Bieszczady miały być dla Wiktora Forsta azylem. Zaszył się w niewielkiej wsi, znalazł wikt i opierunek u starej kobiety, w zamian zajmując się jej gospodarstwem i podupadającą chatą. Zostawił wszystko i wszystkich za sobą, nie potrafiąc poradzić sobie z tym, co bezpowrotnie utracił.
Zgnębiony żalem, chciał przestać istnieć, a odludne tereny Bieszczadów wydawały się do tego idealne. Do czasu. W okolicy bowiem zaczęto odkrywać niemożliwe do identyfikacji ciała, wszystkie z wypalonym między oczami, nieznanym symbolem. Miejscowa policja nie radzi sobie ze sprawą, śledztwo stoi w miejscu, w górach zaś pojawiają się kolejne ofiary. Apele przez oficjalne kanały nie działają, komenda główna z jakiegoś powodu odmawia pomocy. Jedynym, kto może jej udzielić, jest pewien komisarz na wygnaniu...
W tej części Forst powstaje jak Feniks z popiołów. Wiktor-alkoholik to dużo, ale Wiktor-heroinista to za dużo. A nie tylko heroina była jego problemem. Brał różne substancje (w tym pochodne fentanylu), a nawet się nie uzależnił... Nie miał też objawów odstawienia. Potrafił się skoncentrować i rozwiązywać zagadki. Hmm, całkiem niezła reklama.
W tej części dostajemy też nowego złoczyńcę, Wojciecha Malma vel. Gorgana. Postać ciekawa, wyróżniająca się zamiłowaniem do zagadek. Autor starał się go ukazać jako najgorszego z najgorszych, jednak Gjord Hansen zrobił na mnie bardziej piorunujące wrażenie.
Po skończonej lekturze miałam ogólne wrażenie przekoloryzowania. Niezrozumiałe były dla mnie miejsca spotkań. Forst miałby znacznie większe szanse w cywilizowanych warunkach, ale nie... musiał włazić na szlaki, szczyty i tam, jako solowy obrońca sprawiedliwości, mierzyć się z kilkoma przeciwnikami. A biedny Osica i lokalna policjantka Ewelina tylko za nim biegali od jednej dziczy do drugiej i ratowali z opresji.
Do tego byłam znużona melodramatami. Wszyscy mieli problemy natury egzystencjonalnej. Za dużo tego psychologicznego rozkładania na części pierwsze swojego istnienia, problemów zawodowych, osobistych, żałoby itp.
Sensacyjny finał ciągnął się przez wiele stron, tym samym napięcie też zostało rozciągnięte. Książka nie jest zła, ale bywało lepiej. Ode mnie oczko w dół za ćpanie Forsta, które dodatkowo nie niosło konsekwencji.
Nuda i odgrzewany kotlet po raz 9. Znowu zabójstwa w górach, znowu krzyże na szczytach, znowu monety, znowu Olga. Znowu... Tak naprawdę wszystko. Po raz dziewiąty czytałam prawie identyczną książkę. Na dodatek Wiktor znowu ćpa, znowu pali, znowu prawie umiera i przeżywa, znowu ktoś się na niego uwziął, znowu ktoś go ratuje, znowu chce ze sobą skończyć. Autor ma totalny brak pomysłu na tę serię, która powinna skończyć się na 3, ewentualnie 5 tomie. Na dodatek uśmiercając w poprzednim tomie postać Dominiki, sam postanowił tej serii wbić gwóźdź do trumny zapewne dla wielu fanów - dla mnie na pewno. Potyczki słowne Forsta z Osicą już mało śmieszne. Na dodatek wszystkie postacie, również Forst i Osica, były w tej książce tak płytkie i mdłe, że chyba najgorzej wykreowane ze wszystkich tomów. Posłowie zapowiada tom 10, ale na pewno już po niego nie sięgnę, bo nie lubię, jak autor robi ze mnie, czytelnika, debila.
