary zostały rozłożone na czynniki pierwsze. Historia przepełniona bólem, smutkiem i rozdzierającą samotnością bohaterów-bardzo emocjonalna i poruszająca opowieść.
Po ostatnim rozczarowaniu jakim był Dom Pogrzebowy Cottona, sięgnęłam po kolejną książkę od wydawnictwa mova, tym razem miałam okazję przeczytać mój pierwszy tajwański kryminał psychologiczny. Widziałam, że opinie są różne, na szczęście żadnych wcześniej nie czytałam i nie nastawiałam się źle. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że powieść bardzo mi się podobała była potwornie dobra. Czułam się jakbym oglądała wyśmienicie dobry thriller, książka Katniss Hsiao spokojnie mogłaby doczekać się ekranizacji. Moja wyobraźnia działała ciągle na najwyższych obrotach.
Narracja początkowo może odrzucić. Wiele osób się poddało, nawet ja miałam wrażenie, że nie pociągnę długo, jednak po paru rozdziałach coś zaiskrzyło i dosłownie przepłynęłam przez tę książkę w nadzwyczaj szybkim tempie.
Yang Ning sprząta miejsca po zbrodniach, kobieta jednak nie wie, że jeden felerny dzień przysporzy jej wiele kłopotów. Bohaterka zostaje w podstępny sposób wykorzystana, nie zdając sobie z tego sprawy zaciera wszystkie dowody o których nie wie nawet policja i staje się główną podejrzaną.
Momentami w narracji występuje zabieg, który niektórym może przysporzyć pewnych trudności w zrozumieniu co dzieje się na stronach oryginalnej powieści, czasami przez to ciężko jest też spostrzec czyją perspektywę właśnie czytamy. O dziwo to nie sprawiało mi takiej trudności jak imiona, momentami gubiłam się i musiałam trochę się namyśleć o kim dokładnie jest mowa w tekście.
Yang Ning kozioł ofiarny całej sytuacji, jednak bliżej jej do samego mordercy niż do małej bezbronnej owieczki. Kobieta spokojnie mogłaby uchodzić za damską wersję John'a Wick'a, która mści się i wychodzi jej to całkiem nieźle. Chcę znaleźć sprawiedliwość, ale równocześnie nie chce żeby to wszystko się skończyło. Z przyjemnością zagłębia się w zapachu ludzkiej śmierci, który jest jej nieodłączną częścią. Bardzo ciekawym pomysłem staje się w powieści zmysł węchu Ning, która odzyskuje go tylko w momentach kiedy towarzyszy jej śmierć.
Wszystkie postaci poboczne są napisane całkiem nieźle, ale moim faworytem był zdecydowanie Cheng Chunjin, który pomaga sprofilować przestępcę, który wrobił Yang Ning. Naprawdę ciężko patrzeć sama na siebie w lustrze kiedy twoim ulubionym bohaterem staje się brutalny zabójca kobiet. Tłumaczę sobie, że to po prostu dobrze napisana postać. Bardzo inteligentny seryjny zabójca z dziwnymi, a nawet niepokojącymi popędami i fetyszami od których można dostać zawrotów głowy.
Zanim Zostaliśmy Mordercami to niebanalna podróż po umysłach ludzi, którzy pomimo tego, że na pierwszy rzut oka wydają się normalni, wewnątrz skrywają w sobie potwory o których nie wiedzą nawet ich najbliżsi. Potworami się nie rodzimi, potworami się stajemy.
Ta książka była dla mnie istną przeprawą. Nie będę ukrywać, męczyłam się na niej okrutnie. A to wszystko głównie przez narrację, czyli główny aspekt konstrukcyjny każdego dzieła literackiego. Zwykle nie mam do tego żadnego problemu. Ba! W większości przypadków nawet nie zwracam na to uwagi. Gdybyście mnie zapytali, w której osobie napisana jest jedna z moich ulubionych książek, to bym wam nie odpowiedziała. Dlaczego więc przy tym tytule jest inaczej? Otóż czytało mi się to topornie, doświadczałam dużej dezorientacji i czułam dziwny niesmak, i nie to wcale nie przez odór śmierci i rozkładających się ciał. Z początku trudno mi było stwierdzić, co mi nie odpowiada w tej książce, ale im więcej czytałam, wniosek nasunął się sam. Mamy tutaj narrację trzecioosobową, narrator wie wszystko o wszystkim i wszystkich, a na dodatek w trakcie akcji występują randomowe skoki perspektyw. W jednym momencie czytamy o emocjach głównej bohaterki, a chwilę później inny bohater raczy nas wstawką emocjonalną i życiorysową. Według mnie wprowadza to istny chaos i wcale nie ulepsza tej historii, a tylko jej ujmuje. Moim zdaniem ta książka byłaby lepsza, gdybyśmy nie skakali tak między postaciami, a te inne punkty widzenia wydają mi się zbędne.
