Dnf 50%
Na początku podobało mi się, że oprócz głównej intrygi autor poświęca dużo czasu całemu otoczeniu filmowego świata w latach 90, rodzinie bohatera itp sprawom, o których dzięki całkiem zręcznemu językowi i często trafionemu humorowi czytało się dobrze. Jednak nawet około 300 strony sama intryga... Po prostu jeszcze nie istnieje. Nie czuć żadnego napięcia w związku ze sprawą morderstw, zdaje się, że nikogo, nawet głównego bohatera, nie interesuje zbytnio poznanie mordercy, więc dlaczego czytelnika miałoby to interesować? Nazwisk, drugich imion, ksywek jest mnóstwo i przez te 300 stron zdołałam ledwo załapać, którzy bohaterowie właściwie zginęli, a chyba nie powinno być tak, że czytelnik musi stworzyć sobie notes notatek, aby poznać ogólny zarys sytuacji. Główny bohater jest z rodzaju tych cynicznych, którzy raczej nas bawią, niż których lubimy, ale w tym wypadku powoli nie mogłam go już znieść. Mam trochę ochotę czytać dalej, bo przez jakiś czas naprawdę dobrze się bawiłam, ale boję się, że się jeszcze bardziej rozczaruje