Jump to ratings and reviews
Rate this book

Patrz pod nogi. O zbieraniu rzeczy

Rate this book
Wszyscy coś zbieramy. Otaczają nas rzeczy, przybywa ich, rodzą się kolekcje. Ale to nie jest książka o inwestowaniu w dzieła sztuki. Jej autorkę pochłania świat celuloidu, bakelitu i rzeczy znalezionych w błocie. Stanowią tło rozważań nad sensem kolekcjonowania, nieustającym poczuciem straty i udręką tych, którzy zbierają.

Kora Tea Kowalska, archeolożka, kulturoznawczyni i kolekcjonerka, w pasjonującym eseju bada, co powoduje, że w muzealnych lub prywatnych gablotach niektóre przedmioty umieszczamy chętniej niż inne. Proponuje własne zasady kolekcjonerstwa, by zaraz z nich zakpić. Sięga do swoich doświadczeń i wędrówek po rubieżach i piwnicach rodzinnego Gdańska, a niepoliczalna materia, pogrążająca się w entropii, zachwyca ją abstrakcyjnym pięknem.

W rzeczach dostrzega powidok dawnego świata. Tropi historie ukryte w drobiazgach, a ich wzajemne powiązania pozwalają jej zrekonstruować ułamki codzienności zwykłych ludzi. I przypominają, że rzeczy nie zawsze są tym, czym się wydają, i że nie można mieć wszystkiego.

256 pages, Hardcover

First published October 16, 2024

27 people are currently reading
298 people want to read

About the author

Kora Tea Kowalska

1 book2 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
22 (27%)
4 stars
36 (45%)
3 stars
18 (22%)
2 stars
3 (3%)
1 star
0 (0%)
Displaying 1 - 11 of 11 reviews
Profile Image for Aleksandra Gratka.
669 reviews61 followers
November 10, 2024
"Niewiele dzieli śmieć i obiekt kolekcjonerski".

Cóż to była za wspaniała przygoda! Grzebanie w ziemi, grzebanie w śmietnikach, grzebanie na pchlich targach czy w piwnicznych czeluściach. Poniemieckie skarby Gdańska, ukryte pod ziemią uliczki, skarby zostawione "na chwilę", a odkryte po wielu latach, przedmioty, które otrzymały drugie życie, gównidła (cudne słowo!), które tylko wyczucie zbieracza wyławia z góry śmieci. Stosy guzików, przypinki, upiorne lalki w całości i we fragmentach, pudełeczka z ulotną zawartością, historie zamknięte w przedmiotach. "Rzeczy mówią więcej niż litery" - to zdanie Franciszka Starowieyskiego, przywołane przez autorkę, staje się swoistym mottem całej książki.

Lektura zabrała mnie w nostalgiczną podróż w przeszłość. Przypomniałam sobie pachnącą kolekcję papierków po czekoladzie, puszek po napojach (kto urodził się pod koniec lat siedemdziesiątych, ten wie), plakaty New Kids on the Block, zdobywane cudem i zajmujące każdy skrawek ściany mojego pokoju. Roczniki ulubionych czasopism ("Film", "Filipinka"), pamiątki, drobiazgi - uwielbiałam zbierać, wszystko jednak wraz z upływem czasu zaginęło, zostało wyrzucone. Żałuję.

Bardzo emocjonalnie odebrałam fragment o przeglądaniu rzeczy po zmarłej osobie. Cudze życie wrzucone do śmietnika, ważne i nieważne drobiazgi, świadectwo istnienia. Mocno to koresponduje ze wspomnianym też tu utworem Marcina Wichy "Rzeczy, których nie wyrzuciłem".