W gruncie rzeczy fabularnie nie jest to zła pozycja, ale przez sposób jej przedstawienia, nie potrafię jej docenić. Początek lekko się ciągnie, ale potem robi się ciekawiej, szczególnie gdy do słowa dochodzi seryjny morderca. Niestety wydarzenia w niej zawarte nie wywołały we mnie pozytywnych emocji, zaskoczenia czy przejęcia się losami głównej bohaterki, ale jest to spowodowane moimi katuszami związanymi z narracją. Myślę, że jeśli ktoś od samego początku to zaakceptuje i lubi taką literaturę, to książka może mu się spodobać.
Portret seryjnego mordercy został przedstawiony w interesujący sposób. W sumie to była dla mnie najciekawsza część całej tej historii. Trochę się znam na takich tematach, w swoim życiu przeczytałam niejedną książkę z gatunku true crime, a opowieści o seryjnych mordercach puszczałam sobie na dobranockę i uważam, że zostało to zaprezentowane poprawnie. Ten czynnik uratował trochę ocenę tego tytułu.
Niestety ja wam tego tytułu nie mogę polecić, bo książka mi się nie podobała, czytało mi się ją źle i okropnie wspominam spędzony z nią czas.
Choć literatura azjatycka jest jedną z trudniejszych w odbiorze, zwłaszcza ze względu na wybitnie unikatową kulturę, to każdorazowo sięgam po nią z niezwykłą dozą ekscytacji. Od zawsze groza w wykonaniu Azjatów pociąga bardziej, straszy dogłębniej, dosadnością swą i surowością zadziwia. Z tą powieścią zeszło mi wyjątkowo długo, zarówno jeżeli chodzi o lekturę, jak i analizę poszczególnych rozdziałów. Nie jest to historia, przez którą przepłynęłam, raczej powolutku się przeczołgałam z pozdzieranymi kolanami i to do samego mięsa. Bolesna, uderzająca, delikatność w drobny mak rozdzierająca. Poruszająca niewygodną tematyką, matczyne serce miażdżąca.
„Zanim zostaliśmy potworami”, to thriller psychologiczny, który czyta się z kompletnym zaangażowaniem i chłonie wszystkimi zmysłami. Pokusiłabym się tu o zahaczenie gatunkowe w kierunku literatury pięknej, ponieważ jego konstrukcja, jak i narracja wykraczają poza ramy gatunkowe. Myślę, iż każdy fanatyk klasycznych thrillerów, czy kryminałów powinien zboczyć z tej bezpiecznej, gładkiej drogi i podążyć w kierunku wybrukowanym kocimi łbami. Katniss Hsiao oferuje pokaz kunsztu pisarskiego, łamiąc utarte schematy. Naprzemienna narracja dodaje pikanterii i sprawia, iż napięcie narasta z każdym kolejnym rozdziałem.
Wysoce estetyczne wykonanie ze szczególnym naciskiem na zmysł powonienia wielokrotnie zaskakuje. Autorka każdym wydarzeniom nadaje klimatyczną aurę, opisując zapachy współtowarzyszące doznaniom, te przyjemne, jak i odrażające, wywołując u czytelnika całą gamę emocji. Fenomenalny przekład Pana Jarka Zawadzkiego z języka chińskiego zasługuje na ogromne uznanie, nie tylko ze względu na obrazowość, literacki sznyt, jak również kulturoznawcze zapoznanie czytelnika z wieloma zagadnieniami za pomocą licznych przypisów.
„Pragnienie akceptacji i miłości jest jak nowotwór złośliwy czający się w ciele, zjadający mnie każdego dnia kawałek po kawałku. Ale nawet jeśli przyjdzie mi porzucić cząstkę siebie i stać się duchem kogoś innego, nie będzie to miało dla mnie większego znaczenia.”
Wypadałoby choć kilka słów o fabule nakreślić, więc niech na zachętę dla Was zadziała fakt, iż książka skupia się na postaci kobiecej, która podjęła się pracy w firmie sprzątającej miejsca zbr0dni. Przechodzi traumę po utracie brata, a jej tęsknota i niemożność poradzenia sobie z jego odejściem stanowią główny motyw powieści. Pewnego dnia odbiera telefon ze zleceniem, ogarnia porządek po trupie. Następnie okazuje się, iż właśnie zacieśniła na swej szyi pętlę i została główną podejrzaną, o jego zam0rdowanie. Dalszy bieg akcji i zadziwia, fascynuje i z pewnością dostarcza mrożących krew w żyłach emocji. Polecam!!
