Retelling Pięknej i Bestii w bliskowschodnich klimatach.
Dalia pamięta ponure bajki z dzieciństwa i wie, że lepiej trzymać się z daleka od spalonej ziemi. Przeznaczenie ma jednak na ten temat inne zdanie. Wplątana w niezrozumiałą intrygę sułtana, Dalia zostaje przyrzeczona Bestii z Nieziemia - czarnoksiężnikowi, o którym dotąd nie śmiały nawet szeptać pustynne piaski.
To, co kiedyś wydawało się dziecięcym koszmarem, powoli staje się prawdą, a Dalia odkrywa, że ta może mieć różne oblicza.
Przygotuj się na fascynującą podróż przez świat, w którym zderzają się magia i przeznaczenie!
Nasza główna bohaterka jest silna i niezależna. Jest uzdolniona alchemiczną i żeby przetrwać musi sobie ubrudzić ręce. Nagle zostaje zmuszona do związku z władcą Naziemia. Dalia to prawdziwy badass! Jest sprytna i mam wrażenie, że nie boi się niczego.
Autorka stworzyła niesamowity świat. Te wszystkie stworzenia były tak szczegółowo opisane (a było ich sporo!! Od koloru do wyboru) Mogłam sobie to wszystko zobrazować bez problemu. Uwielbiam takie książki, gdzie wszystko jest tak opisane (trochę jakby się oglądało film) miałam tak jeszcze z „czerwonym świtem”.
Początek mi trochę dłużył, ale za końcówka przyspieszyła i żałowałam, że to już koniec przygód naszej pary. Poczytałabym jeszcze trochę o nich, szczególnie razem!! Mamy tu mocny slowburn i też w tej relacji liczyłam na więcej i moja romantyczna dusza lekko ucierpiała.
Bawiłam się dobrze. Pełno tu sekretów i niedopowiedzeń. Odkrywamy całkowicie nowy świat. Zostajemy w niego rzuceni i radź sobie sam i do tego jeszcze po ciemku (i to dosłownie).
Jak szukacie trochę innej wersji retelingu „pięknej i bestii” to zachęcam was. Sam duży plus jest za oryginalność. Kultura bliskiego wschodu połączona z krainą pełna dziwnych i mrocznych kreatur. Say no more
moja recka zaraz po skończeniu o jakiejś 2 w nocy:
Fenomenalny debiut, który wciągnął mnie już od pierwszych stron. Niesamowite prowadzenie bohaterów przez ten świat, swoje wewnętrzne rozterki i trudności, z którymi musieli w międzyczasie się mierzyć. Uwielbiam klimat tej historii, wszystkie możliwe rozmowy między Dalią i Zahirem oraz TĘ MAGIĘ!! Jestem naprawdę pod wrażeniem jak dokładnie została stworzona cała fabuła i świat wykreowany, bo nawet jak skakaliśmy z różnych perspektyw to połapaniem się w tym wszystkim nie sprawiało mi większego problemu i nie odbierało także przyjemności z zaskoczenia, bo nie każdego aspektu się domyśliłam ofc. DALIA I ZAHIR >>>>>>> kocham ten duet naprawdę!! jestem przeogromną fanką prowadzenia ich relacji i tego jak naturalnie to wszystko powoli się między nimi rozwijało. LOVE. IT. She’s sarcastic, bitchy and funny and he’s a cinnamon roll but could kill you. JAKBY CZY WY SŁYSZYCIE JAKIE TO JEST SUPER?!?!
Ja jestem ogromnym fanem Bajek, legend i baśni, ogólnie takich historii, w których występuje dobro i zło. Jedna z moich ulubionych bajek to historia pięknej i bestii, dlatego też nie mogłam przejść obojętnie obok nowej książki Agnieszki Zawadki. Autorkę obserwuję już od jakiegoś czasu w mediach książkowych i bardzo czekałam na ten tytuł.
W książce poznajemy Dalię, która jest Alchemikiem i mamy też bardzo potężnego czarnoksiężnika, który jest taką naszą bestią. Przez intrygę Sułtana jej życie zamienia się w piekło, ale czy aby na pewno?
Ta baśń została już tyle razy wałkowane, że bardzo trudno było mnie oczarować, a jednak Agnieszce się to udało. Byłam zauroczona i zahipnotyzowana, nie mogłam oderwać się od tej historii i przede wszystkim relacji, jakie tam się tworzą. I żeby nie było, to nie jest kolejny słodki romansik w realiach fantastycznych, bo jest to książka pełna intryg i tajemnic. I o ironio ja czułam też taki mrok i ciemność tej historii co ta bajka daje nam ogromną nadzieję.
Mamy to też świat zbudowany praktycznie od podstaw z własnymi politycznymi zagwozdkami i z umowami między królestwami i z taką ogólną legendą tego miejsca, podobało mi się to bardzo. Ale to jest mój jeden z niewielu minusów, że rzeczywiście ten świat mógł być jeszcze lepiej dopracowany, bo czasami zabrakło mi wyjaśnienia, skąd się coś wzięło albo dlaczego tak coś wygląda. No i też co do bohaterów miałam pewne zastrzeżenia, bo jednak te relacje mogłyby być głębsze. A oni sami bardziej dopracowani, bo czasami nie rozumiałam ich zachowań i tego skąd wynikają.
Dla mnie jest to taka 4/5 ⭐️.
Jednak trzeba mieć na uwadze, że to nie będzie historia dla wszystkich. Bo jednak nie jest to książka w 100% o pięknej i bestii, owszem bestia jest jak i w oryginale mniej straszny, a jego wizerunek przerysowany, ale więcej skupiamy się na świecie i problemach.
I niestety samo zakończenie jest dla mnie rozczarowaniem, bo liczyłam, że historia pójdzie w całkowicie innym kierunku. Jednak nie mogę ukryć tego, że było to bardzo dobre pierwsze spotkanie z twórczością autorki, na pewno nie ostatnie.
