Co do pierwszej połowy książki (mniej więcej), to w zasadzie mógłbym skopiować tutaj moją recenzję z poprzedniej książki autora (Reguły na czas chaosu), no ale żeby dać upust grafomanii…Klasyczny Stawiszyński - pogłębione refleksje, ciekawe, nieoczywiste spojrzenia na sprawy, masa odniesień do myślicieli, naukowców, filozofów, literatury. Pamiętam, jak sięgałem po pierwszą książkę autora w 2021 roku to było dla mnie wow. Oto rozpostarły się przede mną wrota frapujących idei, nieoczywistych spojrzeń, a palce czerwieniały od ilości sporządzanych notatek. Cztery lata później, czytając piątą czy szóstą książkę autora (człowiek traci rachubę), cały czas ma się wrażenie, że to już było- zostaje tylko podane w przetasowanej postaci, tak aby można to było jakoś umiejscowić w aktualnym kontekście społeczno-gospodarczym. Teraz mamy ogólny kryzys, wcześniej był chaos po wojnie, jeszcze wcześniej pandemia. Ta pierwsza książka, którą czytałem, była bardziej ogólna, bo czasy też były spokojniejsze. No więc po raz kolejny mamy do czynienia z buddyzmem, nutą ezoteryzmu i gnozy, Jungiem, Nagelem, Dennettem, Girardem etc. I tak jak nie mam nic przeciwko odświeżeniu sobie tych myśli i idei, tak jeśli chodzi o sztukę pisania, to zmieniła się ona chyba bardziej w rzemiosło, w którym to co rok/półtora podaje się nam lekko odświeżoną wersję tego samego.
Druga część książki to natomiast przejście - swoją drogą bardzo nieudolne jak dla mnie; zatruty nudą byłem już bliski odłożenia książki, ale postanowiłem, że przekartkuję dwa rozdziały - do omówienia szeroko rozumianych treści ezoteryczno-gnostycznych: ich proweniencji, powodów, dla których zyskują popularność (zdaniem autora, patrz niżej), jako tych, które przywracają wiarę, że to wszystko ma jakiś sens i że jesteśmy częścią całości, a nie tylko kodem kreskowym wepchniętym z jednej strony w bezwzględną, bezuczuciową machinę kapitalizmu, która produkuje pragnienia i każe nam je ślepo spełniać, a z drugiej w coraz bardziej scjentyczne wizje człowieka jako maszyny, w której wszystko da się kontrolować i opisać. Treści te,często zjadają własny ogon i może nie są aż tak wartościowe i moralnie czyste, jak to się czasem twierdzi (znowu mamy do czynienia z elitaryzmem i dychotomią: my wiedzący vs. ci niewiedzący).
Jak dla mnie słabym punktem w tej części była teza, jakoby wysyp ezoterycznych treści obejmował wszystkich. Szczególnie widoczne ma to być rzekomo w social mediach. Hmm, żadnego przypisu. Zasięgnięcie języka znajomych (ok, wiadomo, ta sama bańka + confirmation bias) raczej temu przeczy. Trochę jakby autor nie zdawał sobie sprawy, że algorytmy są szyte dla każdego inaczej. No chyba że to miało być takie podkoloryzowanie, ale jakoś totalnie do mnie nie trafiło.
Trzecia część, główna, ta, za którą Stawiszyński (oczywiście niesłusznie) został uznany za orędownika katolicyzmu i obrońcę chrześcijaństwa, dotyczy tego ostatniego jako odpowiedzi na wspomniane wcześniej pogubienie i brak sensu człowieka w zimnym, okropnym świecie. Argumentacja o tym, że chrześcijaństwo jest dużo bardziej egalitarne niż alternatywy, nie skupia się na rozlewie krwi, pomogło ukształtować świat, tak jak wygląda dziś (chociażby zniesienie niewolnictwa) + ogromny kulturowy impact są spoko. Wiadomo, to Stawiszyński, więc nie jest to oczywiście bezkrytyczne - wszystkie minusy chrześcijaństwa, jak i jego zinstytucjonalizowanej formy, zostały tutaj opisane.
Summa summarum, jako pierwsza książka autora to będzie git. Można się dużo dowiedzieć, popatrzeć na sprawy sensu świata/człowieka/bytu z różnych stron, dobrze, lekko się to czyta. Ale jeśli czytało się już coś Tomasza i zna się jego twórczość, to można imo pominąć. Nie wnosi wiele nowego w porównaniu z innymi (no ok, ta część z chrześcijaństwem jest świeża, nie było tego wcześniej - jeśli kogoś to interesuje).
PS robienie ze Stawiszyńskiego katola i wielkiego piewcy chrześcijaństwa to oczywiście bzdura, no ale wiadomo, da się bez kontekstu coś z książki powyciągać i tak go przedstawić xd