W 2198 roku Polska nie istnieje, mikromocarstwa korporacyjne zastąpiły państwa, a konflikty zbrojne rozwiązywane są za pomocą wielkich pojazdów pancernych. Pilotowanie mecha daje moc, która nie tylko uzależnia, ale doszczętnie wypala. Gdy jedna z dzielnic Okręgu Warszawskiego zostaje zniszczona przez atak terrorystyczny, młody Wit traci matkę i zostaje sparaliżowany. Trafia pod opiekę ojca, majora wojsk pancernych, który wiele lat temu zostawił rodzinę. Czy tajna baza wojskowa jest miejscem dla niepełnosprawnego chłopaka dotkniętego traumą? Czy palące pragnienie zemsty pochłonie Wita, a może go uzdrowi? Zanurz się w mrocznym świecie przyszłości, zasiądź za sterami ogromnej maszyny bojowej. Poznaj historię cierpienia i zemsty, na które lekiem ma być najpotężniejsza broń wymyślona przez człowieka.
Czyta z pasji, pisze z ciekawości. Szuka i odkrywa swoich bohaterów przeżywając z nimi dziwne, bolesne a czasami pokręcone historie. Prywatnie oprócz pisania pasjonuje się motocyklami, sztukami walki, fantastyką w każdym wydaniu, grami komputerowymi. Jest zapalonym graczem RPG, w które namiętnie gra od ponad ćwierć wieku.
Zawodowo zajmuje się projektowaniem doświadczeń użytkownika (user experience) oraz pisaniem felietonów i recenzji do magazynu motocyklowego Motovoyager.net. Jest również współautorem powieści sensacyjnej pt. Prawo drogi, publikowanej w odcinkach na łamach ww magazynu motocyklowego. Prowadzi fanpage na Facebooku pt. Jarek Dobrowolski - wynurzenia, na którym recenzuje filmy, książki oraz gry.
Książka dla dorosłych, którą z powodzeniem mogą czytać nastolatki?
Książka dla starszej młodzieży, która spodoba się też dorosłym czytelnikom?
A może opcja: wszystkie odpowiedzi są poprawne?
Przyszłość. Rok dwa tysiące sto dziewięćdziesiąty ósmy na dawnych terenach polski. Dawnych, bo państwa już nie istnieją, a ich miejsce zajęły mikro mocarstwa korporacyjne. Dla najbiedniejszych niewiele się jednak zmieniło. No może jest trochę gorzej: bieda, ścisk, terroryzm, wojny korporacyjne…
Wojny z jednej strony prowadzone są po staremu: piechota, jednostki zmechanizowane, lotnictwo, atomówki, ale pojawiają się też nowości w postaci potężnych, sterowanych przez pilotów mechów. Zostanie pilotem mecha to niezwykłe osiągnięcie i… prawie pewny wyrok śmierci w zawieszeniu.
Witosław Tadeusz Łoziński w skrócie Wit – a dla mnie Witek – główny bohater powieści, który jednocześnie pełni również rolę narratora. Witek to młody, czternastoletni chłopak, który doskonale wie, że życie nie jest koloru różowego. To raczej mieszanka: szarego, czarnego, brązowego i czerwonego jak krew. Po tym, jak ojciec ich zostawił, mieszka z matką, której ledwo udaje się związać koniec z końcem. I jakby tego było mało, na skutek ataku terrorystycznego zostaje kaleką przykutym do wózka inwalidzkiego.
Wykorzystana przez autora narracja pierwszoosobowa daje czytelnikowi wgląd w umysł głównego bohatera. W umysł pełen złości, żalu, strachu, żądzy zemsty i siły – budzącej się powoli w tak młodym, a już doświadczonym przez życie człowieku. Witek nie oszczędza słów i szczegółowo opisuje zarówno otoczenie, jak i to, co dzieje się w jego głowie, wplata też – szczególnie na początku książki – sporo porównań. Za to dość niewiele jest w tej książce szybszej akcji, ale mamy do czynienia z bohaterem o ograniczonych możliwościach ruchowych, więc nie ma w tym nic dziwnego.
Fabuła skupia się na losach Wita po ataku terrorystycznym i nie jeden raz zaskakuje, zmieniając swój kierunek na skutek dziejących się wokół wydarzeń.
Wątki romantyczne i sceny seksu.
To pierwsze dotyczy wyłącznie bohaterów drugoplanowych, Witek nie przeżywa żadnych sercowych rozterek. Co do drugiego, to autor ogranicza się do uświadomienia czytelnikowi, że drugoplanowi bohaterowie uprawiali seks, ale nie pojawiają absolutnie żadne szczegóły – czyli nic czego nastolatek nie byłby świadomy.
