W świecie Tonny od zawsze istniały potwory. Pewnego dnia zostaje adoptowana przez najprawdziwszego z nich i odnajduje świat skryty przed promieniami słońca.
Bycie Sommelierem, którego kluczowym zadaniem jest zapewnienie wina swojemu panu, staje się jej drugą naturą. Pośród wampirzej społeczności dziewczyna buduje nowe życie, jednak wszystko ulega drastycznej zmianie, gdy jej Lord umiera. Zamek dziedziczy kolejny władca nocy, który sprowadza własnego służącego.
Choć Thaddeus od początku nie kryje niechęci w stosunku do Tonny, to oboje muszą znosić swoje towarzystwo do czasu, aż dziewczyna będzie mogła odejść. Zazdrość i żądza władzy, nienawiść oraz miłość.
Nieheteronormatywne wampiry, toksyczne relacje, złe traktowanie ludzi, zbrodnie w tle, cień ciągłego zagrożenia... Zaskakująco wciągająca zawartość. Może i wiele zagrań było tanich, a niektóre elementy dało się poprowadzić lepiej, ale nieźle się czytało. Kulało w wielu elementach, by w kolejnych plusami wyjść na prostą. Daję więc trzy gwiazdki, ale to dlatego, że to specyficzne dark romantasy, bardzo intensywne, mocno idące w gotyckie klimaty... Chyba znalazłam dla siebie miejsce w tym gatunku, nie oceniajcie.
Kompletnie nie mam pojęcia, co myśleć o tej pozycji, ponieważ przez większość książki nie potrafiłam się w nią wciągnąć. Świat przedstawiony i bohaterowie mnie nie zainteresowali, a chaotyczny styl tylko utrudniał śledzenie akcji.
Dopiero ostatnie około 20 stron zrobiło na mnie ogromne wrażenie i całkowicie zmieniło mój odbiór historii. To sprawiło, że moja ocena wzrosła i z ciekawością sięgnę po kolejną część.
Totalnie nie. Nie wiem co się tutaj wydarzyło bo w zasadzie nic nie zrozumiałam, bo wydarzenia były jak dla mnie totalnie randomowe. Jesteśmy gdzieś, później nagle robimy coś innego. Nawet jak maksymalnie skupiałam się na książce, aby zrozumieć do czego zmierzamy, to nie dawało to dosłownie nic, ponieważ za chwilę robiło się tak chaotycznie, że już sama nie wiedziałam co się dzieje. A relacja romantyczna? Nie mam pojęcia skąd się wzięła i kiedy coś zaczęło się pomiędzy nimi dziać, bo było to naprawdę bardzo szybkie. Pomysł fajny, ale wykonanie mi totalnie nie pod pasowało.
wciągające to było i bardzo szybko się czytało, jednak... no akcja to się w max 4 miejscach działa XDD
Poza tym główni bohaterowie byli TACY STRASZNI 😭😭😭 szczególnie główny bohater... nie dość że traktował główną bohaterką jak śmiecia przez połowę książki to późnej nagle w 50 stron przeszedł przemianę jak Gustaw w Konrada 😭
nie - główna bohaterka wcale nie była lepsza.
ale chcąc nie chcąc, zaintrygowała mnie ta historia i myślę że sięgnę po kontynuację.
Ogólny zarys historii podobał mi się . Zakończenie sprawia że już nie mogę się doczekać na drugi tom. Jedyne co mi przeszkadzało to przeskakiwanie w rozdziałach od przeszłości do teraźniejszości i innych perpektyw nie było ono płynne i momentami miałam wrażenie jakby mnie coś ominęło, jakby brakowało zdania czy dwóch przez co czasami trochę się gubiłam 🙈 Ale i tak bardzo ja polecam dla mnie 5 gwiazdek.
