Hiacynta poświęciła wszystko, by stać się strażniczką szczęścia swoich bliskich. Z zegarmistrzowską precyzją kontroluje każdy ich krok, dbając o najmniejsze szczegóły ich życia. Jest gotowa oddać wszystko, by byli bezpieczni, choć jej własne marzenia dawno legły w gruzach. Nikodem pragnie jednego – uciec od przeszłości. Ulega namowom przyjaciela i wraz z nim przyjeżdża na kilka dni do Szklarskiej Poręby. Pech chce, że trafia prosto do Frymuśnej, willi należącej do rodziny Hiacynty. Dziewczyny, której w okrutny sposób złamał serce i nigdy sobie tego nie wybaczył. I o której nigdy nie zapomniał.Czy mają szansę na nowy początek?
A może ich relacja to definitywnie zamknięty rozdział?
Górski jesienny klimat, wyraziste postacie i ogrom wzruszenia. Nową książkę Luszyńskiej musi przeczytać każda jesieniara!
Mialem juz odczynienia z książką tej autorki, wiec można się było spodziewać mniej więcej poziomu dość dobrego, ale jak wyszło. No właśnie.
Mamy tu ciekawą historię dziewczyny, która w dość wyraźny sposób martwiąc sie o bliskich próbuje ich wesprzeć poświęcając siebie i swoją przyszłość by utrzymać tradycję i historie miejsca w którym mieszka, czyli hotel Frymuśna. Z drogiej strony mamy jej była miłość, który za namową kumpla jedzie dokładnie do tego miejsca nie wiedząc że jest tam osoba z którą stracił kontakt. Całej historii towarzyszą przeróżne mniej lub bardziej zabawne zdarzenia, które na tle gór i jesiennego klimatu dają mega pozytywny vibe, ale ale…
Powiem wam, że mimo iż jest tu cukierkowo i lekko, a to wszystko otoczone przyjemnym językiem jakim posługuje się autorka sprawia, że jest tu trochę zbyt płasko. Mamy tu wyrazistych bohaterów ale brak wyrazistości w historii, która może na pierwszy rzut oka przykuć uwagę, ale im bardziej drążymy ją to staje się ona monotonna.
Dalem tu wysoką notę, bo uważam, że ta książka jest warta by po nią sięgnąć, bo nie zawiedziecie się lecz nie wzbudzi ona w was mocnych emocji i wstrząśnięcia. Ja się bawiłem dobrze i nawet jak nie przenosi ona tylko śmiesznych tekstów jak w innych książkach to daje nam coś więcej, czyli wzbudza w nas poczucie własnych wartości, własnych uczuć a co najważniejsze sprawi, że inaczej zobaczymy świat.
Z nastaniem października, budzi się we mnie wewnętrzna jesieniara, objawiająca się przede wszystkim chęcią połykania książek, których klimat i tematyka odnoszą się do obecnych miesięcy. Kiedy więc zobaczyłam zaplanowaną przez wydawnictwo Spisek Pisarzy premierę jesiennego romansu- "Trzeba było mnie zatrzymać", byłam kupiona. Czy mimo mojego ogólnego zachowawczego podejścia do tego gatunku, znalazłam w książce coś dla siebie?
Marzycie o odpoczynku od miejskiego zgiełku i spędzeniu cudownych jesiennych dni na łonie natury? Możecie spełnić to pragnienie w willi "Frymuśniej" zlokalizowanej w Szklarskiej Porębie. Prowadzi ją urocza rodzina, a serce temu miejscu oddaje przede wszystkim Hiacynta- energiczna i pragnąca przede wszystkim zapewnić wszystkim szczęście nauczycielka angielskiego. W przeszłości doświadczyła traumatycznych przeżyć, więc obecnie próbuje jedynie wrócić na prostą i dbać i dobrostan bliskich. Sprawy komplikują się nieco, gdy na upragniony odpoczynek w pensjonacie zjawia się Nikodem jej były partner, z którym nie rozstała się w pokojowych stosunkach. Czy bohaterom uda się naprawić traumy sprzed lat i ponownie do siebie zbliżyć?
Gdyby każdy romans polskiej autorki wyglądał tak jak ten, byłabym największą fanką tego gatunku. Już po pierwszych stronach zachwyciłam się stylem pisania, lekkim i humorystycznym, ale jednocześnie nieinfantylnym. W tekst wplecionych było wiele zabawnych scen i trafnych spostrzeżeń, a ogólnie pozytywne wrażenia podbiła też postać głównej bohaterki. Hiacynta jest przesympatyczną osobą, pełną ciepła i empatii do ludzi wokół, walczącą o to, na czym jej zależy. Nie wszystkie jej decyzje popierałam w stu procentach, ale je rozumiałam. Dlaczego? Bo autorka świetnie zarysowała podłoże psychologiczne każdej z nich. Tego często strasznie brakuje w romansach, podbudowania bohaterów, aby uczynić ich wielowymiarowymi. Tutaj naprawdę dużo uwagi zostało poświęconych dawnym traumom bohaterów i każdy z nich był bezbłędnie wykreowany. W fabułę wplecionych jest też kilka poważniejszych kwestii, poprowadzonych w dużą dozą wrażliwości.