Co zostanie po nas? Co zostanie po mnie? Książka o przedmiotach stała się książką o życiu. Bardzo ważną książką. Czytajcie!
Profile Image for Izydor.
6 reviews7 followers
July 7, 2025
merytorycznie to bardzo dobra książka, po prostu to chyba jednak nie mój temat i momentami straszliwie się nudziłem
Profile Image for Marta sans-H.
319 reviews
January 2, 2026
Zmyślna książka-asemblaż refleksji o rzeczach, analogicznie również na jej kartach wystepujących w zbiorach. W ramach „dodania czegoś od siebie”: jestem tak zaprogramowana, że nie zdarza mi się płakać w trakcie składania liter. Tutaj jednak przy przywołaniu zamykania (nie zamknięcia – to był proces) nieodżałowanego, kochanego kina Neptun, powieka nie raz zadrżała ze wzruszenia i na nowo wznieconej złości!
Profile Image for Wojciech Szot.
Author 16 books1,424 followers
January 17, 2025
“Wszystko się zaczyna i kończy w ziemi”, pisze Kora Tea Kowalska w “Patrz pod nogi”, eseju, który będzie czytany przez kolejne pokolenia tych, co czują, że esencja świata zalega w ich mieszkaniach, na strychach, w piwnicach. Tych, co zbierają. Ale też - mam taką nadzieję - tych, którzy kochają przedmioty. Czyli niemal wszystkich. Bo to książka, którą naprawdę musicie przeczytać.

Kowalska - archeolożka i kolekcjonerka - opowiada o praktyce zbieraczej widzianej z kilku, bardzo osobistych perspektywych. Pierwsza to perspektywa specjalistki, wykształconej do tego, by… No właśnie, co robi archeolożka? Czy na pewno ratuje? Zachowuje? “Jedynym bezpośrednim skutkiem badań archeologa jest bezpowrotne zniszczenie tego, co bada”, pisze Kowalska. Moment odkopania to jedyna chwila, gdy rzecz widać w oryginalnym kontekście: wśród innych śmieci, w warstwie gruzu, tuż pod niedostrzegalnym dziś z perspektywy nawierzchni brukiem. Wykopanie jest “gestem radykalnie unicestwiającym”, pisze Kowalska. Należy umieć niszczyć tak, by “korzyści przewyższyły straty”.

“Korzyści”. Czyje? Jakie korzyści ma społeczeństwo z odkopanej zabawki z końca XIX wieku? Jeśli zabawka taka jest kompletna, korzyścią może być umieszczenie jej w gablocie, wśród innych zabawek. “Jak bawiły się dzieci we Wrocławiu ok. 1880 r.”, głosi napis nad gablotą. I już wszystko jasne. Ale co z rozczłonkowaną lalką, nóżką i dłonią? Te - jeśli uda się je przypisać do wojennych okoliczności - mogą być opowieścią o tragicznych dziejach, Nawet jeśli cała tragedia polegała na tym, że sześcioletnia Emma w akcie rozpaczliwego buntu przed brakiem uwagi, postanowiła odcisnąć afekt na zabawce, skutecznie rozdzielając rączki od korpusiku. Opowieści, które snujemy widząc “skarby” z ziemi są już z naszego świata. “Pozytywistyczna narracja o odkopywaniu przeszłości przez dzielnych archeologów nie mieści historii o czyimś zakopywaniu ani opowieści o na zawsze utraconym kontekście”, pisze Kowalska. “Są talerze, ale nie ma apetytu”, ciśnie się Szymborska na usta.

Tragedia niekompletności. Każdy kolekcjoner chociaż przez chwilę musiał się z nią zmierzyć. Czy kolekcja kiedykolwiek się kończy? Jakie są jej granice i kto je wyznacza? Czy samo kolekcjonowanie czemuś służy? Jaką opowieść stworzymy dla siebie, a jaką - na zewnątrz, dla podejrzliwych obserwatorów, którzy nie ufają ludziom, którzy lubią rzeczy trochę bardziej. Kowalska w “Patrz pod nogi” podsuwa odpowiedź. Otóż jest nią brak odpowiedzi. Nie musimy wiedzieć “po co”, co nie zwalnia nas z poszukiwań możliwych odpowiedzi. Nie musimy wiedzieć. Możemy “zostawić sobie to do namysłu”. Opowieści o przedmiotach zawsze będą pourywane, wątki niedomknięte.

