Siedemnaście autorek, siedemnaście opowiadań grozy. Wszystkie łączy prąd i elektryczność.
Możemy znaleźć go w gniazdkach czy urządzeniach codziennego użytku. Natura też jest go pełna, co widać w wyładowaniach atmosferycznych, a także neuronach przewodzących za jego pomocą informacje.
Czy prądu można się bać? Czy może straszniejszy jest moment, kiedy znika i światło gaśnie? Czy prąd może celowo zrobić ci krzywdę? Pamiętaj: jeśli zobaczysz błysk – uciekaj!
Początek bardzo dobry, ale na pewnym etapie pojawiły się opowiadania lepsze oraz gorsze. Dominowała w nich groza, ale czytelnik może spodziewać się w zbiorze dużej mieszanki gatunkowej. Jak całość — okej.
Tematykę związaną z elektrycznością oczywiście można ograć na wiele sposobów, jednakże dopiero po lekturze tejże antologii staje się jasne, jak zróżnicowane są nasze spostrzeżenia na dane zagadnienie. Siedemnaście autorek i siedemnaście odrębnych tekstów, które łączy motyw elektryczności. Wyładowania. Błyskawice. Generatory. Porażenia prądem. Choć pomysł przewodni zdawałby się dość prosty, to światy wykreowane przez każdą z Pań okazał się zupełnie indywidualne, prąd nabrał wielowymiarowości i dzięki wprawnej ręce autorskiej stworzono dla niego siedemnaście unikalnych środowisk, w których miał okazję siać postrach w zupełnie zdywersyfikowany sposób. Choć połączone wspólną ideą, totalnie unikatowe i w większości personalne. Z wieloma autorkami miałam już okazję "spotkać się" na kartach ich poprzednich dzieł literackich i zdecydowanie dało się odczuć typową dla nich stylistykę, jak również takie czynniki jak odpowiedni dlań klimat, nastrój, a nawet podgatunek szeroko rozumianej grozy, w ramach którego dana autorka zazwyczaj zdaje się tworzyć.
Podczas przeczytania antologii lubię dać sobie moment nie tylko na przemyślenie każdego z zakończonych opowiadań, by poukładać sobie w głowie, to co miało miejsce wewnątrz jego akapitów, ale i podsumowanie całokształtu danej publikacji, jako spójnej kompozycji. Ciężko ocenia się tego typu projekty cyferkowo, gdyż zawiera naście odrębnych tworów. Wymieniłam się z wieloma czytelnikami wrażeniami z lektury i mogę śmiało stwierdzić, że każdy fan grozy i mrocznej fantastyki znajdzie tutaj cząstkę idealnie skrojoną pod siebie.
Nie będę opisywała wszystkich opowiadań, gdyż są one stosunkowo krótkie i chciałabym, abyście mieli możliwość odkrycia ich na własną rękę i odczucia tych emocji w zgodzie ze swoją własną wrażliwością. Jednakże, muszę choć napomknąć o tych, które wywarły na mnie największe wrażenie i pozostawiły z jakąkolwiek refleksją i dreszczem niepokoju.
Pierwsza historia, tym samym otwierająca niniejszy zbiór, to hołd w stronę literatury gotyckiej. Dagmara Adwentowska w sposób niezwykle wprawny przybliżyła nastrojowość typową dla utworów, w których eksplorowano mroczne umysły, łączono je z szalonymi wynalazkami i owianą gęstą mgłą rezydencją skrywającą swoje plugawe tajemnice. "Nowy blask" Aleksandry Bednarskiej, którą miałam okazję już poznać na kartach azjatyckiej antologii tylko jej autorstwa pt. "Brudne sprawki Wujaszka Hana", to - nie będę nawet tego ukrywać - mój faworyt. Życzyłabym sobie przeczytać tego typu opowieść pełnometrażowo. Jak zwykle mamy tutaj świat orientalny, tym razem w połączeniu z jedną z najbardziej intrygujących mnie zaburzonych relacji na linii matka-córka. "Nowy blask" jest studium psychologicznym niebywale głębokim, którym to zachowania matki mają wpływ na córkę i działają niczym bumerang odbijając zło w kierunku tej drugiej. Szalenie refleksyjna i wciąż tak ważna w swym przekazie. Wykorzystująca media, jak również cierpienie dziecka w celu podniesienia własnych morali i karmienia chorego ego. "Paskudna sprawa" Agnieszki Biskup była dla mnie powiewem świeżości - połączenie typowego kryminału z monstrum czającym się na na niewinne istoty. Plugawa i mocna, bardzo chętnie sięgnę po więcej pozycji spod pióra autorki. gdyż jej sposób narracji, przekaz emocjonalny, jak również dosadny obraz trafił w moje poczucie grozowej estetyki.
Zdecydowanie za krótkie, aczkolwiek wystarczające, by rozkochać w swej formie "Po drodze" mnie dosłownie spiorunowało! Kamila Brychsy, kolejna pisarka, której poprzednie publikacje prześledzę z nutą ekscytacji, gdyż trafiła ona w dziesiątkę, jeżeli chodzi o naprzemienną narrację dwóch, jakże barwnych postaci kreowanych na psychopatyczne. Groza psychologiczna w bardzo ciekawej odsłonie, jeden z moich ulubionych nurtów jeżeli chodzi o ten gatun. Dwie osoby spotykają się po drodze - która z nich ma złe zamiary? Przekonajcie się sami.
Nie zabrakło tutaj kryminalnego fantasy ("Zaciemnienie"), jak również nieco ekstremalnej "Kablowej wróżki", której opisy mogą powywracać żołądki delikatniejszych czytelników. "Schron" Moniki Kowalskiej był wg mnie historią, w której najbardziej odczuwalna była demoniczność, a poczucie opętania przychodziło z każdym kolejnym powiewem wiatru. Pokuszę się o stwierdzenie, że babcia Nastki jest najbardziej złowieszczą osobistością tejże antologii, a twarz gipsowej Matki Boskiej i koźla postać mogą wprowadzić w zakłopotanie i przyśnić się w nocy.
Z kolei kreacja opuszczonej wsi, osobliwego dziadka i śmiercionośnych tytułowych błysków Katarzyny Bereniki Miszczuk z pewnością trafią w gust czytelników dobrego postapo nawiązującego do totalnego blackoutu. Anna Musiałowicz, jak zwykle czaruje słowem i typowym dla siebie mrocznym ciepłem, nostalgią i oniryzmem w "Kiedy zgasło słońce", coś pięknego.
Kolejnym ciekawym opowiadaniem bez wątpienia okazało się dla mnie "Jesteśmy w kontakcie" Sandry Gatt Osińskiej z samotnym chłopcem w roli głównej, który nawiązał dość niepokojącą więź z bytem rezydującym w gniazdku... Chciałabym poznać dalszą część tej historii.
"Kształt prądu" Magdaleny Soboty również mocno wybrzmiał. Sprawa kryminalna, w której przeszłość powraca i upomina się o wymierzenie sprawiedliwości. Nękanie wśród nastolatków, złe wybory i głębokie przemyślenia. "Reflektory" Pauliny Stępień są z całego zbioru najbardziej depresyjnym opowiadaniem, ukazującym człowieka, który miał na wyciągnięcie ręki cały świat, ale niefortunny wypadek wszystko zaprzepaścił.
By wyważyć powyższy smutek, wydawca idealnie wkomponował na zakończenie "Półżaba" Agaty Suchockiej i "Kieszonkowego potwora" Klaudii Zacharskiej. Żaba i chomik - cóż takiego w połączeniu z wątkiem elektrycznym mogło się tu pojawić? Swego rodzaju wściekły na ludzką rasę Pikachu, jak również paskudna wizja kobiety-ropuchy stanowiącej ostatni ratunek dla chłopa ze wsi, lubiącego dobrze sobie popić i pożartować.
Niestety jak to w zbiorach opowiadań bywa. Są lepsze i gorsze. Niestety najwięcej jest tych totalnie przeciętnych i nie zapadających zupełnie w pamięć.
