Wigilia. Salon kosmetyczny w centrum handlowym. Tego dnia otwarty jest dłużej ze względu na zatrzęsienie klientów. Każda kobieta chce dopieścić fryzurę i paznokcie. Nagle w wejściu zakładu opada ciężka krata, a wszyscy będący w środku zostają uwięzieni. Telefony nie działają, centrum handlowe jest zamknięte, a ochrona najwyraźniej już zaczęła świętować, bo nikt nie odpowiada na wołania o pomoc. Atmosfera gęstnieje, a z czasem staje się trudna do zniesienia, bo wychodzi na jaw, że poszczególne osoby coś jednak o sobie wiedzą, a wszystkich uwięzionych, bez wyjątku, zna jedna z klientek salonu – Melania. Przypadek? Wątpliwe, ponieważ okazuje się, że do każdego z obecnych ma o coś pretensje. W szafie na zapleczu natomiast – jakżeby inaczej – zostaje znaleziony trup.
Czy magia świąt Bożego Narodzenia zadziała? Przecież wszyscy tak na nią zawsze czekają...
Może nie jest to historia wysokich lotów, ale ja się przy niej dobrze bawiłam. Te kłótnie były dla mnie raczej zabawne i wiele ripost sobie zapisywałam, bo trafiły w mój humor. Niektóre wątki, np. Eugeniusz (czy jakoś tak) były niepotrzebne i trochę niezręczne i ogólnie bohaterów tej książki ciężko lubić, ale jest wciągająca. Dzięki temu, że mamy tu prawie cały czas tylko dialogi, to bardzo szybko się ją czyta. Zakończenie może i urocze, ale samo wyjaśnienie tej całej akcji i zamieszania jak dla mnie było naciągane...
Jednak w tym roku nie udało mi się trafić z lekką i przyjemną pozycją świąteczną. Opis zapowiadał czarną komedię w świątecznym klimacie, wnętrze zaoferowało przeteatralizowaną historię pełną powierzchownych postaci ciągle międlących między sobą o tym samym.