Wystarczy chwila nieuwagi, jedna niewłaściwa decyzja, a wszystko, co budowaliśmy, może runąć niczym domek z kart. Wtedy trzeba zacisnąć zęby i… po prostu ruszyć dalej.
Poniedziałkowy wieczór wywraca dom rodziny Wellingtonów do góry nogami. Uderza niczym piorun, rykoszetem rani także ich przyjaciół.
Dla Jane ta sytuacja okazuje się bardzo trudna do udźwignięcia. Dziewczyna raczej trwa, niż żyje, utrzymywana na powierzchni dzięki Luke’owi. To on jest głosem rozsądku i uzmysławia Jane, że wszystko, przed czym ucieka, dawno ją wyprzedziło; że musi w końcu zmierzyć się z rzeczywistością i depczącą jej po piętach przeszłością.
Nieświadomi tego, jak wiele w ciągu minionego tygodnia zmieniło się w życiu ich bliskich i przyjaciół, Luke i Jane wracają do Formby. Jeszcze nie wiedzą, że piorun był dopiero początkiem burzy.
A nad nią człowiek przecież nie ma kontroli.
Byliśmy dzieciakami, które musiały za szybko dorosnąć i znaleźć swoje miejsce na ziemi. Nie potrafiliśmy mówić o uczuciach. Wstydziliśmy się, bo nikt nam nie powiedział, że to normalne czuć tak wiele.
Monika Rutka - z wykształcenia logistyk, pracuje w wytwórni muzycznej, a po godzinach spełnia się w aktorstwie i pisarstwie. Przygodę z pisaniem zaczęła w 2010 roku na ostatnich kartkach zeszytu do matematyki, jednak dopiero w 2021 roku zdecydowała się podejść do tego na poważnie i opublikować swoją twórczość na Wattpadzie. W sieci zaistniała pod pseudonimem „poskladana” dzięki krótkim, pouczającym filmom w aplikacji TikTok. Spark jest jej debiutancką powieścią, zainspirowaną tym, co widziała, usłyszała i przeżyła
Ta książka jest dla wszystkich zagubionych nastoletnich dzieciaków, którzy uciekają, a przeszłość depcze im po piętach. Biegnijcie cały czas i nie zatrzymujcie się dopóki nie poczujecie się wolni. Krzyczcie, tańczcie, nie wstydźcie się swojej wrażliwości, doceniajcie małe rzeczy, wychodźcie z domu podczas deszczu, nie traćcie nigdy nadziei. Pamiętajcie, że bagaż doświadczeń jest ciężki, ale nie musicie go samodzielnie nieść, ponieważ podczas każdej podróży znajdzie się załoga, która pomoże Wam w czasie sztormu. Sięgnijcie po historię Jane i Haydena - autorka z całą pewnością nauczy Was na nowo sięgać po kolorowe kredki.
muszę przestać czytać wspaniałe książki tak szybko, bo później czuję taką niesamowitą pustkę 🥹 ta książka. po prostu ta książka. ona zabrała mnie do tak dobrego, lepszego miejsca, którego za żadne skarby nie chciałam opuszczać. poczułam się taka wolna i pełna uczuć, miasto skłoniło mnie do tak wielu przemyśleń, otworzyło głowę i pokazało zupełnie nowe spojrzenie na różne sprawy. pokazała mi jak ważne jest poznanie innej perspektywy. tak strasznie boli mnie serce, bo tak nie chciałam kończyć tej książki, która otoczyła mnie najwspanialszym rodzajem komfortu. i boze, ile ja się nabeczalam przez tę książkę, tak bardzo poruszyła moje serce. hayden henderson podbił totalnie moje serce, kocham chłopa najbardziej, a z jane tworzą taką piękną parę, pełną zrozumienia. jak on uwielbiał słuchać o wszystkim, co siedziało jej w głowie 🥹 nie wiem jak się pozbieram po tym
Po przeczytaniu „Przystani lepszego jutra” nie mogłam się już doczekać kontynuacji. Zwłaszcza po tym co sie wydarzyło na końcu. Jednak jak już książka do mnie przyszła to totlanie nie mogłam się za nią zabrać. Musiałam już się trochę zmusić, żeby ją zacząć.
