Brilla, mar del Edén es una novela del fin de las creencias, describe la crisis total de un mundo y de una época y propone un nuevo camino, que surge de la música y del silencio. Su punto de partida se inspira en una famosa serie de televisión. Un avión de pasajeros que va de Los Ángeles a Singapur se estrella en mitad del Pacífico y los noventa supervivientes se ven atrapados en una isla paradisíaca, aparentemente deshabitada, donde quedan incomunicados y a merced de toda clase de peligros y misterios. Entre los supervivientes hay americanos, españoles, indios, latinoamericanos, dos mormones, un obispo católico, un maestro de yoga con sus seguidores, un cirujano, un escritor chileno que se hace llamar Roberto B., la actriz Nicollette Sheridan, dos niños geniales, una mujer española y su hija india adoptiva, un profesor de la Universidad de Calcuta y su joven esposa, un timador profesional, un millonario suizo, un japonés que estuvo en la secta Aum Shinrikyo, una socióloga mexicana enamorada de las culturas nativas de su país y el narrador de la historia, un compositor español llamado Juan Barbarín que vive en Estados Unidos y está obsesionado con la música romántica, las mujeres y la Octava Sinfonía de Bruckner.
Esta es una novela de aventuras y de vidas cruzadas, pero también una novela lírica y filosófica. Se extiende por varios continentes, con episodios en Estados Unidos, la India, Japón y México que son casi novelas en sí mismas. Y la historia de la Pradera, un lugar mágico que quizá esté en la isla, y al que quizá sea posible llegar.
Licenciado en Filología Española por la Universidad Autónoma de Madrid. Residió en Nueva York, donde escribió varias obras de teatro en inglés, dos de las cuales (Nympho Lake y Ophelia) se representaron en el circuito off off Broadway. Gran aficionado a la música, ejerce la crítica de conciertos de música clásica en el periódico ABC, en cuyo suplemento cultural también mantiene una columna semanal. Ha sido pianista de jazz durante muchos años. Trabaja como profesor de español en la Escuela Oficial de Idiomas de Madrid.
En 1995 publicó su primera novela, La música del mundo, que obtuvo el Premio Ojo Crítico de Radio Nacional y fue recibida con grandes alabanzas por los principales críticos españoles. Posteriormente ha publicado varias novelas más: El mundo en la Era de Varick (1999), La sombra del pájaro lira (2003), El parque prohibido (2005, su primera incursión en la literatura juvenil y Memorias de un hombre de madera (2009, IV Premio Tristana de novela fantástica).
Además de la novela, Ibáñez ha cultivado también otros géneros. En 1994, su relato "No esperes" fue recogido en la antología Páginas amarillas. Su libro de relatos El perfume del cardamomo obtuvo el premio NH de relatos inéditos , y ha sido publicado por la Editorial Impedimenta, en 2008. Su libro de poesía El bulevar del crimen fue accésit del premio Rafael Morales. Es también un destacado articulista, colaborador habitual de Revista de Libros y del suplemento cultural del diario madrileño ABC, donde publica una columna titulada Comunicados de la tortuga celeste.
Existen las novelas río, así como también existen las novelas mundo. "Brilla, mar del Edén", de Andrés Ibáñez, es una novela mundo. ¿Por qué digo esta aparente tontería? Porque en ella se recoge el mundo entero. El mundo conocido, quiero decir. Y el desconocido también. Cualquier mundo imaginado, en realidad. De tal modo que parece imposible no encontrarse a uno mismo encerrado —descrito— en una cualquiera de las muchas historias que alberga esta gran novela mundo. Unos náufragos van a parar a una isla aparentemente desierta. A partir de ahí, todo puede suceder, y de hecho sucede, todo está contenido en esa isla, todo puede tener lugar. Y además narrado con el estilo y el temple característico del autor madrileño, que confiere a sus obras esa magia inherente a la verdadera literatura, la que indaga, la que cuestiona, la que pervierte, la que interroga, la que sugiere… Hay entre los náufragos incluso un escritor chileno que responde al nombre de Roberto B. Y también hay diversos pasajes de la novela sobre los que sobrevuela la sombra del mejor R. Bolaño. Está también la pradera-Bruckner, que ya apareció en la primera novela de Ibáñez, "La música del mundo". Y están los 'insiders', y una chica que se ha visto obligada a huir de México porque la persiguen los narcos, un paralítico al que la isla le concede una segunda oportunidad, un compositor de escaso éxito cuya auténtica pasión son las mujeres, un exmiembro de la secta Aum Shinrikyo… Son casi 800 páginas imposibles de resumir en un breve texto como este —ni falta que hace, por otra parte—. Si alguien quiere saber de qué va realmente esta novela-mundo, no va a tener más remedio que leerla entera. Solo puedo garantizarle que, si de verdad ama la literatura sin aditivos ni colorantes, no le defraudará.