Ein sehr fesselndes und wendungsreiches Leseerlebnis 😍 Endlich mal ein Thriller, der nicht ist wie alle anderen mit super viel Tiefe und psychologischer Spannung. Die Protagonistin ist selber irgendwo eine Schurkin und doch sehr sympathisch in ihrem Leid. Auch die sonstigen Figuren sind super spannend und komplex, das Buch wäre sogar ohne den Crime-Aspekt total lesenswert! Ich mochte auch sehr, wie Literatur-Klassiker wie "Das Parfüm" und " Das Schweigen der Lämmer" aufgegriffen und verarbeitet wurden. Alles in allem einfach super klug und cool gemacht. Die persönliche Begeisterung ist bei mir zwar irgendwie ausgeblieben und irgendwie war ich auch froh, als ich das Buch beendet habe, ich würde aber sicher noch ein Buch der Autorin lesen - vielleicht eher in Richtung Belletristik? Jedenfalls ein unglaublich starkes Debüt! Schwierig fand ich nur, die Namen auseinander zu halten, in der Print-Version gibt es wohl ein Glossar, das hätte mir sehr geholfen! Richtig toll war tatsächlich auch die Danksagung, die die Autorin explizit ans deutsche Publikum richtet, sehr aufschlussreich und super sympathisch!
Nie spodziewałam się, że to będzie aż tak dobra książka. Jest bardzo złożona, porusza wiele problemów. Mam wrażenie, że każdy z bohaterów jest dokładnie przemyślany. W książce poświęcono szczególną uwagę na podkreślenie znaczenia zmysłu węchu dla człowieka. Opisy zapachów są bardzo dokładne, wręcz możliwe do wyobrażenia. Główna bohaterka posiada wyjątkową zdolność rozpoznawania przeróżnych zapachów, lecz w obliczu tragedii, która ją spotkała, umiejętność ta może być wyzwolona tylko w niektórych sytuacjach. Skupiona na poznaniu tożsamości seryjnego mordercy, zagłębia się w inne, potencjalnie niezwiązane ze sprawą przypadki zabójstw i profile sprawców tych zabójstw. Yang Ning jest wyjątkową postacią, bardzo oschłą i introwertyczną, z zewnątrz wydaje się być zamkniętą osobą, której czyny motywowane są ogromną miłością do brata. Swoją indywidualnością bardzo przypomina Lisbeth Salander z serii Millennium.
2.5/5 Bardzo dziwna i nietypowa książka. Całkowicie nie polubiłam głównej bohaterki jak i innych bohaterów. Nie do końca zrozumiałam jej zachowanie i jej różne odpały. Na pewno ciekawa była kwestia węchu i tego jak dużą rolę odgrywa w życiu ludzi. Jednak cała historia moim zdaniem była nudnawa i nieporywająca, trochę się męczyłam czytając ten tytuł. Osobiście raczej spodziewałam się czegoś lekko innego. Niestety nie mogę polecić tego tytułu.
przez pierwszą część książki nie mogłam przebrnąć miesiącami, co spowodowane jest prawdopodobnie przez specyficzne pióro autorki i samą formę tej książki, w której bardzo szczegółowe i głębokie uczucia, przeżycia, emocje i wspomnienia głównej bohaterki grają pierwsze skrzypce. mniej więcej od połowy zaczęło się trochę więcej dziać w akcji niż w umyśle. momentami jednak nie miałam pojęcia z czyjej perspektywy czytam rozdział lub kto się wypowiada w dialogu. mimo to uważam, że ta książka to małe dzieło obrazujące co się dzieje w umyśle mordercy, jak i osoby z zaburzeniami psychicznymi, to właśnie analiza ich natury, a także swego rodzaju intrygi i makabra wybijają się znacząco ponad fabułę, o której dowiadujemy się z opisu książki.