Dużą rolę w fabule odgrywa też liczna rodzina głównej bohaterki, na czele z dziadkiem Franciszkiem. Wszyscy byli uroczy, biła od nich chęć wzajemnego wsparcia, a atmosfera rodzinnego ciepła tylko podbijała ogólne pozytywne wrażenia z lektury.
Opinie co do klimatu jesiennego w książce są dość podzielone wśród czytelników. Ja sama bardzo dobrze się w nim odnalazłam. Nie jest on wciśnięty na siłę, a stanowi naturalne tło historii. Autorka co raz wspomina o padającym deszczu, szeleszczących liściach czy meczącym przeziębieniu. I dzięki temu książka staje się tak realna, nie rzuca nam jesienią w twarz, ale delikatnie o niej napomyka.
Gdybym miała wskazać drobne mankamenty (ale naprawdę drobne) to byłoby to odnoszenie się do Nikodema jako "moja przeszłość". Ten synonim pojawiał się na tyle często, że zaczął mnie w pewnym momencie irytować i uważam go za nienaturalny. Dodatkowo ogromnie żałuję, że postać Marcela, brata Hiacynty tak szybko zniknęła z fabuły. Brakowało mi szczerej rozmowy między nimi.
Całościowo "Trzeba było mnie zatrzymać" staje się jednym z moich ulubionych romansów, który dodatkowo przekonał mnie do poprzedniej i przyszłych książek Justyny Luszyńskiej. Polecam ją gorąco wszystkim fanom obyczajówek z dobrze zarysowanymi portretami psychologicznymi bohaterów, rodzinnym ciepłem, zabawnymi scenami i motywem grumpy x sunshine.
🍁 𝑪𝑯𝑬𝑪𝑲𝑳𝑰𝑺𝑻𝑨: ✔️ Herbata z miodem i cytryną ✔️ Cynamonka ✔️ Ulubiony ciepły koc ✔️ Świeczka o zapachu Pumpkin Spice Latte ✔️ Książka pełna ciepła, refleksji oraz całej gamy rozdzierających serce emocji
🍂 W takim razie mamy już wszystko! Pora wyruszyć do malowniczej, skąpanej bladym słońcem Szklarskiej Poręby, w której na dobre zadomowiła się już jesień. Do Frymuśnej, schowanej nieśmiało wśród górskiego krajobrazu. Miejsca nostalgicznego, barwnego, a także skrywającego wiele bólu i nieporozumień. Miejsca delikatnego i kruchego, a zarazem tak dojrzałego i niepowtarzalnego. Miejsca, w którym czekają już na nas nasi bohaterowie – Hiacynta i Nikodem. Dwójka zupełnie różnych, pełnych sprzeczności osobowości, toczących wewnętrzną walkę między potrzebą wolności a pragnieniem bliskości.
🍂 To spotkanie nie będzie łatwe. I niech nie zmyli Cię rodzinna, ciepła atmosfera oraz goszczące na twarzach domowników uśmiechy. Głośne żarty dziadka czy przepiękne zapachy płynące z kuchni babci. To podróż przez zakamarki ludzkich emocji, pełna refleksji nad życiem, miłością i konsekwencjami decyzji, które podejmujemy. To ogromny labirynt, w którym sprytnie ukryły się takie tematy jak zdrada, zdrowie psychiczne, samotność czy wyobcowanie. To historia, która skłania nas do zatrzymania się, zastanowienia i przeżycia czegoś więcej niż tylko kolejnej literackiej przygody.
🍂 I właśnie za to pokochałam ją całym swoim sercem. Za piękno tkwiące w prostocie. Za autentycznych bohaterów. Za niepowtarzalny klimat. Za skłonienie do refleksji. Za dojrzałość oraz wrażliwość. Za światełko nadziei, które rosło w siłę z każdym kolejnym przeczytanym rozdziałem.
🍂 Nie będzie lepszego momentu, aby poznać historię Hiacynty i Nikodema. To przepełniona wieloma barwami podróż, która zabierze Cię prosto do otoczonej jesienną aurą Szklarskiej Poręby. Jeśli więc trzymasz już w dłoni buty do górskiej wędrówki, a z szafy właśnie wyłonił się Twój ulubiony, jesienny płaszcz – w drogę! 🌄
nie było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, miałam okazję czytać "'Łączy nas nienawiść" i już wtedy do gustu przypadł mi styl pisania autorki, więc i tym razem z przyjemnością sięgnełam po nową historię spod jej pióra no i nie zawiodłam się! po raz kolejny autorka zafundowała czytelnikom cudowną historię, którą czyta się w jeden wieczór!