Przy Mojej Nadziei - włosy stają dęba, choć w nijaki sposób. W Nowym Blasku doznamy emocjonalnej złości na otaczający świat. W Paskudnej Sprawie możemy nie móc zasnąć, to jednak wyobraźnia może nam przynieść obrzydliwe obrazy. Po Drodze szybko się zgubimy, to dreszczyk strachu murowany. W Zaciemnieniu poznamy mroczną strefę fantastyki. Przy Kablowej Wróżce radzę nie jeść - istnieje ryzyko zwrócenia zawartości. W Schronie bałam się ciemności, a światło nie przyniosło ukojenia. W Riders On The Storm przeżyłam makabryczną burzę w środku niczego w amerykańskim klimacie. Przy Kto sieje burzę wstąpiła we mnie nadzieja na nowe. W Błyskach nadszedł koniec świata. A Kiedy zgasło światło przyszła Pamięć i Myśl. Razem z: Jesteśmy w kontakcie przyszło szaleństwo. A w Kształtach prądu odnalazłam zemstę. W Reflektorach dostrzegłam uzależnienie i rozpacz. Dzięki Półżabom mam wstręt do alkoholu i żab. Moc oceanu to najdziwniejsze i zarazem najbardziej szalone opowiadanie jakie czytałam. Kieszonkowy potwór okazał się biedactwem pragnącym zemsty.
Wszystkie łączy jedno - elektryczność i dreszczyk strachu. Ciekawe doświadczenie przy czytaniu. Wiadomo, że forma opowiadań jest krótka to przy niektórych cieszę się ogromnie, że były tak krótkie, bo nie wiem, czy zniosłabym więcej. Niesamowity zbiór - różnorodny, wciągający i elektryzujący.
3,5 Fajny zbiorek (oczywiście są lepsze i gorsze opowiadania), nie wszystko zapadnie w pamięć, ale jest na tyle różnorodnie, że każdemu spodoba się coś innego. Zawsze też warto sięgnąć po taką antologię, żeby wiedzieć, którą autorkę warto śledzić. Ja dzięki Awarii Prądu z przyjemnością przeczytam więcej Dagmary Adwentowskiej.
Nie jest to napewno książka najwyższych lotów, ale jest kilka opowiadań które mocno zapadną mi w pamięć i zostaną ze mną na dłużej, co sprawia że moim zdaniem warto ją przeczytać
"Awaria prądu" to antologia opowiadań grozy polskich autorek, połączonych motywem przewodnim: elektrycznością. Czy w dzisiejszych czasach może być coś straszniejszego niż tytułowa awaria prądu? Gdy świat spowija ciemność, a urządzenia elektryczne nie działają? Autorki tego zbioru opowiadań pokazały różne oblicza grozy związane z elektrycznością. I choć jak to bywa z antologiami, są tu teksty lepsze i gorsze, jako całość "Awaria prądu" naprawdę przypadła mi do gustu. Podejście do motywu przewodniego jest różnorodne i nie ma się wrażenia wtórności: zagrożenie związane z elektrycznością można zinterpretować na różne sposoby, od zabójczej burzy po krwiożercze robaki poruszające się za pomocą sieci. To naprawdę solidna antologia, ukazująca talent polskich autorek i nieszablonowe podejście - nie brakuje tekstów zawierających humor, intrygujących, jak i takich które wywołują ciarki na plecach. A wisienką na torcie jest samo wydanie: twarda oprawa, barwione brzegi, ilustracje.
Groza niejedno ma imię
Możliwe, że jestem w mniejszości, ale bardzo lubię opowiadania grozy. Krótsza forma moim zdaniem jest wprost stworzona do tego gatunku - budowanie napięcia najlepiej się sprawdza, kiedy nie przerywamy czytania, a przy powieściach jest to trudne. Z czystą przyjemnością sięgam po antologie grozy, które łączy motyw przewodni - to naprawdę fascynujące odkrywać jak różni autorzy potrafią podejść do jednego tematu. Pod tym względem czytanie "Awarii prądu" dało mi ogrom satysfakcji: siedemnaście bardzo różnych interpretacji! I choć niektóre opowiadania zapadły mi w pamięć bardziej, inne mniej to z całą szczerością tylko dwa mi się nie podobały. Jednym z nich jest "Zaciemnienie" Pauliny Hendel, które odstawało od reszty klimatycznie: jednak tematyka prądu niekoniecznie pasuje do fantastyki, a i ton opowiadania, gdzieś na pograniczu komedii i makabry mi nie zagrał. Niektóre teksty były po prostu w porządku - otwierająca "Nowa nadzieja" w znacznym stopniu nawiązuje do klasyki grozy i science-fiction w stylu Herberta George'a Wellsa czy "Frankensteina", zabrakło mi w niej jednak większej oryginalności. Inne opowiadania zostaną zaś ze mną na długo. Bardzo cenię pióro Aleksandry Bednarskiej i tym razem znów mnie nie zawiodła: "Nowy blask" to opowiadanie o toksycznej relacji matki i córki naznaczonej wypadkiem z prądem, które trzyma w napięciu do samego końca. Kolejne dwa opowiadania to również perełki tej antologii: "Paskudna sprawa", z wątkiem kryminalnym naprawdę wywołuje ciarki na plecach, a "Po drodze" to doskonały przykład krótkiego, ale świetnie napisanego opowiadania z zaskakującym finałem. Na liście moich ulubionych opwoadań znajdują się także "Błyski" z apokaliptycznym klimatem, odnoszące się do pytania "co czeka ludzkość, gdy nagle zabraknie prądu?". "Kablowa wróżka" to z kolei tekst dziwny, ale w taki intrygujący sposób - i jeszcze tak surowo napisany, że czujemy oblepiający brud w tej mrocznej wizji przyszłości. W zbiorze nie zabrakło krótkich, ale przemawiających do wyobraźni opowiadań, jak i tekstów zabawnych ("Półżab"), a nawet opowiadania o... mszczącym się chomiku. Jestem pewna, że wśród takiej różnorodności każdy miłośnik grozy znajdzie swoje ulubione opowiadanie - i to zapewne więcej niż jedno!
Słowem podsumowania...
"Awaria prądu" to antologia, która nie tylko dostarcza dreszczyk emocji, ale i pokazuje, jak kreatywnie można podejść do jednego, pozornie prostego motywu. Czym może grozić rozmowa z gniazdkiem w dziecięcym pokoju? Czy utrata prądu może zapowiadać apokalipsę? Jakie konsekwencje może mieć rażenie piorunem podczas narkotykowego tripu? I czy siedząca u lokalnego pijaczka ogromna półżaba to efekt wypicia bimberku?
"Awaria prądu" to aż siedemnaście różnych pomysłów na teksty o elektryczności i żaden z nich się nie powtarza. Elektryczność, jak i groza, mają wiele twarzy. Dla mnie ogromnym pozytywnym zaskoczeniem była ta różnorodność – niektórych może jednak rozczarować fakt, że większość opowiadań podchodzi do tematu w sposób mniej oczywisty. Zamiast klasycznych wizji świata bez prądu czy naukowych eksperymentów, autorki często eksplorują bardziej metaforyczne i niecodzienne aspekty elektryczności. Przez to pozwalają uzmysłowić sobie, że elektryczność jest wszędzie wokół nas i nie zawsze musi być "posłuszna".
Ponadto Wydawnictwo Mięta udowadnia, że książka może być nie tylko ucztą literacką, ale i wizualną – a antologie grozy nie muszą mieć wyłącznie obskurnych okładek, ale mogą dumnie stać na półce obok pięknie oprawionych klasyków.
Polecam Awarię prądu wszystkim, którzy szukają opowiadań nie tylko wywołujących dreszczyk emocji, ale i zmuszających do refleksji nad tym, jak bardzo uzależniliśmy się od prądu i jak cienka jest granica między ujarzmieniem natury a jej niekontrolowaną zemstą.