Jak już w końcu postanowiłam to przeczytać to wkręciłam się i to potężnie. Nie chciałam odkładać tej książki i robiłam tylko małe przerwy, a potem znowu wracam do czytania. Jednak powiem wam, że chyba pierwszy raz miałam tak, że kompletnie zapomniałam co się działo na końcu poprzedniego tomu. Wiedziałam, że dużo się odwaliło, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć co takiego. Jako, że bardzo nie chciało mi się wstawać i sprawdzać to czytałam jakieś 40 stron nie rozumiejąc dosłownie nic, dopóki nie pojawiło się wyjaśnienie.
Uwielbiam ta historię, ale chyba najlepszym jej elementem są bohaterowie. O mojej miłości do Haydena chyba nie muszę chyba nic pisać, ale miałam wrażenie, że kurde przez 2/3 książki trochę go mało. Jestem ogromną fanką relacji Jane i Luke’a. On jest cudownym bratem, który pokazywał, że dziewczyna może na niego liczyć i się nia opiekował.
Ten tom to był jeden wielki ból. Ja generalnie jestem osobą, która dużo płacze, nawet przez głupotę, ale naprawdę nic mnie dawno tak nie zabolało, jak cierpienie Milesa. Ryczałam na każdym momencie z nim i za każdym razem, na moim sercu pojawiało się coraz więcej rys, które w końcu sprawiły, że ono pękło. Przez ponad godzinę nie mogłam się pozbierać i do tej pory jest mi niesamowicie przykro.
“Miasto pogrzebanych nadziei” to kontynuacja “Przystani lepszego jutra” autorstwa Moniki Rutki. Od tej autorki czytałam wcześniej tylko “The Wave” ponad rok temu, która skradła moje serce. To właśnie dlatego miałam bardzo wysokie oczekiwania co do tej dylogii- chociaż teraz jest to oficjalnie „trylogia Nadziei” ‹3 Co o niej myślę? Mam naprawdę wiele przemyśleń po przeczytaniu tej książki, które postaram się Wam opisać. ༉‧₊˚.
Zacznę od powiedzenia jak bardzo kocham styl pisarski Moniki Rutki- jej książki czyta się na raz. Była to moja trzecia książka jej autorstwa, która przypomniała mi, jak bardzo tęsniłam za jej piórem. Za każdym razem jestem pełna zachwytu i tak też było w tym przypadku.
Ten tom podobał mi się zdecydowanie bardziej niż poprzedni- zdecydowanie był mocniejszy i bolał o wiele bardziej ( a tego właśnie chciałam sięgając po książkę Rutki). W dalszej części tego akapitu będę moje przemyślenia dotyczączące zakończeń obu tomów!!! Powiem wam szczerze, że mnie nie zaskoczyły, co zdecydowanie zaniżyło moją ocenę. Widziałam wiele osób, które nie były w stanie przeżyć zakończenia, a dla mnie nie były niczym specjalnym. Oczekiwałam łez i złamanego serca, ale spotkała mnie jedynie obojętność. Po opiniach na temat książek Rutki ( które podobno mają łamać serce) bardzo się zawiodłam, bo tak nie było w moim przypadku :/
Muszę się również podzielić z wami moją miłością do Chase’a Shaw’a. Pojawił sieę na max. 20 stron A MOJE SERCE DOTAWAŁO PAPITULACJI ZA KAŻDYM RAZEM GDY BYŁA O NIM WZMIANKA!!!! Nie czytałam jeszcze „The Chain”, ale pojawienie się tego bohatera zdecydowanie zachęciło mnie do sięgnięcia po tą trylogię ‹3 Nie powinnam chyba tak mówić, ale w trylogii „Nadziei” bardziej pokochałam Chase’a niż Haydena (XD- nie bijcie mnie Haydeniary, błagam ). ༉‧₊˚.
