Ponad tysiąc lat temu dwanaścioro potężnych czarodziejów stworzyło trzynaście potężnych kryształów – podobno po to, aby zapewnić kontynentowi pokój i dobrobyt… Do brzegów Aislinu przybijają statki Welimów, jasnowłosych barbarzyńców z dalekiego zachodu. Dzięki mocy Białego Kryształu oraz małej armii czarodziejów, barbarzyńcy są praktycznie niepowstrzymani i w szybkim tempie zajmują ogromny obszar kraju. Podczas gdy na południowym zachodzie elfy desperacko stawiają opór bezwzględnemu najeźdźcy, pozostałe kraje Aislinu z niepokojem obserwują rozwój sytuacji. Póki co życie toczy się normalnie, a widmo wojny zdaje się odległe, ale niejeden zadaje sobie po cichu pytanie, którego każdy wolałby uniknąć... Co, jeśli ambicje Welimów nie kończą się na Nunavacie? Odkryj bogato wykreowany świat "Czternastu", gdzie nic nie jest czarno-białe, a Czytelnik staje przed wątpliwościami na równi z bohaterami. Poznaj i pokochaj postaci z krwi i kości. Obserwuj, jak na przestrzeni powieści ich losy splatają się ze sobą w zaskakujący i nieoczywisty sposób. A TY? PO KTÓREJ STANIESZ STRONIE?
"Czternaście Tom 1. Królestwo za kryształ" autorstwa Dagmary Lorenc, wydanej przez nią samodzielnie Współpraca barterowa: Dagmara Lorenc
Na kontynencie Aislin barbarzyńscy Welimowie atakują elficką krainę Nunavat, wykorzystując magiczny Biały Kryształ i niewielką armię czarodziejów. Elfy stawiają desperacki opór, a reszta krain patrzy na rozwój wydarzeń z niepokojem. W „Czternastu” nic nie jest czarno-białe, a losy bohaterów splatają się w zaskakujący i nieoczywisty sposób.
*recenzent próbuje zebrać szczękę z podłogi* Po prostu wow. Aż nie wiem od czego zacząć. Oczekiwań nie miałem, ale przyznam szczerze, że nie chciało mi się zaczynać tego 640-stronicowego klocuszka. Ale gdy już zacząłem, to było po prostu wow - jazda bez trzymanki i nie mogłem odłożyć książki, dopóki jej nie skończyłem, a jak już musiałem odłożyć, to nieustannie o niej myślałem. Wciągnąłem się tak, jakby jutra miało nie być, jak zahipnotyzowany.
Dagmara Lorenc stworzyła świat, który bardzo intryguje i wciąga. Aczkolwiek nie podobało mi się, że istniała teleportacja i autorka nie przedstawiła szczególnych barier z jej korzystania. Z drugiej strony rozumiem, że te wydarzenia byłoby ciężko przedstawić z dłuższą podróżą. Ale zacznę od początku:
Mamy trzy perspektywy, dwie księgi. Historia Tariro, Danna i Archen - wszystkie osadzone w świecie Aislin. Pierwszy rozdział był wypełniony akcją, więc jakoś mojego serca nie porwał, ale później już nawet nie wiem kiedy wsiąknąłem w całość i nie mogłem się doczekać rozdziałów z Tariro, które najbardziej mnie emocjonalnie zaangażowały. Wątki polityczne były niezwykle przemyślane i zapierające dech w piersiach. Historia Danna trochę mniej mnie interesowała, ale nadal z uwagą ją śledziłem do czasu księgi II, która w 99% była poświęcona jego życiu. Tutaj to już mi szczęka opadła. To było tak dobre, że aż ciężko mi to określić w ludzkich słowach. Nawet nie brakowało mi Tariro i spraw współczesnych, które zaanonsowała mi księga I. Dostaliśmy historię życia Danna od narodzin do czasów księgi I i dosłownie każdy jego wątek wciągał mnie jak bagno - od początków życia jako stajenny, po niezwykle satysfakcjonujące wątki szkoły oficerskiej, aż po jego burzliwą pracę jako naczelnika.