Sięgacie po zbiory opowiadań? Ja bardzo często po nie sięgam, praktycznie zawsze po te fantastyczne, tylko niekiedy po romanse. Do tej pory zawsze bawiłam się dobrze podczas lektury takich opowiadań, oczywiście, są lepsze i są gorsze opowiadania. Niektóre zapadają bardziej w pamięci, a niektóre szybko wywietrzały mi z głowy. Ostatnio sięgnęłam po “Awarię prądu” autorstwa siedemnastu wspaniałych autorek, antologia ta została wydana nakładem wydawnictwa Mięta, która zadbała o każdy szczegół tej książki. Otrzymaliśmy twarda oprawę z barwionymi brzegami, dodatkowo w środku mamy również grafiki, rozpoczynające każde kolejne opowiadanie, które oddają w idealny sposób klimat tych opowiadań. Książkę rozpoczyna opowiadanie “Moja nadzieja” Aleksandry Bednarskiej. Jest to świetne wprowadzenie do tej antologii grozy. To właśnie przy tym opowiadaniu poczułam klimat Frankensteina. Kolejne opowiadanie to “Nowy blask” Aleksandry Bednarskiej. Jest to pierwsze opowiadanie, które pozostawiło mnie w osłupieniu i myślą “co tu się stało?” Następnie trafiamy do opowiadania Agnieszki Biskup “Paskudna sprawa” i tak jak podpowiada nam tytuł, jest tu paskudnie i przez większość opowiadania nie potrafiłam się nie wzdrygać. “Po drodze” Kamili Bryksy jest jednym z krótszych opowiadań, jednak jest to bardzo treściwe opowiadanie, choć to właśnie w nim brakowało mi wątku “prądu”. Za to “Zaciemnienie” Pauliny Hendel jest jednym z najdłuższych tekstów w tej antologii. Przyznaję, że w dużym stopniu dla niej sięgnęłam po tę książkę. To opowiadanie kocham całym sercem i z przyjemnością bym zapoznała się z dłuższym tekstem z tego universum. Karolina Mangusta Kaczkowska przychodzi z “Kablową wróżką”, w której nie znajdziemy ani odrobiny baśniowości. Jest to dość duszny tekst, który łączy w sobie wiele elementów, jednak również dający trochę do myślenia. Duszny klimat wylewał się z większości opowiadań, dając nam poczucie strachu i niekiedy niezręczności. Praktycznie każde opowiadanie miało zaskakujące zakończenie, dając nam niejednokrotnie potężny cliffhanger. A wiecie, co w tym jest najgorsze? Nie ma nic dalej, nie doczekamy się kolejnej części, przerzucając stronę mamy kolejne opowiadanie.
Jesteście ciekawi, jakie jeszcze “straszne“ rzeczy kryje ta książka? Kolejne opowiadanie to “Schron” Moniki Kowalskiej, które chyba potrafiło mnie doprowadzić do największego dreszczu. Bardzo spodobało mi się imię młodej bohaterki, Nastka. “Riders on the storm” Agnieszki Kuchmister za to miał swój klimat, który był psychodeliczny. Za to w “Kto sieje burzę” Agnieszki Kwiatkowskiej bawiłam się naprawdę dobrze, jednak nie poczułam ani odrobiny dreszczu. Kolejne opowiadanie jest z gatunku tych obszernych, ale co się dziwić, jak autorka jest Katarzyna Berenika Miszczuk. W “Błyskach” dostałam opowiadanie, które cały czas mi się z czymś kojarzyło. Motyw przewodni, czyli wielki impuls, który odcina ludzkość od elektryczności, nie jest odkrywczy, jednak miałam wrażenie, że autorka mocno się inspirowała cyklem Zapomniana księga Pauliny Hendel. Czymś, co różni te historie, jest zło czające się na ludzi, u Hendel były to stworzenia dawno zapomniane, a u Miszczuk tajemnicze, lecz równie zabójcze Błyski. Opowiedziałam wam dopiero o trochę ponad połowie opowiadań, jednak przy kilku z nich nie mam dużo do powiedzenia. Były fajne, jednak nie wywarły na mnie większego wrażenia. Mowa tu o “Kiedy zgasło słońce” Anny Musiałowicz, “Jesteśmy w kontakcie” Sandry Gatt Osińskiej, które zadbało o lekki dreszczyk. Za to “Kształt prądu” Magdaleny Sobota byłby dobrym kryminałem z wątkiem fantastycznym. “Reflektory” Pauliny Stępień, tak jak pisałam wcześniej, w końcu trafiły do tych słabszych opowiadań. Jednak czy gorszych? Na pewno nie. Akurat ten tekst ma swój styl i klimat, który mi mniej podszedł. Doszliśmy do ostatnich trzech opowiadań, które są tak dziwne, że sama nie wiem je zakwalifikować. “Półżab” Agaty Suchockiej doprowadził mnie do łez, ze śmiechu. “Moc oceanu” Flory Woźnickiej doprowadziła mnie do jednego wielkiego WTF, wybaczcie, ale do tej pory jak przypominam sobie płaszczki, to mam minę głupiej, nic nierozumiejącej istoty. A “Kieszonkowy potwór” Klaudii Zacharskiej, był na swój sposób ciekawy, w równym stopniu jak dziwny. Jednak to historia o chomiku, jaka miałaby być? Dziękuję bardzo @bibioltekahorroru i @wydawnictwomięta za możliwość poznania tych siedemnastu opowiadań.
“Dwoistą naturę ma każda rzecz na świecie. Każdy przedmiot i każda istota boskie są i szatańskie zarazem, dobre i złe. W tym podziale tkwi sens życia. Prawdziwa jest tylko równowaga między białym i czarnym, ludzkim i zwierzęcym, jasnym i ciemnym, pełnym i pustym, plusem i minusem. Prawdziwe jest tylko to co pośrodku.”
“Awaria prądu” to zbiór siedemnastu niesamowicie elektryzujących antologii od siedemnastu różnych autorek, które połączyła szeroko rozumiana energia elektryczna i prąd. Pierwsze, co zwraca uwagę to piękne wydanie w twardej oprawie z przyciągającą wzrok okładką, barwionymi brzegami i ilustracjami oddającymi klimat opowiadań wewnątrz książki. Trudno oderwać od niej wzrok, a jeszcze ciężej przejść obok niej obojętnie. Autorki mają odmienne, unikatowe style (niektóre bardziej przypadają do gustu, inne nieco mniej), różni je także odmienne podejście do tematu i poruszane kwestie, jednak każde z opowiadań jest w stanie obudzić w czytelniku lęk, odrazę lub dać poczucie grozy i nadciągającego niebezpieczeństwa. Podczas lektury towarzyszyło mi mnóstwo emocji, zaczynając od strachu, obrzydzenia, kończąc nawet na uśmiechu w zabawnych momentach, które doskonale oddają klimat historii. Jeśli chodzi o całość, mam odrobinę mieszane odczucia. Mnóstwo opowiadań przypadło mi do gustu i chętnie przeczytałabym je w dłuższej wersji z rozbudowaną fabułą (szczególnie od autorek, których pióro znam i świadomie wybieram). Szczególnie zapadły mi w pamięć aż cztery antologie z ogromnym potencjałem na odrębną powieść. Paulina Hendel w “Zaćmieniu” prezentuje historię osadzoną w fantastycznym świecie pozbawionym magii. Pojawiają się nie tylko sprytne staruszki w moherowych beretach, ale i ogry, rzadko widywane w literaturze, mimo ciekawej natury. To historia o ślepym dążeniu do celu i konsekwencjach. Monika Kowalska w opowiadaniu “Schron” ukazuje dwie bliźniacze siostry, będące swoim przeciwieństwem, gdzie motywem przewodnim są wybory i trudne decyzje. Katarzyna Berenika Miszczuk w “Błyskach” przedstawia świat pozbawiony prądu, gdzie dominuje postapokaliptyczny klimat i istoty żywiące się prądem. Agata Suchocka zaserwowała czytelnikom najzabawniejszą historię “Półżab”, pełną specyficznego, idealnie trafiającego w mój gust humoru. To opowieść o dwóch koneserach tanich alkoholi i ich nieprawdopodobnych przygodach. Po prostu musicie sami to przeczytać! Większość z nich potrafiła zaciekawić już od pierwszych stron, tak, że trudno było oderwać się nawet na chwilę. Niestety, pojawiły się również nieco słabsze antologie, niewiele wnoszące do całości, z fabułą, która nie była w stanie mnie zaangażować. Nie potrafiłam się w nie dostatecznie wczuć, budziły we mnie zazwyczaj negatywne uczucia i dość szybko zapomniałam o przedstawionej historii. Ogromnym plusem okazała się możliwość poznania nowych autorek i ich wspaniałych dzieł, dzięki czemu moja biblioteczka z pewnością poszerzy się o kilka ciekawych pozycji. Dodatkowo na początku każdego rozdziały dostajemy krótką notkę biograficzną przybliżającą nam twórczość i życie danej autorki. Bezsprzecznie mocną stroną każdego z opowiadań okazały się intrygująco ukazane relacje między bohaterami oraz ich wyraziste charaktery, a także połączenie humoru i dreszczyku grozy. Oprócz wizji postapokaliptycznych porusza tematy doskonale znane z codzienności, tj. samotność, trudne relacje rodzinne, żądza zemsty oraz wątpliwa moralność. W książce pojawia się również mnóstwo drastycznych scen, eksperymenty na zwierzętach oraz pojęcie kanibalizmu.
