IG, TikTok, YouTube - @mood.readerka
Q: Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się przeczytać opis książki i pomyśleć: “O czym do jasnej anielki to będzie?”?
Miałam tak czytając tylną okładkę “Przedświtu” Tomasza Michniewicza. Dla mnie to świetnie - uwielbiam książki, które nie wiem co mi zaoferują. A debiut tego autora ma do zaoferowania dużo.
Dzieje się w niej wiele. To książka, w której jawa miesza się z fikcją. I o ile na początku próbujesz rozróżnić co jest czym, po kilkunastu stronach raczej porzucisz te starania. Utrudnia to dodatkowo ciekawa forma dialogów, którą wykorzystał autor. Oryginalna i niecodzienna. Bardzo przypadła mi do gustu.
Przyznam szczerze - do przedostatniej strony byłam pewna, że książka błądzi. Że chce nam przekazać na tyle dużo, że nie umie wybrać głównego wątku. Obiecuję, że nigdy więcej tak nie pomyślę! - ostatnia strona szokuje. Wszystkie wątki poboczne sklejają się w całość, uzupełniają luki, które wcześniej ziały pustką i tworzą naprawdę sensowny obraz.
Ale mimo głównej myśli książki, na pewno odbierzesz też poboczne lekcje. Jest dużo o straconych szansach. O niewykorzystanych możliwościach i życiach, które chcielibyśmy prowadzić, ale jest już na to za późno. Jest o wielu rodzajach samotności. O braku umiejętności w podejmowaniu decyzji. Oraz trochę o potrzebie dzisiejszego człowieka bycia wysłuchan*, jednocześnie robiącym monolog z dialogu. O tych myślach mogłabym pisać i pisać, ale większa satysfakcja będzie, gdy znajdziesz je sam*.
Refleksje są na tyle uniwersalne, że główny bohater nie jest nikim konkretnym. I chyba sam autor nie chciał aby był tylko jedn* z nas. Ostatecznie nie poznajemy jego indywidualnych cech. I dzięki temu możemy się z nim mocno utożsamiać. Dla mnie główny bohater jest każdym po trochu. Lub po prostu ja się zbyt mocno z nim utożsamiam.
To książka przepełniona żalem. Odnoszę wrażenie, że lęk miał grać tutaj pierwszoplanową rolę, ale dla mnie żal zdecydowanie go przyćmiewa. Te 220 stron wręcz od niego kipi.
Mój egzemplarz jest pełen zaznaczonych cytatów, ale fragmenty nad którymi najdłużej się zastanawiałam to te, w których główny bohater próbuje się rozprawić z toksyczną męskością i stereotypami dotyczącymi tej płci. I momentami te zdania skręcały w niebezpieczne rejony, ale autor sprawnie wtedy łapał za kierownicę i manewrował nią tak, że nie wypadł z toru oraz nikogo nie potrącił. A było blisko. Z resztą chętnie kiedyś ponownie przeczytam książkę skupiając się tylko na postaciach kobiecych - bo występują w konkretnych rolach, czasami w danych toposach literackich wykorzystanych w powieści.
Ale to co w książce zachwyca najbardziej to metafory. Piękne, życiowe, trafne i zrozumiałe. Jednocześnie tak zaskakujące, że nie spodziewałam się żadnej z nich. Odkrywanie każdej kolejnej to była dla mnie ogromna przyjemność.
Dobra rada: na koniec przeczytaj jeszcze raz opis książki. Wszystko wskoczy na swoje miejsce.
Po takim debiucie czekam na więcej!
Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem.