Fascynujący przypadek lektury, której temat dotyczy mnie bezpośrednio, lecz przedstawia perspektywę znacząco odmienną od mojej własnej, wędruje innymi ścieżkami doświadczenia, przeżywania, rozumowania, nazywania, jakby obok, a może w innym wymiarze, by na koniec spotkać się ze mną w tym, co wspólne.
Przeczytałam jednym tchem, choć obawiałam się (niepotrzebnie) akademickiego języka, z którym nie jestem wystarczająco zaznajomiona. Szpilka wychodzi jednak czytelniczce naprzeciw, kilka stromych pięter niżej, koncentrując się nie na zawiłościach teoretycznych, ale na własnej biografii, obudowanej "nerdowską" bibliografią. Teorią, która sprzęga się z życiem, by ukształtować jego tor. Po drodze do finału przeżywałam różne wątpliwości, zgrzytałam zębami na każde użycie obraźliwego i fałszywego, w moim odczuciu, pojęcia "zmiany płci", by ostatecznie uszanować to, że perspektywa Autorki jest uprawomocniona jej własnym doświadczeniem, przeżyciem, a niemożliwe, dla mnie, "byłam chłopcem, jestem dziewczyną", wypowiedziane przez trans kobietę, zasługuje nie tylko na szacunek, nawet jeśli dla wielu z nas zabrzmi jak policzek, ale też na wyrazy uznania za odwagę deklaracji, tak odmiennej względem mojej własnej: "zawsze byłam kobietą".
Mam z tą pozycją wiele problemów, które dzięki radykalnej intymności narracyjnej, nie uzurpującej sobie prawa do mówienia w imieniu innych, zostają zamienione w ciekawość. Nie czuję wobec takiej perspektywy gniewu, lecz sympatię.
Nie ma jednej kobiecości, nie ma też jednej transkobiecości. Jeśli uznajemy, że płeć nie podlega dogmatom, to dogmatom nie podlega tym bardziej indywidualna tożsamość płciowa.
Dziękuję, J., że mi o tym przypomniałaś i trzymam za Ciebie kciuki, Siostro.