Do takich opowieści zaprasza Kowalska, w tym eseju-marzeniu. Opowieści o “obtłukach” wydobytych z gdańskiej ziemi zachwycą zarówno tych, co w literaturze potrzebują historii, jak i tych, którzy obok niej potrzebują języka, dykcji. Pisze bowiem Kowalska zjawiskowo, lekko i przystępnie, nie zapominając jednak o tym, że gra się tu o wiele wyższą stawkę. Jest bowiem “Patrz pod nogi” traktatem ontologicznym, autobiografią intelektualną i tą bardziej faktograficzną, ale też - dzięki zdjęciom brikolaży tworzonych przez autorkę - dziełem sztuki.

Wracając do obtłuków i znalezisk. Kowalska fascynująco opowiada o rzeczach - pozornie - nieważnych. Jak choćby pudrze marki Leichner, który “przeleżał w piasku nadmorskich lasów kilkadziesiąt lat, nim został wypchnięty na powierzchnię z płytkiej ziemniaki”. Upuściła go jakaś gdańszczanka podczas ucieczki w 1945 roku. “Kiedyś zapewne tłustawy i gęsty w konsystencji krem, po latach wysechł na jedwabny w dotyku kamień”, pisze Kowalska.

Co tam jeszcze znajdziecie w jej kolekcji?

Celuloidowe szczoteczki do zębów, popielniczkę reklamową firmy Juliusa Fromma, noszące ślady pożaru łyżki z przedwojennego hotelu, filiżanka bez ucha… Mówią o sobie, czasach, ale też losie miejsc, w których zostały odnalezione. Kowalska niczym medium próbuje odtworzyć ich losy, choć nie jest to potrzeba napisania realistycznej, chronologicznej, zamkniętej historii, a opowieści pełnej powidoków, niepewności. Ułomna archiwistyka, rozsypane kolekcjonerstwo, świadome że nic nie jest na zawsze. I tylko rzeczy po nas zostaną.

Śmieć czy sztuka? “Gównidło” - cześciej występujące w formie mnogiej, “gównidła” to “obiekty drobnej natury”. Rzeczy “błahe, liche, tanie lub przestarzałe, choć nadal pociągające”. Mogą wzbudzić śmiech, wzruszyć, być sympatyczne, ale też uruchamiać odrazę. “Chłam”, “pierdółka”, “szrot”.

Książka Kowalskiej przywraca im podmiotowość, subwersywnie przejmuje, queeruje. Jest przeciwko pogardzie kategorii ustanowionych w dyskursie historii sztuki. Tej dziedziny, która dokumentuje wyłącznie pasmo sukcesów, zaś jest nieprzydatna do “badania zerwanych, słabych czy anonimowych nici wszelkiej wytwórczości ludzkiej”.

“Dla kolejnego pokolenia już niewiele zostało do zebrania”, pisze Kowalska, mając na myśli zbieractwo ziemne, zarówno to profesjonalne z użyciem specjalistycznego sprzętu, jak i to prywatne, gdzie butem odgarnia się ściółkę, a dłońmi przeszukuje rozpulchnioną ziemię w czasie wiosennych roztopów. Co będą mówić jednak kolejne pokolenia? Czy musimy zakopywać, by przetrwała przyjemność odkopywania? A może zostawiać w ziemi, nie zawsze wydobywać, dać szansę przyszłości pomyśleć o przeszłości ze swoimi teoriami, modernizmami, postmodernizmami?

Nie ma żadnej metody. Nie ma jednej odpowiedzi, jak postępować z “gównidłami”. Czy szaleństwo katalogowania należy zatrzymać, wyrzucić na śmietnik (sic!) historii? Dezorientujące kłącza ścieżek, którymi możemy podążać badając, są trudne do przyjęcia dla nas, dorastających w świecie arcydzieł, klasyfikacji, kanonów i dominujących hierarchii.