„Mecha Fiction” to krótkie, bo liczące zaledwie dwieście szesnaście stron, dość ponure, momentami wzruszające science fiction, z ciekawymi i nieidealnymi bohaterami, które nie przesadza z brutalnością – dzięki czemu nadaje się dla trochę młodszego czytelnika. Jeśli macie ochotę na coś w tym stylu i lubicie mechy, to… ten tytuł ma przede wszystkim dwie wady: jak już zdążyłam wspomnieć, jest krótki i trzeba czekać na kolejną część.
Mecha Fiction: Epizod 1 autorstwa Jarosława Dobrowolskiego wydana przez Sinister Project #współpracabarterowa
Jedna z dzielnic Okręgu Warszawskiego zostaje zniszczona w ataku terrorystycznym. Główny bohater, Wit traci matkę i czucie w nogach. Trafia pod opiekę ojca, majora w tajnej bazie wojskowej gdy w okół trwają konflikty zbrojne korporacji.
Pierwszy raz spotykam się z książką o mechach na polskim rynku, a w dodatku nieczęsto trafiam na niepełnosprawnych bohaterów więc już samym tym zostałem bardzo zachęcony. Nigdy nie przepadałem szczególnie za sci-fi ani mechami. Te wielkie roboty zyskały w moich oczach po wielu obejrzanych seriach anime (oprócz Neon Genesis Evangelion 🙈). Ale tutaj trafiłem na genialną powieść, która wciąga już od pierwszej strony, co nieczęsto się zdarza. Narracja autora szybko znajduje właściwe miejsce gdzieś tam w głowie przez co po prostu świetnie się to czyta. A nie omieszkam wspomnieć o jeszcze lepszej fabule.
Mamy historię wypchaną po brzegi cierpieniem, żalem, tragedią, beznadzieją gdzie ludzie żyją z dnia na dzień, a konflikty zbrojne z wielkimi pojazdami pancernymi są na porządku dziennym. Wit stracił wszystko, a odzyskał ojca, który od początku przystawia mu pistolet do głowy. Cała tajna baza wojskowa jest mu wroga i nikt nie sili się na uprzejmości wprost stwierdzając jaką to Wit jest nieprzydatną kulą u nogi. Mimo początkowej niechęci wielu, udaje mu się znaleźć przyjaciela i chociaż część radości z życia. Oczywiście przez traumy wyrobił mu się niewyparzony język co czasem irytuje, jeśli jest w stosunku do osób, które niczym mu nie zawiniły. Ale czuć narastającą w nim frustrację i zniewolenie przez wózek inwalidzki.
Wraz z rozwojem historii poznajemy więcej szczegółów ataku terrorystycznego, który zniszczył życie Wita. Książka rozwija się powoli, ale jest wypełniona świetnymi dialogami i relacjami, które zmieniają się na przestrzeni historii. Pomału poznajemy tajemnice niektórych postaci i samej bazy wojskowej, ale to co odkrywamy na końcu.... to po prostu trzeba poznać samemu. Ja osobiście jestem zachwycony lekturą i będę ze zniecierpliwieniem wyczekiwał kolejnych epizodów. Mecha Fiction to świetna oraz świeża powieść, do której podobieństw można szukać ze świecą. Fenomenalnie obserwuje się fakt, jak Jarek nabiera wiatru w skrzydła, a jego umiejętności pisarskie kwitnieją z każdą kolejną powieścią.
Jednym minusem mogę obarczyć ilustracje w środku. Są nienaturalne, dziwne i nigdzie w książce nie ma wyszczególnione, kto za nimi stoi (tylko do okładki, która jest świetna). Szczególnie rzuca się w oczy pierwsza ilustracja gdzie postaci nienaturalnie leżą na łóżkach, mają spłaszczone głowy i po 6 palców. Nikt tego nie sprawdził przed publikacją?
Mecha Fiction po prostu trzeba poznać bez względu na to czy lubicie, czy nie lubicie sci-fi. Jest żywe, naturalne i świetnie przemyślane.
Gundamy, Neon Genesis Evangelion, Pacific Rim… Jeśli pokochałeś któryś z tych tytułów (albo wszystkie razem) to Mecha Fiction jest Twoim must have! Nie żartuję – jak jeszcze nie znasz, to leć czytać!
Autor zdecydowanie oglądał i czytał to, co ja… i wyciągnął z tego właśnie to, za co się to kochało i co wciągało. Po pierwsze – jebutne, gigantyczne maszyny wojenne w akcji! Ale przede wszystkim to historia o ludziach i wojnie. O władzy, o skorumpowaniu nią, o walce o wolność i nadzieję, której symbolem są mechy – pojedyncze potwory walczące z systemem lub oprawcą. A przede wszystkim to historia jednego chłopca – Wita, który zostaje wrzucony w ciąg wydarzeń, z którymi nawet dorosły nie byłby sobie w stanie poradzić, a tu na jego nastoletnie barki zostaje zrzucona walka w nierównej wojnie, gdzie będzie musiał jeszcze przewartościować sobie, o co w ogóle chce walczyć.