Der Geruchssinn wird von Menschen oft unterschätzt. Dieses Buch deckt auf, wie wichtig er sein kann. Der Handlungsort dieses Romans ist Taiwan. Eine kleine Insel, 36.197 km², mit einer Bevölkerungszahl um die 23,5 Millionen. Das Besondere daran ist die Lage: 180 km von der chinesischen Küste und 1721 km Fluglinie von Peking entfernt. Das kommunistische China betrachtet Taiwan als Teil Großchinas und die Bedrohung einer Invasion ist ständig da. Im Falle Tibets hat China nicht viel Federlesens gemacht. Am 01. September 1965 annektierte China Tibet einfach, nannte es zum Schein “Autonomes Gebiet Tibet” und das unabhängige Buddhistische Land Tibet war Geschichte. Oder Hongkong: 1997 wurde Hongkong friedlich von den Briten an China übergeben und wurde zur chinesischen Sonderverwaltungszone unter Beibehaltung einer freien Marktwirtschaft und zugesagter innerer Autonomie. Das blieb in der Tat auch so einige Jahre, doch nach und nach begann China die Autonomie zu reduzieren und die Freiheiten zu beschränken, die Schrauben anzuziehen. An den Schulen wird vor allem chinesischer Patriotismus gelehrt, Proteste sind in Hongkong verboten, Andersdenkende werden verhaftet. Die Kommunistische Partei greift hart durch. Und mit diesen Bildern vor Augen leben die Taiwanesen und sind sich bewusst, China kann sie jederzeit überrollen, wenn nicht die USA und Japan sie unterstützen würden. Und trotzdem, in Katniss Hsiaos Buch spürt man nichts davon. Ich hätte da schon zumindest einen Satz, einen halben Satz erwartet, wie die Menschen mit dieser bedrohlichen Situation fertig werden. Das Buch ist interessant, mit zwei spannenden Höhepunkten, aber sehr morbide. Weil Yang Ning, von Beruf Tatortreinigerin, der Geruchsinn abhanden gekommen ist, braucht sie den Geruch des Todes, um anschließend mit ihrer sehr feinen Spürnase das Geschehen am Tatort deuten zu können. Das geht so weit, dass sie sich ins Bett neben eine Leiche legt, da, zwischen Maden und Würmern einschläft und erst aufwacht, als die Familie des Opfers und ihre Kollegen vor dem Bett stehen. Mein Kopfkino lief da auf Hochtouren gelaufen, ich hatte Mühe, die Bilder anschließend aus dem Kopf zu kriegen. Ich hoffe, dieses Buch wird nie verfilmt oder wenn doch, dass er in Deutschland nie gezeigt wird. Yang Ning gelingt es, nacheinander zwei Serienmörder zu stellen. Beide sind rechtschaffene, aufrechte Menschen, von der Gesellschaft geachtet und respektiert. Der eine mordet, weil er sexuell auf kleine Jungs steht, die er anschließend als potentielle Zeugen töten muss, der andere mordet, weil er sich einredet, das wären von der eigenen Mutter ungeliebte Kinder und sie tot besser dran wären. Den ersten Mörder liefert sie der Polizei aus, den zweiten behält sie für sich und ihre ganz persönliche Rache. Denn das ist der Mörder ihres kleinen Bruders. Was für Gefahren sie sich dabei jedes Mal aussetzt und die Blockbuster reifen Szenen dabei sind sehr spannend geschrieben. Würde die handlung des Buches in Macao oder Singapur spielen, würde ich sagen, guter, gediegener Thriller. Aber Taiwan? Da fehlt mir der Bezug zur immanenten Wirklichkeit. Die Bedrohung durch Peking ist real. Aber im Buch wird sie ausgeklammert. Das Werk erinnert mich an Bücher und tatort-Filme aus der DDR. Da wurde auch die BRD ausgeklammert und die russische Besatzungsmacht wurde komplett ausgeklammert, obwohl sie unübersehbar war. Die Mauer mit den Selbstschussanlagen, Minen und Kontrolltürme kamen auch nicht darin vor. Einfach ausgeklammert, also gab es sie nicht. China gib es in Hsiaos “Das Parfüm des Todes” auch nicht.