Jeśli szukacie książki, która sprawi, że zapomnicie o całym świecie, byle tylko dowiedzieć się, co wydarzy się w następnym rozdziale - „Tonąc w Mroku” sprawdzi się idealnie! To ekscytująca i angażująca opowieść o silnej dziewczynie, której spryt i determinacja zostaną wystawione na próbę. Kiedy przeczytacie tę książkę, dowiecie się co to znaczy „utonąć” i zatracić się w porządnej fantastyce.
Czytało mi się ją naprawde przyjemnie samo pióro autorki jest naprawde fajne ale trochę mi to wszystko dłużyło a szczególnie pierwsza połowa książki druga była swietna
4/5⭐ Dalia stara się, jak tylko może, żeby przetrwać w Hisham. Jest alchemiczką, która nie została zatrudniona do Cytadeli, więc musi znaleźć inny sposób na przeżycie w mieście. Ma pracownię, która oferuje stworzenie wielu specyfików za określoną opłatą. Wszystko zmienia się w momencie, w którym sultan każe porwać ją z ulicy i informuje o tym, że Dalia jest jego nieślubnym dzieckiem. Zostaje przedstawione jej ultimatum - albo będzie udawać siraską ikshidę i stanie się przyrzeczoną czarnoksiężnika z Nieziemia, albo straci życie za swoje alchemiczne występki. Każdy słyszał bajki o Nieziemiu. Krainie bez słońca, w której żyją straszne bestie i czarnoksiężniczy z ogromną mocą. Dalia zgadza się na ten plan, wiedząc, że jeśli odkryją, że nie jest ikshidą, może spotkać ją los gorszy od samej śmierci. Kocham książki, których akcja dzieje się na pustyni, jest mnóstwo słońca oraz moce, które wylewają się z kart powieści. Liczyłam właśnie na taką książkę, dopóki nie dowiedziałam się o Nieziemiu i fakcie, że jest to kraina pod ziemią, bez słońca😅 Sprawiło to, że pokochałam tę historię jeszcze bardziej. Ta kraina została opisana po prostu cudownie, a ciemność otaczająca bohaterów była tak mocna, że bałam się, iż zaraz może otoczyć też mnie. Każda z istot zamieszkująca ten świat była inna, lecz opisana tak dokładnie, że wyobraźnia działała cuda. Dalia doliczyła do grona moich ulubionych bohaterek literackich. Jest mądra, charyzmatyczna i dążąca do celu. Jednak całe moje serce skradła eushat, która miała niesamowite teksty i odpowiedź na wszystko😅 Wątek romantyczny nie ma żadnych skaz. Nie był opisany na siłę, wszystko działo się samo. Boli mnie fakt, że to już koniec tej historii. Że nie usłyszę już żadnej nowej ciekawostki od Jackota, nie przeczytam kolejnej ciętej riposty eushat i nie zobaczę następnej wymiany zdań między Dalią i davharem. Czekam na kolejne książki autorki, bo ta zawładnęła całym moim sercem!!
"Jeżeli Zahira była pięknym płatkiem róży, to Dalia przypominała pustynnego skorpiona. Stworzona, żeby przetrwać. Nawet gdy robiło się paskudnie." •• "- Lament, płacz i łzy są dobre dla arystokratów - stwierdziła, nie kryjąc lekkiej drwiny. - Tam, skąd pochodzę, trzeba zacisnąć zęby i próbować przetrwać." ************ Co tu dużo mówić, to była naprawdę świetna historia.
Już od pierwszych stron dzieje sie dużo. Pościgi, porwania, spiski, klątwy i niebezpieczne sekrety, a to tylko na początek. Dlatego z całą pewnością nie grozi wam nuda. Druga rzecz to bohaterowie. Relacja Dalii i Davhara oparta na motywie "enemies to lovers" jest subtelna i sprawdza się doskonale, podobnie jak postać eushat, która przyprawi was o salwy śmiechu. "Tonąc w mroku" to wprost idealna pozycja dla odrobinę młodszego czytelnika na rozpoczęcie książkowej przygody.
Przyznaję, że nie spodziewałam się, że ta historia aż tak mnie porwie, a pochłonęłam ją na raz. Czytajcie.
KOCHAM KOCHAM KOCHAM bawiłam się wybornie po pierwsze, wiele cudownie wykreowanych postaci; dalia, davhar, aatika, eushat, jackot🫶🫶🫶🫶🫶 ponadto, bardzo ciekawa fabuła i kreacja świata całość w podobnym klimacie co trylogia dewabad co prawda niektóre elementy były bardzo typowe... ale nie zmienia to faktu, że i tak bardzo mi się podobały wątek romantyczny też był świetny
[porządniejszą recenzję zdecydowanie napiszę na bookstagram @fioletowe.znaczniki 😇😇✨]
Chyba 4.5 Bardzo dobrze się bawiłam, polubiłam postaci, a sama historia mi się podobała. Miałam jeden moment, który był zdecydowanie wolniejszy, ale tak to akcja miała przyjemne tempo. Wątek romantyczny też dobrze poprowadzony. Nic nie było na siłę lub za szybko, wszystko sie rozwijało naturalnie. Uważam, że jest to bardzo dobra jednotomowka.
Bardzo przyjemna książka, ale mogłaby być trochę dłuższa. Zakończenie wydało mi się trochę zbyt nagłe, jakby autorka miała narzucony limit stron albo coś. Chętnie poczytałabym jeszcze trochę :) Ale ogólnie naprawdę ciekawa lektura, wciągnęłam w dwa wieczory.