“Awaria prądu” to antologia, w której każdy znajdzie coś dla siebie, ze względu na zróżnicowanie autorek i ich odmienne postrzeganie prądu - od technologii po burze i wyładowania elektryczne. Przedstawia ona ciekawe wizje na temat zjawisk nadprzyrodzonych oraz psychologicznych lęków, a także zawiera w sobie nietuzinkowe istoty, z którymi nigdy nie mieliście do czynienia. Autorki doskonale dawkują napięcie, wywołując przy tym w czytelniku całą gamę emocji oraz poruszają trudne tematy, których każdy z nas może doświadczyć i zmuszają do refleksji. Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani, z pewnością do lektury zachęcą Was urocze starsze panie w moherowych beretach lub tajemniczy głos dobiegający z kontaktu przy Waszym łóżku.
"Awaria prądu" jest antologią grozy powstałą z inicjatywy Dagmary Adwentowskiej. Siedemnaście opowiadań polskich autorek z pogranicza przeklętych, iskrzących światów, gdzie klamrą spinającą jest prąd i elektryczność, które mogą solidnie potelepać!⚡️
Wyobraźnia autorek jest niesamowita i każda zrobiła to w swoim unikatowym stylu. Niepokojące wizje, do których lepiej byśmy nigdy nie trafili. Prąd ma niewyobrażalną siłę rażenia, a możemy go znaleźć dosłownie wszędzie! Tyle natężeń prądu!🤯 Od delikatnego pokopania, do historii, które rażą prądem.
Czy prąd może spalić człowieka na wiór, a może wcale nie taki straszny jak go malują? Oto z czym przyjdzie Wam się zmierzyć: ⚡️"Moja nadzieja" Dagmara Adwentowska - szalone eksperymenty naukowe mające przeciwdziałać zmierzchu ludzkiego życia. I co z tego wyszło? Opowieść o życiu i śmierci skąpanej w elektryczności. ⚡️"Nowy blask" Aleksandra Bednarska - toksyczna, aż iskry lecą! Porąbana relacja matki i córki. Bardzo dobre i zaskakujące! ⚡️"Paskudna sprawa" Agnieszka Biskup - surrealistyczna, plugawa sprawa pewnej początkującej pani detektyw. Plus za pomysł 👌 ⚡️"Po drodze" Kamila Bryksy - wyśmienity kamuflaż, kto tu jest tak naprawdę ofiarą? Świetna gra klimatem. ⚡️"Zaciemnienie" Paulina Hendel - kryminał przesiąknięty magią ze sporą dawką dobrego humoru. ⚡️"Kablowa wróżka" Karolina Mangusta Kaczkowska - ekstremalne porażenie! Momentami makabryczne i obrzydliwe. Szalone cybernetyczne ingerencje/wszczepy w ciało. Sporo tu mrrroku. ⚡️"Schron" Monika Kowalska - opuszczona miejscówka, szum transformatora wręcz hipnotyczny i namacalny strach dziecka. Między snem a jawą. Jest klimacik. ⚡️"Riders on the storm" Agnieszka Kuchmister - elektryzująca, psychodeliczna jazda przez pustynię. I hippisi. Jest moc! ⚡️"Kto sieje burzę" Agnieszka Kwiatkowska - małomiasteczkowa, burzowa groza. Przedziwne przypadki zakrwawające na cud. Burzowy chaos potrafi zmienić ludzi. ⚡️"Błyski" Katarzyna Berenika Miszczuk - wizja świata bez elektryczności. Mega postapo! I jakie realne! ⚡️"Kiedy zgasło słońce" Anna Musiałowicz - niesamowicie melancholijne. Sięga w głąb różnych poziomów psychiki. Poza czasem i istnieniem wszystkiego. Oniryczne i po prostu piękne! ⚡️"Jesteśmy w kontakcie" Sandra Gatt Osińska - surrealistyczne. Tajemnicze szepty wymykające się z ram racjonalnego pojmowania świata. Fajne! ⚡️"Kształt prądu" Magdalena Sobota - kryminał poplątany z makabrą. Demony przeszłości nie śpią i pragną sprawiedliwości. Świetne połączenie elektryczności z nadprzyrodzonym. ⚡️"Reflektory" Paulina Stępień - zaprzepaszczone marzenia i totalny upadek. Rozterki sączące się niczym trucizna. Smutna i melancholijna opowieść. ⚡️"Półżab" Agata Suchocka - groteskowe i absurdalne z czarnym humorem. Ważkie rozmowy dwóch melanżujących panów i coś! W krzywym zwierciadle. Dialogi to mistrzostwo! Dawno się tak nie ubawiłam! Rewelka! ⚡️"Moc oceanu" Flora Woźnica - animal attack z morałem. Zgniłe bestie w ludzkiej skórze kontra przyroda potrafiąca się odegrać i to dwójnasób. Po niej z lękiem spojrzycie na morze... ⚡️"Kieszonkowy potwór" Klaudia Zacharska - ohydne eksperymenty na puchatych, miłych zwierzątkach... I wyszło coś gargantuicznego! Animal horrorek z przesłaniem👌
Uważam, że jest to bardzo wyrównany zbiór na bardzo dobrym poziomie. Naprawdę można tu poczuć dreszcze i to podskórnie. Do moich faworytów "Wielkiej Piątki" należą: "Błyski" Katarzyny Bereniki Miszczuk, "Kablowa wróżka" Karoliny Mangusty Kaczkowskiej, "Kiedy zgasło słońce" Anny Musiałowicz, "Riders on the storm" Agnieszki Kuchmister i "Półżab" Agaty Suchockiej. Z mojej strony polecanko!⚡️⚡️⚡️
„Awaria prądu” – Antologia, która sprawi, że ciemność już nigdy nie będzie taka sama!