Die Tatortreinigerin Yang Ning hat einen außergewöhnlichen Geruchssinn, doch der ist ihr abhandengekommen. Sie lebt alleine, seit sie sich von ihrem Freund getrennt hat. Für ihren Beruf ist es ganz gut, dass sie nicht mehr so gut riechen kann, obwohl sie feststellt, dass durch den Leichengeruch sie wieder viel besser riechen kann. Eines Abends erreicht sie ein Anruf eines Kunden einen Tatort zu reinigen. Er teilt ihr die Adresse mit und das Geld sei ebenfalls hinterlegt. Yang Ning denkt sich nichts dabei und fährt zu der Adresse und reinigt den Tatort sehr gründlich. Sie nimmt auch einen sehr speziellen Geruch wahr, der in dem Raum neben dem Leichengeruch vorherrscht. Nachdem sie das Geld im Büro deponiert hat, fährt sie nach Hause, doch es dauert gar nicht lange und die Polizei steht vor ihrer Tür und verdächtigt sie des Mordes. Der Tatort ist der, den sie gereinigt hat. Um sich nun zu rehabilitieren, macht sie sich auf die Such nach dem wahren Mörder. Das Cover des Thrillers „Das Parfum des Todes“ von Katniss Hsiao ist sehr gut gelungen und erinnerte mich an das Buch „Das Parfum“ von Patrick Süskind. Das ist auch nicht ganz weit hergeholt, da dessen Hauptdarsteller Grenouille auch in diesem Buch erwähnt wird und es meiner Meinung nach auch in gewisser Weise daran erinnert. Es ist ein Thriller der Supernasen, die sich hier treffen. Sowohl die Hauptdarstellerin, Yang Ning, wie auch der Serienmörder Chen, wie auch der Mörder, den Ning jagt, sind mit außergewöhnlichen Fähigkeiten des Riechorgans ausgestattet. Dieser Zweig des Thrillers hat mir sehr gut gefallen, da es für mich sehr interessant war, wie diese Figuren zueinander fanden. Der Mörder, den Ning suchte, taucht im Laufe des Thrillers immer wieder auf mit seinen Gedanken und seiner Motivation. Das ist in meinen Augen ein zweiter Erzählstrang, der über die Verluste dieser beiden erzählte und wo auch einiges zusammenpasste. Aber es war auch noch eine weitere Person eingebunden, die auch Morde ausführte und auch zu der Hauptfigur passte. Es ist sehr unterhaltsam, wenn die Story so vor sich hin erzählt wurde und auf einmal wieder eine ganz andere Figur im Rampenlicht stand. Das gelingt der Autorin sehr gut, war aber für mich manchmal sehr verwirrend wegen der chinesischen Namen. Das ist übrigens ein Seiteneffekt dieses Thrillers, dass man einiges über Taiwan, Taipeh, die Kultur und auch die Esskultur erfahren kann. Die Story ist sehr spannend erzählt und hat einige interessante Wendungen, vor allem wenn Ning immer wieder ihren Geruchssinn aktivieren muss. Auch das Ende des Spannungsbogens ist gut inszeniert und hat auf dem Weg natürlich auch Überraschungen parat. Ich habe eine ganze Zeit gebraucht, um in diesen Thriller mich einzufinden. Er ist sehr bildhaft beschrieben, so dass mein Kopfkino unter Volldampf lief, was bei diesem blutigen Thema, doch manchmal sehr abstoßend wirkte. Es ist nicht so ganz mein Genre, was ich mag, dazu ist es mir zu brutal, aber wie das Ganze erzählt wird und wie sich die Story zusammenfügt, muss ich der Autorin meine Hochachtung aussprechen. Wer also blutige Thriller und schräge Stories mag und sich auch vor einer fremden Kultur nicht scheut, für den ist das genau das Richtige. Also es handelt sich um ein spannend geschriebenes Buch, das aber sehr gewöhnungsbedürftig ist.
„Zanim zostaliśmy potworami”, chociaż niewątpliwie ma w sobie wiele elementów kryminału, nie jest typowym whodunnit, którego moglibyśmy się spodziewać. Mimo że towarzyszymy głównej bohaterce, Yang Ning, w rozpaczliwej pogoni za nieuchwytnym seryjnym mordercą, nie jest to rodzaj książki, gdzie wszystkie tropy rozkładane są przed czytelnikiem jak na tacy i jedyne, co pozostaje, to odpowiednio połączyć wątki (co bynajmniej nie oznacza, że nie próbowałam, ale z miernymi skutkami). Autorka odsłania swoje karty bardzo ostrożnie, ale sama Yang Ning także dawkuje to, czym dzieli się z widownią. Jest nietypową protagonistką, apatyczną, opryskliwą, skrytą i radzącą sobie z przeżytą traumą sposobami, które dla przeciętnego człowieka wydają się nieakceptowalne. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że nie powinno dać się jej lubić. Ja jednak polubiłam ją bardzo.
Powieść, którą Yang Ning zamieszkuje, dobrze do niej pasuje – też jest nietypowa. Nieliniowa. Obrazowa niczym film, ale często przy tym chaotyczna. Zwłaszcza na początku pędzi na łeb, na szyję w sobie tylko znanym kierunku i nie przejmuje się ani trochę tym, czy czytelnik za nią nadąża i czy w ogóle miał szansę zapiąć pasy. Było to dla mnie pewnym wyzwaniem, ale cieszę się, że przy niej wytrwałam.
Jeśli sięgniecie po nią, oczekując murder mystery, to… w pewnym sensie je dostaniecie, zgoda. Jednak w o wiele większym stopniu jest to historia o żałobie. O tym, jak relacje rodzinne potrafią butwieć i wyniszczać od środka. O tym, że miłość nie jest lekarstwem na wszystko i wiara w to, że miłością da się kogoś naprawić, to zwykle jedynie naiwna mrzonka. Wreszcie o tym, że samemu stać się potworem jest równie łatwo, co spoglądać z góry na inne potwory.