Kowalska pisze, że fascynuje ją “badawcza tęsknota za tym, co rzeczywiste”. Żeby poznać to, co rzeczywiste, musimy zacząć od siebie, zadać pytanie - dlaczego to mnie fascynuje, albo czemu budzi odrazę? Czy możliwa w pełni do urzeczywistnienia jest postawa “empiryczna i agnostyczna”? Czy można niczego nie narzucać z góry badanym przedmiotom? A może to utopia, w którą chcemy wierzyć po krachu poszukiwań poprzednich epok?

Niewiele wiemy o świecie. Szukając pewników, trafiamy na same tajemnice. My, zbieracze wiemy jedno: istnieje rzecz. I nasza z nią relacja. Czasem ta relacja przekształca się w sieć relacji.

Gdy w telewizji - przypadkiem i marginalnie, niemal przymuszony - mówię o tym, że zbieram, pisze do mnie ktoś, kto też zbiera. I chce oddać. Jestem nieufny wobec niespodzianek. Opieram się, choć ciekawość bierze górę. Okazuje się, że nasze kolekcje mogłyby się porozumieć, odnajdujemy w nich dalekie pokrewieństwa, chwilami wydaje nam się, że nasze rzeczy mogły się bawić ze sobą w odległości kilku podwórek. Umawiamy się na spotkanie. Na wszelki wypadek w miejscu publicznym, z wieloma możliwymi ucieczkami. Niepotrzebnie.

“W załączeniu zestaw pocztówek z mojego zbioru z lat 1932-1957, które od momentu otrzymania, stanowią Pana własność”, czytam. List na eleganckim papierze papeteryjnym znajduję w środku - również przyjemnego dla oka - pudełeczka. A w nim skarby. Życie przedmiotów się zmieniło. Człowieka też.

Kowalskiej udała się trudna sztuka opisania doświadczenia posiadania przedmiotów, wchodzenia z nimi w relacje, intymności wytwarzającej się na styku “ja” i “moje/cudze”. Intymności, stojącej w pozornej sprzeczności z potrzebą publicznej opowieści o kolekcji, wystawiania jej na spojrzenia ciekawskich, najlepiej poddanego kontroli, limitowanego. Czy podzielą nasze oniemienie przedmiotem, zachwyt, będą mieli w sobie podobną nam czułość wobec rzeczy?

Z kolekcją się jest zmysłowo, każda próba jej opisania “odziera je z jakiejś bardzo małej cząstki, która jest i będzie dla nas na zawsze nierozpoznana”, pisze Kowalska. Zdaniem Russela Belka, którego przytacza Kowalska, przedmioty w kolekcji stają się “rozszerzeniem nas samych”. Tym bardziej docenić należy wysiłek włożony w opisanie przedmiotów, które trafiły do kolekcji autorki.

“Patrz pod nogi” to manifest nieznaczności, jeśli posłużyć się kategorią znalezioną w “Ludziach nieznacznych” Agnieszki Daukszy. Nieznaczności samego zbieractwa, które do tej pory opisywane było w kategoriach wyciągniętych z XIX-wiecznego lamusa. Pozytywnie - jako ratowanie przed rozpadem, przechowywanie dla przyszłych pokoleń. Stygmatyzująco - czynność szaleńców, którzy zamieniają swoje mieszkania w śmierdzące wysypiska. Nieznaczności naszych starań i zobowiązań wobec zbieranych przedmiotów, jak i społeczeństwa, które czuje się zobowiązane wejść w relację z naszą kolekcją.

Zbieractwo to przecież czynność z góry porażkowa (to dalej Dauksza), nie znajdziemy jednej, trwałej odpowiedzi, a relacje między przedmiotami, a nami, będą chwiejne, ruchliwe. “Spotkajmy się pomiędzy”, pisze Kowalska. Nie ma jednego celu, nie ma jednego - zwłaszcza pozytywnego - rozwiązania dla tej zagadki, którą konstruujemy tworząc kolekcję. Alchemicy złota nie stworzyli, ale efektem ich pracy są księgi, ezoteryczne rozważania, niezwykle kolekcje. Porażka okazała się celem.