Wyobraź sobie noc, gdy gasną wszystkie światła. W jednej chwili cisza zostaje przerwana przez ledwo słyszalny trzask. Świat, który znałeś, zniknął. Teraz rządzi ciemność, a z nią przychodzi coś... więcej. Przypływ elektryczności, który dotąd tylko zasilał twoje urządzenia, teraz budzi coś głęboko skrytego, przerażającego. Witaj w świecie „Awarii prądu” – antologii, która przekracza granice wyobraźni i zanurza cię w mrok, gdzie każda iskra może być tą ostatnią. 17 autorek, 17 opowiadań – każda historia to wejście do innego wymiaru grozy. Od tajemniczych wyładowań atmosferycznych po upiorne zakłócenia technologiczne, które doprowadzają do ostatecznej katastrofy. Paulina Hendel, mistrzyni kreowania alternatywnych światów, w „Zaciemnieniu” łączy nas z siłami, które nigdy nie powinny być uwolnione. Wyobraź sobie mroczną ulicę, pełną cieni i pulsujących, gasnących latarni... a pośrodku tego, ty – świadek zdarzeń, które nigdy nie powinny się wydarzyć. Kiedy prąd przestaje płynąć, granica między światem rzeczywistym a tym, co niewyobrażalne, rozpada się jak domek z kart. A co, jeśli awaria prądu to dopiero początek? Katarzyna Berenika Miszczuk zabiera nas w „Błyskach” do postapokaliptycznej przyszłości, gdzie brak elektryczności oznacza upadek cywilizacji. Bez prądu wszystko przestaje działać – nie tylko urządzenia, ale i umysły. Ludzie zaczynają widzieć rzeczy, których nie powinni widzieć, czuć obecność czegoś... nienaturalnego. Czy przetrwają w świecie, gdzie technologia była ich jedyną ochroną przed czymś znacznie gorszym? Każde opowiadanie z tej antologii to jak otwieranie kolejnych drzwi w niekończącym się labiryncie koszmarów. „Awaria prądu” jest przepełniona napięciem, które rośnie z każdą stroną, jak zbierająca się burza. Czy czujesz ten chłód w powietrzu? To nie tylko strach. To prąd, który przepływa przez twoje ciało, kiedy światła gasną, a mrok zaczyna mówić. Nie oczekuj tradycyjnej literatury grozy. To prawdziwa burza – iskrząca się od napięcia, pełna mrocznych tajemnic i pytań, na które nie zawsze chcesz znać odpowiedzi. Każda historia wciąga cię głębiej, każda strona to krok w ciemność, z której nie ma ucieczki. Pioruny przecinają niebo, a ty czekasz, wstrzymując oddech, na to, co nieuchronnie nadejdzie. Czytanie tej antologii to przeżycie, które odciśnie się na twojej wyobraźni. W świecie tej antologii prąd nie jest tylko technologią – staje się metaforą życia i śmierci, a każda awaria może oznaczać koniec cywilizacji, jaką znamy. Czy odważysz się zasiąść do tej elektryzującej podróży pełnej dreszczy? A jeśli powiem ci o zachwycającym wydaniu: twarda oprawa, barwione brzegi, estetyczna okładka – to książka, która wygląda tak, jakby mogła być darem od samej ciemności. A na koniec, gdy już zamkniesz tę książkę, odważysz się znowu zgasić światło? „Awaria prądu” zmieni twój sposób patrzenia na ciemność. Wciągnie cię w swoje otchłanie i zostawi z pytaniem: czy prąd to tylko energia, czy może coś więcej – coś, co od zawsze czai się w mroku, czekając na swoją chwilę? Tylko odważni wyruszą w tę elektryzującą podróż pełną elektryzującej grozy...
"Moja nadzieja" Dagmara Adwentowska - bardzo dobry początek zbioru! Ukłon w stronę klasycznych historii grozy.
„Nowy blask” Aleksandra Bednarska - azjatycki horror z niespodziewanym zakończeniem. Sportretowana skomplikowana relacja córki z matką.
„Paskudna sprawa” Agnieszka Biskup - szarobura osiedlowa rzeczywistość, tajemnica łącząca małych chłopców i senne koszmary. Razem z główną bohaterką balansujemy na granicy jawy. Otwarte zakończenie pozostawia lekki niedosyt.
„Po drodze” Kamila Bryksy - krótkie, ale treściwe, gęste od atmosfery grozy, niepokojące, zakończone wielkim bum!
„Zaciemnienie” Paulina Hendel - to było niespodziewane. Straż miejska z Ankh-Morpork lubi to! Tylko, przepraszam, gdzie jest ciąg dalszy? Taki świat zasługuje na cały cykl!
„Kablowa wróżka” Karolina Mangusta Kaczkowska - historia brutalna, surowa, z trochę porwanymi brzegami. Fanom Metra na pewno się spodoba.
„Schron” Monika Kowalska - wątek mityczny/paranormalny zbudowany w taki sposób jakoś mnie nie kupił, czegoś zabrakło. To opowiadanie chyba najmniej mi się podoba z całego zbioru.
„Riders on the storm” Agnieszka Kuchmister - narkotyczne tripy trochę przesłoniły najważniejszy wątek tego opowiadania, przez to zakończyłam czytanie raczej wzruszeniem ramion niż z poczuciem grozy. Plus za wykorzystanie tytułowej piosenki! Teraz będę słyszeć w głowie tę melodię przez cały dzień.
„Kto sieje burzę” Agnieszka Kwiatkowska - historia o burzy, której wszyscy się boją, bo odmienia ludzi. Czy na pewno? Może niektórzy właśnie takiej zmiany potrzebują? Naturalna magia chaosu.
„Błyski” Katarzyna Berenika Miszczuk - świat po elektrycznej apokalipsie. Co było dalej? Jak się bronić? Taka historia musi mieć swoją kontynuację!
„Kiedy zgasło słońce” Anna Musiałowicz - jak dla mnie trochę zbyt oderwane od rzeczywistości, trudne w zrozumieniu, ale mam wrażenie, że taki styl znajdzie i swoich fanów.
„Jesteśmy w kontakcie” Sandra Gatt Osińska - szkoda, że to opowiadanie było takie krótkie. Pomysł super i bazuje na lęku chyba każdego z nas.
„Kształt prądu” Magdalena Sobota - zakończenie to petarda, a i cała reszta trzyma się nieźle!
„Reflektory” Paulina Stępień - Katowice pozdrawiają resztę świata! Podobało mi się, w jaką nieoczywistą stronę podążyła fabuła. Nie ma tutaj flaków na ścianie, ale za to jest ciągłe napięcie i poddenerwowanie.
„Półżab” Agata Suchocka - zapomnijcie o wszystkich innych opowiadaniach, to jest najlepsze, czarny humor na pełnej, cycuś glancuś. Aż się chyba muszę napić po tym.
„Moc oceanu” Flora Woźnica - zapomnijcie o rekinach, teraz strach sieją płaszczki i drętwy. Natura kontratakuje.
„Kieszonkowy potwór” Klaudia Zacharska - z tej bajki płynie prosty morał, by nie znęcać się nad zwierzętami. Gdyby kiedyś zyskały dodatkowe umiejętności, mogą ci oddać.
"Awaria prądu" to zbiór siedemnastu opowiadań grozy napisanych przez siedemnaście autorek. Każde o różnym stylu, lecz ze wspólnym mianownikiem, jakim jest elektryczność. W tych mrocznych i różnorodnych historiach prąd, który zasila nasz świat, staje się źródłem grozy, zagadki, a czasem nawet niebezpieczeństwa. "Awaria prądu" zmienia jego obraz, stawiając elektryczność w centrum wydarzeń. Autorki eksplorują różne formy elektryczności, od gniewnych piorunów i wyładowań atmosferycznych po impulsy w neuronach. Każda z nich posiada swój niepowtarzalny styl i spojrzenie na horror, co sprawia, że każdy tekst jest wyjątkowy. Jedne opowiadania oparte są na powolnym budowaniu napięcia, inne zaczynają się mocnym uderzeniem i utrzymują intensywne tempo, aż do ostatniej strony. To zróżnicowane podejście sprawia, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Nie będę opisywała wszystkich opowiadań, jednak wspomnę o kilku, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Zacznę od końca, czyli opowiadania Klaudii Zacharskiej "Kieszonkowy potwór", w którym to malutki chomik staje się narzędziem terroru i zemsty. Świetne to było i chętnie przeczytałabym ciąg dalszy przygód Pikusia. "Paskudna historia" Agnieszki Biskup, to zdecydowanie coś w moim stylu, czyli połączenie grozy z kryminałem. Brutalnie zamordowany chłopiec i śledztwo, które zaskakuje. Kolejne opowiadanie, w tym samym stylu, to "Kształt prądu" Magdaleny Soboty. Historia z motywem zemsty, który bardzo lubię. "Kto sieje burzę" Agnieszki Kwiatkowskiej opowiadanie o burzy zmieniającej ludzi. "Jesteśmy w kontakcie" Sandry Gatt Osińskiej, czyli historia małego Thomasa, który nawiązuje kontakt z "czymś" żyjącym w gniazdku. Krótkie, ale bardzo ciekawe opowiadanie. Chętnie przeczytałabym kontynuację. Katarzyna Berenika Miszczuk i jej "Błyski" to uczta dla fanów postapo. Upadek cywilizacji w obliczu braku prądu. Ucieczka na opuszczone osiedle, dziwny dziadek i śmiercionośne błyski, wysysające elektryczność. W "Kablowej wróżce" Karoliny Mangusty Kaczkowskiej znajdą coś dla siebie czytelnicy lubiący horror ekstremalny. Opisy zdecydownie nie dla osób, z wrażliwymi żołądkami. I na koniec opowiadanie, podczas lektury którego rechotałam ze śmiechu, czyli "Półżab" Agaty Suchockiej. Marian, Zdzichu i żaba zumbi!