To dziwna książka. Chyba pretenduje do miana powieści totalnej. Ma kilka poziomów - najprostszy to literacka wersja serialu "Lost". I momentami bywa lepsza od serialu: skondensowana fabularnie, wypełniona wydarzeniami po brzegi, całkowicie nieprzewidywalna. Ale docierając do końca widać, że nie ma chaosu tylko przemyślana konstrukcja pod każdym względem. Potem mamy zabawę, czy grę konwencjami literackimi, mieszaninę tropów, które wymagają od czytelnika rozgarnięcia, znajomości dzieł czy biografii do których autor nawiązuje. Autor pisze erudycyjnie, że swadą i swobodą. Za każdym razem wraca pytanie: dokąd to prowadzi. Zachwyt krytyków wskazywać może że dokądś. :) Ja nie wiem. To jest - fabularnie jest to dzieło zamknięte, skończone. Nie powoduje uczucia przesytu, choć jest bogate. Powieść jest obszerna, ale wessała mnie niesamowicie. Przeczytanie stu stron dziennie to była fraszka. Na pewno do niej wrócę bo lektura była dużą przyjemnością a poza tym wątpię, abym ogarnął całość za pierwszym razem. :)
Nie wiem jak to ocenić. Z jednej strony byłam bardzo zaangażowana w tą historię, z drugiej strony końcówka zepsuła wszystko - autor niby napisał tą książkę, bo nie podobało mu się zakończenie "Zagubionych" i postanowił napisać własne - jak dla mnie o wiele gorsze. Fani serialu będą mieli wielki ubaw i będą przecierać oczy ze zdziwienia, że autora nikt jeszcze nie pozwał za, jakby nie było, plagiat. No i opisy! Naprawdę, gdyby autor nie opisywał na dwie strony każdej rzeczy znajdującej się w pomieszczeniu/bunkrze/walizce czy gdziekolwiek jeszcze ta książka miałaby 500 stron zamiast 800 i wyszłoby jej to na dobre.
Mieszanka piorunująca - nawiązania do serialu Lost, erudycyjne wycieczki w świat filozofii, muzyki i literatury, i, niestety, New-Age’owy bełkot, który ostatecznie zwycięża. Dziwna przygoda.
Totally fan fiction from the series Lost. Almost plagiarism…maybe more than just almost. But the lovely translation raises it from 2.5 to 3 stars. If it were summer it would be a pleasant beach read. International Booker long list? That perplexes me.
Finished 1/3 of the book, just couldnt get through it. Layers of the plot started getting weird. Also, I disliked the narrative around women presented by the main character.
Fan-fiction i literacka zrzynka z serialu "Zagubieni"? Owszem. Do tego stopnia, iż trudno wyjść z podziwu, iż autor "Lśnij, morze Edenu" nie został dotąd pozwany przez twórców serialu (brak anglojęzycznego wydania książki może być w tej materii niejaką wskazówką). Szkielet i sploty okoliczności znane widzom telewizyjnej serii znajdują tu często dokładne odzwierciedlenie. Powiązane z "LOST" wydarzenia, bohaterowie i elementy serialowej mitologii nierzadko różnią się na poziomie detali. Plagiatowanie cudzego dorobku trudno poczytywać za zaletę, jakkolwiek przyznać muszę, że ja bawiłem się przednio odnajdując kolejne elementy znane z serialu, które autor - zaskakująco często z pozytywnym wynikiem - przerobił na swoją modłę.