od pierwszych stron wkręciłam się w historię Hiacynty, że nie miałam ochoty odkładać jej ani razu i tak też zrobiłam, pochłonełam ją w nawet nie jeden cały dzień, a z chęcią czytałabym cały czas, więcej i więcej. autorka zafundowała nam bardzo wzruszającą powieść, bo oprócz relacji głównej bohaterki z Nikodemem pokazane zostały też problemy z jakimi muszą mierzyć się dzieciaki w szkole, książka była taka bardzo prawdziwa, problemy z jakimi musieli mierzyć się bohaterowie powieści, zapewne wiele z nas zna z opowieści czy swojego doświadczenia. podczas czytania naprawdę świetnie się bawiłam, książka mimo swoich wzruszających momentów miała też te śmieszne i ikoniczne, które z pewnością zapamiętam na długo!
główni bohaterowie zostali wykreowani w ciekawy sposób, od samego początku bardzo polubiłam postać Hiacynty, podczas czytania momentami ogromnie jej współczułam tego z czym musiała się mierzyć, z chłopakiem, który notorycznie ją ignorował, obwiniała się o próbę samob0jcza siostry z czego wynikały jej niektóre pózniejsze zachowania. kompletnie nie spodziewała się, że na jej drodze stanie kiedyś jeszcze Nikodem, były o którym nigdy nie zapomniała. ich relacja tutaj została pokazana w cudowny sposób, potrzebowałam dobrej książki z motywem drugiej szansy i to właśnie dostałam!
Lista moich zachwytów nad tą książką nie ma końca. Wszystkie wątki rozwinęły się idealnie, a ja byłam zaangażowana jak rzadko podczas czytania romansu.
To, jak opisywana jest depresja i życie po próbie samobójczej członka rodziny - naprawdę autorka zrobiła genialny research. Ten kompleks zbawiciela, który łapią najbliżsi w rodzinie, ten ciągły strach, gdy dzwoni telefon, próby kontroli… Naprawdę było to oddane doskonale, a przecież to nie był łatwy temat.
Podoba mi się to, że postacie nie były czarno-białe, a ich relacje rozwijały się w tak realistyczny sposób. Wątek romantyczny też był bardzo romantyczny (haha) i mimo, że nie lubiłam na początku Nikodema, to przekonał mnie do siebie.
Polecam z całego jesieniarskiego serducha. Fajnie było dostać trochę deszczu, gdy za oknem sierpniowy upał.
początek nie był zachęcający (podniosło mi ciśnienie, że hej), ale nie żałuję, że dokończyłam czytać.
autorka porusza wiele ważnych kwestii, ale na tyle zgrabnie to wszytko ujmuje, że to nie przytłacza. polubiłam bohaterów (szczególnie Hiacyntę i Franciszka). wątek wiktorii też mnie zainteresował (mimo, że była tylko postacią poboczną).
największy niedosyt odczuwam z marcelem. brakowało mi jakieś rozmowy jego z Hiacyntą.
🍂🍁 Mój rodzinny Poznań uznał że to by było na tyle w temacie pięknej pogody. Po kilku dniach słońca, powróciły ponure, szare dni, które każdego szanującego się miłośnika książek skłaniają do otulenia się kocem i zanurzenia w herbacianej hibernacji. To sprawiło, że zatęskniłam za literaturą obyczajową – czymś emocjonalnym i zarazem dającym do myślenia. Tak o to w moje ręce wpadła świeżynka od niesamowicie zdolnego @wydawnictwospisekpisarzy o dosyć melancholijnym tytule Trzeba było mnie zatrzymać.
🍂🍁 Hiacynta to kobieta, która poświęciła całe swoje życie, aby chronić szczęście swoich najbliższych. Jest wrażliwa, mądra i troskliwa, a każdy aspekt swojego istnienia oddała, by jej bliscy nie musieli zmagać się z przeciwnościami losu. Nic więc dziwnego, że dla siebie samej nie zostało jej zbyt wiele szczęścia. Brakuje jej stabilizacji, radości z życia i kogoś, na kim mogłaby się oprzeć. Po drugiej stronie tej opowieści mamy Nikodema – mężczyznę, którego głównym celem jest ucieczka. Pragnie zapomnieć o zgliszczach swojego obecnego życia i rozpocząć wszystko od nowa. W wyniku zbiegu okoliczności (dzięki przyjacielowi) trafia na kilka dni do Szklarskiej Poręby. Los bywa przewrotny – o tym na pewno wiecie – ale czy potraficie przewidzieć, co szykuje dla Nikodema? Mężczyzna trafia do willi należącej do rodziny Hiacynty. I tu zaczynają się schody – bo ta dwójka kiedyś była sobie bardzo bliska. Nikodem złamał serce Hiacyncie, a teraz ewidentnie tego żałuje. Czy mają szansę na nowy początek? Czy warto spróbować ponownie wejść do tej samej rzeki?