Podsumowując, oba tomy tej trylogii bardzo mnie zaskoczyły, bo spodziewałam się czegoś całkowicie innego. Nie są to niestety książki, które zapadną mi w pamięć na długo, ale na pewno są one warte uwagi i ktoś znajdzie w nich kawałek siebie. Nie mogę się doczekać trzeciego tomu i tym razem postaram się podejść do niech bez jakichkolwiek oczekiwań, co bardzo wam polecam, jeśli chcecie sięgnąć po te książki 🩵 ⋆·˚ ༘ *
książka która nauczyła mnie wielu rzeczy przede wszystkim jak ważne jest to aby poznać perspektywe drugiej osoby, jak wiele potrafi ona zmienić w postrzeganiu całej sytuacji. książka która nauczyła mnie żeby korzystać z życia i cieszyć się tym co nam dało, jak to powiedział miles życie to przygoda..
uwielbiam ten styl moniki, bo mam wrażenie że ja płynę razem z nią 🥹 bo nieważne co ona tu da, ja to pochłaniam!!! ta książka ogrzała moje serce i czułam się dokładnie tak samo gdy czytałam trylogię spark ❤️
Nie jestem w stanie opisać swoich emocji podczas czytania tej historii, z każdą kolejną stroną wzruszałam się coraz bardziej, śmiałam się, złościłam na niesprawiedliwość tego świata i wylewałam wszystkie łzy… Książki, które nauczyły mnie doceniać każdą pozytywną rzecz, jaka mnie spotyka, każdy miły gest ze strony drugiej osoby, każdy moment, który zapiera dech w piersiach i przede wszystkim ludzi, którzy tworzą rodzinę. Mam wrażenie, że dzięki niej przestałam bać się pokazywać swojej wrażliwości i zaczęłam dostrzegać jak ważne jest życie tu i teraz. W życiu każdego człowieka obecny jest strach, smutek i stres, ale dzięki nim nadchodzą dni pełne szczęścia, radości i wytchnienia. Dlatego właśnie warto mieć nadzieję🌸
Mam wrażenie że ta książka była o niczym. Pierwsza część mi się podobała bardzo ale tutaj to wszystko było takie ….. takie zwykłe. Moje odczucia były takie że autorka skupiła się nie na tym na czym powinna. Czytałam o jakimś wyjeździe , o imprezie ale nie przeczytałam o tym co istotne. Zakończenie mnie rozczarowało. Uwaga spojler. Zabrakło mi perspektywy Haydena. Rozwinięcia sytuacji z jego chorobą i borykającymi się problemami. Zakończenie było jakby na kolanie pisane. Sorry ale wolałam nie czytać o tym jak żal było ścinać wiśnie a przeczytać to jak wyglądało życie po operacji. Zabrakło mi epilogu.
pokochałam ich całą sobą jeju ta historia jest tak komfortowa jestem pod wrazeniem kreacji bohaterow, ich historii i uczuć. każdy tu przed czyms ucieka i to jedna z lepszych ksiazek z motywem found family jaka czytalam ale nie podoba mi sie to ze jeszcze nie ma 3 tomu bo juz tesknie
[Współpraca reklamowa z wydawnictwem BeYA] Dla Jane Miller w pewnym momencie znaczenie słowa "dom" przestało istnieć. Po wydarzeniach z poprzedniego tomu czytelnik zastaje główną bohaterkę całkowicie pogubioną, smutną, z poczuciem bycia oszukaną. Jane po prostu zawalił się świat i teraz nie wiadomo, w którą stronę powinna pójść.
Uważam, że kontynuacja "Przystani lepszego jutra" jest dużo bardziej przygnębiająca i jednocześnie bardziej emocjonalna. Z łatwością można przejąć wszystkie uczucia bohaterów i razem z nimi przeżywać zarówno te trudne, jak i radosne chwile, które mimo wszystko pojawiają się w książce.
Znajdziemy tu wiele pięknych cytatów, działań postaci, które posiadają dla nich symboliczne znaczenie oraz przede wszystkim ogrom nadziei, która dla każdej jednej osoby będącej częścią tej historii jest jak światełko w tunelu i pozwala im na walkę z problemami oraz własnymi demonami. Myślę, że taki jest właśnie cel tej trylogii: pokazanie, że mimo największych przeszkód zawsze należy wierzyć w lepsze jutro i czasem tylko nadzieja wystarczy, aby przeżyć każdy kolejny dzień i powoli odbudowywać swoje szczęście.
Wielokrotnie płakałam w trakcie lektury "Miasta pogrzebanych nadziei". Trylogia Moniki Rutki potrafi poruszyć najwrażliwsze struny w moim sercu i robi to naprawdę wspaniale. W książce nie ma półśrodków, a brutalność życia jest przedstawiona w najbardziej rzeczywisty sposób jaki tylko możemy sobie wyobrazić. Za to właśnie ogromnie cenię sobie trylogię Nadziei.
