Jeśli tylko czegoś bardzo chcesz, to na pewno to osiągniesz. Ustaw siebie w centrum świata i nie oglądaj się na innych. Obudź w sobie wewnętrzne dziecko i idź po swoje.
Znasz te hasła?
Te i wiele innych chwytliwych (i często bardzo kosztownych) recept oferuje nam lukratywny przemysł rozwoju osobistego.
Zastanów się jednak, w jakim okresie naszego życia tego rodzaju myślenie magiczne jest najczęstsze, niemalże codzienne? W dzieciństwie! (…) Utrzymywanie ludzi w stanie zdziecinnienia, za które jeszcze słono płacą, prowadzi do erozji tkanki społecznej. Jesteśmy bardzo głęboko zanurzeni w strukturze społecznej, uzależnieni od jej mechanizmów. Jesteśmy jej trybikiem. Im szybciej przekłujemy pompowane przez psychopozytywnych trenerów ego, przerośnięte jak balon na imprezie sylwestrowej, tym lepiej dla nas.
Mnie świadomość tego, że jestem małym elementem, na który wpływ ma wiele czynników, daje duży spokój. Wiem, co ode mnie zależy, ale mam też świadomość, że na wiele spraw nie mam żadnego wpływu.
Dziennikarka Eliza Michalik i socjolog Tomasz Sobierajski w arcyciekawych rozmowach rozprawiają się z mitami i kłamstwami codzienności:
O toksycznej pozytywności, pseudorozwoju i ucieczce od dojrzałości O dziewczynkowaniu, półfabrykatach szczęścia i ułudzie łatwego życia O populizmie, niedojrzałości w języku i pułapkach bajdurzenia
Gdyby mieszane uczucia były książką, to mogłyby być tą właśnie. Z jednej strony - odważny głos odrębny w obecnej kulturze indywidualizmu, która zdaje się zapominać o tym, że powiedzieć albo zrobić można wszystko, ale ma to też swoje konsekwencje. Można asertywnie nigdy nie mieć przestrzeni na nic albo wiecznie musieć skupić się na sobie, ale ludzie nie będą tego wchłaniać w nieskończoność i zachowywać się bez zmian. I dobrze, że ktoś o tym wprost mówi. Z drugiej strony - jejku. Oboje rozmówcy są tak zachwyceni sami sobą i na krzyż, że mi słodzik wybijał uszami, jak to czytałam. Może jesteście najlepsi na świecie, ale nie wiem, czy trąbienie o tym wszem wobec jest *dorosłe*. Nie wiem też, czy macie glejt na wyrokowanie o (bo to już nawet nie było ocenianie) cudzej dorosłości. Panie profesorze Tommy Sobierajski z IG, jak to ostatecznie jest z tymi godnymi potępienia zdrobnieniami imion?
(Na deser: Brené Brown, nie Brenne, proszę nie zwalniać redaktorek)
Po obiecujących pierwszych rozdziałach odłożyłam na półkę i nie wiem, czy wrócę. Spodziewałam się socjologicznego spojrzenia na społeczeństwo, zniechęciły mnie liczne anegdoty z życia autorów i przykłady ich dorosłych przemyśleń i zachowań przedstawiane jako złote standardy dojrzałości. Choć wiele spostrzeżeń ciekawych, niektóre dość kontrowersyjne gdy przedstawiane jako jedyne słuszne. Nie zmęczyłam.
Zgadzam się zupełnie z recenzją Agaty. Dodam, że słowa od autorki(!) o Marcinie Kąckim to już w ogóle można było sobie darować i brzmią co najmniej niestosownie w kontekście toczonego postępowania wyjaśniającego.