Kolekcji “gównidełek” możemy nadawać znaczenia, próbować usytuować ją na mentalnej mapie podobnych zbiorów, ustanawiać hierarchie i wartościować. Możemy też odpuścić. Uznać, że do niczego nie jestesmy zobowiązani. Nie musimy nakładać na siebie żadnych obowiązków.

Kowalska, której kolekcje są dziwne, niejednoznaczne, czasem “bez ładu i składu”, odrzuca “archeologiczne praktyki, trupiarnię muzealnych kategorii i szaleństwo katalogowania”. Chce zachować jej “śmieciową istotę”, a w książce odrzuca hieratyczny aparat naukowy, kierując się w stronę opowieści o rzeczach i relacjach, o tym, co wiemy ale też o tym, czego nigdy się nie dowiemy. I może dobrze?

Kolekcja nie musi odpowiadać na żadne pytania, zbieracz nie musi szukać usprawiedliwień dla swoich pasji w pozytywistycznych narracjach, a rzeczy mogą pozostać rzeczami, niekoniecznie obiektami. A gdy już stają się obiektami, to w kuriozalnych, pasjonujących nowych opowieściach, takich jak brikolaże, które znajdziecie w tej fascynującej książce.

Dotykaj, śliń, dziw się, nie wiedz, zgub się, daj się ponieść emocjom. Rzeczy są, więc jedyne co możemy z tym faktem zrobić, to je pokochać. Łobuz ponoć kocha najmocniej. A - poza dyktatorami i złodziejami - nie ma większych łobuzów w historii sztuki, niż zbieracze i kolekcjonerzy.

Kowalska napisała książkę, od której nie mogę się uwolnić. Nie mogę się też uwolnić od pisania tekstu o niej, bo doprowadzenie go do tradycyjnego finału, podsumowania z zachętą do czytania, wydaje się być sprzeczne z tezami, które autorka stawia, sprzeczne z tym, że nie musimy jak dawniej, możemy po swojemu, zostać w zachwycie. Zatem pozostaję w zachwycie i dziękuję za “Patrz pod nogi”. Ja. Zbieracz.
Profile Image for Paulina.
30 reviews
March 23, 2025
Inspirująca książka. Niewątpliwie Kora potrafi zarażać innych swoją osobliwą pasją. Mnie również zaciekawiła. Pierwszy rozdział podobał mi się najbardziej, kolejne lekko mnie nużyły stąd taka ocena. W środku piękne fotografie a całe wydanie książki starannie dopracowane.
Profile Image for Bartek Stawiński.
100 reviews
December 26, 2025
Ta książka była najbliżej DNF-u ze wszystkich w tym roku. Czytało mi się ją ciężko ze względu na misz masz gatunkowy jaki tu mamy. Dalej nie wiem czy to esej, dziennik, wspominki, a ilość dygresji odchodzących w bok jest niewiarygodnie duża. Wprowadza to chaos, który mnie odrzuca.

Zarzutów do książki mam wiele, ale największym z nich jest normalizacjia chorobliwego zbieractwa jakby było to hobby jak każde inne. Przykłady podawane przez autorkę pokazują, że mówimy tutaj o innej skali kolekcjonowania niż przeciętnej kolekcji z którą każdy z nas ma do czynienia. Uważam, że część osób powinno podchodzić do tej książki z dystansem, ponieważ utwierdza osoby, które mogą mieć skłonności do chorobliwego zbieractwa, że nie są same a ich problemy nie są poważne. Sama autorka podaje przykład takiego zachowania pod koniec książki nie odnosząc się specjalnie do tego. Sama nie poddaje swoich przemyśleń absolutnie żadnym rozważaniom zakładając, że czytelnik ma dokładnie takie samo  bezkrytyczne podejście. Nie podważam wiedzy historycznej ani kulturowej autorki, a wręcz uważam, że owe wstawki są najciekawsze w tej książce. Trzeba jednak zaznaczyć, że autorka izoluje się i nie odnosi do żadnej innej wiedzy kulturowej oprócz swojej. Nie zestawia własnych przemyśleń z nikim innym co jest dużym błędem, ponieważ pojęcie kolekcjonowania jest szerokim i znanym pojęciem, które można ująć pod kątem psychologicznym, antropologicznym i socjologicznym. Wszystko to jest pominięte a na wierzch wyjmowane jest tylko, że każda rzecz ma swoją historię i to jest super jak je zbieramy. Nie poddając własnych przemyśleń w  wątpliwość. Czuję, że autorka chciała wybielić się pisząc książkę, a nadawać jej rozgłosu należy ostrożnie. Niestety, ale książkę odradzam.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Profile Image for echo.
243 reviews14 followers
Read
November 16, 2025
czytając, myślałem o tym, że same przedmioty interesują mnie mniej niż ich aura; podobało mi się, jak z zestawienia pierdół i gównideł — które w pewnym momencie stały się dla mnie przezroczyste — wyłaniały się portrety ludzi, miast i czasów, rodziny i społeczności; kolekcje mają w sobie coś magicznego; fakt zestawienia jednej rzeczy z drugą zmienia coś nienamacalnego, pozajęzykowego, jednocześnie bliskiego i frustrująco niedostępnego; symboliczna grawitacja przedmiotów przypomina kolor, który nie ma nazwy, albo wyczuwalny dźwięk na granicy słyszalności; zbieracz to ktoś, kto wierzy w magię i czuje manę swoich zbiorów

książka zszywa gadżety, stare zabawki, przedmioty użytkowe, piękno i kamp, kicz i brzydotę, w plamy kolorów; rozdziały różnią się od siebie atmosferą, ale po przeczytaniu nie potrafię wskazać, w którym czytałem o bladych lalkach Frozen Charlotte, a w których o historii plastiku — można to uznać za wadę albo zaletę, ale ja wolę myśleć, że to coś pomiędzy dwoma opcjami: symulacja doświadczenia przekopywania się przez piwnicę pełną szmelco-skarbów

historia, mimo prób jej uśmiercenia, trwa, warstwa antropocenu rośnie i wykopaliska zmieniają swój charakter; kawałki ceramiki sprzed setek lat ustępują miejsca plastikowym zabawkom; zbierając je, organizujemy niedawną przeszłość, nadrabiamy czas, przygotowujemy się na przyszłość, znajdujemy swoje przysypane rzeczami korzenie; kolekcjoner to dżdżownica, agent sedymentacji w kulturowej glebie
Profile Image for Urszula.
Author 1 book33 followers
November 8, 2025
Bardzo zasłużona nominacja do Nike, naprawdę świetna książka, pełna niesamowitych historii, historii rzeczy, kolekcjonerstwa. Doskonale napisana, wciągająca, ukazująca świat mi zupełnie nieznany. Gratuluję autorce warsztatu i tego jak ciekawie potrafi opowiadać o pasji, którą każdy z nas pewnie potrafi zrozumieć (kto czegoś nie zbierał, chociażby w podstawówce). Mnóstwo ciekawostek o tym co wartościowe i dlaczego. Bardzo mi się podobała ta książka, coś zupełnie nowego. Temat, którego nie było, ciekawa pierwszoosobowa narracja, pełna wspomnień, doświadczeń. Taki niemalże reportaż, a jednocześnie literacka jakość. No ekstra! :)
54 reviews10 followers
September 19, 2025
Ogromne rozczarowanie. Sama kolekcjonuję różne rzeczy, żyję z kolekcjonerem i pomagam w zdobywaniu różnych rzeczy do kolekcji wielu znajomych. A tu w ogóle nie odnalazłam siostrzanej duszy w autorce, nie mogłam pojąć kryteriów i pasji zbieractwa Kowalskiej.
Profile Image for Martyna.
750 reviews56 followers
January 1, 2025
Cudowna książka o zbieraniu i kolekcjonowaniu rzeczy, w której autorka zabiera nas na wspólne grzebanie w śmietnikach, ziemi, na pchli targ czy do piwnic
Displaying 1 - 11 of 11 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.