"Awaria prądu" to przemyślany i dobrze skonstruowany zbiór opowiadań. Jego autorki nie boją się eksperymentować z formą i tematyką, tworząc różnorodny obraz strachu. Fani grozy, którzy lubią historie wykraczające poza klasyczne motywy horroru, odnajdą tu inspirację i nowe spojrzenie na elektryczność. To antologia, która trzyma w napięciu, bawi się naszymi lękami przed ciemnością i zniknięciem czegoś, co uważamy za oczywiste. Ja polecam!
Ta antologia oprócz cudownego graficznie (zarówno w środku jak i na zewnątrz) wydania przyciąga uwagę także treścią.
Bardzo lubię antologie.
Mogę poznać pióro, z którym nie miałam wcześniej do czynienia i sprawdzić, kogo jeszcze warto czytać.
Mogę przerwać lekturę spokojnie kończąc jedno opowiadanie, przeczytać inną książkę i powrócić do antologii bez gubienia wątków.
Nie ma znużenia, gdyż każde opowiadanie jest zupełnie inne bo pisane innym stylem, przez inną osobę a jednak mają wspólny mianownik.
W tym wypadku tytuł jest sugestywny, awaria prądu ale nie tylko, również po prostu elektryczność.
Wspaniale było móc poznać różne historie z nutką napięcia (gra słów zamierzona) które były nieoczywiste, niebanalne i nieprzewidywalne.
Dawno mnie nie zaskakiwały książki owiane grozą, z wątkami kryminału, thrillera itd. A tym razem się to udało nie raz, gdyż wiele z tych opowiadań miało nieprzewidywalne zakończenie.
Czasami otwarte, skłaniające do zastanowienia a czasem zamknięte, definitywnie postawiona kropka.
Siedemnaście autorek, siedemnaście różnych opowieści.
Niektóre z Pań miałam okazję poznać przy dłuższych lekturach i nie będzie zaskoczeniem, że ich opowiadania przypadły mi do gustu najbardziej (Kamila Bryksy, Paulina Hendel, Katarzyna Berenika Miszczuk) chociaż inne historie równie dobrze zapadały w pamięć jak ta od Agnieszki Kuchmister czy Karoliny Mangusty Kaczkowskiej.
Niektóre z opowiadań były nacechowane niezbyt przyjemnymi wydarzeniami, jak mo**erstwa czy k**ibalizm ale mimo ciągłego niedowierzania w to, jak tak można ,mój mózg lubi czytać takie historie.
Inne były nacechowane fantastyką różnego rodzaju, wątkami paranormalnymi czy rozbudowaną wyobraźnią autorki - o tak, tego naszym paniom odmówić nie można. Ich wyobraźnia przekracza granice i dotyka niczym porażenie piorunem strun naszych czytelników, które odpowiadają za adrenalinę i ekscytację.
Nie potrafiłabym wskazać tylko jednego opowiadania, które najbardziej czy też najmniej mi przypadło do gustu, gdyż każde ma w sobie to coś, co czyni je wyjątkowym.
Jedne wywołują większe emocje, inne mniejsze ale wszystkie warte przeczytania.
Awaria prądu to antologia opowiadań grozy siedemnastu polskich autorek. Znajdują się tu różnorodne historie, ale wszystkie mają jeden motyw przewodni — prąd i elektryczność. Z twórczością większości autorek kontakt miałam po raz pierwszy, ale już zapisałam sobie kilka, których dzieła chciałabym poznać :)
Nie często sięgam po analogię, ponieważ wolę dłuższe formy i przy opowiadaniach nie zawsze mogę w pełni wczuć się w daną historię, jednak ostatnio zaczęłam przekonywać się do krótszych form, choć często nadal pozostawiają niedosyt. Tak było i w przypadku Awarii Prądu. Wiele z tych opowiadań dodatkowo miało otwarte zakończenie, przez co wrażenie niepełności było spotęgowane, ale prowokowało do dalszych rozmyśleń.
Wszystkie opowiadania w Awarii Prądu są bardzo klimatyczne, choć też bardzo różne. Wiele z nich to mieszanka gatunków, oprócz opowiadań grozy, można znaleźć tu m.in. mieszankę tego gatunku z kryminałem (np. Paskudna sprawa, Kształt prądu), fantastyką (Zaciemnienie), a nawet z postapo (Błyski) czy czarną komedią (Półżab). Historie te poruszają różne motywy literackie oraz odkrywają różne aspekty moralności, mówią o zemście, o sprawiedliwości, o przetrwaniu, sytuacja często okazywała się w nich odwrotna niż można byłoby się spodziewać. Najbardziej zaskoczył mnie rozwój wydarzeń w Nowy Blask i Po drodze.
Jak to bywa przy antologiach, niektóre opowiadania bardziej przypadły mi do gustu, inne mniej, choć zdecydowanie było więcej tych, które mi się podobały. Pierwsze opowiadanie, Moja nadzieja, klimatem bardzo przypominało mi twórczość Poe’go, co sprawiło, że od razu je polubiłam. Katarzyna Berenika Miszczuk jak zawsze nie zawodzi i jej opowiadanie niesamowicie mi się spodobało. Klimat post-apokaliptyczny w świecie po blackoucie, gdzie ludzkość musi mierzyć się z brakiem elektryczności (i nie tylko). Najbardziej podobały mi się też: Nowy Blask, Paskudna sprawa, Po drodze, Schron, Kto sieje burzę, Kształt prądu i Kieszonkowy potwór.
Wydawnictwo Mięta zaserwowało nam w tej antologii prawdziwą ucztę wyobraźni - 17 opowiadań autorek przeróżnych gatunków! Było to dla mnie wyzwanie, bo zazwyczaj marudzę, że opowiadanie to za mało, ja potrzebuję więcej i więcej...
Zadanie nie było proste, bo "awaria prądu" to naprawdę temat dający sporo możliwości i pole do wyobraźni. A dodatkowo tak pięknym wydaniem jesteśmy skuszeni na prawdziwe wytworne "dania". Dawkowałam sobie po opowiadaniu na jeden wieczór. Ze względu na koty nie mogłam czytać przy świeczce, ale Wam polecam! Doda to tajemniczego klimatu...
Nie chcę się rozdrabniać na konkretne opowiadania, bo to zaspoilerowałoby Wam treść, a ta jest zaskakująca. Mamy tutaj przekrój przez relacje rodzinne, poprzez naukowców czerpiących z elektryczności powietrza, śledztwo mordercy, fantastykę, post-apo, daleką przyszłość z supertechnologią, a przy tym wszystkim dobro i zło wraz z dylematami moralnymi oraz zemstą...
Opowiadania intrygują, niektóre bawią, niektóre skłaniają do refleksji, a inne Was zasmucą. W gronie jest kilka autorek, które szczególnie są znane i widać tutaj, że mają wprawę w pisaniu, ale kto wie może Paulina Hendel, Agnieszka Kuchmister albo Katarzyna Berenika Miszczuk kiedyś nam rozwinie swoje w powieść? Stęskniłam się za post-apo za sprawą jednej z autorek...