Bardzo dobrze napisany retelling „Pięknej i Bestii”. Nie moglam oderwać się od czytania. Długość rozdziałów sprawia, że wraz z ciekawością zaczynasz czytać kolejny. Głowni bohaterowie szybko zdobyli moją sympatię. Wykreowany świat na pewno zostanie na długo w mojej pamięci. POLECAM 4.5/5⭐️
Liczyłam na coś innego zaczynając tą książkę, początek był ciekawy ale im dalej tym było nudniej nie czułam żadnej chemii między bohaterami, lubię retellingi Pięknej i Bestii ale tutaj mało było podobieństwa.
zajebiste to było, szukałam jakiegoś audio do Simsów, a znalazłam takie cudo, kocham głównych bohaterów i staruchę, a najbardziej to, że to fantasy ze slow burenem, jednak lubię takie wątki romantyczne hehe
Widziałam, jak TWM było updatowane na Wattpadzie i nie mogłam się doczekać, aż papierowa wersja stanie na mojej półce - w dodatku w oryginalnej, fantastycznej okładce.
Ta książka ma wszystko to, czego szukałam. Pustynne romantasy trafia na listę ulubionych!
I can't believe this book was published on Wattpad first! I had so much fun reading it and not even once did I roll my eyes or cringed.
I got hooked from the first sentences. Zawadka's writing style isn't simple but at the same time not overly dramatic or poetic either. Descriptions and dialogues went smoothly without feeling out-of-the-place.
The plot was interesting with enough mystery to keep me engaged. Even though I felt like I couldn't quite grasp the meaning of some events unfolding, I still believe that a lot of plot points made sense and reflected the influence one had on the other. This also applies for individual character arcs which in my opinion were written coherently - each reasoning behind a given character's decision was well-argued with the context of each backstory provided. Characters making it make sense? Not so obvious when it comes to YA.
To be honest the male lead was kind of bland at times but the female lead takes the cake for being the most vivid character. If I had to describe both leads I'd just say "she's Barbie and he's just Ken". Not that he didn't have his 5 minutes to shine but most of the time he was just grumpy and cold and etc (you know the drill). That's why parts showing his character flaws saved his characterization for me. I just wish we had more time to dive into his mind.
Other characters are not really memorable. Aside from "the old witch" and Aatika, others are just background noise for me. I expected more but to be honest this book is not that long to focus on each and every character. Muneera had a lot of potential and I thought THAT ONE SCENE meant she'd join the cast in a more prominent role. I was wrong and a bit disappointed.
This book has so many layers that it could have been turned into a duology if the author expanded the story on other characters and world-building but I also understand that sometimes stories are good when they know the right time to end. Dragging the story for another 300 pages might feel unnecessary but I do believe the ending could have used a chapter or two more. There are some plot related opportunities missed which could have stirred some things up, make the stakes feel higher, create more plot twists. A shame some of them were not utilised, but I understand that it would make the story too long for a stand-alone.
Speaking of, plot resolution was so underwhelming. I expected more descriptions, more action, more chapters... But then everything was solved and I just thought "wait, that's it?". I didn't even have the time to start feeling nervous! Or more like, the time had come, but when I wanted it to keep escalating until the climax, it didn't reach that point and the events timeline was suddenly cut half-way with a knife. The epilogue was both satisfying and not. I liked the creative idea behind it but the execution could have squeezed more out said idea. I mean, they just said "a" and didn't do "b"? Just like that? Tldr: I wanted MORE.
As for the romantic subplot, I greatly enjoyed it as it was a slow burn with little breadcrumbs to feed on. It developed quite naturally which is rare for a YA romance. I liked how it went without any fireworks, how it spread on the pages like blood flows though vines. I liked how it didn't focus on physical aspects of love and when it did, it was done tastefully and didn't take pages for the characters to stare at muscles, curves and whatnot.
One book is not always enough to set-up, develop and resolve a convincing romantic subplot, but "Tonąc w mroku" managed to provide all three, even if in the end it might have felt underwhelming at a first glance. After more consideration, I'd say that such an "underwhelming" ending was fitting for the both characters and the nature of their dynamic. That's why I thought a second book would be needed to expand on the subplot more, because it feels like we're just at the begining of their journey. Which is not a bad thing. Slow burns need to take it slow even if it feels painful and frustrating. And I'd rather see the characters explore their newfound feelings at their own pace, than to watch them go down the cliched and hypersexualized YA route. Now that I think about it, it was quite refreshing. You could argue that there should be more steam between the characters since they're both over 20 but do you really want lust to taint such a tastefully written slow burning emotion? I for sure do not!
There's a lot to improve on, but I'm positively surprised. This story has legs but still a lot of world-building remains unexplored. Which can be forgiven for it's not a high fantasy book. That's why I'm only taking 1 star from the rating.
"Tonąc w mroku" is a well-written, fairytale inspired YA with a strong but flawed female lead and with no spice. Nothing ground-breaking, no revolutionary ideas introduced, but a fun adventure you can finish reading in 1-2 sittings. Some might say it's an average YA but as long as it's not of a "wattpad fanfic" quality then I'd say it's worth giving a try (purely for entertainment). Definitely a story for fans of "Stolen Songbird" written by Danielle L. Jensen (they both share similar plot setting/frame).
Looking forward to Zawadka's upcoming projects to see how her style and writing develops.
Wciągnęłam się już od pierwszych stron! (no dobra prawie) 😅 Umówmy się akcja od początku była ciekawa. Autorka przestawiła historię Dali w bardzo frapujący sposób, pobudzając przy tym wyobraźnię czytelnika na wielu płaszczyznach. Już na wstępie możemy zauważyć, że autorka w znakomity sposób operuje piórem pokazując nam przy tym jak duży zakres umiejętności i możliwości posiada w zanadrzu. Nie można ująć jej również bogatego zasobu słownictwa jakim posługuje się w swojej powieści. Bez dwóch zdań jest to fantastyka, która zasługuje na większy rozgłos. Dlaczego? Sama historia w sobie ma coś intrygującego a zarazem nie codziennego. Mam za sobą już trochę przeczytanych książek i mogę śmiało powiedzieć, że „Tonąc w mroku” wyróżnia się na ich tle. Agnieszka Zawadka zaoferowała nam naprawdę oryginalną powieść, którą mam nadzieję, że zapamiętam na długo.
