Triumf zuchwałości, spektakularne kariery i druzgocące bankructwa.
Ekscytująca opowieść o czasach, w których rodził się kapitalizm.
Druga połowa XIX wieku, Drohobycz. Złoża ropy, które odkryto na terenie galicyjskiego miasteczka, przeistaczają je w stolicę bogactwa i przemysłu. Kalikst Cisek, człowiek znikąd, mimo że do miasta dotarł pieszo i w łachmanach, ma jednak ze sobą odpowiedni kapitał i konkretny plan. Pieniądze i znajomości sprawiają, że mężczyzna szybko awansuje, stając się jednym z bogatszych i dyktujących warunki drohobyczan.
Kalikst ma wszystko – liczne kopalnie, żonę, którą posyła na kuracje do Cannes, urządzony z przepychem pałac, służbę, latający balon, a nawet dwugłowego psa. Ma też jednak niebywałe poczucie wyższości, umiłowanie do hazardu i romansów.
Czy Kalikst to bezwzględny bandyta? Owładnięty żądzą pieniądza szaleniec? A może ofiara swoich czasów? Odpowiedzi na to pytanie poszukuje jego syn Leon, rozliczając ojca z nawet najdrobniejszych przewinień.
Historia, która tak jak Ziemia obiecana zapisuje się w pamięci na długo.
Kalikst Cisek, człowiek znikąd. Koniec XIX wieku. Borysław, Drohobycz i okolice, które stają się przemysłowym zagłębiem. Jedna po drugiej powstają kopalnie. Przemysłowcy zbijają fortuny, które równie szybko można stracić. Kalikst, nie jest w ciemię bity. Od razu wyczuwa koniunkturę i umie zakręcić wokół własnych interesów. Jest zawzięty, pozbawiony skrupułów i zdecydowany na, by po trupach iść do celu. Jego spryt, niczym Nikodema Dyzmę, wynosi go na sam szczyt.
Kalikst to z jednej strony zagubiony człowiek, z drugiej cwaniaczek, czyhający tylko na swoją okazję. Początkowo mały kombinator, potem największy gracz. Człowiek bez hamulców, bez litości i spadający zawsze na cztery łapy. Dokąd go to zaprowadziło? Byłam bardzo zaskoczona.
To powieść o męskości, dominacji, koniunkturalizmie, miłości i ropie naftowej. To też opowieść o tym, że w z zderzeniu z wielką historią, człowiek jest jak liść na wietrze. Historia skomplikowanych relacji rodzinnych, zaniedbań i emocjonalnych kosztów, które trzeba ponieść. Osobliwe połączenie? Może, ale na pewno nie ma nudy. Jest tu wszystko. Czeluść i wzniosłość, miłość i nienawiść, przyjaciele i wrogowie, wielkie pieniądze i równie wielka nędza. Całość umieszczona w realistycznym świecie końca XIX wieku.
Do tego trzy różne narracje. Matka, ojciec i syn. Ich osobne życia i diametralnie różne historie. Stylizacje językowe i niuanse obyczajowe. Autor bardzo zadbał o szczegół i solidne umocowanie fabuły w ówczesnej rzeczywistości.
Dobra powieść. Odrobina szaleństwa, humoru i konkretna historia. Proza smolista i gęsta, niczym ropa naftowa.
Czy po śmierci istnieje dla nas sprawiedliwy świat? Czy zostaniemy rozliczeni z tego, jak prowadzimy się tu - na ziemi? Jaki jest sens i czy warto? Takie pytania nasuwają mi się po lekturze Kaliksta. Powieść, która ma trzech narratorów - ojca, matkę i syna. Ostatni z nich jest ofiarą swoich własnych rodziców, próbuje ich rozliczyć z traum, jakie mu urządzili za życia. Ziemia obiecana, zalana ropą naftową, przesiąknięta krwią tych, którzy stali się jej ofiarami. Jeśli gdzieś istniało piekło na ziemi - to w Drohobyczu.