Jeśli chodzi o warstwę techniczną Lorenc, to nie mam się do czego przyczepić. Sprawnie operuje słowem i przez książkę się płynie. Były momenty, gdzie opisy architektury mnie nieco nudziły, ale po zaangażowaniu się w historię chłonąłem już każde słowo. Książka jest profesjonalnie przygotowana i wydana. Nie mam zastrzeżeń, no chyba że do mapy, która nie ukazała wszystkiego opisanego w książce - mam nadzieję, że w kontynuacji będzie bardziej szczegółowo dopracowana.
"Królestwo za kryształ" to mało znana perełka polskiej fantastyki, dla wszystkich fanów gatunku - obowiązkowa. Dagmara Lorenc stworzyła niezapomniane doświadczenie, którego się nie zapomina. Dajcie jej szansę, a odkryjecie żyłę złota. Jeśli debiut autorki już był na tak wysokim poziomie, to aż trudno mi sobie wyobrazić, jakie świetne książki zaserwuje nam w przyszłości. Ode mnie 9,5/10 możliwych punktów.
Jeżeli szukacie epickiej, wciągającej i pełnej emocji historii fantasy, „Czternaście Tom 1. Królestwo za kryształ” to pozycja, której po prostu nie można przegapić.
Jestem pod wrażeniem dzieła oraz ogromu pracy, którą wykonała autorka. Napisała książkę, zredagowała ją i wydała. Sama. I zrobiła to na piątkę z plusem. Nie dopatrzyłam się żadnych błędów. Książka, mimo objętości, była wygodna do czytania, nie czuć było, że została wydana po macoszemu.
Styl pisania godny pozazdroszczenia. Czasem przeskakiwałam do słownika, by znaleźć definicję danego słowa. Język opisowy, złożony, idealnie wpisujący się w naturę high fantasy. Uważam, że po polsku trzeba umieć pisać. To nie jest łatwy język, często zwyczajna zmiana szyku nadaje kompletnie innego brzmienia, nie tylko pod względem sensu, ale i jakości danego zdania. I często czytając polskie książki, natrafiałam na zdania chwiejne i jakieś takie niebrzmiące. Tutaj tego nie odczuwałam (i fakt, że coraz częściej polskie książki zaskakują mnie językowo, mnie zachwyca)
Szanuję z całego swojego serca stworzenie tak solidnej konstrukcji.
Widać, że autorka włożyła w opowieść masę czasu. Wielowątkowość czasami przytłacza, ale jest to satysfakcjonujące, bo wymaga zaangażowania i skupienia.
Historia podzielona jest na trzech bohaterów, z tymże jeden (Dann) dostał większą część. To z jego opowieści dowiadujemy się o całym lorze książki. I jest to opowieść o przygodzie, kombinowaniu, farcie, talencie, relacjach, tożsamości, dorastaniu.
Przyznam, że przez połowę ciężko mi było połapać się, o co w ogóle chodzi w tej historii. Dopiero wtedy opowieść Danny’ego doprowadziła do wytłumaczenia. Dla mnie jego wątek mógłby być osobnym, pierwszym, tomem, bo to on był naturalnym wprowadzeniem do całego świata. Gdybym zaczęła od niego, byłoby mi łatwiej. Pozostały materiał przeniosłabym na początek drugiego. Wtedy ekspozycja byłaby pierwsza i nie byłoby tego nierównego podziału “czasu ekranowego”.
Czytajcie, polecam z całego serca. Nie mogę doczekać się drugiego tomu!