4/10 Do tej pory to była moja ulubiona seria Mroza, gdzie żaden tom nie schodził poniżej 4 gwiazdek... Nie gra tutaj wszystko. Brak praktycznie jakiegokolwiek śledztwa, czy zagadki. Nudne i rozwleczone wydarzenia i pseudo śmieszne rozmowy pomiędzy Forstem, a Osicą. Rozumiem charakter ich relacji, dogryzania itp, ale czy musi to być przy każdym zdaniu? Każdym pytaniu do Forsta? Forst klasycznie - na pierwszej stronie zostaje pobity prawie na śmierć, zęby połamane... Wystarczy parę dni bez opieki medycznej u jakieś babci w wiejskiej chacie, kreska amfy i ogień, bieganie po górach (czy on jakieś 2 książki temu praktycznie nie został kaleką?) Branie tabsów, dawanie w żyłe i nos nie wpływa na niego inaczej, niż pobudzająco, regenerująco. Żadnego problemu z nałogiem, efektem odstawienia, czy zdrowiem. Narkotyki to same plusy, żadnych minusów. Pomijam, że działki heroiny chyba kosztują tyle, co puszka coli, bo zakup nie stanowi żadnego problemu od podstarzałej barmanki, która ma chyba doktorat z chemii... Nowy Bad guy - jak zostać szefem lokalnej mafii? Wystarczy być niezrównoważoną osobą, zadającą zagadki na poziomie przedszkola (typu co to jest Czarne na czerwonym, jedzie po zielonym) i odpowiadającego na każde zdanie żartem takim samym jak Forst do Osicy, tyle że Forst uważa te żarty za głupie... Ciekawe czy siebie kiedyś słyszał:) Jak sobie zjednać ludzi, którzy dla ciebie pracują? Wystarczy ich bez powodu zabijać, czy torturować, just for fun. Mam tylko nadzieję, że nie będziemy musieli Wojciecha znosić teraz przez kolejne 10 tomów Forsta i 15 tomów Chyłki... Jeśli macie chęć na nudny, kulinarny przewodnik po górach, to książka dla was.
Jakoś ciężko mi cokolwiek napisać o tej części... Momentami bardzo absurdalna. Malm chyba jest najgorszym psychopatą wykreowanym przez Mroza. Sposób jego wypowiedzi mnie drażnił. Ale jak wyjdzie 10 tom, to wiadomo - i tak przeczytam.
Jedna z lepszych części o Forście, choć nadal nie wybaczyłam Mrozowi tego, co zrobił z Dominiką. Osica jest w życiowej formie, zwłaszcza gdy wspomina tę okropną adwokat z Warszawy 🤣
O dziwo jest to najbardziej solidna pozycja Mroza jaką czytałem w ostatnim czasie. Daleko mu do poziomu pierwszych Chyłek, ale jest to coś co da się lubić. Nie ma tu dziwnych pretensjonalnych wkrętów autora na temat podcastów true crime, brak niepotrzebnej przemocy, poza jedną sceną ze zwierzęciem. Nie jest to szkodliwa książka jak choćby Langer.
Jest naprawdę okej, trochę naiwny akcyjniak, trochę kryminał którego nie da się niestety rozgryźć jako czytelnik, bo autor działa tylko na plot twistach.
W niektórych miejscach miałem problem z zawieszeniem niewiary, bo Forst wydawał być dosłownie nieśmiertelny w trakcie gdy inne postacie już niekoniecznie.
Najgorzej wypadły nieustanne narzekania egzystencjonalne i ciągłe ćpanie pogrążonego w rozpaczy Forsta. Rozumiem że człowiek na dnie robi wszystko, ale jednak to mi podpadało pod jakieś dziwne romantyzowanie zjawiska. Naprawdę nie każdy smutny człowiek musi rozwalać swoje zdrowie alko jak Chyłka czy każdym możliwym syfem jak Forst.