Największy plus Mecha Fiction to na pewno bohaterowie: pełnokrwiści, z własną historią, z własnymi motywacjami i realnymi relacjami między sobą. Jedyną osobą w pełni dobrą i ,,czystą” wydaje się Wit, bo nawet taki przesympatyczny Kowalski jest już w jakiś sposób spaczony wojną. A teraz ta sama wojna upomina się o Wita… Sens niektórych zachowań i wyborów bohaterów wychodzi dopiero z czasem, kiedy odkrywane jest coraz więcej kart. Nikt tu nie stoi w miejscu – to, co się dzieje wpływa na relacje lub same postaci. I końcówka, choć od pewnego momentu domyślałam się, co się święci i tak dała przysłowiowo po ryju. Bo polubiłam tych bohaterów, zaczęło mi zależeć na nich i na tym, aby wyszli cało.
Czy intryga jest przewidywalna? Ja pokusiałbym się o stwierdzenie, że podrzucono nam odpowiednie wskazówki w odpowiednich miejscach, abyśmy sami dochodzili do pewnych wniosków. Choć oczywiście nie obyło się bez schematów, które znam (chociażby z Gundamów) – ale cała zabawa polega na tym, że choć wiedziałam, do czego prawdopodobnie to dąży, to nadal zagadką pozostawało w jaki sposób i jak to wpłynie na postaci.
Bohaterowie, świat przedstawiony i cała intryga właśnie – wszystko to zazębia się ze sobą, tworząc wciągającą, niejednoznaczną historię. Do tego same mechy, które w jakiś sposób również są bohaterami tej historii… To nie tylko ,,zabawki”, nawet nie sama broń – to w pełni przemyślany koncept dopełniający ten świat. Dla mnie osobiście nie mniej ciekawy niż Dryf z Pacific Rim albo Evangeliony. Mam też wrażenie, że nawet sporo czerpie z obu…
"𝕄𝕖𝕔𝕙𝕒 𝕗𝕚𝕔𝕥𝕚𝕠𝕟. 𝔼𝕡𝕚𝕫𝕠𝕕 𝟙" - Jarosław Dobrowolski Wydawnictwo @sinisterproject.pl
Współpraca recenzencka @tendobrowolski
Na samym początku chcę bardzo podziękować Jarkowi za możliwość recenzji tej książki. Dzięki Tobie, mogłam wraz z Witem przeżyć tą niesamowitą przygodę🔥🔥. ☕☕☕☕☕/5
"Miałem tak bardzo dość! Miałem dość tłamszenia, zniewolenia przez ograniczające mnie inwalidztwo, tę pieprzoną bazę i jej pokręcone reguły. Miałem dość wojskowych, ich procedur, bezdusznych wyścigów szczurów i tego przeklętego wózka inwalidzkiego. Miałem dość!"
Książka od razu zainteresowała mnie swoim klimatem. Odległa przyszłość, cyberpunk, wojny korporacyjne skojarzyły mi się produkcją CD Projekt, a wielkie mechy kontrolowane przez pilotów z Pacific Rim.
Od samego początku czytelnik zostaje wrzucony w wartką ale i brutalną akcję. Głównym bohaterem jest 14 letni Wit, który w jednej chwili traci wszystko, matkę, dom i sprawność fizyczną. Niezwykle podobała mi się jego postać. Jego cierpienie było dobrze opisane, chwilami musiałam odłożyć książkę, bo było to bardzo obrazowe. Z czasem cierpienie zamienia się w chęć odwetu. Jego postać przypomina mi Davida Martineza z Cyberpunk Egderunners.
Polubiłam także postać Kowalskiego, który był dla Wita jak brat, którego nigdy nie miał. Postać Kaliny, trochę mi nie siadła. Była chwiejną postacią, choć mogło to wynikać z przyczyn fabularnych.
MECHY... One zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Sceny walk były niesamowicie opisane. Czułam się tak, jakbym sama brała w nich udział. Szczegółowe opisy pozwoliły mi wyobrazić sobie wygląd takich gigantów.
Plot twist na ostatnich stronach był zaskakujący, choć już ostatnie 50/60 stron zaczęły podsuwać mi prawdopodobne wnioski.
Książka jest krótka i to czuć. Miałam trochę wrażenie że wszystko działo się trochę na speedrunie, jednak nie popsuło mi to radości z lektury. Książka jest pięknie wydana, ilustracje znajdujące się w środku książki, jak i wklejka na odwrocie okładki są niesamowicie wykonane i oddają vibe książki.
