Mrożąca krew w żyłach opowieść o miłości, zdradzie i obsesyjnej potrzebie zabijania.
Nikodem Wiśniewski – właściciel doskonale prosperującej firmy z branży deweloperskiej – ma pieniądze, znajomości i swobodę, dzięki którym może w dowolnej chwili oddawać się swoim pragnieniom… A te bywają wyjątkowo mroczne.
Z powodzeniem udaje mu się zaspokajać swoje żądze, dopóki na jednym z nowo budowanych osiedli nie zostają znalezione brutalnie okaleczone zwłoki. Właśnie wtedy jego życie się komplikuje. Pojawiają się pytania, na które nie sposób znaleźć odpowiedzi.
Niedługo po tym zdarzeniu Wiśniewski dokonuje makabrycznego odkrycia we własnej piwnicy. A to dopiero początek kłopotów. Ktoś próbuje go szantażować i doskonale zna jego czułe punkty… Rozpoczyna się pełna manipulacji gra, w której stawką jest życie wielu osób. A zwycięzca może być tylko jeden.
Żądza mordu to historia o obsesyjnej pokusie zabijania, która ukazuje, jak daleko posunie się człowiek, aby ukryć swoje mroczne sekrety.
4/5 ⭐️ Giga pozytywne zaskoczenie. Na początku irytowało mnie, że główny bohater ma ego top, ale im dalej w las tym znośniejsze to było. Moja niechęć do czytania książek, w których akcja dzieje się w Polsce zdecydowanie zmalała. Brakowało plot twistów bo jednak większość była do przewidzenia. Ale jestem w szoku, że w połowie zaczęłam kibicować seryjnemu mordercy. Czytało się przyjemnie i płynnie a końcówka zachęciła mnie, żeby od razu sięgnąć po drugą część.
Druga część 3.5/5⭐️ główny bohater całą książkę myśli chujem zamiast głową.
Słaba, przewidywalna, zaprojektowana na szokowanie brutalnością ale bez tego 'czegoś'. Przez chwilę czuć, że autor chciał napisać takiego Dextera na serio ale protagonists się nie udał: nic sam nie osiągnął, zero charyzmy, naiwny i równie dojrzały emocjonalnie co czternastolatek w sex shopie. Szkoda czasu.