🍂🍁 Ah kochani jak ja uwielbiam motyw drugiej szansy! A kocham się w nim tym bardziej kiedy od początku widzę że autorka zbudowała solidne fundamenty pod ten motyw. Hiacynta i Nikodem mają za sobą wspólną przeszłość, to fakt. Jednak liczne napięcia, które się między nimi nagromadziły, nie pozwalają im od razu wpaść sobie w ramiona – i wiecie co? To świetne rozwiązanie! Dzięki temu ich relacja wydaje się wyjątkowo autentyczna. Z przyjemnością śledzi się ich pierwsze słowne potyczki oraz powoli kruszący się mur między nimi. Justyna Luszyńska doskonale poprowadziła swoich bohaterów, dając im czas, aby wybrzmieli. Nic nie dzieje się tu na szybko, a styl, w jakim opowieść jest snuta, jest delikatny i spokojny. To sprawia, że ta historia to prawdziwy hit na tę porę roku. Polecam ją z całego serca – Trzeba było mnie zatrzymać to idealny jesienny romans, który nie boi się poruszać bardziej dojrzałych tematów. Po tej lekturze nabrałam ogromnej ochoty na wizytę w Szklarskiej Porębie. A co zabawne, byłam w górach tylko raz w życiu!
4.75 ⭐️ Czy jeśli powiem że zakochałam się w jesiennym romansie to kogoś to jeszcze zdziwi? Pomyślałam że napiszę tą recenzję w trochę innym sposób. Wypiszę tutaj w punktach wszystkie fantastyczne cechy tej książki i jeśli to Was nie zachęci do lektury to już nic tego nie zrobi. 1. Postrzelona i jednocześnie ogromnie się kochająca rodzinka. 2. Franciszek - nałogowy czytacz książek, chowający się przed żoną w oryginalnych kryjówkach dających jednocześnie możliwość podsłuchiwania innych członków rodziny. Bezpośredni, życzliwy, mistrz kombinowania, manipulatorstwa i aktorstwa. Przyjmuje na klatę swoje błędy i stara się im zadośćuczynić. 3. Stefa - nie widząca nic innego poza kuchnią, gotowaniem i dobrymi cechami w ludziach. Typowa babcia mówiąca po babcinemu. 4. Hiacynta - uosobienie rozgardiaszu, chaosu, złamanego serca, poczucia winy, nadmiernej troski o innych, poświęcenia i naiwności. Dziewczyna którą chcę się wyściskać i potrząsnąć. Jej ogromna miłość do rodziny i dzieci w szkole ociepla serce. 5. Nikodem - dla mnie neutralny chłopak ale dla większości romansiar pewnie ideał któremu pomogą stanąć na pewnych nogach w życiu, poznać swoją wartość i dać wszystko na co zasługuje a o czym jeszcze nie wie. 6. Pola - uosobienie pogubienia w życiu przez chorobę. Próbuje stanąć na nogi, nie dać wygrać tej raszpli, siłuje się z samą sobą i rodziną i nie poddaje się. 7. Ignacy, Piotrkowska,(trochę Wiktoria) - elementy humorystyczne fabuły. Nie są jednak tylko śmieszkowe bo albo uczą czegoś bohaterów i pozwalają im popatrzeć na sytuację z innej perspektywy albo reprezentują dość przykry obraz dzisiejszego społeczeństwa. 8. Wątek Wiktorii - z czasem coraz bardziej przykry. Trudno się obserwuje jak młoda dziewczyna zniszczona w domu przenosi to zepsucie dalej w świat bo nie umie sobie poradzić z własnym życiem. Cieszę się że pomimo ogromu krzywd które jej wyrządzono i które ona wyrządziła ma szansę na happyend.
Chyba już wystarczy. Co ciekawe nie wymieniłam tu wątku romantycznego jako takiego bo nie uważam żeby on był kluczowy. Jest dobrym punktem wyjścia do zrozumienia wielu rzeczy ale nie zdominował powieści. I bardzo dobrze. Jedyne do czego się mogę przyczepić to długość. 500stron to trochę dużo ale gdzieś trzeba było upchać te wątki. Cieszę się niezmiernie że mam jeszcze jedną książkę zimowo-świąteczną tej autorki na Legimi. Czytajcie! <3
Hiacynta poświęciła wszystko, by stać się strażniczką szczęścia swoich bliskich. Kontroluje każdy ich krok, dbając o najmniejszy szczegół ich życia. Jest gotowa oddać wszystko, by było szczęśliwi. Nawet własne marzenia. Nikodem pragnie tylko uciec od przeszłości. Ulega namową przyjaciela i wraz z nim wyjeżdża na kilka dni do Szklarskiej Poręby. Trafia do Frymuśnej, willi należącej do rodziny Hiacynty. Dziewczyny, której w okrutny sposób złamał serce, czego nigdy sobie nie wybaczył. I o której nigdy nie zapomniał.