„Zanim zostaliśmy potworami” nie jest łatwą lekturą. Estetycznie i moralnie – to książka, przy której skręcać was będzie z obrzydzenia. Plugastwo świata, które wychodzi tu na pierwszy plan, chwilami jest bardzo trudne do strawienia… co szalenie doceniam. Spojrzenie na to wszystko oczami Yang Ning, której nic w świecie nie wydaje się dziwić, było wyjątkowo ciekawym ujęciem całej tej podłości.
Fabularnie pozostawiła mi pewien niedosyt – zakończenie znów przechyliło się w stronę chaosu, a nie wszystkie motywacje i zachowania bohaterów wydawały mi się sensowne, szczególnie na tle tego, jak dobry był środek. Nie mogę jednak powiedzieć, że jestem nią rozczarowana, nawet jeśli momentami bywała frustrująca. Przyniosła mi wiele bardzo skrajnych emocji. Myślę, że silnym jej punktem jest to, jak mocno opiera się na relacjach między bohaterami, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się to nieoczywiste, bo większość tych relacji jest dziwna, dysfunkcyjna, chwilami nieetyczna. Wyjątkowo podobał mi się wątek, w którym Yang Ning postanowiła skonsultować badaną przez siebie sprawę z innym seryjnym mordercą. Autorka odwraca nasze oczekiwania – karmi nas informacjami o wszystkich okropnych rzeczach, których ta osoba się dopuściła i sprawia, że spodziewamy się okrutnego monstrum, a potem częstuje postacią, którą aż nazbyt łatwo polubić. Uwielbiam to, że zrodziła się między nimi lekko popierdolona relacja typu „mistrz i uczeń”, i że cały czas musiałam sama przypominać sobie, żeby nie dać się zwieść tej fasadzie ekscentrycznego dziadka. Uwielbiam, gdy książki usiłują mną manipulować i gdy tak spektakularnie im się to udaje.
„Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas.” (F. Niezsche)
Katniss Hsiao w swoim kryminale psychologicznym "Zanim zostaliśmy potworami" zabiera nas w mroczną i nietypową podróż do najciemniejszych zakątków ludzkiej psychiki. To powieść, która nie tylko porusza, ale wręcz atakuje zmysły, zmuszając do skonfrontowania się z tym, co odpychające i przerażające, a jednocześnie niepokojąco przyciągające.
Główna bohaterka, Ning, niegdyś obdarzona niezwykle wyostrzonym zmysłem powonienia, traci tę zdolność po przeżyciu osobistej tragedii. Pozostaje jej jednak jeden, przerażający wyjątek – jedynie zapach śmierci i rozkładu jest w stanie do niej dotrzeć. Ta mroczna zdolność sprawia, że Ning znajduje pracę jako sprzątaczka miejsc zbrodni, miejsc pełnych śladów makabrycznych wydarzeń, które zniechęciłyby większość ludzi.
Pewnego dnia, przekraczając próg kolejnego mieszkania, Ning nie zdaje sobie sprawy, że tym razem to ona stanie się częścią makabrycznej intrygi. Wkrótce okazuje się, że przypadkiem usuwa dowody zbrodni, a w ten sposób sama staje się główną podejrzaną w policyjnym śledztwie. Zdesperowana, by udowodnić swoją niewinność, zaczyna podążać za jedynym śladem prowadzącym do prawdziwego mordercy – zapachem, który pozostawił po sobie sprawca.
Czy uda jej się udowodnić swoją niewinność? Co się stanie gdy spojrzy mordercy w oczy?
W miarę jak Ning zagłębia się w poszukiwania, jej życie zaczyna się coraz bardziej komplikować. Aby dorwać mordercę, musi zmierzyć się nie tylko z zagrożeniem z zewnątrz, ale i z ciemnością, która stopniowo ogarnia jej własną duszę. Fabuła przybiera niespodziewane zwroty, a Ning staje przed trudnymi wyborami, które mogą przekształcić ją w to, czego tak bardzo się boi – w potwora.
Katniss Hsiao stworzyła dzieło niełatwe, ale zdecydowanie warte uwagi. Z niezwykłą precyzją opisuje psychologiczną walkę bohaterki, która stara się nie zatracić swojej moralności w świecie pełnym brutalności i zła. Hsiao wprowadza nas w świat pełen napięcia, gdzie granica między ofiarą a oprawcą staje się coraz bardziej rozmyta.
"Zanim zostaliśmy potworami" to książka, która na długo pozostaje w pamięci, zmuszając do zastanowienia się nad granicami własnej wytrzymałości psychicznej i moralnej. To nie tylko opowieść o kryminalnej zagadce, ale także głęboka refleksja nad ludzką naturą, traumą i moralnymi dylematami, które zmuszają do postawienia pytania: czy to, co nas przeraża, naprawdę jest tak odległe od tego, kim sami możemy się stać?