Dramat. Ta relacja romantyczna to nawet nie wiem co miało być. Gościu od początku dosłownie gnoi dziewczynę na każdym kroku, KAŻE JEJ KLĘKAĆ ŻEBY ODBIĆ SIĘ OD JEJ PLECÓW I WSIĄŚĆ NA KONIA a później nagle zaczyna ich łączyć jakaś niewyjaśniona miłość. WTF. Motyw wampirów bardzo słaby. Szybko wyleci mi z głowy.
Bardzo rzadko sięgam po fantastykę, a kiedy już to robię – naprawdę musi przykuć moją uwagę i mnie zainteresować.
Tak właśnie było w przypadku 𝑉𝑒𝑟𝑚𝑖𝑙𝑙𝑖𝑜𝑛𝑢, który zaintrygował mnie samą nazwą. A po przeczytaniu kilku początkowych rozdziałów, wiedziałam, że trafiłam na prawdziwy skarb, dlatego z dumą mogę mówić o tym, że jestem patronką tej historii.
Historia przedstawiona w książce jest pełna mroku, intryg oraz 𝑝𝑙𝑜𝑡 𝑡𝑤𝑖𝑠𝑡ó𝑤, o których nawet nie myślałam. Przez to, że książka została napisana w perspektywie trzecioosobowej, możemy dostrzec rzeczy, które umykały uwadze głównych bohaterów, jak i poznać historie na pozór pobocznych postaci…
Główną bohaterką jest tu Tonny Plantagenet, która w życiu ma tylko jeden cel: umrzeć. Chce dołączyć do swojego mistrza – Adalberta, który przed śmiercią wymógł na niej obietnicę, że zanim postanowi odebrać sobie życie, da sobie czas, nad zastanowieniem się bądź znalezieniem celu. Już po samym opisie wiemy, że młoda kobieta nie miała łatwego życia, jej ojciec był seryjnym mordercą, któremu nadano przydomek 𝐵𝑎𝑏𝑎 𝐽𝑎𝑔𝑎, przez to, że jego ofiarami byli chłopcy, których wcześniej za pomocą Tonny wabił i porywał. Jest naprawdę silną bohaterką, która w swoim przeszła wiele – 𝑧𝑎 𝑤𝑖𝑒𝑙𝑒 – jednak mimo wszystko, znalazła w sobie siłę by walczyć.
Thaddeus Lavalier, jest bohaterem do którego na samym początku nie pałałam wielką miłością. Nie podobało mi się w nim to, jak okropnie zachowuje się wobec Tonny, oraz jak za wszelką cenę chce ją upokorzyć, jednak – nie ukrywam – jego zachowanie było intrygujące. W późniejszych rozdziałach dowiadujemy się o jego przeszłości, oraz co tak właściwie wpłynęło na jego zachowanie.
Bardzo ciekawa jest tutaj relacja Deusa z nowy Lordem, a mianowicie Chariocem de la Gardie. Thaddeus od samego początku chciał być przemieniony w wampira, a idealną okazją do tego był związek z jednym z nich, dlatego poniekąd wykorzystał zakochanego w nim De la Gardiego.
To co ta książka ze mną robiła to jedno wielkie WOW. Naprawdę. Mrok i tajemnica, przelatujący przez palce czas, a także wyczekiwanie najgorszego, które nadeszło…
Przysięgam, żadne słowa nie oddadzą tego, jak ta historia jest wspaniała, a najlepszym sposobem, żebyście się o tym przekonali na własnej skórze, będzie sięgnięcie po 𝑉𝑒𝑟𝑚𝑖𝑙𝑙𝑖𝑜𝑛 i samodzielne przeżycie tej historii.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Mroczna okładka i hasło "potwory i wampiry" skusiły mnie do sięgnięcia po tę książkę. Miałam co do niej dosyć konkretne oczekiwania, tym bardziej, że ma około 400 stron.
I muszę z przykrością stwierdzić, że czuję się delikatnie rozczarowana.