Mroczna wizja przyszłości w klimacie Cyberpunka, budząca dziecięce marzenia o sterowaniu gigantycznym, humanoidalnym robotem? Yeah!💥
Wyruszymy tu do 2198 roku, gdzie znana nam Polska już nie istnieje. Światem sterują gigakorporacje. Z jednej dzielnic Okręgu Warszawskiego w wyniku ataku terrorystycznego pozostają kikuty...
Cudem ocalały Wit, nieoczekiwanie trafia pod opiekę ojca, który go dawno porzucił, gdzie ten okazuje się być wysoko postawionym wojskowym. Niepełnosprawny, straumatyzowany chłopak trafia do tajnej bazy wojskowej, z czym przyjdzie mu się tam zmierzyć?
Tym, co tu przyciąga to wątek ludzki i spora dawka dramaturgii. Kłębowisko myśli młodego Wita rozdziera serce, to poczucie bycia niepotrzebnym w społeczeństwie. Bezwładne ciało uwięzione na wózku. Tęsknota za matką wywołująca pustkę w sercu nie dającą się niczym zapełnić, jedynie co się tli w młodym człowieku to pragnienie zemsty... Przedziwna relacja syna z ojcem, poczucie bezradności i samotności.
Opisy Europy przyszłości nie napawają optymizmem, lecz przygnębieniem. Jest realistycznie! Brudne, krwawe wojenki, cały wachlarz przedziwnej machiny wojennej, zespolenie się pilota z robotem, szalone ingerencje w ciało, niebezpieczeństwa jakie implikuje sterowanie mechami, uzależnienia i ryzyko stania się bezwładną roślinką.
Sceny walk są niezwykle plastyczne, ma się wrażenie jakby się w nich uczestniczyło, będąc w środku akcji. Bohaterowie mają głębię psychologiczną, pozwala to lepiej zrozumieć, co ich ukształtowało. Nie brakuje tu zaskakujących zwrotów akcji, czy na pewno wszystko wiemy o otaczającej nas rzeczywistości?
To kawał świetnej fantastyki, w której przepadłam bez reszty. Jest niczym seriale anime. Już czekam z niecierpliwością na kolejne epizody! Z mojej strony polecanko!💥
Kolejny dla mnie chybiony strzał po Dziwny Zachód. Zdecydowanie bardziej wolałem klimaty wampiryczne niż to, czymkolwiek to jest.
No więc, mamy tutaj mechy w klimacie bardzo starych anime zmiksowane z Polską. Dziwny to mix, niezbyt wyjaśniony i raczej szybko przechodzimy nad nim do samej akcji.
A akcja jest, specyficzna? Dość chaotyczna, raczej płaska ot piu piu mechy o nie wbija większy mech no to wyciągamy wielkie miecze i nawalanka. Klasyczek, kto ma lepszy sprzęt wygrywa.
Fabularnie niestety całość też średnio się trzyma, bo dostajemy dość płytko rozrysowanego, młodego bohatera, który siada za sterami mecha bez większych przygotowań czy ambicji do tego.
No i właśnie mam wrażenie, że taka jak fabuła, jest też cała książka. Średnio się trzyma, ma jeden gimmick z mechami który niezbyt przyciąga no i jest zdecydowanie za krótka. Ja rozumiem, tu mamy podtytuł Epizod 1 ale jednak książka powinna stać na własnych nogach, a w finale czułem się jakbym przeczytał prolog. No za mało, za płasko, zbyt dużo jazdy tylko na motywie mechów w nadziei, że nostalgia siądzie.
Za młody jestem żeby siadła. Może nie byłem targetem?
Bardzo dobrze mi się to czytało, być może dlatego, że jako dziecko bardzo lubiłem "Generała Daimosa". Choć trzeba przyznać, że relacja między tą książką, a Daimosem, jest dokładnie taka, jak pomiędzy komiksem / serialem "The boys", a resztą tekstów kultury o superbohaterach. W obu przypadkach mamy do czynienia z bardziej realistyczną, ale przez to i bardziej przygnębiającą wizją tego jak wyglądałby świat, w którym istnieją superbohaterowie lub mechy.
Nie mam słów... książka faktycznie wciąga (przeczytałem w jeden wieczór). Czytając opisy po prostu czułem jak Wit wsiada do swojego mecha i jak nim operuje. To po prostu trzeba przeczytać. Już nie mogę się doczekać kontynuacji.
Dostałem czego oczekiwałem. Poprawna historia ze zwrotami akcji. Miło spędzony czas z zadatkiem na kolejne książki z tej serii, które oczywiście nabędę w drodze zakupu.
Dla kogoś kto miał do czynienia z ideą japońskich miechów nie ma w tym nic zaskakującego, pojawia się tu chyba większość znanych motywów z Gundamów i Evangeliona. Mimo wszystko książka ma swoj własny polski klimat i czytanie jest satysfakcjonujące.