4.5/5
Słuchajcie, jestem zakochana w tym jak pisała Fallaci, a to dopiero teksty z początku jej kariery. Dziennikarka kojarząca się głównie z polityką w „Uwielbianych” pisze o Hollywood lat 50-tych i sprawiła, że natychmiast chcę się przenieść w czasie.
Zaczyna grzecznie od melancholijnej Audrey Hepburn, osóbką z niewysłowionym smutkiem w oczach. Potem moi drodzy wchodzi awanturniczy James Dean, szatan, w którym zakochałam się po kilku akapitach (potem się niby odkochałam, ale w prawdziwym życiu nie byłoby to proste). Jedna z niewielu gwiazd świata filmu, która po tragicznej śmierci zyskała na popularności, co w ówczesnym Hollywood się nie zdarzało. Czuły barbarzyńca, tęskniący za zmarłą matką, porzucony przez ojca, niezwykle wrażliwy, karmiący się swoją rozpaczą, pracowity, autodestrukcyjny, przerażony samotnością i turbo obrażalski. Największa drama queen ever.
Dalej razem z Fallaci biegamy po Nowym Jorku za Marilyn Monroe, i pogoń ta stała się tak sensacyjna, że zainteresowała światek dziennikarski, który to właśnie z Fallaci chciał przeprowadzać wywiady. Czy ostatecznie udało im się spotkać? A to już musicie same się przekonać, kto tu kogo na koniec wystawił. PS. Marilyn też kocham.
Kolejną gwiazdą jest Ava Gardner i mimo tego, że z dotychczasowych sław opisywanych przez dziennikarkę znałam ją najmniej, to stała się moją ulubienicą. To dopiero była diablica, nie bojąca się mówić co myśli, wiedząca czego chce, nieokrzesana i biegająca po przyjęciach na bosaka, bo wtedy czuła się wolna i przypominało jej to wiejskie dzieciństwo. W dodatku była uwikłana w love hate relację z Sinatrą, o której chce czytać więcej!
W drugiej części książki zebrane są krótsze teksty o kilku innych gwiazdach czy tematach, np. o tym jak Fallaci przywiozła do Los Angeles dla Sophii Loren walizkę spaghetti ręcznie robionego przez matkę aktorki i tym znowu reporterka wzbudziła zainteresowanie mediów. I Joan Collins - love.
Mam nadzieję, że powyższe pokazało jak bardzo mi się podobało, jak mocno polecam i jak stałam się ogromną fanką pióra Oriany. Czytajcie!