Styl jakim posługuje się autorka nie jest, aż tak łatwy jak mogłoby się wydawać. Nie uważam jednak aby po przeczytaniu paru stron ciężko byłoby zrozumieć cokolwiek. Jako dyslektyk po drodze napotkałam kilka trudności ale jakoś przebrnęłam przez to wszystko. Agnieszka Zawadka posługuje się w swojej historii wieloma zwrotami, które z początku mogą być trudne do zrozumienia ale z biegiem fabuły jesteśmy w stanie przyzwyczaić się do ich widoku i wymowy. Jeśli coś byłoby nie jasne zawsze można zerknąć do słowniczka z tyłu książki.
Chciałabym przejść teraz do czegoś nieco innego. Mianowicie mówię tutaj o głównej bohaterce jaką jest Dalia. Jest osobą, którą bez dwóch zdań pokochacie. Nie było momentu aby jej osoba w jakimś stopniu mnie zirytowała. Sposób w jaki została wykreowana bardzo przypadł mi do gustu. Była silną kobietą, która miała za sobą nie lekki bagaż doświadczeń a jednocześnie była niesamowicie uzdolniona i wykształcona. Nie spotkałam się jeszcze z takim połączeniem, dlatego też postać Dalii niezwykle mnie zainteresowała. Główna bohaterka była alchemiczką i to w dodatku wykształconą! Jakoś tak się stało, że nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Kolejny punkt dla autorki.
Myślę, że na codzień nie znajdziemy wiele książek z tego typu tematyką, dlatego też twierdzę, że książka jest oryginalna na wielu płaszczyznach. Mówiąc jeszcze o Dalii cieszę się, że pomimo swojego zawziętego charakteru autorka uczyniła ją nie aż tak idealną. Strach jest czymś co towarzyszy nam w różnych momentach życia i zdarza się nawet tym najdzielniejszym. ❤️
Davkar był bohaterem, którego istnienie mnie emocjonowało. Szczerze? Zupełnie nie wiedziałam czego mogę się po nim spodziewać. Chociaż nie czułam go już od początku książki jako przysłowiowej „bestii” był bohaterem, przy którym można odczuwać lekki niepokój lub dyskomfort. Ja osobiście z zapartym tchem czekałam, aż autorka przybliży nam troszkę jego postać i tak też się stało ale nadal czuję lekki niedosyt spowodowany brakiem jakiejś większej wstawki z jego dzieciństwa. No cóż. Tak czy inaczej niezwykle ciepło przyjęłam moment gdy, w końcu sam Davkar przełamał się lekko i wszedł w większą interakcję z Dalią. Ich wspólnych momentów wyczekiwałam z zapartym tchem. Cieszę się, że autorka zrobiła to wszystko w takim a nie innym tępie ale szkoda, że tak krótko mogłam się cieszyć ich wspólnymi chwilami. Wątek romantyczny był subtelny a jednocześnie intrygujący i w pełni zatracający.
Dużą sympatią, w tej książce darze bohaterów także zdziwieniem nie będzie jeśli powiem, że niesamowicie uwielbiam Eushat. To w jaki sposób ta staruszka dogryzała Dalii był tak sympatyczny, że aż nie wytrzymywałam. Uwierzcie mi nie wiem jak opisać uczucia do jej osoby. Chociaż kierowała w stronę Dalii wiele często niemiły uwag czułam, że darzy ją ogromną sympatią dodatkowo jej relacja z Davkarem utwierdzała mnie w przekonaniu, że jest osobą do której warto pałać dobrym uczuciem. Skoro mówimy o bohaterach napomknę tylko, że Khandi, która czuwała przy naszej Dalii przez większość książki była osobą ciepłą i przyjazną, którą niezwykle polubiłam! Tak jak z resztą sama Dalia.
Książka od Agnieszki Zawadki to pozycja warta uwagi. Autorka zaplanowała wszystko w znakomity sposób. Uwielbiam to, że tytuł jest w stu procentach adekwatny do treści! Jest to jedno z moich ulubionych zjawisk. 🥰❤️ Przez całą recenzję mogliście zauważyć, że wychwalam tą książkę. I tutaj macie sporo racji. Jest tak wiele rzeczy, które uwielbiam w tej pozycji jednak podczas jej czytania zabrakło mi czegoś co nie byłoby w stanie oderwać mnie od tej lektury. W trakcie czytania miałam lekki przestój około sto pięćdziesiątej strony, gdzie na nowo musiałam wbić się w całą historię. Szybko tylko jeszcze wspomnę, że zakończenie całkowicie mnie usatysfakcjonowało. Rzadko zdarza się aby któreś przypadło mi do gustu w stu procentach. Jak jednak możecie zauważyć Agnieszka Zawadka w tym przypadku sprostała moim oczekiwaniom. Z tą książką dosłownie utonięcie w mroku!
“Cały podziemny świat na dobę pogrążał się w absolutnych ciemnościach, a ona traktowała to jak popołudniowy piknik. Ot, jak zwykłą niedogodność. Tak jakby na stół wylało się dobre wino. Każdemu byłoby szkoda, ale jaka wynikałaby korzyść z niepotrzebnego zamartwiania się sprawą? Zamartwianie się, jak powszechnie wiadomo, nie dawało zdolności cofania czasu. Niedogodność należało potraktować beztroskim machnięciem ręki. Wszak takie rzeczy dało się przeżyć.”
Dalia dorastała, słuchając o zakazanych krainach i potężnych istotach, które tam zamieszkują. Wiedziała, że spalone ziemie skrywają mroczne sekrety, a bajki z dzieciństwa to przestrogi, których nie należy lekceważyć. Jednak los bywa przewrotny i miał wobec niej inne plany. Wplątana w niebezpieczną intrygę sułtana, Dalia zostaje oddana w ręce Bestii z Nieziemia - potężnego czarnoksiężnika, którego imię wzbudza lęk nawet wśród najodważniejszych. To, co niegdyś wydawało się jedynie dziecięcym koszmarem, powoli nabiera realnych kształtów i zaczyna przenikać do rzeczywistości. Dziewczyna musi stawić czoła prawdzie, równie nieuchwytnej, co niebezpiecznej. W świecie, gdzie mrok i magia splatają się ze sobą, Dalia musi nie tylko zmierzyć się z otaczającymi ją bestiami, ale i pokonać wewnętrzne demony oraz odnaleźć drogę do wolności, zanim będzie za późno.