3,75⭐ Zaczynając tę książkę zastanawiałam się, czy to nie będzie ostatnia książka Remigiusza Mroza która przeczytam. Po okropnej wpadce jaką był Paderborn, byłam nastawiona bardzo źle. Jednak Forst jest zdecydowanie moją ulubioną postacią i mam do niego wielką słabość. Mimo to, muszę przyznać, że Mróz przekroczył już granice dobrego smaku - jak można pozwolić, aby non stop naćpany Forst łączył fakty? A potem nagle raz nie weźmie narkotyków i dostaje oświecenia i wie wszystko o wszystkich. Myślę, że czas przestać. Forst powinen umrzeć wiele razy, ale to co się działo w tym tomie nie trzyma się kupy wcale. Do tego nowy złoczyńca tak bardzo przypominający Langera. Mróz zamiast dawać coś nowego, kopiuje zachowania, sposób mówienia, patologie z innych książek, zmieniając im tylko imiona. Jest to smutne, bo na początku były to super książki, a teraz...odrywanie kuponów. Jedyny plus, że tę książke pisał Remigiusz, a nie osoba składająca się na niego w tej dużej kurtce, bo była lepsza (choć dalej słaba). Obawiam się bardzo, że w kolejnych tomach wróci Olga i znowu będzie głupia miłość i głupie ruchy...ale pożyjemy zobaczymy. Do Forsta pewnie jeszcze wrócę. Ale czy będę sięgać po inne rzeczy pióra Mroza? Chyba trochę szkoda na to czasu. Chociaż Osica top!
This is another typical Forst - he is taking drugs so he gets in the fight and barely survives. Then some killings occur in the mountains and he is asked to help as the bodies have a strange symbol on them. Later he gets in the fight with some criminals and he barely survives. Of course, he takes drugs all the time so he is in a bad shape. These criminals want him to find the killer anyway and provide him with drugs. Then he gets in the fight with the policemen and they wanted to teach him a lesson but he manages to get out without much harm (that is new). But without disappointment, he finds the killer, gets in the fight and barely survives once again. Somewhere in the story was also a bear that wanted to eat him. That's the whole book.
Świetnie czytało i słuchało mi się tego tomu. Miło było poznać historię Bieszczad i ich mieszkańców, oraz czytać o trasach, po których niedawno sie chodziło. Czasem gubiłam się przy rozwiązywaniu zagadki, ale chyba głównie przez mój brak skupienia. Tak czy owak kolejna część historii Forsta i Osicy sprawiła, że jeszcze bardziej przywiązałam się do bohaterów i ich tekstów trafiających w moje poczucie humoru w 100%. Czekam na 10 tom
Nigdy nie ciągnęło mnie do książek Mroza, sięgnęłam po tą losową książkę z losowej serii tylko ze względu na to, że akcja dzieje się Bieszczadach. Cudownie czytało się o miejscach, które się dobrze zna, ale sama historia mnie nie porwała, kryminał jak kryminał xdd
"Bo jaką wartość miałaby chwila, gdyby trwała wiecznie?" Daję trzy⭐️, bo trochę nudnawo i o dziwo przewidywalnie... Smutno bez Dominiki i nawet nowi bohaterowie tacy jacyś średni. Ale przynajmniej wiem jakich specjałów z kuchni bieszczadzkiej spróbować jak kiedyś się wybiorę 😛 I potwierdza się moje przekonanie, że Wiktor chyba jest nieśmiertelny XD
Hmmm... Nie powiem, dopiero końcówka uratowała to na 4 gwiazdki Sytuację w środku podratował fakt, że zupełnie niespodziewanie popłakałam się na maksa Poza tym w sumie nudno, Stabat Forst Dolorosa i tyle, nie powiem, tu akurat miał powód ale wszystko to było takie nużące Bardzo mi się spodobała postać Eweliny i to zdecydowanie leci na konto książki jako plus Nie mogę tego samego powiedzieć na temat innej kobiety, której niezrównoważenie na zawsze pozostanie dla mnie tak samo ogromne ( przynajmniej Osica się ze mną zgadza)
„Berdo” to dziewiąta już odsłona przygód tatrzańskiego gliny Wiktora Forsta (w serialu odgrywanego przez Borysa Szyca). Znaki szczególne? Koszula w czarno-czerwoną kratę, paczka papierosów marki West i gumy Big Red w kieszeni. No chyba, że te ostatnie są akurat niedostępnie lokalnie. Zanim przejdę do sedna, to warto pamiętać, że „Berdo” to jedna z tych kontynuacji, która bez znajomości poprzednich tomów nie ma dla czytelników sensu, wszystko bowiem tutaj nabiera rozpędu, a przeszłość do naszego bohatera wraca, czy tego chce czy nie.