Na początku trochę się męczyłam czytając, ale późno poszło jak z górki. Zacznijmy od początku - Hiacynta jest w związku z Ignacym, który po prostu jest toksyczny. Zrywa z nią i do niej wraca. I tak w kółko, a Hiacynta mu wybacza. Cysia (jak do niej mówi rodzina i najbliżsi) jest nauczycielką. I szczerze chciałabym taką nauczycielkę - stoi po stronie uczniów i nie pozwala, aby inni nauczyciele nimi pomiatali. Właśnie na początku jest sytuacja, gdzie kobiety staje w obronie uczennicy.
Relacja Hiacynty z Nikodemem jest według mnie bardzo przyjemna. Mimo, że zerwali ze sobą kilka lat temu to wciąż można powiedzieć, że czują się w swoim towarzystwie komfortowo. Uczucie przez lata nie wygasło. Jednak jest slow burn - zaczną się ze sobą spotykać dopiero pod koniec książki (to jest akurat bardzo logiczne) i wtedy też się dopiero całują. Szczerze nie czułam tego wolnego trybu, ponieważ relacja między nimi rozwijała się naturalnie.
Teraz Wiktoria - jest to typowa antybohaterka. Strasznie namieszała, ale główni bohaterowie wykazali się logicznym myśleniem i nic złego oprócz plotek się nie stało.
Relacje rodzinne w tej książce określiłabym cudownymi. Są dramaty (nie będę ich opisywać, dowiecie się czytając książkę), ale każdy na sobie polega. Wspierają się w każdej sprawie.
Książka ma jesienny klimat, więc idealna na teraz, gdy pogoda nie dopisuje.
➡️Ta ksiażka już od pierwszych stron wciąga nas w górski świat Szklarskiej Poręby, gdzie jesień otula wszystko złotym płaszczem, a każdy zakamarek skrywa sekrety i nieoczekiwane zwroty akcji.
➡️Główna bohaterka, Hiacynta, to postać, której nie da się zapomnieć. Jej życie to prawdziwa podróż przez miłość, poświęcenie i osobiste marzenia. Jest niczym niekończąca się lista obowiązków, które nakładają na nią poczucie winy i przymus doskonałości. Kiedy spotyka Nikodema, przeszłość zaczyna na nowo zderzać się z teraźniejszością, a wszystkie jej starania stają się jeszcze bardziej wyraźne i trudne do zniesienia. Nikodem, z kolei, to mężczyzna rozdarty między przeszłością a teraźniejszością. Jego powrót do Szklarskiej Poręby, gdzie przypadkowo trafia do willi Hiacynty, to nie tylko powrót do miejsca, ale też konfrontacja z własnymi demonami. W miarę jak Hiacynta i Nikodem zbliżają się do siebie, ich relacja ewoluuje w kierunku nie tylko ponownego odkrywania uczuć, ale także zrozumienia i naprawy tego, co zostało zniszczone.
➡️Autorka tworzy historie, które są zarówno wzruszające, jak i autentyczne. Jej umiejętność pisania jest wspaniała (i wiem to już po jej poprzedniej książce) – od górskiego krajobrazu po wewnętrzne zmagania postaci, wszystko jest pełne życia i szczegółów. To książka, która nie tylko bawi, ale również zmusza do refleksji nad tym, co znaczy poświęcenie i jak łatwo można zgubić siebie w pogoni za tym, co dla innych jest najważniejsze.
➡️Z jednej strony mamy tutaj ciepło i intymność górskiego życia, z drugiej – skomplikowane relacje między ludźmi, które zmieniają się w zależności od upływu czasu i wydarzeń. Jeśli chcecie zanurzyć się w poruszającej historii o miłości, poświęceniu i szansie na nowy początek, to jest właśnie dla Was!
“Pozwoliłem jej odejść, ponieważ wiedziałem, że stać ją na kogoś lepszego, a teraz, kiedy jej nie ma, zastanawiam się, czy nie trzeba było samemu stać się kimś lepszym.”
Książkę tak przyjemnie się czyta, dosłownie otula takim mięciutkim kocykiem. Dzięki temu czyta się ją naprawdę szybko i daje taki “cozy” efekt. Aż nabrałam ochoty, by pojechać w góry i do Szklarskiej Poręby.
Polubiłam głównych bohaterów, są naprawdę ciekawie wykreowani. Nikodem i Hiacynta są swoimi przeciwieństwami, ale znacie to przysłowie. Wszystko tu idealnie gra. Cyśka jest szalona, wszędzie jej dużo, nie boi się mówić co myśli i walczy o dobro innych. Mężczyzna natomiast jest cichy, skromny, mało mówiący i trzyma w sobie wiele emocji. Postać Wiktorii wprowadza do historii trochę zamętu, wydaje mi się, że nawet potrzebnego, aby historia nie była zbyt cukierkowa. Pokochałam także dziadków- Stefę i Franciszka, świetne postacie drugoplanowe.
Minusem jest brak rozwinięcia niektórych wątków- jestem ciekawa co się stało dalej z Danielem, wątek Marcel x Adrian też został jakoś tak po łebkach poprowadzony.