Miałam nadzieję na więcej informacji o świecie wampirów, o ich zwyczajach, hierarchii, społeczności nieżycia. Liczyłam też na nieco szerszy kontekst życia Tonny u boku Baby Jagi, dostaliśmy tylko wycinki.
Ja wiem, że gdyby rozbudować ten wątek to by mogło być brut*lnie ale własne na takie coś liczyłam sięgając po tę książkę. W końcu wampiry i inne potwory raczej nie słyną z dobroci czy delikatności.
A co otrzymałam? Romantasy z różną mieszaniną orientacji, układzikami, trójkątami. Rozwleczone w czasie i stałą tajemnicę, jaką przysięgę nałożył na wszystkich Mistrz zanim odszedł. Tonny chociaż chciała odejść to nie mogła właśnie przez dane słowo ale do końca nie wiemy, co się za tym kryło konkretnie, znów otrzymujemy strzępy informacji. Była co prawda wzmianka, by dokonała wyboru jak przyjdzie na to czas ale co to będzie, niewiadomo.
Vermillion to nazwa wina, głównie dla wampirów więc możecie się domyślić z czego owo wino się składa.
Mam nadzieję, że w kolejnym tomie uzyskamy odpowiedzi na pytania a przede wszystkim rozwinięcie postaci, ich historii i tego co je kształtuje aniżeli romansu, który tutaj mocno wybija się na pierwszy plan i zaczyna dominować fabułę.
Zwykle mi romanse nie przeszkadzają ale tym razem miewałam takie momenty, że fabuła była o wszystkim i o niczym, rozciągnięta niepotrzebnie a to, co ciekawi czytelnika spadło do rangi absolutnego minimum.
Styl pisania jest w porządku, mimo wszystko czyta się szybko treść tylko jest niedosyt. Wolałabym mniejsze skupienie się na scenach pikantnych i rozważaniach o miłości a większe zaangażowanie w mroczny świat, który ma szerokie pole do popisu.
Książkę oceniam 6/10 gwiazdek i mimo wszystko sięgnę po kontynuację, by zobaczyć, czy nurtujące mnie wątki i informacje zostaną wyjaśnione czy też znowu będę czytać dla samego czytania.
Vermillion, czyli książka, która mnie zaskoczyła. Ostatnio miałam dość spory zastój czytelniczy i nie mogłam się wgryźć w żadną historię. Wyglądało to tak, jakbym poszukiwała tej konkretnej, która czekała na mnie gdzieś w odmętach książkowego świata. Na szczęście trafiłam na Vermillion. Książka długo leżakowała w moim TBR, ale, gdy po nią sięgnęłam, przepadłam. Duszny, gotycki klimat otulił mnie swoimi cienistymi ramionami, a historia poprowadziła do mrocznej rezydencji, gdzie tajemnica przeplata się z ludzkim dramatem. Bardzo podobało mi się tempo akcji, w którym powolnie, dystyngowanie kroczyło się przez fabułę. Historią można było się rozkoszować, smakować ją jak dobre wino. Podobało mi się, że wampiry, choć tak w wymowne w tej książce, były zepchnięte na drugi plan, a pierwsze skrzypce grały ludzkie dramaty. Nie mogłam się od niej oderwać i za każdym razem, gdy odkładałam kolejne fragmenty na później, wracałam myślami do Tonny i tego, co przyniesie jej los. Końcówka pozostawiła po sobie rozbite na kawałki serce i wrażenie pustki, której już tak dawno nie czułam po skończeniu lektury. Moim zdaniem, jest to bardzo niedoceniana pozycja o charakterze gotyckiego romansu. Warto wspomnieć, że podchodziłam do niej bez żadnych oczekiwań. Nie mniej, jest to jedna z tych książek, którą chciałabym zapomnieć, by móc przeczytać ją jeszcze raz.
Nie pozostało mi nic innego, jak szybko sięgnąć po drugi tom.