Solidny debiut, którego mocną stroną jest uczucie, że prędko płynie się po stronach, zapełnionymi niezliczonymi znakami, odpowiadającym wszelkim zawieruchą. No, także, tak. Nie jestem fanem wplatania w książkę wydarzeń przeszłych, wyjaśniających historię danego bohatera - tu dostałem historię Danna, obejmującą połowę książki. Mimo subiektywnych niedogodności, historia wciąga i czekam, żeby zabrać się za kolejny tom.
Wkrótce więcej powiem co myślę o tej lekturze, ale tak teraz: to, fantastyczna przygoda, oryginalna. Nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodoba, coś czuję że to może naprawdę świetnie się rozkręcić. Czekam na więcej i oczywiście pragnę więcej Danna! Nie mam go dość hehe
Edit: niżej cała recenzja
“- Wywiad to wcale nie jest zła opcja - przekonywał porucznik. - Możesz mi wierzyć, że będziesz odpowiednio wynagradzany, a w zależności od indywidualnych osiągnięć możliwe są i awanse, i stanowiska, i zaszczyty. - I stryczek. I tortury, i powolne gnicie w lochu. - Ryzyko jest duże - przyznał Lundenso.”
Jeśli bym miała powiedzieć z czym mi się kojarzy “Czternaście…” powiedziałabym, że trochę Władca Pierścieni, a trochę Wiedźmin, więc jeśli lubicie któryś z tych tytułów to ta Wam się spodoba. A nawet jeśli nie lubicie, to i tak warto dać szansę, bo to była fantastyczna przygoda z magicznymi kryształami, magią, tajemnicami i różnymi intrygami.
Nie ma co ukrywać, że jedyny bohater, którego od początku polubiłam był Dann – bohater, który na swoim koncie, ma niezbyt ciekawe przeżycia, właściwie to mu współczułam i liczyłam, że odegra się ludziom za złe czyny. Jego wypowiedzi i zachowanie czasem kojarzyły mi się z Wiedźminem. Jeśli zaś chodzi o resztę to również nie odstawali w powieści. Żaden z nich nie był płaski, mieli charakterek i to mi się podobało. Choć Tariro niesamowicie mnie wkurzała swoim zachowaniem jak i myśleniem, ale chwilami potrafiła być pomocna, mieć szalone pomysły i cieszyłam się, że jednak taka jest, bo nie wiem czy wtedy historia by potoczyła się tak samo. Oprócz obecności ludzi, to mamy również elfy, więc uważam, że klimat do fantastyki jest. Do tego tajemnicza rasa Welimów, co najechała na Nunavat – nikt nie wie skąd są, jedyne co mają to przypuszczenia.
Książka jest podzielona na dwie księgi, gdzie w pierwszej wkraczamy w świat Tariro i jej siostry, magicznych zwierząt, walki i ogólnie teraźniejszości w Królestwie oraz poznajemy historię kryształów. Poznajemy co nieco system magiczny, jesteśmy świadkami bitew jak i przygód Danna. Natomiast druga skupia się już na przeszłości Danna, skąd się wziął, jak żył i co doprowadziło do tego, że musiał uciekać z tajnej misji dotyczącej Welimów. Opisy w tej księdze były już dużo bardziej rozbudowane niż poprzednia, ale to mi nie przeszkadzało, praktycznie tego nie odczułam.
Autorka tak posługuje się językiem, że aż miło wejść świat, dopilnowała byśmy od początku poczuli klimat i tak łatwo nie wyszli. Były momenty, gdzie trzeba było jednak zachować powagę, ale nie zabrakło humorku i te teksty, o matulu, jak się na niektórych śmiałam szczerze i naprawdę pasowały do danej sytuacji. Nie były wciśnięte na siłę, pasowały do charakteru osoby. Do tego tak wykreowała bohaterów, że nie mogłam określić kto z nich jest dobry, a kto zły, taki podział. Tutaj każdy coś ma za uszami i pragnie przeżyć. I wiecie co? To serio mi się podoba, to takie oderwanie się od typowego schematu “ten dobry, ten zły i walczą między sobą”, o coś takiego.