Podoba mi się jak zostało ukazane dbanie o bezpieczeństwo jako takie trzymanie kogoś w złotej klatce. Jest miło, przyjemnie, ktoś dba, ale to nadal swego rodzaju więzienie, z którego nie można się wydostać.
Fabuła jest ciekawa, akcja powoli się rozwija, ale nie zanudza. Mamy czas na śmiech, powagę i wzruszenie. Potrzebowałam takiej historii, czytałam ją z przyjemnością. Nie ma tu żenujących tekstów, czy erotycznych zbliżeń, których ostatnio w książkach pełno, a nie zawsze są dobrze napisane.
“Trzeba było mnie zatrzymać” to idealna pozycja dla fanów drugiej szansy, jesieni i polskich gór. Serdecznie wam ją polecam, szczególnie na te długie i zimne wieczory.
To było moje pierwsze spotkanie i już wiem, że nie ostatnie. Jestem oczarowana! Cudowny lekki styl, prawdziwi i wyraziści bohaterowie (ukłony za dziadka- kocham), łatwość poruszania trudnych tematów a w bonusie ogrom emocji i górski klimat. Hiacynta jest kompaktowa, wygląda jak 12latka. Ale nie dajcie się zwieść. To kobieta rakieta. Wszędzie jej pełno, nie ma rzeczy nie do załatwienia. Pomoże każdemu, bez względu, czy ten ktoś potrzebuje pomocy. Mieszka w domu rodzinnym, dba o rodziców i dziadków, oraz rodzeństwo. Czy jej dbanie wykracza poza standardy? Być może. Czy ma w swoim kalendarzu zapisane wizyty lekarskie całej rodziny, by móc im przypomnieć? Tak. Czy to czyni ją nadgorliwą? Zdecydowanie. Nie zawsze tak było. Dziewczyna przeżyła straszną traumę, i po dramatycznych wydarzeniach robi wszystko by ochronić swoich bliskich. Za cenę utraty marzeń i własnego szczęścia. A czym ono jest? A raczej kim? Nazywa go przeszłością. Jednak kiedy pewnego dnia, Nikodem staje w progu jej rodzinnego pensjonatu, jej serce wyrywa się z piersi. On również ucieka od przeszłości i jest zaskoczony równie mocno spotkaniem z Hiacyntą. Złamał jej serce, ale nigdy o niej nie zapomniał. Czy ich przeszłość to rozdział definitywnie zamknięty? Czy potrafią wybaczyć i zapomnieć? Czy uczucie, które ich niegdyś połączyło, jeszcze się tli? Już dawno nie kibicowałam tak bardzo bohaterom. Grumpy - sunshine to mój ulubiony motyw. Bardzo mi się podoba, jak Pani Justyna porusza trudne tematy (przemocy w rodzinie, depresji, prób samobójczych, traum) w delikatny sposób. Zostawia czytelnika z nadzieją. Jest też zabawnie i romantycznie. Bardzo polecam!
Więcej takich książek!! Tu jest dosłownie wszystko, wciągająca fabuła, cudowny wątek romantyczny i tak wiele ważnych tematów, że nie wiem jak autorka zmieściła to wszystko w tej książce !
Bohaterowie byli świetni, bardzo podobało mi się, że ich relacja przeszła z partnerstwa do nieznajomych, aż do .... nie mogę wam zdradzić. Nikodem to zamknięty w sobie chłopak z trudną przeszłością, a Hiacynta trochę zagubiona, choć bardzo rodzinna dziewczyna. Czy mają szansę znów razem coś stworzyć! Jeśli lubicie motyw drugiej szansy to książka dla was.
Autorka porusza w lekturze wiele istotnych kwestii, jest tutaj wątek z przemocą nad rówieśnikami w szkole, ale także w rodzinie.
Poruszony jest także temat próby sam0bójczej. W świetny sposób pokazane też jest jak czasem nieumyślnie wpływamy na innych i narzucamy im swoje racje niby dla ich dobra.
Z pozoru to zwykła książka, ale co jakiś czas działy się wydarzenia, które zmuszały czytelnika do dalszej lektury. Niejednokrotnie wywołuje uśmiech na twarzy. Historia prowadzona jest z trzech perspektyw: Hiacynty, Nikodema i Wiktorii.
Klimatyczna lektura z akcją w Polskich górach będzie świetną rozrywką na kilka długich wieczorów. Z chęcią poznam inne książki spod pióra autorki.
Wiek: 14+
Ocena: 9/10 ⭐
[współpraca reklamowa z wydawnictwem spisek pisarzy]
Książka ma w sobie Górski i jesienny klimat. Mamy tutaj dużo zwrotów akcji i pełno sekretów. Styl pisania autorki jest bardzo fajny, jestem pod wrażeniem. Książkę czyta się bardzo szybko. Relacja między bohaterami w jednym czasie jest urocza a w drugim skomplikowana. W książce występuje motyw drugiej szansy, bardzo mi się podobało jak był przedstawiony w tej książce. Pierwszy raz miałam styczność z piórem autorki i był naprawdę fajny.