Czemu nie trafiła do ulubieńców? Wiele udało mi się przewidzieć i zabrakło mi emocjonującego zakończenia. Liczyłam, że ostatnie strony "Miasta pogrzebanych nadziei" sprawią, że jeszcze długo nie będę mogła pozbierać myśli, a tak się niestety nie stało. Mimo wszystko, książki Moniki są absolutnie warte Waszej uwagi i z niecierpliwością wyczekuję ostatniego tomu, chociaż przyznam, że pożegnanie się z Formby oraz jego mieszkańcami nie będzie łatwe. 4,5/5
opinia z 23/08/2024: na ten moment 4,5/5⭐️, chociaż zastanawiam się nad 5/5⭐️ porównuję ją trochę do pierwszego tomu i tamten podobał mi się bardziej, nie do końca potrafię wyjaśnić dlaczego... w MPN sporo udało mi się przewidzieć, więc chyba dlatego. nie zmienia to jednak faktu, że książka jest piękna, poruszająca, smutna, ale przy tym taka prawdziwa... a motyw found family tutaj wprost UBÓSTWIAM, nie ma sobie równych. i chciałabym przytulić wszystkich z Formby🥺 a zwłaszcza Milesa‼️
♾️/5 ⭐️ Boże rutka co ty ze mną kobieto zrobiłaś…….. TO BYŁA PRZEPIĘKNA KSIĄŻKA i ja nie wiem co powiedzieć po prostu jestem zakochana ,,czy to nie przyjemne wiedzieć, że jest tak dużo rzeczy, które jeszcze poznamy?”
siedem książek później nadal nie mogę wyjść z podziwu jak wielkie każda z nich wywiera we mnie poruszenie, skłania do przemyśleń, wywołuję całą masę emocji od smutku aż po szczęście
twórczość moni ma specjalne miejsce w moim sercu już na zawsze, jest dla mnie czymś niesamowite ważnym
a historia jane i haydena nauczyła mnie tak wiele, pozornie prostych rzeczy. w tej historii odnalazłam kawałek siebie, który nawet nie wiedziałam, że gdzieś zanikł. odnalazłam w niej komfort i tak wiele zrozumienia. czytając miasto czułam chyba wszystkie możliwe emocje i mogłam uciec, chociaż na chwilę.
czekam z ubłaganiem na finałowy tom, który wiem, że trafi w sam środek mojego serca, tak jak zrobiły to przystań i miasto.❤️🩹
Drugi tom książki która jest moim domem, przystanią oraz ostoją od codzienności. Czytając miasto pozwoliłam sobie na różne emocje. Na płacz, śmiech, wzruszenie, radość a przede wszystkim postawiłam na siebie. Czytając ją poczułam się zrozumiana i wolna od tych wszystkich emocji które potrafią być przytłaczające 🥺 zrozumiałam wiele rzeczy, autorka przedstawiła każda najzwyklejszą rzecz jako coś cudownego, właśnie w tym tkwi piękno tej historii, pozwoliła mi ona cieszyć się życiem, każdym najmniejszym szczegółem. To jest tak komfortowa książka, że każdy będzie się przy niej czuł dobrze. Dzięki Monia za uratowanie mnie już kolejny raz ❤️🩹 Kocham twoja twórczość!
Naprawdę uważam, że wśród tak wielu młodzieżowych książek - i nie tylko - te dwie są naprawdę warte uwagi i co najważniejsze - napisane świetnie i idealnie dobrane dla młodszych czytelników. To są te książki, które młodzież powinna czytać.
Uwielbiam Monikę Rutkę nie od dziś ale jak tylko czytam jej kolejną nową książkę, to po prostu czuć ten rozwój pisarski i coraz to większą dojrzałość autorską. 🩵
Miasto pogrzebanych nadziei tak jak i Przystań lepszego jutra to opowieść o stracie, o odnajdywaniu siebie, o dostrzeganiu rodziny w najmniej spodziewanych osobach, o pierwszych miłościach i rozczarowaniach. Czytając je czułam jakby ta historia, a przede wszystkim emocje, które towarzyszyły bohaterom, naprawdę mogłyby istnieć.