Polecam bardzo, bo coś czuje, że autorka wiele szykuje w tej serii i aż nie mogę się doczekać jakie karty nam pokaże w przyszłości!
Mi ostatnio taka wpadła w ręce w ramach współpracy reklamowej (recenzenckiej) z @czternascieofficial . "Królestwo za kryształ" to 640-stronicowa klinga, z fantastyczną redakcją, korektą i okładką, mimo, że to autorka jest odpowiedzialna za jej wydanie. Z resztą dla mnie nie "mimo" - czasem selfpublishing jest bardziej jakościowy niż niektóre produkty wielkich wydawnictw i ten tytuł tylko to potwierdza. Nie jest to jednak lektura łatwa, bo po pierwsze te 640 stron przeładowanych jest treścią- zarysem historycznym, politycznym, fabularnym i nawet zostało miejsce na opis relacji między bohaterami, a po drugie mamy napadające na siebie ludy i napadających na siebie ludzi - nie obędzie się od m0rdu, gw*łtu, przelewu krwi, więc to też trzeba mieć na uwadze. Niemniej jednak im więcej dni mija od przeczytania tego 1 tomu sagi, tym bardziej jestem przekonana, że z wielką chęcią sięgnę po kolejne.
1 tom składa się z dwóch ksiąg. Pierwsza rzuca nas w środek wydarzeń i przedstawia bohaterki i bohaterów z różnych frakcji. I te 280 stron mnie w sumie najbardziej zmęczyło, bo na początku nie wiedziałam co się dzieje, kto jest ważny, chociaż rozumiem, że to taki trik, żeby pokazać jak wiele będzie się działo po zapoznaniu się z bohaterami. 2 księga to natomiast historia jednego z bohaterów - Danna - od brzdąca aż do tego co stało się w księdze pierwszej i szczerze powiedziawszy to on mnie najbardziej zaciekawił już wtedy, więc fajnie, że poszedł na 1 ogień. Wychowany jako stajenny, zauważony przez syna swojego zleceniodawcy, zaczyna się z nim bawić, lubić się z nim, a jednocześnie zazdrościć mu położenia życiowego. Natomiast panicz Vigo widzi w nim równego sobie przyjaciela i jak na rozpieszczonego (i potajemnie nieszczęśliwie zakochanego w swoim przyjacielu) syna przystało wymusza na rodzicach, aby zapłacili za taką samą edukację Danna jak za jego edukację. I chociaż Vigo chce dobrze, to nie umie się postawić w sytuacji Danna, zwłaszcza, że ten jest skryty i nie mówi Vigo wszystkiego. (co potem owocuje tym, że Vigo spełnia przestarzałe marzenia przyjaciela). Ta przyjaźń łączy się z nienawiścią, a kolejne spotkania bohaterów owocują kolejnymi ważnymi dla fabuły wydarzeniami. Ich czasy w szkole wojskowej, gdzie były głównie relacje i ich budowanie między jej uczniami były dla mnie najłatwiejszą częścią do czytania, bo nie musiałam wnikać ani zapamiętywać ważnych terytorialnie, historycznie, politycznie elementów ważnych dla późniejszej fabuły. Potem właściwie mieliśmy skrócone kolejne lata życia Danna, gdzie dodatkowo dostaliśmy w twarz ekonomią i finansami, więc kolejny raz trzeba było mocno się skupić.
To wszystko okraszone jest dodatkowo magią, niebezpiecznymi przysięgami, kultami i bohaterami próbującymi odnaleźć się w świecie, gdzie raz za razem sprawczość jest im odbierana przez kolejne okolicznosci. Czekam co stanie się dalej!
