Zbrodnia w Kobierzynie to reportaż dotyczący unicestwienia „uciążliwych” pacjentów szpitali psychiatrycznych na ziemiach polskich, ale nie tylko. Tych niehumanitarnych czynów dopuściły się Niemcy, którym rzekomo takie „eksperymenty” miały pomóc, no właśnie w czym? Prawda jest taka, że było im to potrzebne w celach eksterminacyjnych. W ich umysłach każdy chory był tym „gorszym” „innym” dlatego należało się ich pozbyć.
Pan Molenda zabiera nas do czasów drugiej wojny światowej, gdzie Niemcy rządzili się własnymi prawami, prawami które prowadziły do mordu ludzi słabszych psychicznie. Zazwyczaj skupia się uwagę na Holokauście czy rożnego rodzaju eksperymentach na ludziach itp. SS na celownik wzięli nawet ludzi, którzy wymagali pomocy psychiatrycznej. Mordowani byli Polacy, Żydzi, Romowie i inni.
Niemcy zabijali umysłowo chorych, tylko dlatego że byli „zbędni”, „niepotrzebni” a na takich szkoda wydać centa, bo są nic nie warci. Do zakładów dla psychicznie chorych trafili ludzie zdeformowani, niepełnosprawni, którzy tam nie powinni być. Co robili z nimi SS? Pozbywali się ich w karygodne sposoby obiecując im coś co nie miało nigdy miejsca, a później trenowano w tym miejscu np. Hitlerjugend.
Nie znałam wcześniej historii szpitala w Kobierzynie, więc to co autor zamieścił w reportażu było dla mnie czymś nowym. Niektóre fragmenty są takie, że ciężko cokolwiek napisać, bo są po prostu nieludzkie, niewiarygodne a jednak się wydarzyły. Autor pisze prostym, zrozumiałym językiem. Pojawiają się też zdjęcia, pewne postacie.
Tylko jedna kobieta przetrwała to bestialstwo w szpitalu.
Dla mnie to było ludobójstwo, brak jakiejkolwiek empatii do drugiego człowieka.
Powiedziałabym, że historia zatacza koło. Widząc co dzieje się na świecie uważam, że człowiek nie wyciągał żadnych wniosków z tej brutalnej, nieludzkiej przeszłości.
Dziękuję wydawnictwu Filia, Filia na faktach za książkę do recenzji.