Jakkolwiek, obok szkieletu, jakim jest główna oś fabuły serialu, Ibanez dał tutaj upust wszystkim swoim pasjom - od nawiązań do muzyki klasycznej poprzez nawiązania do filozofii, religii i mitologii wszech rodzajów, klasyki literatury i komiksu na wszelkiego rodzaju odniesieniach do kultury popularnej wszelakiego sortu kończąc. Wydaje się, że autor nie odmówił sobie włączenia w treść niniejszej książki żadnego pomysłu - niezależnie od tego, jak bardzo absurdalnym i odrealnionym by nie był - który przyszedł mu do głowy w trakcie pisania.
Jest "Lśnij, morze Edenu" powieścią znakomicie napisaną - gawędziarski i pełen literackich ornamentów styl autora sprawia, iż mimo objętości przez książkę dosłownie "płynie się", czerpiąc ogromną przyjemność - zaludnioną doskonale nakreślonymi postaciami - mimo ich ogromu połapanie się w gąszczu imion nie sprawia najmniejszego problemu - i po wielokroć zaskakującą, zarówno pod kątem formalnym, jak i rozwiązaniami fabularnymi (z wyłączeniem tych, które znało się z serialu).
Trudno mi jednoznacznie książkę Ibaneza polecić, bądź odradzić. Dla fanów "LOST" może być to ciekawy powrót do klimatów znanych z serialu, tudzież zaskakująca interpretacja jego mitologii, dla innych trudny do strawienia melanż gatunkowy i stylistyczny. Osobiście traktuję "ponowną" wycieczkę na Wyspę za udaną a uznając - mimo wszystko - "Lśnij, morze Edenu" za wyrafinowane fan-fiction, stwierdzić muszę, że nie czytałem dotąd niczego lepszego z takiej to kategorii.
Ja nie wiem, co tu się stało. Chyba po raz pierwszy w życiu przeczytałem ponad 800-stronicową książkę napędzany wyłącznie bezbrzeżnym zdumieniem. Okładka mówi o autorze, że to najlepszy pisarz hiszpański swojego pokolenia, mówi też, że książka została nagrodzona czymś prestiżowym. Wielu rzeczy mogłem się spodziewać, sięgając po rzecz o rozbitkach na wyspie, opisywaną jako "swoisty miks Dzikich detektywów Bolano, Władcy much Goldinga, Burzy Szekspira i… serialu Zagubieni", ale w życiu nie spodziewałem się, że to będzie tak bezczelna kalka tego ostatniego. I właśnie ta bezczelność sprawiała, że czytałem właściwie tylko po to, żeby sprawdzić w kolejnych rozdziałach, jakie to jeszcze motywy autor sobie przywłaszczył. Bardzo jestem ciekaw, czy wydawcy i kapituła tej nagrody, którą dostał Ibáñez, mają bardzo pojemną definicję inspiracji (i uważają, że to dobra literatura, bo intertekstualność tak bardzo), czy po prostu "Lost" jako dzieło kultury niskiej leży poza granicami ich zainteresowań i np. wystarczy im, że wiedzą, że był swego czasu taki megapopularny serial o rozbitkach na wyspie, więc warto zareklamować nim książkę, ale nie oglądali, więc nie zdają sobie sprawy, ile tu jest hmm... zapożyczeń. Serio, jestem pod wielkim wrażeniem zuchwałości autora. W Rosji jakiś koleś napisał 13-tomową serię o uczennicy szkoły magii "Tania Grotter i [cośtam w zależności od tomu]", Ibáñez wziął "Lostów" i zrobił z nich literaturę piękną, nic tylko brać coś kasowego i przepisywać po swojemu.
Według reklam miała to być lepsza wersja telewizyjnego serialu "Lost". Owszem, jest to jakieś zapożyczenie z tego właśnie serialu, ale czy lepsze? Według mnie: nie. Pominę litościwie rozwodzenie się nad sensownością kilkustronicowego wymieniania z imienia, nazwiska, zapachu i czego tam jeszcze wszystkich kochanek Juana Barbarina i kilku podobnie ożywiających akcję zabiegów zastosowanych w książce (jakoś mi się to nieodparcie kojarzyło z legendarnym wydawnictwem które zaczynało się "Przez prerię pędzi koń. Patataj, patataj..." itd. aż do końca. Mętne to, a nawet powiedziałbym: zamulone obłędnie. Autor zaczyna jakieś wątki i je po prostu zostawia, brnie za to nader często w jakieś pseudopsychologie i pseudofilozofie. I tak to Juan się rozbił samolotem i dalej nie wiadomo co i po co. Do końca tak niestety nie wiadomo. Dawno się tak nie umęczyłem. Patataj, patataj, patataj - moja rada - szkoda czasu: jedźcie w inną stronę.