Jest to bezpośrednia kontynuacja więc lekko zarysuje fabułę pierwszego tomu: Jane przyjeżdża,po śmierci swojej opiekunki Wandy, do domu jej syna, który od tego momentu ma opiekować się dziewczyną. Od jakiegoś czasu Jane spędzała z jego synem wakacje i w tym okresie poznała również Hendersona (wątek hate-love). Pod koniec tomu Jane dowiaduje się o pewnych wydarzeniach, które całkowicie zmieniają jej postrzeganie dorastania oraz rodziny.
Ja oceniam drugi tom na 4/5⭐️, więc jeśli jeszcze nie przekonaliście się co do pióra Moniki to serdecznie polecam zacząć od tych dwóch pozycji lub The Wave (która jest jej najlepszą książką)!
TO BYŁO PIĘKNE🤍 Kocham twórczość Moniki i jak zwykle mnie nie zawiodła. Już pierwsza część była cudowna, ale ta chyba podobała mi się jeszcze bardziej!! Kocham tych bohaterów, dosłownie każdego (chociaż wiadomo Jane i Hayden mają specjalne miejsce w moim sercu). To jak wiele różnorodnych tematów porusza ta historia jest świetne. Jedyne co to dla mnie można było wydłużyć końcówkę o 1 dodatkowy rozdział, jednak nie jest to tak znaczące by za to obniżać ocenę. Komfort jaki daje książka>>> Zdecydowanie jest to historia bardzo wzruszająca, przy której przeżywa się każdą emocje oraz przywiąże się do bohaterów. Każdemu będę polecała książki Moniki i czekam na kolejną część!!
„Miasto pogrzebanych nadziei” to drugi tom „Przystani lepszego jutra”. Przepiękna i bardzo emocjonalna historia o stracie, chorobie, poszukiwaniu siebie i swojego miejsca na świecie. Pełna refleksji nad życiem, przemijaniem, rodziną…
To jak Monika Rutka tutaj tworzy historię swoich bohaterów… to jest po prostu piękne i mam wrażenie, że trafia do samej duszy. To takie historie, przy których nie da się nie zatrzymać, nie zastanowić. Nad wszystkim tak po prostu.
Zakończenie „Przystani lepszego jutra” wywróciło dotychczasowe życie bohaterów do góry nogami. Na światło dzienne wyszły długo skrywane sekrety… Teraz rodzina Wellingtonów i Jane muszą się uporać jakoś z tą burzą, a to wcale nie będzie takie proste. Jest jeszcze Hayden, uczucia które pomiędzy nim i Jane wręcz buzują, a jednocześnie na przeszkodzie stają problemy zdrowotne.
Jest to tak po prostu… emocjonalna bomba w ładnym opakowaniu i ubrana w piękne słowa. To po prostu trzeba przeczytać! ❤️
Ja nie mam słów😭😭😭😭 Mam wrażenie, że ta książka wpłynęła do mojej duszy i już nigdy nie wyjdzie. Nie mam pojęcia, co ona ze mną zrobiła, ale nie mogę się pozbierać. Przede wszystkim nie wiem, co zrobiła ze mną Rutka😭 Za każdym razem jak wracam do jej książek jest ten sam schemat - przypominam sobie dlaczego tak bardzo uwielbiam jej pióro, po raz kolejny mnie zaskakuję i oczarowuje, a potem pozostawia z pustką. Ma w swoich historiach coś wyjątkowego, coś niepowtarzalnego. Nie da się tego podrobić. Miasto pochłonęło mnie całkowicie. Połamało mi serce tylko po to, żeby je potem poskładać i złożyć czuły pocałunek na ranie. Jestem zakochana🩵
niesamowite jest to jakim domem i ucieczką moze stac sie dla nas książka, czy tak jak w tym przypadku dylogia. bo przeciez kazdy z nas ucieka przed problemami na swoj wlasny sposob i nie ma w tym nic zlego dopoki nie krzywdzimy tym bliskich nas osob :)) piekna a jednoczesnie smutna ksiazka, co nie zmienia faktu ze warto przeczytac cala ta dylogie
nie jestem w stanie opisać swojej miłości do tej książki i całej dylogii . Monika tak pięknie opisała momenty życia oraz różne przemyślenia,że jestem pod wrażeniem. Podczas czytania mimo bólu czułam się zrozumiana.