Każde opowiadanie to mały świat, który mógłby być świetnym filmem albo cała książka antologią jak znane na Netflixie chociażby "Czarne lustro" - niech ktoś podrzuci tę książkę Netflix'owi! A Was zapraszam do lektury - książka wygląda pięknie dzięki twardej oprawie i barwionym brzegom, więc świetnie też nadaje się na prezent chociażby Halloweenowy. Naprawdę wieje grozą...
Polecam!
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Mięta - jest piękna i świetnie się czytało!
Siedemnaście autorek i siedemnaście opowiadań połączonych motywem elektryczności. W niektórych z nich prąd jest czymś dobrym, w innych należy się go bać. Sam pomysł bardzo mi się spodobał, postanowiłam więc dać tej antologii szansę, chociaż do zbiorów opowiadań podchodzę raczej sceptycznie – krótka forma rzadko kiedy pozwala mi wczuć się w historię tak, jak bym tego chciała.
I faktycznie, przy niektórych mocno się rozczarowałam. Zwykle były to właśnie te krótsze opowiadania, które kończyły się, zanim jeszcze na dobre się zaczęły. Te, z których praktycznie niczego nie zapamiętałam, a książkę czytałam przecież niedawno. Były to chociażby „Kiedy zgasło słońce”, „Kto sieje burzę” czy „Schron”.
Zdarzyły się też takie, które po prostu mi się nie spodobały – zabrakło mi w nich kontekstu czy sensu. W tym przypadku wymienić mogę „Moc oceanu" czy „Kablową wróżkę”.
Po drugiej stronie szali są opowiadania genialne, których również było sporo! „Nowy blask” to zagmatwana, pełna kłamstw i manipulacji historia, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. „Paskudna sprawa” była mocna, brutalna i zaskakująca. „Po drodze” mocno mnie zaskoczyło, podobnie jak „Kształt prądu”, „Reflektory” czy utrzymane w klimacie fantasy „Zaciemnienie”.
Myślę, że takie nierówności to norma w przypadku zbiorów opowiadań i – podobnie jak przy długich formach – wszystko jest kwestią gustu. Jestem pewna, że historie, które mnie rozczarowały, komuś innemu spodobają się najbardziej ze wszystkich. I na odwrót – moje ulubione opowiadania wylądują u kogoś na liście tych najsłabszych.
Jeśli lubicie tematyczne antologie, polecam sięgnąć po "Awarię prądu" - to naprawdę fajna pozycja. Ale czy określiłabym ją jako must read? Raczej nie.
"Awaria prądu" to antologia, w której siedemnaście autorek podejmuje tematykę elektryczności, tworząc różnorodne opowiadania. Zaintrygowana tym nietypowym motywem, sięgnęłam po tę książkę, by przekonać się, czy spełni ona moje oczekiwania. Różnorodność stylistyczna poszczególnych tekstów jest niezaprzeczalna. Każda autorka wnosi do antologii swój unikalny głos, co sprawia, że czytanie tej książki jest ciekawym doświadczeniem. Pod tym względem jestem usatysfakcjonowana. Niestety, nie wszystkie opowiadania porwały mnie równą miarą. Spośród wszystkich tekstów, najbardziej przypadły mi do gustu te autorstwa Pauliny Hendel i Katarzyny Bereniki Miszczuk. Pierwsza z nich stworzyła intrygujący świat, w którym awaria prądu staje się katalizatorem mrocznej intrygi. Zagadkowe morderstwo i obecność różnych ras nadają opowiadaniu oryginalności i sprawiają, że z niecierpliwością oczekuję kontynuacji tej historii. Z kolei wizja apokaliptycznego świata przedstawiona przez Katarzynę Berenikę Miszczuk jest zarówno przerażająca, jak i fascynująca. Autorka z niezwykłą pomysłowością opisuje stworzenia żywiące się energią elektryczną, tworząc niezapomniany obraz postapokaliptycznej rzeczywistości. Pozostałe opowiadania niestety nie wywarły na mnie tak dużego wrażenia. Część z nich wydała mi się zbyt przewidywalna lub pozbawiona oryginalności. Niestety, klimat grozy, który miał być przewodnim tematem antologii, nie zawsze był przekonujący. W niektórych przypadkach próba budowania napięcia prowadziła do efektów komicznych, co rozczarowujące odbiegało od zamierzonego klimatu. Muszę również wspomnieć, że jedno z opowiadań porusza tematy, które mogą być dla niektórych czytelników drastyczne. Sugerowałabym umieszczenie ostrzeżenia przed lekturą tego konkretnego tekstu. Podsumowując, "Awaria prądu" to antologia o nierównym poziomie. Choć znalazłam w niej kilka perełek, większość opowiadań nie spełniła moich oczekiwań. Czytelnicy szukający oryginalnych historii i mrocznej atmosfery mogą być zawiedzeni. Niemniej jednak, uważam, że warto sięgnąć po tę książkę, by samemu ocenić różnorodność podejść autorek do tematu elektryczności. Zdaję sobie sprawę, że moje odczucia mogą być subiektywne i nie każdy podzieli moje zdanie. Zachęcam więc wszystkich miłośników literatury grozy do samodzielnej lektury tej antologii.
Zależność naszego komfortowego funkcjonowania od prądu jest niepodważalna, choć – co ciekawe – nie zawsze w pełni zauważalna. Dlaczego to ciekawe? Bo właśnie dzięki temu temat ten staje się tak fascynującym motywem dla antologii opowiadań! Muszę przyznać, że naprawdę cenię historie złączone dobrym konceptem.
Nie da się ukryć, że wszystkie 17 opowiadań, pomimo wspólnego motywu przewodniego, tworzy różnorodny i wybuchowy miszmasz. Znajdziemy tu klasyczne historie z dreszczykiem, opowieści postapokaliptyczne (idealnie wpisujące się w tematykę), ale także kryminały i weird fiction z elementami realizmu magicznego. Jeśli zdecydujecie się sięgnąć po ten zbiór, nuda na pewno Wam nie grozi!
Przy okazji polecam czytanie z włączonym w słuchawkach ambientem z odgłosami burzy – tworzy niezapomniany klimat. Ale wracając… Czasem przy recenzowaniu antologii można pokusić się o wybór „najlepszego” opowiadania. W tym przypadku różnorodność i porównywalny poziom literacki autorek skutecznie uniemożliwiły mi taki wybór – i wcale mi to nie przeszkadza. Równy poziom to w tym przypadku gwarancja świetnej zabawy przez wszystkie 478 stron.
Jedynym, co muszę zaznaczyć, jest kwestia, że nie każda historia budziła we mnie zapowiadany dreszcz grozy z równą siłą. Ale to już kwestia indywidualnych preferencji i tolerancji na różne rodzaje straszaków.
Ogromnie doceniam możliwość poznania tylu nowych autorek dzięki tej antologii! Cieszę się, że przed każdym opowiadaniem zamieszczono krótką notkę biograficzną przedstawiającą dorobek twórczy autorek. Wydawnictwo Mięta – świetna robota!
Przez opowiadania się płynie. Pomimo tego, że wszystkie mają wspólny mianownik - prąd i groza - to każde z nich jest kompletnie inne. Mamy tutaj kryminały, body horror, fantastykę, post-apo czy inspiracje prawdziwymi historiami. Osadzone są w różnych realiach z różnymi postaciami, a motyw przewodni prądu jest adaptowany bardzo różnie, często również bardzo luźno.
Kilka opowiadań do dzisiaj siedzi mi w głowie i wzbudza niepokój (jak np. Paskudna Sprawa Agnieszki Biskup i Kablowa Wróżka Karoliny Mangusty Kaczkowskiej), a kilku z chęcią sięgnęłabym po kontynuację (np. Zaciemnienie Pauliny Hendel i Błyski Katarzyny Bereniki Miszczuk). Bardzo podobało mi się również opowiadanie Agnieszki Kwiatkowskiej i Aleksandry Bednarskiej.