“Tonąc w mroku” to retelling “Pieknej i Bestii” w nieco innym, odświeżonym i zaskakującym wydaniu. Choć z samą baśnią ma niewiele wspólnego, nie można ująć jej klimatu, będącego jednocześnie bajkowym i odrobinę mrocznym. Prosty, choć przyjemny styl autorki oraz kwieciste opisy pozwalają poczuć klimat pustynnej krainy - piasek przesypujący się między palcami, woń ziół i maści w pracowni alchemicznej oraz grozę i mrok bijący od podziemnego świata. Intrygującym zabiegiem okazało się połączenie kultury bliskiego wschodu z krainą pełna mrocznych kreatur oraz spowijającego wszystko mroku i cieni. Zabieg ten bardzo przypadł mi do gustu i był on jednym z najmocniejszych aspektów historii. Klimat świata został wyśmienicie przedstawiony, jednak jego kreacja pozostawia wiele do życzenia. Brakowało mi fundamentów, czegoś, co by nadało realności przedstawionemu królestwu. Poznajemy piękną historię krainy, w której władzę stanowi sułtan, a także możemy dostrzec wyraźny podział społeczeństwa i poznać ich odmienne role, lecz nie znajdziemy tu zasad, jakie rządzą światem, wierzeń ani topografii. Dostajemy możliwość eksploracji odległych, podziemnych krain - Nieziemia, lecz i w tym wypadku jego potencjał nie został wykorzystany, a cała akcja zamyka się w pałacu władcy. Brakowało mi rozwinięcia historii, jak wyglądało życie w Nieziemiu, jak postało, i przede wszystkim, jak wyglądało. Postacie nie wyróżniają się niczym szczególnym (z drobnymi wyjątkami), zostali pozbawieni charakteru i stanowią zaledwie tło dla całej fabuły. Sceny z udziałem sułtana czytało mi się wyjątkowo źle i bardzo trudno było go odbierać jako potężnego, przebiegłego władcę, raczej oślizgłego i niezrównoważonego człowieka. Odnosiłam wrażenie, że cierpi on na chorobę umysłową, która sprawiała, że w ciągu sekundy zmieniały się jego emocje i zachowanie w stosunku do głównej bohaterki - potrafił wpaść w gniew, by za chwilę przymilać się i następnie szantażować. Dalia to charyzmatyczna bohaterka, której charakter kształtował się na oczach czytelnika. Była uzdolniona alchemiczką, niemająca łatwego dzieciństwa, wskutek czego została zmuszona do działań w przestępczym świecie i odgrywania roli, by przeżyć. Stopniowo poznajemy jej przeszłość i traumy, i choć momentami jej zachowanie bywa irytujące (szczególnie po “ujawnieniu”, gdy nie darzy szacunkiem absolutnie nikogo i zdaje się pyskować każdemu), nie można się przy niej nudzić. Natomiast, jeśli chodzi o davhara, ciężko cokolwiek o nim powiedzieć, gdyż poznajemy zaledwie ułamek jego osoby. Jedyną cechą “Bestii” (do której zresztą mu daleko) są blizny zdobiące twarz i matka, która umarła z szaleństwa po poznaniu prawdy. Pojawiają się również dwie postacie drugoplanowe, zdecydowanie wyróżniające się na tle innych, wykreowanych przez autorkę. Moją sympatię skradł pewien uroczy, gadający gargulec, pojawiający się w najmniej spodziewanym momencie oraz temperamentna starsza pani, niepozwalająca sobie w kaszę dmuchać i posiadająca zaskakująco kąśliwy język, który niejednokrotnie wywołał uśmiech na mojej twarzy. Chętnie przeczytałabym historię z ową dwójką w roli głównej. Książka jest reklamowana jako slow burn, jednak nie znajdziemy tu tego motywu. Bohaterowie mijają się i wręcz unikają, nie czuć między nimi chemii, a uczycie między nimi, tak samo, jak cały wątek romantyczny, pojawia się nagle i dość niezrozumiale. Nierówna akcja często wybijała z rytmu i zwalniała tempa, nużąc brakiem wydarzeń, by na koniec chaotycznie rozwiązać całą fabułę i zamknąć wszystkie wątki. Nie przypadło mi do gustu również rozwiązanie problemu Otchłani. Jej wątek miał ogromny potencjał i wpływ na historię, niesamowicie intrygował i wydawał się poważnym problemem, niosącym za sobą ogromne konsekwencje, jednak autorka nie dała mu się w pełni rozwinąć i zamknęła go w kilku stronach. Dowiadujemy się jedynie, że Otchłań jest paskudna, a zamieszkujące ją potwory - paskudne. Nie czułam się usatysfakcjonowana tym opisem. Autorka ma również dość specyficzny styl i dziwne sformowania, które nie każdemu mogą przypaść do gustu. Pojawiały się zdania typu: “Nie miała pewności, jaką reakcję wywołała tymi słowami, ale wiedziała jedno: na pewno jakąś.”. Zakończenie okazało się chaotyczne, pozostawiło po sobie mnóstwo pytań, a gwałtowne przejście między wydarzeniami powodowało dezorientację i uczucie niedosytu.