Po ostatnich bolesnych wydarzeniach Wiktor Forst zaszył się w bieszczadzkiej głuszy. Próbuje zapomnieć. Ćpa najgorsze możliwe i dostępne pod ręką prochy. Pije hektolitry wszelkich możliwych trunków. I włóczy się po okolicy szukając guza. Tego znajduje kolejnej przygnębiającej jesiennej nocy. Wychodzi z knajpy w bieszczadzką ciemność, by natknąć się na oprycha, który katuje turystkę. Wiktor może być półprzytomny, ale jego instynkt gliniarza działa bez zarzutu. Podejmuje się ataku i wkrótce okaże się, że przyjdzie mu za ten atak zapłacić. I tak akcja nabiera tempa – pojawiają się wokół Forsta nowe twarze, ale też starzy dobrzy znajomi. A także ktoś, kto nie powinien był wracać...
Remigiusz Mróz zaserwował prawdziwą gratkę dla fanów serii z komisarzem Forstem. Tym razem zmienił otoczenie, Tatry podmienił na pełne mrocznego uroku Bieszczady, a te wypełnił brudnymi tajemnicami. Połoniny może i są magiczne jesienną porą i pięknie wychodzą na instagramowych zdjęciach, ale Mróz przypomina, że to właśnie w takich miejscach może ukrywać się największa ciemność. W „Berdo” pojawia się motyw seryjnego mordercy na turystycznych szlakach, przestępczości zorganizowanej i wreszcie –demonów przeszłości, które powracają, by zaatakować naszego Forsta, kiedy ten jest wyczerpany zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Niezła mieszanka, jak na odsłonę serii, która stanowi niejako hiatus w tej policyjnej przygodzie.
Wisienką na torcie „Berdo” są elementy historyczne i kulturowe związane z grupami etnicznymi, które niegdyś zamieszkiwały bieszczadzkie okolice, a które padły ofiarami czystek etnicznych pierwszej połowy XX wieku. Łemkowie, Bojkowie, ich symbole, ich wymarłe wioski wspominane są na kartach powieści i stają się nieodłączną częścią samej fabuły. Remigiusz Mróz potrafi wpleść te elementy między słowami, bez zbędnego perorowania, nie tylko w ramach ciekawostki jako takiej, ale przede wszystkim jako ważny, powracający motyw.
W tej odsłonie nawet przepychanki słowne nie są drażniące, a wszystko za sprawą sprawdzonego duetu Forst/Osica, którego dynamika polega na żartach jednego i cierpkich przekleństwach drugiego. Poza tym, chyba bieszczadzka cisza dobrze zadziałała na naszego bohatera, który też się nieco wyciszył, nawet jeśli to tylko chwilowa przerwa przed powrotem w spowite tłumem Tatry. Ciekawym uzupełnieniem jest nowa postać bossa miejscowej organizacji przestępczej. Widać, że to dodatek do uniwersum Mroza, po którym spodziewam się, że pewnego dnia (niczym w disneyowskim Marvelu) wszyscy spotkają się i stawią czoła największemu oprawcy w okolicy. A na końcu wybuchnie świat.