Przybyli statkami z zachodu, wiedzeni ciepłymi prądami i pragnieniem odmiany losu. Jasnowłosi i jasnoocy, rośli i krzepcy, zahartowani przez zimną północ. Nikt nie wiedział, jak ich nazywać, dlatego elfy nadały im miano Lapsed Silmapiri, Dzieci Horyzontu. Dopiero później odkryto, że sami siebie nazywają Welimami. Nikt nie wiedział, co ze sobą przynoszą. Nikt nie przypuszczał, że ich białe żagle mogą zwiastować rzeki ognia i morze krwi. Przybył z nimi Biały Czarodziej. Przybył z nimi Biały Kryształ. Przybyła z nimi Śmierć.
Księga I Tariro przekonała swoją siostrę by sprawdziła przebieg walki, którą toczył Demon z przeciwnikiem. Demon strzegł od wieków Kryształu. Niestety Vira została zauważona i musiała się obronić. Pokonała swój strach i pokazała na co ją stać, ale przeciwnik który wcześniej pokonał Demona i posiadł Kamień , poradził sobie z dziewczyną. Niestety doznała bardzo poważnych obrażeń. Jej siostra Tariro bardzo źle się z tym czuje, że zostawiła siostrę. Obecnie poszukuje informacji o różnych artefaktach i kamieniach. Tariro próbuje stworzyć grupę która zajmie się poszukiwaniem kryształów. Jak narazie to każdy wypowiada swoje żądania by przemyśleć ofertę.
Z Danna to nie jest świętoszek. Za uszami trochę ma. Obecnie jest pod przykrywką u Welimów, jako wywiad, ale czy coś z tego wyniesie?
To nie jest tak, że jego podróż jest usłana kwiatami. Raczej bym powiedziała że usłana płaczem i łzami. Tęsknotą za wolnością i nie pilnowania siebie by czegoś nieodpowiedniego nie powiedzieć.
Niestety jest zmuszony porzucić misje i wrócić do siebie. Misja zakończona połowicznie, czegoś się dowiedział, coś zrobił. Gdy wrócił nikt zbytnio z otwartymi rękami na niego nie czekał oprócz Milii.
Gdy poszedł zdać raport, już czuł że coś jest nie tak. Zbyt cicho i spokojnie go przyjęli. Nie wiedział że wyszła na jaw jego tajemnica.
Księga II No i w drugiej księdze poznamy historię życia Danna. Jak o to się znalazł u Gimariów. Jak ze stajennego stał się przyjacielem Vigo. Dużo się dzieje gdy Dann z Vigo wyjeżdżają do szkoły wojskowej w Dibrasie. Nie miał łatwo gdy wszyscy się dowiedzieli że jest stajennym.
Musiał bronić i siebie i Vigo. Jakoś przeżyli ten pierwszy rok. Oczywiście nie obyło się bez bójek, wyzwisk i nieprzyjemności.
Dannowi udało się nawiązać przyjaźń z Lotarem Diaturio, który był na trzecim roku. Tak przetrwali drugi i trzeci rok szkoły. Vigo po zakończeniu roku pojechał na miesiąc do kuzyna a Dann wrócił do Gimariów. Niestety sprawa zmieniła bieg gdy wrócił i postanowił uciec. Obecnie jest na statku „Błękitna Foka” i płynie na drugi koniec kontynentu do Kamantery. Płynie by znaleźć swój początek. Skąd pochodzi. Czy uda mu się dowiedzieć? Niestety nie udało mu się. Błąkał się przez jakiś czas na okolicznych wioskach. W jednej zasiedział się za długo i prawie by stanął na ślubnym kobiercu lecz uciekł. Z tej tułaczki trafił pod bramy szkoły w Dibrasie, a tam czekała na niego niespodzianka. Oferta nie do odrzucenia - zostanie pełnowymiarowym szpiegiem pod dowództwem Berenda Lundenso.
