Myślę, że trzy historie wystarczą, by uznać, że narracja Kritzer do mnie przemawia; jest jedną z autorek, które doskonale wiedzą, jak używać pierwszej osoby, ponieważ za każdym razem czułam się dokładnie tak, jakbym słuchała czyjejś opowieści.
W świecie bardzo binarnych narracji dotyczących technologii, trzynaście stron wystarczyło Kritzer, by zauważyć coś, co obu skrajnościom dyskursu zdaje się umykać: że to, że coś jest stworzone do pomocy ludziom, nie oznacza, że powinniśmy wyręczać się tym na każdym kroku.
Przede wszystkim jednak, opowiadania Kritzer dają wyraz pewnej tęsknocie, której nie wyrażamy, bo albo nie jesteśmy jej w pełni świadomi, albo obawiamy się, że nikt jej nie podziela - wszyscy chcemy przynależeć. Wszyscy chcemy mieć na kim polegać.
Myślę, że z Kritzer bardzo łatwo się rozminąć, podchodząc do jej tekstów z cynizmem, ponieważ te opowiadania wyraźnie kładą nacisk na odrzucenie goryczy, chociaż na chwilę.