Opowiadania są stosunkowo krótkie (nawet to najdłuższe kończy się w sekundę) i nigdy nie wiadomo co przyniesie nam nowy rozdział. Oczywiście są gorsze i lepsze historie, ale wszystkie na dobrym poziomie i idealne, aby poszerzyć swoje czytelnicze horyzonty w krótkich formatach, nie musząc się zmuszać do czytania grubych tomiszczy. Jeżeli któraś historia nam się nie podoba, szybko przechodzimy do kolejnej, innej o 180 stopni.
Książkę czytałam we współpracy z Wydawnictwem Mięta
Awaria prądu to zbiór opowiadań, którego motywem przewodnim jest prąd (jak i jego brak), burze, pioruny, elektryczność. Ta w urządzeniach, ale i ta wokół nas i w nas. Tworzy go 17 opowiadań i zarazem 17 różnych polskich autorek, tych bardziej znanych, jak i mniej (przynajmniej dla mnie)⚡️
Opowiadania mają różną długość - od kilku do kilkunastu stron internetowych, a każde z nich zaczyna się od klimatycznej ilustracji pasującej do opowiadania. Większość z nich utrzymana jest w mrocznym klimacie, niektóre bardziej, inne mniej ⚡️
Moimi osobistymi faworytami zostały: ⚡️ Zaciemnienie autorstwa Paulina Hendel ⚡️Kto sieje burze autorstwa Agnieszki Kwiatkowskiej ⚡️Błyski autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk
Sama książka została wydana przepięknie! Ma twardą okładkę z malowanymi brzegami, które świetnie pasują do klimatu opowiadań. Wklejka z kolei to malutkie ilustracje, które pojawiają się przed każdą nową historią. Sama książka ma prawie 500 stron, ale czyta się ją bardzo szybko I płynnie ⚡️
Jeśli jesteście fanami historii z dreszczykiem i chcecie poznać nowe polskie autorki, serdecznie polecam ⚡️
Bardzo podobał mi się koncept stworzenia wszystkich opowiadań na podstawie prądu i jego awarii, to dosyć ciekawe. Pojedyncze opowiadania nie spełniały tej koncepcji, ale w ogóle zamysł został zrealizowany, także na pewno duży atut dla tej książki. Tylko problem leży w tym, że to chyba na tyle. Pojedyncze opowiadania mi się spodobały, a o jakimś większym wrażeniu to raczej nie było mowy. Reszta albo była nie w moim stylu, albo podobała mi się tylko część, albo w ogóle tak się na nim wynudziłam, że wyparłam je z pamięci. Szczerze mówiąc, takie mam właśnie podejście do tej książki- męczyłam ją bez żadnego zaangażowania i przyjemności tyle czasu, że teraz jak ktoś mi poda tytuł któregoś z opowiadań to ja go kompletnie nie skojarzę z treścią. Podsumowując, te trzy gwiazdki to i tak już za dużo, ale niech będzie, za koncepcję, udział tego prądu i połączenie tych wszystkich opowiadań tym jednym motywem, to było świetne. A i tak jeszcze dodam, że to była chyba najdziwniejsza książka, jaką w życiu czytałam…
"Awaria prądu" to naprawdę wyjątkowa pozycja literacka. Składa się z 17 opowiadań stworzonych przez 17 polskich autorek, które w różny sposób nawiązują do prądu – tematycznie, metaforycznie lub dosłownie. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem, jak wiele kreatywnych historii można stworzyć wokół jednego motywu.
Antologia jest różnorodna, co czyni ją jedną z najlepszych, jakie miałam okazję czytać. Każde opowiadanie wyróżnia się czymś unikalnym – od wątków fantastycznych, przez kryminalne, aż po romantyczne. Ta różnorodność sprawia, że każdy czytelnik znajdzie tutaj coś dla siebie.
Oczywiście, mam swoje ulubione teksty, ale są też takie, które nie do końca trafiły w mój gust – to jednak zupełnie normalne przy takiej liczbie autorów i stylów. Patrząc całościowo, "Awaria prądu" to świetna antologia, pełna pomysłowości i literackiego kunsztu.
Jeśli lubicie antologie i szukacie czegoś zaskakującego, pełnego emocji i różnorodnych perspektyw, to ta książka na pewno was nie zawiedzie. Polecam tylko uwaga z prądem bo bywa niebezpieczny.
"Zacimienie" - 2/5 (niewykorzystany potencjał; zdecydowanie za krótkie opowiadanie, że aż nie ma co ocenić) "Nowy blask" - 3/5 (naprawdę ciekawy zwrot akcji) "Paskudna sprawa" - 2,5/5 (nic ciekawego) "Po drodze" - 4,5/5 (ejjj, dobre to było i chcę więcej; plottwist na końcu 🔛🔝) "Zacimienie" - 4/5 (po prostu Paulina Hendel) "Kablowa wróżka" - 2,75/5 (meh) "Schron" - 3/5 (nawet ciekawe) "Riders on the storm" - 2/5 (nudne) "Kto sieje burzę" - 2/5 (dziwne) "Błyski" - 3/5 (ma potencjał) "Kiedy zgasiło słońce" - 1,5/5 (treść bardzo nie jasna; miało być poetycko, a wyszło bardzo pokrętnie) "Jesteśmy w kontakcie" - 1,5/5 (po prostu mi się nie podoba) "Kształt prądu" - 2/5 (nie zainteresowało mnie) "Reflektory" - 2/5 (nie wciąga) "Półżab" - 2/5 (bez ładu i składu) "Moc oceanu" - 2,25/5 (???) "Kieszonkowy potwór" - 2.75/5 (o czym to było XD)
Ostatecznie wychodzi 42,75/17 = 2,51, ale pare opowiadań faktycznie bardzo mi się podobało i żal mi wstawiać 2⭐ 😭
Ta książka to zbiór krótkich opowiadań, gdzie każde pochodzi od innego autora. Każde z nich łączy prąd w przeróżnych postaciach. Od technologii po burze i wyładowania atmosferyczne. . Przez to, że w książce znajdziemy tak wiele krótkich opowiadań, oceniłabyn tę książkę jako bardzo nierówną. Niektóre historie bardzo mnie urzekły, a przez inne ledwo przebrnęłam. Pisząc krótkie opowiadania mam na myśli takie około 20-30 stronicowe (nie wszystkie) i tu też przez to może być problem z wciagnieciem się w fabułę. Bo jak się rozkręca to się kończy. . Dla mnie zdecydowanym faworytem jest opowiadanie @bryksy. Przeczytałabym je w pełnoformatowym wydaniu:) . I niezapomnijmy o wydaniu! Coś pięknego 😍⚡
W antologiach fajne jest to, że nie trzeba ich czytać na raz, dzięki czemu stanowią idealną propozycję dla tych, co nie mają jednorazowo zbyt wiele czasu na lekturę, a chcieliby jednak móc przeczytać jakąś historię. Pod tym względem „Awaria prądu” sprawdzi się idealnie, nie tylko oferując czytelnikom aż siedemnaście różnorodnych opowieści, ale też dając im możliwość poznania twórczości naprawdę wielu rodzimych autorek. Ze swojej strony – polecam.
Bardzo przyjemny zbiór opowiadań~ Moim zdaniem o dziwo każde w miarę podobne poziomem, to w antologii zdarza się rzadko, a jest dużym plusem. Kilka opowiadań wybija się ponad inne, ale jako całość oceniam tę antologię jako kawał dobrej roboty i dobrą rozrywkę na weekend ^^ Jedyne co, to faktycznie nie byłam zestrachana, za co ucinam jedną gwiazdkę, bo to jednak miała być groza 😏 a prócz jednego opowiadania to nie poczułam się nawet zaniepokojona ^^
Jak to na zbiór opowiadań przystało, jedne wypadały lepiej inne gorzej, głównie książkę dodałam ze względu na P. Hendel na to opowiadanie czekałam i jak zawsze mnie nie zawiodło, a resztą takie średniaki, kilka opowiadań fajnych, ale na ten moment już nie potrafiłam bym ich sobie przypomnieć, bo jednak nie zapadły mocno w pamięci, mimo ze az tak dawno książki nie czytałam.