Jeśli szukacie czegoś, co naprawdę nietypowego, co być może wytrąci Was z równowagi, co będzie zarówno odpychające, jak niebezpiecznie intrygujące, to ta powieść z pewnością spełni Wasze oczekiwania. Jednak przygotujcie się na to, że po jej lekturze Wasze spojrzenie na niektóre sprawy, już nie będzie takie samo🔥.
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od @wydawnictwomova (współpraca reklamowa) 🩷.
"Zanim zostaliśmy potworami" oraz "Dom pogrzebowy Cottona"
Zdecydowanie nie jestem fanką robienia łączących recenzji i chyba nigdy taka się nie pojawiła, ale po przeczytaniu książek "Dom pogrzebowy Cottona" i "Zanim zostaliśmy potworami" stwierdziłam, że chce o nich opowiedzieć razem. Obie książki to lektury osobliwe, oryginalne i zdecydowanie inne od większości wydawanych powieści. W obu książkach krążymy też wokół tematów śmierci. Jak dla mnie znalazłam w nich dużo podobieństw, aby móc odpowiedzieć o nich jednocześnie.
W "Domu pogrzebowym Cottona" Magnolia została ciężko doświadczona przez los, była odrzucana i wykorzystywana. W tej książce znajduje się mnóstwo scen zbliżeń, jednak są to spotkania krótkie i bez miłości. Dziwnie było mi czytać o tym, nie uważam, że był to element niepotrzebny, choć nie jestem jego zwolenniczką. W "Zanim zostaliśmy potworami" sceny z różnymi zbliżeniami również zostały zamieszczone. Tutaj jednak było to często wymuszone na samym sobie, a czytanie o tym również było dziwne i nieprzyjemne. W obu książkach nie była to miłość, pokazywała zupełnie inne strony ludzkiej natury.
"Dom pogrzebowy Cottona" został zakwalifikowany jako horror, ale ja mimo obecności w nim ducha nie uważam, żeby nim był. Trudno jednak mi określić czym jest dokładnie, choć z pewnością to powieść gotycka dobrze oddająca klimat. Akcja dziejąca się w domu pogrzebowym wraz ze scenami spirytystycznymi i z wręcz przerysowanymi postaciami była mroczna i wywołująca wiele emocji w czytelniku. Z drugiej strony nie czułam, że ta historia do czegoś zmierza, a zakończenie nie do końca przypadło mi do gustu. Nie wiem do końca co mam myśleć o całej tej książce
"Zanim zostaliśmy potworami " jest kryminałem psychologicznym, który świetnie wchodzi w świat morderców. Sprzątaczka po zmarłych, która czuje tylko ostrą won śmierci to postać, której nie znajdziecie w żadnej innej książce. Jednak czucie zapachów tylko w wyjątkowych sytuacjach zdecydowanie jej pomoże, bo jedno morderstwo powiąże ze śmiercią swojego brata. Dla mnie wątek z węchem dodał dodatkowej głębi tej książce. Tutaj mimo, że naprawdę przypadła mi do gustu czułam chwilami znużenie i brak zaangażowania w fabułę. I ta książka ma dla mnie minusy jak i plusy.
Zdecydowanie w "Domu pogrzebowym Cottona" jak i w "Zanim zostaliśmy potworami znajdziecie oryginalne elementy fabularne i wyjątkowe postacie. Obie książki mają też genialne klimaty, choć zupełnie różne to łączy je mrok i śmierć. I choć różne są w pewnym stopniu podobne. Każda z tych książek znajdzie i swoich zwolenników jak i przeciwników. Natomiast myślę, że we mnie te książki muszą dojrzeć, po czasie dopiero będę w stanie je ocenić.
" [...] Przynosimy wolność, zabieramy śmierć, oddajemy pomieszczenia żywym w nadziei, że wprowadzimy żywych i umarłych w kolejny rozdział ludzkiego życia. [...]"
Pierwszy raz czytałam powieść z Tajwanu. Jest to w tym roku, moje kolejne czytelnicze odkrycie. "Zanim zostaliśmy potworami" jest debiutem literackim tajwańskiej autorki Katniss Hsiao. Była jedną z najciekawszych powieści 2022 roku w Tajwanie. Czy jesteście gotowi na nadejście czegoś zupełnie innego, bardziej brutalnego?