“Tonąc w mroku” to bezsprzecznie niewymagająca i przyjemna w odbiorze lektura z zaskakującym, baśniowo-mrocznym klimatem. Mimo że historia powtarza utarte schematu, a problemy bohaterów rozwiązują się same i wszystko wychodzi im bez zbędnego wysiłku, czyta się ją z zainteresowaniem. Czasem pojawiają się niedociągnięcia, jedna można na nie przymknąć oko i nie wpływają one na odbiór lektury. Połączenie kultury bliskiego wschodu z krainą zamieszkiwana przez mroczne kreatury zdecydowanie jest mocną stroną i nadaje książce powiew świeżości. Piękne i plastyczne opisy zachwycają czytelnika, tak samo jak okładka, która przyciąga wzrok i oczarowuje detalami. Ciekawie przedstawiona alchemia, nauki związane z wytwarzaniem eliksirów oraz temperamentna babuszka i gadający gargulec to nie wszystko, co oferuje ta książka. Jeśli lubicie klimat “Porwanej Pieśniarki”, mroczne kreatury i liczne intrygi, ta historia zdecydowanie przypadnie Wam do gustu.
"𝕋𝕠𝕟𝕒̨𝕔 𝕨 𝕞𝕣𝕠𝕜𝕦" - Agnieszka Zawadka Wydawnictwo @weneedyabooks
"Skąd mógł wiedzieć, że w skórę owieczki przebrano wychowanego w przytułku wilka?"
☕☕☕☕☕/5
Odpukać, w końcu mam dobrą passę, jeśli chodzi o książki.
Dalia jest alchemiczką, która prowadzi życie na granicy prawa. Pewnego dnia zostaje uwikłana w intrygę sułtana, przez co zostaje przeznaczona dla czarnoksiężnika, który owiany jest złą sławą, władającego krainą zamieszkaną przez nieludzkie stwory, zwaną Nieziemiem.
Ta książka już od dawna znajdowała się na mojej półce na Legimi. Zainteresowała mnie opisem, ale i wspomnieniem, że jest to retelling Pięknej i Bestii, co od razu mnie kupiło, gdyż kocham ten motyw. Co ciekawe autorka połączyła ten klasyczny motyw, tudzież jego elementy z arabskim, orientalnym klimatem. Nie jest to romantasy, jak na początku sądziłam, lecz fantasy, z bardzo powolnym i subtelnym romansem.
Główne skrzypce gra świat przedstawiony. Zawadka genialnie to zrobiła, ponieważ pierwszą połowa książki, poświęcona jest w całości wprowadzeniu do świata Nieziemia, podziemnej krainy zamieszkanej przez najróżniejsze stwory, m.in. stworzeniom przypominającym smoki, którymi rządzi najpotężniejszy z czarnoksiężników - Davhar.
Bohaterowie są drugim mocnym elementem powieści. Dalia to fenomenalna bohaterka. Zaimponowała mi swoją inteligencją. Silna kobieca postać, która pokazuje że definicją tego słowa nie jest umiejętność władania ostrzem, a słowem i wiedzą, która w odpowiedni sposób użyta, potrafi być ostrzejsza od niejednego miecza. To także wrażliwa osoba, która rozumie swoje błędy przeszłości i chce je naprawić.
Davhar, czyli nasz czarnoksiężnik. Cóż, o nim wiemy trochę mniej, przez połowę książki, był praktycznie nieobecny, jednak 2 część książki, pokazuje nam że z przydomkiem "Bestii z Nieziemia" ma mało wspólnego. To przede wszystkim mężczyzna, który jest gotów do poświęceń w imię ocalenia nie tylko swojego królestwa - Almatu, ale także świata ludzi. Początkowo wydaje się bez zimny i wyrachowany, z czasem pokazuje że ma drugie - troskliwe oblicze, które chciał ukryć z uwagi na wychowanie przez despotycznego ojca.
Inną niemniej ciekawą postacią jest Euchat, czyli nadworna uzdrowicielka w Nieziemiu. Jest taką zrzędliwą, wredną babcią, która mimo to pragnie dobra dla głównych bohaterów, zwłaszcza że jest ciocią Davhara.
Warto też wspomnieć o Aatice, która jest prywatną służką Dalii w Nieziemiu. To energiczna i oddana głównej bohaterce postać, która choć z początku nie mogła znaleźć wspólnego języka z alchemiczką, wkrótce stały się dla siebie bardzo bliskimi przyjaciółkami.
Jeśli więc szukacie dobrej fantastyki z wątkiem romantycznym, dla odmiany zamiast romantasy, bardzo polecam wam tą pozycję.
Dalia pamięta ponure bajki z dzieciństwa i wie, że lepiej trzymać się z daleka od spalonej ziemi. Przeznaczenie ma jednak na ten temat inne zdanie. Wplątana w niezrozumiałą intrygę sułtana, Dalia zostaje przyrzeczona Bestii z Nieziemia - czarnoksiężnikowi, o którym dotąd nie śmiały nawet szeptać pustynne piaski.
"Tonąc w mroku" to książka, po którą sięgnęłam z czystej ciekawości. Napisana przez polską autorkę, retelling "Pięknej i Bestii" w bliskowschodnich klimatach i do tego bohaterka będąca alchemiczką. Spodziewałam się, że może wyjść z tego przyjemna lektura... Ale książka okazała się być o wiele większym zaskoczeniem, gdyż historia wciągnęła mnie już od pierwszych stron!
Szczególnie zachwyciła mnie fabuła prowadzona przez autorkę, gdyż na spokojnie opisuje nam świat przedstawiony oraz samą bohaterkę - Dalię. Mamy szansę zapoznać się z jej pracą, poznać jej dom, a także odkryć nieco zasady panujące w Hisham. Dlatego też wprowadzenie intrygi sułtana pokazuje czytelnikowi jak bardzo trudne jest to zadanie dla dziewczyny, nie tylko pod względem logistycznym, ale też prywatnym - w końcu zmuszona jest porzucić swoje "ja" i udawać potulną kobietę. Dodatkowo całe Nieziemie intryguje swoją różnorodnością stworzeń i hierarchicznym społeczeństwem. Wszystkie alchemiczne wstawki, odkrywanie tajemnic przez Dalię oraz intrygi wplecione przez sułtana i te poznane w Nieziemiu wciągały, ekscytowały i rodziły pytania, które chciałam jak najszybciej poznać.