Powrót do domu. Tak mogę określić czytanie tej książki. Od momentu przeczytania PLJ nie mogłam się doczekać, aż wrócę do tych bohaterów, a zwłaszcza po zakończeniu, z jakim zostawiła nas autorka. Żeby nie zdradzić za wiele z fabuły. Akcja dzieje się bezpośrednio po wydarzeniach PLJ a my przeżywamy z bohaterami odkryte tajemnice i pojawiające się kolejne nowe problemy. Dowiadujemy się też co nieco więcej o Haydenie i jego demonach. Które nie powiem, że nie, mocno zabolały moje i tak już pokiereszowane przez tę książkę serce. Hayden przez tę część jeszcze bardziej sprawił, że go kocham. Chłopak jest idealny. Popełnia swoje błędy, ale jest młodą osobą i każdy ma prawo je popełniać. Ale, stara się je naprawiać. Oraz to jak bardzo dba o wszystkich przyjaciół, ale nie chce, żeby ktoś dbał o niego. Uważa, że na to nie zasługuje, a to łamało mi serce. A zwłaszcza po jego wszystkich czynach i słowach. Również powraca jedna z moich ulubionych postaci Miles. Chłopiec, który zasługuje na całe dobro świata. W tej części nie do końca radzi sobie z emocjami, ale o tym musicie dowiedzieć się sami. Ale, dodam, że te momenty najbardziej zlały mi serce. Coś, co kocham, czyli nasza rodzina z wyboru, paczka przyjaciół, to jakie są pomiędzy nimi relacje, uczucia, uwielbiam. Monika ponownie stworzyła niesamowity klimat i myślę, że idealnie poradziła się z charakterami i tym, co czekało na bohaterów. Muszę też dodać, że ta część zdecydowanie bolała bardziej. Na samym początku płakałam co kilka stron. I uważam, że właśnie to w tej książce jest niesamowite. To jak ukształtowała Monika bohaterów, ich emocje i to jak to pokazała. To jak ja, my, przeżywaliśmy to wszystko z bohaterami. Bo ja się tak czułam, jakbym była tam obok i wszystko widziała na własne oczy. Zdecydowanie musicie sięgnąć po całą dylogię, jest to młodzieżówka, ale naprawdę jest warta przeczytania.
o mój boże. to jak wiele pięknych myśli jest przekazanych przez tą książkę jest niesamowite. mimo tego, że wiele z tych rzeczy już gdzieś tam miałam z tyłu głowy, trafiły one inaczej, kiedy się o nich czytało. kiedy zostały ubrane w słowa. bo przecież wiedziałam, że każdy dźwiga jakiś bagaż doświadczeń, ale to nie oznacza, że musi iść w pojedynkę. wiedziałam też, że przyjaciel zawsze postawi na szczerość, zawsze przy tobie będzie i będzie cię kochać bezwarunkowo. wiedziałam też, że szczęście to podmuch wiatru, to nie cel, a coś ulotnego. że każdy widzi je inaczej i wszyscy je ignorujemy, bo jesteśmy zbyt zajęci samym poszukiwaniem. doceniamy je, dopiero kiedy wydarzy się coś złego, co załamuje naszą rzeczywistość, bezpieczną bańkę, w której wolimy zostać. wolimy uciekać przed problemami i liczyć na to, że jednak nas nie dogonią. ale to nieprawda - rzeczywistość zawsze nas dogoni, bańka pęknie. i zmierzenie się z tym często może nas złamać. ale tak naprawdę nieważne dokąd podążamy, nigdy nie możemy być pewni co znajdziemy na końcu drogi, dlatego tak ważne jest kto idzie u naszego boku. bo zakończenie nie ma większego znaczenia, kiedy w podróży mamy przyjaciela. kiedy znajdziemy tą właściwą osobę, nawet w najbardziej poszarpanej duszy mogą wyrosnąć kwiaty. przez niewłaściwie zrozumiane słowa możemy myśleć, że ktoś jest trucizną, kiedy tak naprawdę jest lekarstwem. i tak właśnie było w sytuacji jane i haydena. love them so much, nie zasłużyli na tyle bólu, cierpienia i zła w ich życiu. ale przecież ból jest w modzie. (nie myślcie, że jestem taka inteligenta, większość z tych słów to delikatnie sparafrazowane słowa trutki)
This entire review has been hidden because of spoilers.