Bardzo dobry początek, wciągający, wartka akcja, piękne opisy. Niestety im dalej w las tym gorzej. Niepotrzebny filozoficzny bełkot, kilka ważnych, a zupełnie niewyjaśnionych wątków. Historia mogłaby być zawężona do 300-stu stron, bez bezsensownych wywodów na nijakie tematy czy opisywania przeszłości bohaterów, która nie ma najmniejszego znaczenia dla fabuły. Najfajniejsza z tej książki jest okładka, o reszcie chcę raczej szybko zapomnieć.
Na ponad ośmiuset stronach dość trudno jest w taki sposób snuć historię, aby swojego czytelnika nie zniechęcić ani nie znużyć. Ibanezowi ta trudna sztuka niezanudzenia udaje się znakomicie. Duża objętość książki pozwala na różne ciekawe zabiegi formalne, na zmienianie stylistyki narracji, na umieszczenie - szkatułkowo - kilku pomniejszych (acz nie mniej emocjonujących) opowieści. Jest tu dużo powieści przygodowej, trochę suspensu, trochę przemyśleń. Zakończenie - choć nie wszystkim pewnie się spodoba - ze mnie wycisnęło łezkę. Mimo że czytałam tę książkę prawie dwa tygodnie (wiadomo - sesja, studia, życie), za każdym razem, gdy ją otwierałam, świetnie się przy niej bawiłam. Bardzo ciekawa propozycja na wakacje dla każdego, kto nie boi się czegoś nieco innego. I - dla mnie - maksymalna ocena; bo wszystkie nagrody, które ta książka zdobyła, są jak najbardziej zasłużone.
Urzekła mnie ta historia (wiadomo: klimat tropikalnej wyspy, PRZYGODA, psychodeliczne wizje, intrygujący bohaterowie i miłość w tle), ale jednak pozostaje poczucie pewnego niedosytu i braku konsekwencji, które się pojawiło gdzieś przy 80% i nie opuściło aż do końca.
Acción y reflexión, una pluma preciosa y enseñanzas que me acompañarán durante mucho tiempo. No le puedo pedir más. Despedirme de este libro ha sido como despedirme de un buen amigo con el que he pasado momentos y experiencias increíbles.
I adored this book for the first half and then had to start skimming through the chapters that gave a lengthly background on philosophies and mythologies, as I found them a bit tedious. Bits of the ending did not gel for me, but for a long stretch, I found this book quite exciting.
Lo peor es que parece una novela mal traducida del inglés. El principio es prácticamente igual que Lost, no sé hacia dónde derivará, pero no me interesa con esos diálogos de película doblada y esa prosa repetitiva. Abandono.
me gustó adentrarme en su graaaan universo con mucha riqueza variedad y cosas interesantes. solo me dio un poco de cringe algunas partes en que da excesivo protagonismo a hablar de los cuerpos de mujeres. y tmb quedaron muchos cabos sueltos. pero por lo demás un 10. divertido y nutritivo
Mam bardzo mieszane uczucia związane z tą książką. Były fragmenty, które bardzo mi się podobały. Bardzo dobrze nakreślone postaci. Byłem zawiedziony zakończeniem historii.
Me ha gustado la mayor parte del tiempo, algunas cosas no tanto. Es una gran idea lo de inspirarse en una popular serie de television para hacer literatura de calidad. Así se puede alcanzar mayor profundidad, hacer una historia mas adulta, oscura y filosófica. Varios personajes del libro están directamente calcados de los de la serie. Destaca Wade, el John Locke del libro. Los misterios de la isla coinciden bastante aunque no siempre, leyendo he sentido la misma fascinación que sentía cuando veía Lost. Los capítulos que podríamos llamar de flashback, en los que se conoce el pasado de unos pocos personajes, aunque son buenos no me han acabado de gustar, aportan poco, rompen el ritmo y alargan demasiado la novela. Lo peor es que hacia el final se vuelve demasiado mística y espiritual, se me indigestan estos temas, me cuesta tragarlos. Y en cuanto a los misterios de la isla, pues igualito que en la serie, no se solucionan demasiado, solo se sugieren algunas explicaciones.