Szczerze nie wiem co mam jeszcze napisać o tej książce, niby była fajna jednak nie skradła mojego serca. Czegoś mi tutaj brakowało, jednak nie jestem w stanie powiedzieć czego. Czy polecam? Ciężko stwierdzić, zachęcam do zapoznania się z opisem jak i motywami, są osoby którym się spodoba książka ale wiadomo, że znajdą się osoby którym się ona nie spodoba. Ja mam mieszane uczucia co do tej książki, ale pomimo tego tak jak wspominałam zachęcam do zapoznania się z opisem.
„Trzeba było mnie zatrzymać” Justyny Luszyńskiej jest książką idealną na zbliżającą się porę roku! 🍂 Jesieniary, uwierzcie mi, chcecie ją przeczytać! Już sama okładka przykuwa wzrok i, z ręką na sercu, przyznaję, że wnętrze jest równie piękne. 💛
Totalnie przepadłam dla tej historii. Klimat jest niesamowity, ponieważ autorka zabiera nas w góry! (Jesienią!) 🏔️ Sam początek powieści strasznie mnie wciągnął i ciężko było mi się oderwać od lektury. Awantura Hiacynty z Reginą była cudowna. 😂 Bardzo podobało mi się to, że główna bohaterka tak walczyła o dobro uczennicy – takich nauczycieli potrzeba w prawdziwych szkołach!
W książce zawarty jest motyw drugiej szansy i choć nie należy on do moich ulubionych, to tutaj przedstawiony został naprawdę świetnie i szczerze mi się podobał. Hiacynta i Nikodem tworzą wspaniałą parę i cieszę się, że ich losy potoczyły się w taki sposób. 💛
Co mi się najbardziej podobało w tej historii, to zdecydowanie relacje rodzinne. Dziadek Franek skradł moje serce, a siostra i bracia Hiacynty są tak ciekawymi postaciami, że chciałabym poczytać też osobne historie o nich i powrócić dzięki temu do willi Frymuśnej - pensjonatu prowadzonego przez rodzinę Hiacynty. 💛
W książce został poruszony trudny temat, a mianowicie temat próby samobójczej jednego z członków rodziny. Genialnie przedstawiono tu strach i zamartwianie się rodziny po takiej sytuacji.
Poza Hiacyntą i Nikodemem, pojawia się też trzecia narracja – Wiktorii, której postać trochę działała mi na nerwy, ale w pewnym sensie rozumiałam jej zachowanie. Jej perspektywa to doskonałe urozmaicenie dla tej powieści.
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i cieszę się, że było takie udane! „Łączy nas nienawiść” już czeka na półce, więc z pewnością niedługo po nią też sięgnę. ☺️📚 Tymczasem gorąco polecam Wam „Trzeba było mnie zatrzymać”! Jestem pewna, że książka skradnie Wasze serca i umili Wam ten zbliżający się jesienny czas. 🥰🍁
[ współpraca reklamowa z @wydawnictwospisekpisarzy ]
Był to naprawdę dobry romans. Wiele wątków z życia bohaterów które zostają wytłumaczone i zakończone. Bohaterowie mają charaktery i nie są idealni. Problemy też nie wydają się wymyślone na kolanie a przypadków nie ma wcale tak dużo jak to bywa w romansach. Nie ma spicy scen a relacja nie rozwija się w ciągu dwóch rozdziałów. Hiacynta przypadła mi bardzo do gustu, jak bohaterka romansu nie jest głupia ale na prawdę daje nam szansę aby ją polubić i jej kibicować. Wątek Wiktorii również był ciekawy i kiedy następował jej rozdział nie czułam rozczarowania z oddzielenia się od głównej narracji. Jesienna aura dała mi klimacik do czytania o tej porze a język sprawił że czytało się tą książkę przyjemnie. 5.0
Trzeba było mnie zatrzymać to książka J. Luszyńskiej. Jest to historia w iście jesiennym klimacie, którą wydało wydawnictwo Spisek Pisarzy.
Po książkę sięgnąłam z polecenia @zaczytany_nauczyciel_yivrett i bardzo się z tego powodu cieszę, bo niezwykle prędko historia Cysi wskoczyła do moich ulubieńców. Zachwyciła mnie nie tylko klimatem, bohaterami, ale również poziomem dopracowania całości.
Ogólnie powieść jest bardzo dobrze napisana, a przez to łatwo i przyjemnie się ją czyta. Każda z postaci jest rozbudowana i stworzona w sposób, przez który łatwo się z nią utożsamić czy znaleźć cechy wspólne. Luszyńska stworzyła postacie, których nie da się nie polubić, a sama Hiacynta w niektórych scenach potrafiła sprawić, że czułam się, jakbym patrzyła w lustro. Jednak, co ważniejsze, bardzo jasne były jej motywacje i to już od samego początku. Sprawiło to, że późniejsze zachowania i reakcje postaci były dla czytelnika wiarygodne.
