Jestem ciekawa, czy oglądaliście kiedyś jakąś bollywoodzką produkcję. Przyznam szczerze, że ja nigdy. Paradoksalnie to właśnie ten trop najbardziej przyciągnął mnie do książki, o której dzisiaj pogadamy.
[współpraca reklamowa z @sqn_imaginatio]
Elaman to młoda elfka, która niespodziewanie wpada w wir decyzji: z jednej strony niepokojących, a z drugiej ekscytujących. Czuje się jak zamknięta w klatce. Wizja dalekiej wyprawy z tajemniczym, w teorii niebezpiecznym, a w praktyce niezwykle czarującym kompanem (zwłaszcza po kieliszku lub pięciu), wydaje się najlepszym sposobem na poznanie świata, którego jest głodna. Wyrusza więc w podróż, która otworzy jej oczy na wiele spraw i przynajmniej na jakiś czas wywróci życie niejednej osoby do góry nogami.
Ostatnio dosyć często mam okazję mówić, że uwielbiam subtelności. I znów muszę się powtórzyć, bo w tej historii delikatność wątku romantycznego wywołała u mnie rozczulenie i ogromny uśmiech. Prym wiedzie w tej kwestii główny bohater: Czadarama. Jego troskliwość i czułość przyczepiały mojemu sercu skrzydła. Bardzo mi się podobało, że jego relacja z Elaman jest oparta na rozmowach i szczerości, i że nawet w chwilach zawahania oboje potrafią się otworzyć i wyznać swoje myśli. Dzięki temu nie tworzą się niepotrzebne spięcia i można bez przeszkód cieszyć się przyjemną lekturą.
Jak dla mnie to Czadarama jest tu najbardziej złożoną i zapadającą w pamięć postacią. W żaden sposób nie wpisuje się w kanon książkowego przystojniaka, a jednak emanuje niesamowitym urokiem. Jego przeszłość, obecny fach oraz cel podróży z początku nie są jasne. Ich odkrycie stanowi mały, ciekawy zwrot akcji, ale i nadaje całej historii większej głębi. Wtedy jeszcze mocniej wyczuwa się to, co leży w tle powieści: problem dyskryminacji, podziału społecznego, a nawet rasizmu.
Zanim sięgnęłam po tę książkę, poczytałam o niej co nieco, dlatego wiedziałam, że bohaterowie, ze względu na swój wiek, mogą podjąć niejedną naiwną decyzję. Możliwe że to wcześniejsze przygotowanie sprawiło, że ich naiwność nie była dla mnie aż tak mocno wyczuwalna. Nie raziła mnie w oczy. Ale niech Was nie zwiedzie to, że bohaterowie są stosunkowo młodzi, bo kr€w też się tutaj leje.
Ta książka skrywa kilka perspektyw w trzecioosobowej narracji. Przewodzą im Elaman i Czadarama, ale pozostali bohaterowie, których w kilku miejscach możemy “bezpośrednio” obserwować, są taką wisienką na torcie. Wprowadzają nieco pozytywnego zamętu fabularnego, bo nie wiadomo, czego można się po nich spodziewać.
Są tu również długie rozdziały – w sumie 7 na całą tę część. Ale szczerze? Przemknęły mi przez palce, nawet nie wiem kiedy. Tekst czyta się bardzo płynnie, jest naprawdę lekki. Przemycony tu i ówdzie humor tylko dodaje mu uroku, tak samo jak ilustracje na stronach rozdziałowych i okładka. Wątek religijny także ma tutaj silną pozycję i został ciekawie przedstawiony. Choć nie zagłusza całości, stanowi istotną część fabuły. Czuć, że jest to niezwykle ważny element życia Czadaramy – w opozycji do Elaman, która wobec religii, zwłaszcza obcej, jest nastawiona sceptycznie.
Przy okazji przeglądania informacji o tej książce po raz pierwszy spotkałam się z pojęciem “desi fantasy” – kultury południowoazjatyckiej wplecionej w fantastykę. W połączeniu z elfami okazało się to naprawdę intrygującą, barwną mieszanką.
Podeszłam do niej na totalnym luzie, ale teraz mogę śmiało stwierdzić, że ta książka stała się dla mnie komfortową. Mimo że porusza trudne tematy, a gdzieś w tle przewija się choćby wątek niewolnictwa czy alkoholizmu, czytało mi się ją tak przyjemnie, że nie miałam ochoty się od niej oderwać. Musiałam, bo dobiegła końca.
Jeśli nabierzecie ochoty na coś nietypowego, lekkiego, ale z intrygującym i trochę cięższym podłożem, bardzo Wam polecam “Ucieczkę Apsary”. Ja tymczasem usiądę sobie i poczekam na drugą część losów Elaman i Czadaramy oraz na historie innych elfów z tego uniwersum. Już czuję, że to może być świetna przygoda.
Ocena: 4/5 🥃
– Magda