W pewnym momencie przypadkowo zostaje zmuszony do dołączenia do organizacji „Zwiastun”któremu przewodniczy mag Einar i złożenia przysięgi na śmierć i życie. Zwiastun ma szerokie i ambitne plany oraz zasięgi. I tak oto zaczęła się jego przygoda w dwóch kierunkach. Podobne raporty składał obydwóm, jednakże dla organizacji miał inne podejście przez wzgląd na umieszczonego demona w jego sercu. Taririo składa przysięgę na śmierć i życie z Valą by znaleźć kryształy. Co z tego wyniknie dowiemy się w tomie drugim.
No i tutaj wracamy do zakończenia się pierwszej księgi i końcówce tomu 1. Ja osobiście jestem bardzo zachwycona tym tomem. Pomysłem autorki na całość powieści. Przedstawienie naszych bohaterów i otoczenia. Spędziłam bardzo dobrze czas czytając i powracając do jej treści. Jednakże czasami miałam dość takiej trochę głupoty Danna z Vigo, ale przymknęłam na to oko. W całości takie sytuacje zanikaJy. Jednakże brakowało mi tutaj więcej Tariro i jej siostry Viry, ale liczę na zmianę w kolejnym tomie.
Już nie mogę się doczekać aż zabiorę się za drugi tom i dowiem się czy Tariro odnajdzie chociaż jeden kryształ oraz jak potoczy się dalsze życie Danna.
-6/10 Ocena tej książki to był dla mnie istny rollercoster. Gdy zaczynałem, byłem naprawdę podekscytowany. Zapowiadał się dosyć schematyczny wątek, ale wciągający i z ciekawie zbudowanymi bohaterami. A potem… przyszła druga część książki. I poleciało w dół. 1. Historia – poniżej przeciętnej. Fabuła (właśnie ze względu na drugą połowę książki) to zdecydowanie najsłabsza jej część. Początek zapowiadał coś innego – może i nieszczególnie oryginalnego, ale jednak rzucał czytelnikowi na zachętę wątek szukania kryształów, by przeciwstawić się Welimom. Lubię przeplatające się perspektywy, więc drugi wątek (Danna) również śledziłem z zaciekawieniem. W 1/3 lektury odczułem pierwsze zgrzyty. Przedłużało się. Autorka poświęcała kolejne rozdziały na etap „przygotowania” bohaterów – i dzięki temu trochę lepiej ich poznaliśmy, trochę więcej dowiedzieliśmy się o świecie. Ale też zaczęło być nudno. I wtedy przyszła druga księga, która pogrzebała moje nadzieje. Tak się nie robi. Znaczy – robi się, jak ewidentnie widać, ale efekt zabiegu w książce jest mizerny. Flashback zajmujący 50% książki odwlekający budowane napięcie już wcześniej odrobinę rozwleczoną historią po prostu zniszczył moją ciekawość. Z rozdziału na rozdział tylko sobie myślałem – wróćmy już do osi fabuły, no dalej. Na marne. I znów – sporo się dowiedzieliśmy o świecie, postać Danna została szeroko przedstawiona. Ale jakim kosztem? Zrozumiałbym kilka 3-4 rozdziały poświęcone retrospekcjom, lecz tutaj było ich zdecydowanie za dużo, przez co tempo padło. Fabuła opisana w tej książce była ledwo prologiem do historii i można ją spokojnie streścić w kilku zdaniach. 2. Bohaterowie – dobrze, miejscami nawet bardzo dobrze. Wykreowane postaci są ludzcy (no, chyba że mówimy akurat o zwierzętach :) ), raczej niesympatyczni, z wadami, irytujący – ale przez to nie są one płaskie. Naprawdę doceniam ich kreację, chociaż dwa aspekty mi przeszkadzały. Po pierwsze: liczba bohaterów. Na książkę tych rozmiarów wolałbym poznać ich więcej zamiast czytać po raz enty o przeszłości Danna. Po drugie: nikogo szczególnie nie polubiłem. Liczę, że w kolejnym tomie trafi się ktoś, kto bardziej przypadnie mi do gustu. 