Mam wrażenie, że cała akcja rozgrywa się na drodze przypadków. Jest ich naprawdę sporo, ale nie ma się poczucia, że dominują czy odbierają fabule wiarygodność. Wręcz przeciwnie, są one na tyle dobrze dobrane i rozegrane, że czytelnik wita każdy z nich z uśmiechem na ustach oraz oczekiwaniem, jak zareagują bohaterowie.
Co mnie najbardziej zaskoczyło, w pozytywnym sensie, są losy postaci, którą można uznać za złoczyńcę historii. Luszyńska poświęciła tej osobie wystarczająco czasu i zbudowała na tyle obszerne tło, że ta postać miała szansę przejść przez wiarygodną przemianę. Jest to jedyny bohater, z którym się nie polubiłam, jednak pod koniec książki naprawdę zaczęłam kibicować, by udało się mu zakończyć tę przemianę z sukcesem. Pokazuje to, jak umiejętnie Luszyńska tworzy swoje postacie.
Trzeba było mnie zatrzymać to zmyślny miks wszystkiego, czego czytelnik może szukać wczesną jesienią. Książka ma w sobie całe pokłady ciepła, humoru, ale także udaje jej się poruszyć kilka trudnych tematów w naprawdę lekki i prosty sposób. To wszystko sprawia, że jest to książka idealna na długie wieczory. A raczej wieczór, bo pochłania się ją naprawdę szybko.
W drugim rozdziale nauczycielka podstawówki pobiła się u dyrektora z katechetką, za to, że ta wstawiła uczennicy jedynkę za noszenie makijażu. Niech to będzie wystarczająca rekomendacja.
Bo książka jest taka, jak można się po tej scenie spodziewać: przezabawna i trochę absurdalna. Bohaterka za to nieco szalona, ale z wielkim sercem i absolutnie wzbudzająca sympatię!
Ciepłej energii dodaje duża rodzina mieszkająca razem i prowadząca pensjonat. Humor, klimaty rodzinne i bohaterka przywodzą na myśl romanse Martyny Pustelnik.
Motyw drugiej szansy ponawiał się rzadko, w książkach, które czytałam, a uważam, że ma potencjał. Wspólna przyszłość bohaterów dodaje napięcia, którego nie ma przy dwójce nieznajomych.
Szklarska Poręba i Wrocław, to akurat "moje" tereny, więc książka była mi trochę bliższa.
Jesienny klimat? Faktycznie mamy tu deszczowe dni, ale nie przesadzałabym z tym klimatem ☺️ Natomiast zdecydowanie jest to ciepła, rodzinna i zabawna historia, która nas ogrzeje. A przy tym nie jeden raz poruszy! Byłam pod wrażeniem, odkrywając kolejne tematy, które ta książka ma do zaoferowania. Cześć bardziej poboczna (trudne sytuacje uczniów), część jako ważne wątki postaci. Świetnie napisana była (moim zdaniem) główna bohaterka z jej chęcią kontroli i poczuciem odpowiedzialności za bliskich. Jej droga do poukładania sobie rzeczy w głowie jest nawet ważniejsza niż wątek romantyczny.
Ja całym sercem polecam, ale jeśli ktoś jest uczulony na momenty odrealnienia, to może się chwilami irytować 😅 Jest to natomiast wciągający romans, który ma wiele do zaoferowania, a ja już się szykuję na kolejne książki autorki ❤️
Zaczęłam, bo przekonałam mnie okładka. Później byłam trochę zdziwiona, bo nie tego się spodziewałam. giga mnie zaskoczyła i bardzo mi się podobała!
Cudowny małomiasteczkowy klimat, świetni bohaterowie (naprawdę ich polubiłam i się z nimi zżyłam, a tacy jak Wiktoria niesamowicie mnie irytowali, ale taka była ich rola w tym wszystkim, więc za to ogromny plus!) i naprawdę wciągająca historia! 🧡
Słuchałam audiobooka, bardzo dobra lektorka, fajne, dające się lubić i wielowymiarowe postaci. Cieszę się, że autorka skupiła się też na kimś więcej niż dwoma głównymi bohaterami. Ostatnie 2-3 rozdziały wydawały się pospieszne, jeden z wątków moim zdaniem został zbyt szybko i prosto, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, rozwiązany.
TAK TAK TAK wreszcie znalazłam DOBRĄ i wciągającą książkę obyczajową wątek romantyczny był na tyle dobry, że jestem w stanie uwierzyć w relację i uczucia bohaterów dużo się dzieje, jest sporo wątków, momentami robi się poważnie, a innymi zabawnie
akcja dzieje się w górach, za co od razu daję dodatkowy punkt
4,5⭐️ Super się bawiłam podczas czytania! Dużo ważnych tematów jest tu poruszonych, a jednoczeście przeplata się to ze sporą dawką humoru. Dziadek Franciszek top hahahaha kocham go ❤️