1.5
Historia siedemnastoletniego Rydera, który nie żyje od pięciu lat i błąka się po świecie niewidzialny, gdyż utknął między życiem, a śmiercią i piętnastoletniej Maggie, która po tym jak została sama - nigdy nie poznała ojca, matka zmarła, a babcia cierpi na demencję - z trudem odnajduje się w kolejnej rodzinie zastępczej była boleśnie rozczarowująca. Potencjał był ogromny. Autorka pokusiła się o niezwykle ciekawy temat. Bo kto nigdy nie zastanawiał się nad tym, co czeka nas po śmierci? Liczyłam na fabułę, która wciągnie mnie bez reszty, o której nie będę mogła przestać myśleć, która będzie ciekawa, przejmująca, poruszająca... Dostałam coś odwrotnego, a wszystko dopełniał słaby i prosty (aż za bardzo) styl. Brakuje rozbudowania, naprawdę niewiele dowiadujemy się o bohaterach, przez co trudno było mi poczuć względem nich cokolwiek. Byli mi obojętni. Do samego końca.
Ryder poznaje Maggie przypadkiem, gdy odwiedza szpital. Bez zdradzania szczegółów mogę powiedzieć, że to jego sposób na to, by znów chociaż na chwilę poczuć się widzialny. Babcia Maggie trafiła tam po udarze. Dziewczyna jest cicha, samotna i określana inną niż wszystkie (niemal zazgrzytałam zębami, gdy przeczytałam ten fragment. Nie obyło się też od przewrócenia oczami). Od tego czasu Ryder towarzyszy jej spotkaniom z babcią, odprowadza dziewczynę do domu, generalnie zawsze, kiedy może, jest obok niej. Choć Maggie oczywiście nie jest tego świadoma. Pewnego dnia Maggie omal nie ginie pod kołami samochodu, gdy nieuważnie wchodzi na drogę. Jednak Ryder przejmuje ciało przechodzącego chłopaka i ratuje dziewczynę. Nagina tym wszelkie zasady. I po raz pierwszy ma rzeczywisty kontakt z dziewczyną, w której się zakochał. Szybko się okazuje, że gdy już zaznaje tej znajomość naprawdę, nie łatwo będzie mu z niej zrezygnować. Nie kiedy poczuł jej zapach, dotyk. Kiedy może z nią rozmawiać...
Akcja płynie bardzo powoli, niewiele się dzieje, skupiamy się na kolejnych spotkaniach Maggie z Ryderem, a właściwie chłopakiem, który ją uratował przed śmiercią. Mam wrażenie, że najważniejszy wątek, czyli ten duchów, czy ogólniej mówiąc życia po śmierci został potraktowany trochę po macoszemu. Niby cały czas czytamy o Ryderze, który jest ucieleśnieniem tego wątku, ale równocześnie nie uważam, by autorka przedstawiła to w sposób satysfakcjonujący. Kreacja bohaterów, w szczególności właśnie Rydera jako ducha jest bardzo słaba. A pole do popisu było ogromne. Niestety nie zostało wykorzystane. Historia porusza trudne tematy (śmierć, żałobę, samotność, chorobę). To na plus. Szkoda tylko, że temat rodziny zastępczej nie został trochę bardziej rozwinięty.
To bardzo niewinna i delikatna historia pierwszej miłości. W moim odczuciu nudna. Rozumiem młody wiek bohaterów, pierwsze zauroczenie, ale ta dwójka niewiele sobą reprezentowała. On był samotnym duchem, ona była szarą myszką, również samotną. Byli nijacy. Maggie może nie tak bardzo, jak Ryder, ale wciąż to słabo rozbudowana postać.
Zakończenie... Ech, szkoda mi już słów. Pojawiło się trochę konkretniejszej akcji, ale rozwiązanie jakie wybrała autorka bardzo mi się nie podobało.
"Zagubiony" może być fajną książką dla kogoś kto zaczyna przygodę z podobną tematyką albo po prostu z młodzieżówkami. Generalnie jednak nie polecam. Nie warto. Lepiej od razu sięgać po lepsze historie.