Nie oczekiwałam, że historia Wiktora Forsta potoczy się w tym kierunku, ale od tego właśnie jest Remigiusz Mróz i jego wyobraźnia, by zaskakiwać czytelników. Seria z Wiktorem Forstem od pierwszego tomu trzyma poziom i mam nadzieję, że nie odpuści do samego końca.
3.75 Nie wiedziałam jaką ocenę dać tej książce, ani w jaki sposób o niej napisać. Czy podobała mi się? Tak. Czy uważam, że jest to obiektywnie dobry kryminał? Nie wiem. Właśnie w tym polega problem. Nadal uważam, że najważniejsze jest to, że dobrze się bawiłam, ale mam parę wątpliwości. Jednak ta ksiazka jest 9 tomem z serii (której nie czytalam). Nie czułam się zagubiona, to zdecydowanie na plus. Jednakże moja ocena będzie bardzo subiektywna, ponieważ nie jestem w stanie się odnieść do tego, czy jest to odgrzany kotlet (tak jak uwazaja niektórzy czytelnicy).
Bardzo podobało mi się odwzorowanie prawdziwego świata- Bieszczad - w których spędziłam ostatni tydzień, co też bylo powodem sięgnięcia po tę pozycję. Opisy szlaków, miasteczek itp, były bardzo realistycznie i super sluchalo się o czymś, co naprawdę się widzialo/przeszło. Była tylko jedna różnica w kolorze szlaku na Wielka Rawkę, ale nie będę się już czepiać... Polubiłam bohaterów, cała intryga mi się podobała. Wykreowanie Wojciecha Malma bylo bardzo bardzo dobre- człowiek bez emocji, pozbawiony wszelkiej moralności, praktycznie psychopata. Uważam też, że ksiazka była naprawdę zabawna, chociaż niektóre żarty już były na wyrost (taki wuja na weselu).
Co do spraw, które nie przypadly mi do gustu to SCENA Z NIEDZWIEDZIEM. SERIO?! Jak, czemu, dlaczego, taki cringe, naprawdę chciałam zatkać uszy na tym fragmencie i udawać, że tego nie ma. Kolejną sprawą bylo to jak wspaniale Wiktor radził sobie z uzależnieniem od narkotyków, wydaje mi się, że taki problem ma jednak swoje konsekwencje. Z tym wiąże się również jego wytrzymałość na szlakach i szybkość jaką je pokonywał. Nawet na mocnych środkach ciężko jest tak biegać po tych trasach, proszę mi uwierzyć.
Rozwiązanie całej sprawy mi się podobało, było realne, jednakże trochę zbyt zawiłe. Nie chodzi tu, że go nie zrozumiałam czy coś, tylko czasami miałam wrażenie, że pewne dziury fabularne były uzupełniane zbyt duża ilością dodatkowych wątków, przez co wyszło w ten sposób.
Nastawiałam się do tej książki trochę negatywnie (po usłyszeniu jednego z wywiadów z autorem), a jednak miło się zaskoczyłam i absolutnie nie żałuję.
Wiedziałem, że Remigiusz Mróz jest bardzo płodnym autorem i tworzy serie książek. Dlatego po wysoko ocenionym Osiedlu Żniw, skierowałem swoje kroki w kierunku serii o Komisarza Frost. Nie byłbym sobą, gdybym nie zaczął serii od środka. Ale tym razem naprawdę przegiąłem pałkę i poznałem komisarza od tomu ... ostatniego, czyli pewnie bliżej 20 niż 10 ;) No cóż mówi się trudno i czyta się dalej. Mogę co nieco wywnioskować co było w poprzednich tomach, ale brak tek wiedzy, nie zaburza czytania najnowszej części. Komisarz jaki jest każdy widzi, wyprany z chęci do życia, ćpający na potęgę, kobiety go uwielbiają a poza tym ma łeb na karku. Jeśli już myślicie, że to kolejny Bond to co to, to nie. Jest to prosty, polski glina z krwi i kości. Jak już ruszy w trop za sprawą, to nic nie jest go w stanie zatrzymać - nawet połamane nogi. Czyta się szybko i widać, że autor zleciał trochę gór aby nam umilać czas opisami Beskidów. Zakończenie wcale nie jest zakończeniem, ale wstępem do kontynuacji. Z tego co zrozumiałem, Frosta miało już nie być, ale jeśli Berdo ma być pagórkiem Mroza w celu kontynuacji tej serii - to dobrze, bo książka wciąga i nie wypuszcza. Mroczna, ciemna i surowa. Tak jak pogoda w górach. Polecam.