Historia może i ciekawa, ale przedstawiona w bardzo nieciekawy, nudny i bezpłciowy sposób. Nie mam problemu z czytaniem książek pisanych w 3 osobie, ale tutaj sposób ten wprowadzał chaos. Zwłaszcza dla osób słuchających audiobooka. Wiele razy chciałam zrobić DNF tej książki bo miałam wrażenie, że jest o niczym. Przez większą część książki nic się nie działo. Główna bohaterka bez charakteru, Thaddeus to niedojrzałe dziecko, a jego osobowość można byłoby określić jako typową mean girl z ameryka��skich filmów o nastolatkach. A jego zachowanie kompletnie nielogiczne. Wszystkie pytania jakie miałam w trakcie czytania tej książki okazały się bez sensu na jej końcu. Thaddeus był po prostu niezdecydowanym dzieciakiem, Tonny była nijaka, a cała reszta mało znacząca. Chciałabym powiedzieć że końcówka książki nadrobiła. Ale tak nie było. Podziało się, nie da się ukryć, ale nie sądzę że warto poświęcać czas na czytanie drugiego tomu.
ta książka bardzo mocno mnie do siebie przyciągała. kreacja wampira była bezlitosna, makabryczna, a tym samym niezwykle magnetyczna. nie wiem, czy znalazłabym chociażby najmniejszą i najbardziej ciasną szczelinę, która prowadziłaby do tej historii, a która jednocześnie nie byłaby skalana gnijącym mchem i bliźniaczym swądem. nie usatysfakcjonowała mnie relacja Deusa z Tonny, choć intuicja podpowiadała mi, jak gdyby niespodziewana sympatia chłopaka do dziewczyny miała być pewnego rodzaju klątwą, rzuconą przez Niewiadomo Kogo, lub może symbolem utęsknienia za bliską relacją z kimś ŻYWYM po doświadczeniu kilkudziesięciu pocałunków i kilkunastu zbliżeń z istotą, za którą pociągał się przecież odór śmierci. ciężko określić to „bijącą sympatią”, natomiast intrygowały mnie momenty, w których zarówno ogrodnik, jak i kucharka, choć nie tylko oni, zwracali się do Deusa drwiąco i z niechęcią, kiedy to perspektywa Tonny zdawała się sugerować, jak gdyby NIKT, ale to NIKT - jeśli nie życzył sobie krwawych nieprzyjemności ze strony Charioce’a oraz Deusa - nie miał prawa tknąć go niewyprostowanym palcem wskazującym. Uspokajał mnie fakt, że chłopiec był zupełnie niegroźny za dnia, kiedy nie było przy nim Jego Wampira.
Romans absolutnie nie do kupienia. Koleś znęcał się nad babką 40% książki (tylko tyle doczytałam nim DNF), okropne niedojrzałe postaci nie komunikujące się między sobą... Cała historia była wciągająca i podobał mi się motyw wampirów, a także ich somellierów, ale żebym zechciała dokończyć, to musiałby do fabuły zostać wprowadzony inny MMC, albo po prostu usunąć romans z historii i sprzedać jako creepy gotycką historię o wampirach
Nie wiem jak to się stało, że facet zakochał się w kobiecie, którą poprzednio upokarzał i dosłownie wchodził po niej na konia. Akcja przeskakiwała, nie wiedziałam co się dzieje i w jakim momencie historii teraz jestem. Duży nieład i mało co tam do siebie pasowało.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Czuję lekki dysonans. Momentami płynęłam przez tę historię, ale na krótko, ponieważ później zderzałam się z wielkim zapytaniem "CO TU SIĘ STAŁO?". Pomysł jakiś był, ale ewidentnie coś nie wyszło już na etapie planowania.
this book wasn't the best, it had some weird stuff happening and I didn't feel the chemistry between the FMC and MMC. FMC was blunt and without a taste but MMC was too much