Jakie tajemnice skrywa mrok Hannowaldu? W lesie w pobliżu Tarnowskich Gór znalezione zostają zwłoki niemieckiego prawnika, który niedawno przybył do miasta i zamieszkał w eleganckim pałacyku w Rybnej. Miejscowi policjanci nie łączą jednak jego śmierci z miejscem, w którym się zatrzymał. Na trop związku przybysza z Niemiec z zagadkowymi losami rodu von Koschützkich – byłych właścicieli podtarnogórskiego majątku – wpada dziennikarka lokalnej gazety, pisząca serię artykułów o okolicznych zabytkach. Okazuje się, że wśród starszych mieszkańców zachowała się nie tylko pamięć o miejscu pochówku przedstawicieli hrabiowskiego rodu… "Mrok Hannowaldu" to powieść łącząca wątek kryminalny i historię miejsca, które jak w soczewce skupia skomplikowane losy Górnego Śląska. Poszukiwania mordercy i towarzyszące im zaskakujące wydarzenia stają się pretekstem do opowiedzenia fascynujących losów miasta oraz regionu, a także pokazania jego tradycji i gwary
„Mrok Hannowaldu” rozpoczyna się mocnym kryminalnym akcentem, kiedy to w lesie w pobliżu Tarnowskich Gór zostają znalezione zwłoki mężczyzny – niemieckiego prawnika, który niedawno zamieszkał w eleganckim pałacu w Rybnej. Pozornie jego śmierć nie jest związana z miejscem, w którym się zatrzymał. Na pewien trop wpada dziennikarka lokalnej gazety. Z każdym dniem odkrywa nowe mroczne sekrety, które zostały zachowane we wspomnieniach mieszkańców regionu...
Jeśli chodzi o wątek kryminalny, to ten w całym toku fabularnym schodzi na boczne tory. W kolejnej części powieści obserwujemy działania młodej dziennikarki, Weroniki Maszcz, która dostaje zlecenie na opisanie okolicznych zabytków. Wraz z nią odkrywamy koleje losu rodu von Koschützkich, dzięki opowieściom mieszkańców, którzy pamiętają dawne czasy lub byli blisko związani z tą familią. Samo snucie historii przypomina zabieg, który zastosował Victor Hugo w „Katedrze Marii Panny w Paryżu”, w której to warstwa fabularna stanowiła jedynie tło do snucia opowieści o pięknie i majestacie tytułowej Katedry Notre-Dame. Tu warstwa fabularna staje się pretekstem do opowieści o uroku i losach regionu, istotnych dla niego wydarzeń historycznych, tradycji, z dokładnymi opisami piękna zabytkowych budowli i uliczek miasta. Więcej znalazłam w książce elementów charakterystycznych dla ciekawej i dobrze skonstruowanej powieści historycznej niż samego kryminału.
Powieść została napisana ładnym literackim językiem, tak charakterystycznym dla kogoś, kto kocha historię i jednocześnie potrafi tworzyć opisy lekkim wprawnym piórem. Widać solidne przygotowanie jak na historyka przystało i rzetelność w wykonanej pracy z materiałem. Wypowiedzi lokalnych mieszkańców zostały napisane w języku śląskim, dzięki czemu nabierały one autentyczności i pozwalały wczuć się klimat tamtego regionu. W trakcie czytania miałam wrażenie, że sama przenoszę się w tamte miejsca, do wspaniałych wnętrz budowli, w których murach wciąż drzemią nieodkryte tajemnice i trudne historie mieszkających w nich ludzi. Z zainteresowaniem śledziłam kolejne poczynania dziennikarki, która po nitce do kłębka coraz to bardziej zbliżała się do rozwiązania kryminalnej zagadki.
I choć spodziewałam się innego zakończenia, akcja została dobrze rozwiązana, a narracja była spójna i konsekwentnie prowadzona. Gorąco polecam ją fanom powieści historycznych, choć tak naprawdę każdy Czytelnik znajdzie w niej coś dla siebie
To książka, którą skończyłam tylko dlatego, że ma mało stron. Gdyby była grubsza, to zamiast recenzji pisałabym teraz akt zgonu mojej cierpliwości.
Dialogi są tak nienaturalne, że gdyby je przeczytać na głos, to nawet Google Translator zaczerwieniłby się ze wstydu. Postacie – jakby autor szkicował je ołówkiem, ale zapomniał dorysować szczegóły. Mają tyle głębi psychologicznej, co kałuża po deszczu. Główna bohaterka? Cóż, jeśli ktoś lubi infantylne, irytujące i kompletnie bezmyślne postacie, to proszę bardzo – oto gotowy wzorzec.
Akcja w Tarnowskich Górach miała być dla mnie magnesem, a wyszła raczej jako środek odstraszający. Chwilami czułam się nie tylko rozczarowana, ale wręcz obrażona sposobem, w jaki moje miasto zostało opisane.
Żeby nie było, że tylko narzekam – jest pół gwiazdki za ciekawe wstawki historyczne o granicach i wojnie. Ale to trochę tak, jakby chwalić niesmaczną zupę za ładny talerz.