Jednocześnie sama postać Dalii była naprawdę dobrze skonstruowana. Była zadziorna, pewna swoich umiejętności i nie bała się walczyć o swoje przekonania. Choć początkowo może uległa intrydze sułtana, to dość szybko zechciała szukać odpowiedzi. I czasami mogła być uparta, ale jednocześnie potrafiła ugiąć się i współpracować. Naprawdę kibicowałam jej w zdobyciu wolności, a później jej rodzącemu się powoli uczuciu do czarnoksiężnika. On sam był dość ciekawą postacią, choć przyznam, że zabrakło mi nieco rozdziałów z jego perspektywy lub chociaż interakcji z alchemiczką. Czułam niedosyt po przeczytaniu książki i naprawdę dałabym wiele, aby było jeszcze kilka stron z tą dwójką na czele. Mimo to finalnie i tak byłam usatysfakcjonowana, bo całościowo ta historia była naprawdę świetna.
"Tonąc w mroku" wydawała się niepozorną historią, ale tak naprawdę skrywa się w niej dobra polska fantastyka, która zachwyca postaciami i pomysłem na fabułę. Jeżeli lubicie fantasy z dobrą fabułą, to ta książka będzie idealnym wyborem.
Dalia na co dzień jest alchemiczką i często łamie prawo. Ktoś jednak o tym wie i dzięki temu jest w stanie szantażować alchemiczkę. Wplątana w niezrozumiane intrygi zostaje przeznaczona Bestii z Naziemia - ponure bajki z dzieciństwa miały się właśnie spełnić.
To co kiedyś wydawało się dziecięcym koszmarem, staje się prawdą, która może mieć różne oblicza.
,, Umieranie jest naszym przywilejem “
Agnieszka Zawada wciąga nas do całkiem innego świata, w którym możemy pobudzić swoją wyobraźnię. Rozbudowany styl pisania, zmusza nas do myślenia, ale jest to świetny sposób na pobudzenie szarych komórek! Autorka doprecyzowała historię w najmniejsze szczegóły.
,, Otchłań to przerażające, okropne miejsce, którego nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby zobaczyć z własnej, nieprzymuszonej woli “
Dalia zyskała moje uznanie, mądra, odważna i ciekawa. Pomimo sytuacji w jakiej się znalazła, zachowała zimną krew i perfekcyjnie odegrała swoją rolę. Przyznam czasami miałam problem ze zrozumieniem i skupieniem. Mimo wszystko spędziłam naprawdę przyjemny czas na odgrywaniu co rusz kolejnego skrawka prawdy.
Przy tej historii nie spodziewajcie się dużego wątku romantycznego. Mimo, że byłam tym trochę zawiedziona to całość mi to wynagrodziło. Tajemnice, intrygi, otchłań i wieczne niebezpieczeństwo.
,, Czego ode mnie oczekujesz, oszustko? Że wskrzeszę zmarłych i ładnie poproszę, żeby zaśpiewali ci pieśń przeszłości?
-A umiałbyś?
-Nie “
To jedna z tych historii, przy której zastanawiałam się jak to wszystko autorka wymyśliła. Ten świat, historia - wyszło genialnie! Naprawdę trzeba mieć wielki umysł i wyobraźnie, żeby to wszystko stworzyć. I oczywiście wiele poświęconego czasu i pracy. Podziwiam autorkę za wykonanie takiej świetnej roboty!
,, Tak, my mówimy. Mu potrafimy wiele rzeczy. Możemy wskazać wiele ciekawych miejsc, zdradzić mnóstwo tajemnic. Ale ikhshida z naziemnych krain musi do nas mówić”
I wisienka na torcie Gargulec. Małe, kamienne stworzenie, które mogło się okazać bardzo przydatne. Nie wiadomo jak się pojawia i jak znika. Jest na tyle ciekawą istotą, że wyczekiwałam każdego spotkania☺️
Podsumowując książka jest bogata w język i bardzo doprecyzowana. Historia ciekawa, mroczna i pełna tajemnic. Mi się ona spodobała, polecam wszystkim co lubią fantastykę ❤️
Inspirowana piękną i bestią historia dwojga osób ze skrajnie różnych światów.
Ta książka mnie porwała od pierwszych stron i nie chciała puścić aż do samego końca.
Dalia, alchemiczka, trzyma się z daleka od spalonej ziemi i większych kłopotów. Jednakże los postanowił ją wrzucić w sam środek intryg, układów a także... ciemności.
Dziewczyna okazuje się być kimś, kto może zastąpić córkę sułtana i zapobiec zesłaniu arystokratki do Nieziemia.
Czy kraina pozbawiona słońca naprawdę jest tak straszna, jak mówią legendy? Czy mieszkańcy są prawdziwymi potworami? Kim jest tajemniczy Davhar, któremu dalia została przyrzeczona?
Mocno mnie intrygował świat Nieziemia, autorka sprawnie nas w niego stopniowo wprowadzała, budując niepewność i pokazując dwa punkty widzenia - po pierwsze, ten wyobrażony przez lud żyjący na powierzchni, po drugie - ten, który miał faktyczne miejsce. Odkrywaliśmy go krok po kroku z nieustającą fascynacją a to wszystko zostało okraszone sporą dozą poczucia humoru, które uprzyjemniało dodatkowo lekturę.
Bardzo chciałam dowiedzieć się, jakie tajemnice skrywa czarnoksiężnik, co wpłynęło na to, że Dalia panicznie boi się ciemności i czy tych dwoje ma się ku sobie?