3. Świat – ujdzie. Wydaje się przemyślany, sporo go poznaliśmy, mimo że wydaje mi się dosyć mały. Tyle że to nadal typowe fantasy: elfy, ludzie, krasnoludy, magowie, wojownicy, królestwa, itp., itd. Setting odrobinę mnie nudził, ale na pewno nie był płaski. Może i świat mnie szczególnie nie zaciekawił, ale kupiłem go. Za to system magiczny – na plus i na minus. Znów, wydaje się przemyślany, a z drugiej strony przez bardzo swobodną teleportację obawiam się, że może doprowadzić do kilku luk fabularnych w przyszłości (autorka fajnie tłumaczy potencjalną możliwość wpływu teleportacji na różnice kursów walut, ale… to wszystko jest naciągane i logicznie myśląca osoba ten system by banalnie obeszła). Liczę na więcej wyjaśnień w kolejnych tomach. 4. Styl – dobrze, miejscami nawet bardzo dobrze. Leci się lekko przez ten tekst. I narracja gra, i styl, i opisy, dynamika nie najgorsza. Gdyby nie to przedłużanie, to bawiłbym się przy tej książce przednio. Byłem zdumiony, że to debiut, bo widać, że autorka ma wyrobiony styl i niezły warsztat. Ocena trochę naciągana, normalnie dałbym oczko niżej. Ale jeśli po całym tym moim narzekaniu jestem pozytywnie nastawiony, by sięgnąć po drugi tom, to znaczy, że było nawet nieźle. I podejrzewam, że druga część już skupi się o wiele bardziej na fabule, przez co wkręcę się znacznie bardziej. Mam nadzieję, że się nie rozczaruję.
"Czternaście. Tom I. Królestwo za kryształ" autorstwa Dagmary Lorenc to niezwykle wciągająca historia. Jest to niezła cegiełka, ale czyta się niezwykle ekspresowo.
Historia jest bardzo wciągająca już od pierwszej strony. Autorka wykreowała bardzo ciekawy świat, który zauroczy czytelnika i zaciekawi. Bohaterowie są ciekawie wykreowani, a poznanie ich przeszłości pomaga lepiej ich zrozumieć. Autorka zastosowała tu bardzo ciekawy zabieg, który mi osobiście bardzo się spodobał.
Mamy tu cały świat do odkrycia wraz z magią i poszukiwaniem tajemniczych kryształów. Bardzo podobało mi się odkrywanie świata i chętnie jeszcze lepiej zgłębiłabym się w jego tajemnicach. Mamy tu bardzo oryginalną opowieść, gdzie możemy odszukać wiele uniwersalnych prawd i nauk. Możemy dostrzec niesprawiedliwość świata, ale również to, że często daje szanse jeśli tylko zechcemy ją dostrzec. Mamy tu wiele bólu i cierpienia, ale również i nadziei oraz szczęścia.
Bardzo polecam Wam sięgnąć po tą książkę i już nie mogę się doczekać sięgnięcia po ciąg dalszy.
Książkę kupiłam na Targach Książki w Warszawie w zeszłym roku z autografem autorki.
Sporo dobrego zostało już o "Czternaście. Królestwo za kryształ" napisane, żeby zatem nie powielać ocen oczywistych aspektów (świetnie prowadzona narracja, wciągająca histora, intrygujący bohaterowie), chciałabym skupić się na stylu, którym operuje autorka. Lekkie pióro i sugestywne opisy sprawiają, że lektura jest podwójną przyjemnością - pierwsza pochodzi z zanurzania się w nowy, magiczny świat, a druga wynika z obcowania z pięknym językiem. Satysfakcjonujące przeżycie, niezwykle cieszę się, że poświęciłam czas na poznanie historii kryształów. Moim zdaniem flagowy przykład literackiego slow food w dobie odtwórczych i miałkich fast foodów książkowych. Pozycja bogata, różnorodna, wyborna. Czekam z niecierpliwością na kontynuację!