pare mysli mam wiec sie podziele: 1) jak pierwszy raz uslyszalam w tym tomie nazwisko szrebska to mowie trzeba bylo ja zabic jak byla okazja...no ale na koniec uratowala mu zycie, wiec cofam ig ale noech spierdala 2) ten evil ziomek malm czy cos zajebisty gosciu, gdyby nie to ze podczas sluchania mialam uwalone rece cynamonkami to bym sb zapisywala jego teksty mega zabawne ogolnie 3) czy te morderstwa to odgrzewany kotlet? troche ale lubie kotlety wiec chuj edit: tak napisalam ze to odgrzewane bo takie opinie widzialam ze znowu monety znowu krzyze cos tam i ze juz sie robi nudne ale w sumie to mialo sens skoro malm mu robil recap wszystkich spraw zycia idk 4) dalej nie rozumiem czemu to bylo konieczne zeby zabic dominiczke i szczescie forsta 5) ewelinka mega fajna babeczka tez 6) gosztyła working overtime jak sie spotkalo dwoch starcow i musial wiecej kaszlec i chrzakac niz odgrywac dialogi aha i mega satysfakcjonujace jak mowil WIKTorze forrst troche z takim szalenstwem jak na malma przystalo 7) no wiec tak podsumowujac bawilam sie jak wydra w rzece ale mi malo potrzeba do szczescia woec moja opinia nie jest miarodajna
This entire review has been hidden because of spoilers.
remigiusz mróz daje mi odgrzewany kotlet schabowy, wmawiając mi, że to najdelikatniejszy indyk z wolnego wybiegu, świeżutko smażony. potem to się w sumie okazuje, że to lekko wystygnięty kotlet drobiowy, którego usmażyła olga szrebska. był zjadliwy, ale nie dawajcie jej więcej gotować.
klasycznie stare kurwy jebać prądem, wojciech malm był rozbrajający w swojej obsesji na punkcie forsta, a gjord nadal siedzi w więzieniu.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Początek pozytywnie mnie zaskoczył, nie powiem. Ale później zaczęło się fantazjowanie autora, którego po prostu nie ogarniam. Przyznaję: nie czytałam kilku ostatnich tomów Forsta, teraz skusiłam się tylko i wyłącznie ze względu na umiejscowienie akcji. I faktycznie - o Bieszczadach jest sporo. Widać, że autor doskonale zapoznał się z pierwszym lepszym przewodnikiem po tych górach i wcisnął w fabułę wszystkie najpopularniejsze miejsca. Przecierpiałam tę książkę tylko i wyłącznie dla Bieszczadów.
Biorąc pod uwagę poprzednie tomy Forsta, ten wydaje się być najbardziej realny... Całkiem ciekawa lektura, choć czegoś mi zabrakło. Chyba przyzwyczaiłam się, że gdzieś z tyłu czeka więcej wątków 🫣
Bardzo przyjemnie się słuchało. Jak na Remigiusza to wyjątkowo realna książka. JAK ZWYKLE ŁASICA STOLE THE WHOLE SHOW (Zaczęłam to bo myślałam, że to ostatnia część z serii... Jednak tak nie jest)