Tu muszę przyznać, że motyw przewodni jest bardziej fantastyką a subtelna nuta romantasy jest naprawdę śladowa, bowiem nie dominuje ona fabuły - ba! Jest, że tak to ujmę, śladowej ilości. Nie pojawia się wprost, nie ma żadnych czułych słówek, uganiania się itd. Nie ma także ani jednej sceny e**tycznej co jest zarówno plusem jak i minusem, zależy kto się czeho spodziewał. Mi to kompletnie nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie.
Trochę miałam nadzieję na nieco bardziej rozwinięte zakończenie, mam wrażenie, że sama końcówka książki była z nad wyraz błyskawicznie przyspieszającą akcją i skończyła się równie szybko. Epilog wyjaśnił co nieco, choć niestety nie wprost o nie za wiele ale uważny czytelnik wychwycił wszystko, co trzeba i tym samym książka jest kompletna.
Jestem pozytywnie zaskoczona, że taka fantastyka, która wciąga jak otchłań, jest napisana przez polską autorkę. Chylę czoła i czekam na więcej.
Co powiedziecie na kolejny retelling Pięknej i bestii??
Nie wiem jak wy, ale dla mnie nigdy za wiele😁😁😁. Lubię jak autorki opowiadają od nowa stare historię.
Wcześniej czytałam jedną książkę autorki, więc wiedziałam, że i tutaj będzie dobrze, i było, zero zaskoczenia😁.
Nasza główna bohaterka, Dalia, nigdy nie miała z górki. Wychowywana w sierocińcu, od małego poznała co to znaczy być nikim i musiała nauczyć się walczyć o swoje. W świecie zdominowanym przez mężczyzn została alchemiczką. Miała swój własny kąt i swoją pracownie, ale w wszystko do czasu. Została wrobiona w układ, na który musiała się zgodzić, sułtanowi się nie odmawia. Została oddana Bestii z Nieziemia. Jej świat, został wywrócony do góry nogami, ale nie dała się. Zrobi wszystko by wrócić do domu, do świata na powierzchni. Tylko im dłużej przebywa w Nieziemiu tym bardziej ją fascynuje i do tego Bestia, która nie do końca nią jest. Przeznaczenie ma dla nich inną drogę. Może to ona okaże się odpowiedzią na wszystko.
Polubiłam Dalie, to bohaterka, która nigdy się nie poddaje. Szybko przyzwyczaja się do nowej sytuacji i dobrze sobie radzi. Odnajduje się w tym zupełnie innym świecie i chce go poznać. Nie lubi bezczynności, musi coś robić i zostaje uczennicą Eushat, uzdrowicielki. Ta zrzędliwa babeczka była świetna, aż czasami żałowałam, że nie było jej więcej i da Dalii nieźle popalić 😁.
Książkę czytałam z wielką przyjemnością, akcja rozkręca się powoli, ale potem już tylko z górki. Wciąga i to jak. Wręcz ciężko się od niej oderwać. Książka ma bardzo fajny klimat. Jest mrocznie, niebezpieczeństwo czyha w każdym momencie, jest tajemniczo, cały czas odkrywany nowe fakty, która niejednokrotnie nas zaskoczą. Od początku byłam ciekawa co za niebezpieczeństwo kryje się w ciemności, co nasza bestia ma za zadanie i po co im Dalia. Fajnie to sobie autorka wymyśliła 😁. Jeżeli chodzi o wątek romantyczny, to tak w tle coś się przewija i powoli rozwija. Jest, ale jakby go nie było.
Jeżeli lubicie retelling to nie możecie przejść obojętnie obok tej książki. Przeczytałam, dałam się porwać i mogę spokojnie wam polecić 😁
Dzisiaj przychodzę do was z retelingiem "Pięknej i Bestii" - ciekawi?
"Dalia pamięta ponure bajki z dzieciństwa i wie, że lepiej trzymać się z daleka od spalonej ziemi. Los kieruje ją jednak w zupełnie inną stronę. Wplątana w niezrozumiałą intrygę sułtana, Dalia zostaje przyrzeczona Bestii z Nieziemia - czarnoksiężnikowi, o którym dotąd nie śmiały nawet szeptać pustynne piaski.
To, co kiedyś wydawało się dziecięcym koszmarem, powoli staje się prawdą, a Dalia odkrywa, że ta może mieć różne oblicza.
Przygotuj się na fascynującą podróż przez świat, w którym zderzają się magia i przeznaczenie" ( opis )
"Tonąc w mroku" to książka, dzięki której przeniesiemy się do tajemniczego Nieziemia, gdzie poznamy liczne magiczne postaci, wśród których dominuje Bestia - czarnoksiężnik.... W ten świat została rzucona Dalia - nasza bohaterka. Zdeterminowana, odważna, silna - takie bohaterki lubię. Dziewczyna powoli odkrywa, że to co do tej pory uważała za zatrważające i straszne, tak naprawdę może mieć inny wymiar, a Bestia - inne oblicze. I to odkrywanie nowego świata przez nią bardzo mi się podobało. Na uwagę zasługują również bohaterowie drugoplanowi, którym również została poświęcona uwaga, może nie tyle co głównym bohaterom, nie mniej jednak mieli oni swój wkład w fabułę. Fabułę, która toczyła się miarowo, podobnie jak relacja naszych bohaterów - nieśpiesznie. Autorka w wątku romantycznym zawarła slow burn i to również działało na korzyść - nie było tu gwałtowności, a delikatność i subtelność, co wpływało ma naturalność i autentyczność w relacji między bohaterami. Co mi się jeszcze podobało to plastyczności opisów. Autorka zawarła tutaj dosyć sporo detali, dzięki którym mogliśmy sobie wyobrazić świat przedstawiony w powieści. Jeżeli chodzi o język narracji - dosyć łatwy i prosty w przykazie, co wpływało na jakość czytania. Książkę czytało mi się z niemałym zaciekawieniem. Autorka umiejętnie dozowała nam napięcie związane z rozwojem fabuły, przez co czytelnik może czuć się wciągnięty w całą historię tu opowiedzianą. Zakończenie - satysfakcjonujące. Polecam kochani!