Fabuła tej książki przekonała mnie do poznania innych dzieł Tajwańskich autorów. Poznałam tutaj dosyć oryginalną bohaterkę, która zajmuje się czyszczeniem miejsc po zmarłych osobach i miejscach zbrodni. Pracuje w firmie Next Stop-Company. Pewnego razu po raz pierwszy sama odbiera telefon od klienta, który zleca jej sprzątanie mieszkania. Zostawia jej idealne wskazówki. Jest jeden warunek, musi zdążyć przed 5. Dlaczego? Yang Ning jeszcze tego nie wie, ale to sprzątanie wywróci jej życie do góry nogami. Czy wyjdzie z tego w całości? Kto jej pomoże w pozbyciu się zarzutów? Ta bohaterka nie jest typowa. Nie czuje zapachów, ale na miejscu zbrodni jej blokada ustępuje i wtedy na chwile zaczyna odczuwać zapachy. Dziwne prawda? Podobały mi się wątki związane z nią i jej rodziną. Znalazłam tutaj sceny, które niestety nie przypadły mi do gustu. Nawet mnie lekko zniesmaczyły. I z przyjemnością bym je wycięła. Dlatego tę lekturę polecam jedynie osobom pełnoletnim. Na szczęście takich scen nie było dużo i dałam radę czytać dalej. Pozostałe sceny są dobre. "Zanim zostaliśmy potworami" Katniss Hsiao wciąga od samego początku aż do samego końca. Nie jest to lekka lektura, ani nie nadaje się dla czytelników o słabych nerwach i węchach. Jednak dla mnie był to ciekawy psychologiczny kryminał, który zmusił mnie do intensywnego myślenia. Jak na debiut, to jest to dość ciekawa lektura. Widać, że Katniss ma potencjał na bycie dobrą pisarką. Jestem ciekawa kolejnego dzieła tej autorki. Dzięki idealnym opisom czułam się, jakbym wstępowała w tej historii. To jest jednocześnie fajne, mroczne i przerażające. Na okładce tej książki powinien być moim zdaniem znaczek 18+. Sama okładka jest taka bardzo tajemnicza i szczerze powiem dziwna. Tą dziwnością przyciąga do siebie czytelnika. Na przykład ja nie umiem oderwać od niej wzroku. Jeżeli lubicie duszne i mroczne klimaty w książkach, to serdecznie zapraszam was do przeczytania "Zanim zostaliśmy potworami". Ps. Nie żałuję, że przeczytałam tę historię.
Sarò sincera: fino alle ultime pagine stavo pensando sinceramente di non finirlo, ma alla fine la trama si è salvata e posso dire che sia diventato quasi un thriller decente. Le tre stelle sono per il fatto che non ho apprezzato l'esperienza di lettura per gran parte del libro, e ho passato forse troppo tempo a pensare a vari modi in cui si sarebbe potuto sviluppare meglio. Se cercate un thriller pieno di colpi di scena alla Joel Dicker, questo non è decisamente il libro che fa per voi. Anche se alla fine la rivelazione del "colpevole" è stata particolarmente creativa e inaspettata, alcuni dei passaggi che sono stati fatti per arrivarci mi sono sembrati forzosi e non del tutto coerenti con lo sviluppo della trama, quasi come se l'autrice si fosse inventata all'ultimo una pista da seguire per evitare di arrivare a un punto fermo. Una critica importante che ho da fare è sulla protagonista: forse non ho mai subito lutti o traumi abbastanza importanti da identificarmi totalmente o solo in parte con lei, ma ci sono stati tantissimi momenti in cui ho pensato che fosse eccessivamente drammatica e il suo dolore fosse un po' troppo spettacolarizzato. Particolarmente frustrante è vedere un personaggio circondato da persone che gli vogliono bene e disposte a fare di tutto per aiutarlo che invece decide di chiudersi in se stesso e rifiutare categoricamente qualsiasi tipo di input esterno per crogiolarsi sempre di più nel proprio dolore e nel desiderio di vendetta. Avrei da ridire anche sulla premessa generale del libro: ci viene detto fin da subito che Eve Yang ha un olfatto portentoso ma che ha perso la propria abilità dopo la morte del fratello, ma ci sono diverse istanze nel corso di tutto il libro in cui sembra averla recuperata perfettamente, anche quando non è sulle scene del crimine (il cui odore è a quanto pare l'unico antidoto, che le permette di recuperare le abilità perdute per qualche minuto). Una buona premessa, che però ha delle falle. Ci sono stati anche salti temporali, flashback e flash-forward che non sempre erano ben comprensibili e a volte sembravano buttati a caso, ma alla fine devo ammettere che hanno avuto l'effetto di disorientarmi e lasciarmi la sensazione di voler sapere di più, quindi non è una caratteristica del tutto negativa. In conclusione, non il thriller più accattivante o ben riuscito che abbia mai letto, ma è stata comunque un'esperienza di lettura piacevole e senza intoppi. Sono comunque soddisfatta di essere arrivata fino in fondo.