Chyba zdziadziałem.
Dawno, ale to dawno (a może nigdy) nie czytałem tak złej książki. Co mnie dziwi, zważając na fakt, że poprzednie książki/części mi się podobały. Ta była okropna.
Żaden wątek nie miał znaczenia. Rzeczy działy się praktycznie bez konsekwencji albo z konsekwencjami godnymi upuszczenia łyżki na blat. Fabuła do przodu była pchana jak pługiem, zero wynikowości, rzeczy się działy bo się działy (koronny przykład, wątek o włoskim winie). A narrator co? Nico. On nie miał żadnego znaczenia, mógłby być trzecioosobowy i nic by to nie zmieniło, bo on tu był nikim. Nie miał najmniejszego znaczenia.
Książka się przeraźliwie dłuży, miałem dość po 8 rozdziale, na widok kolejnych 5 aż mnie zmroziło. Naprawdę pamiętam, jak dobrze się uśmiałem na Emigracji i Pastrami. Teraz nic, może dwa uśmiechy, z czego największy na fragmencie o gościu ze skośnym fiutem (to był całkiem zabawny fragment muszę przyznać, choć chyba gdzieś już to słyszałem).
Z jakichś pomniejszych uwag:
- ile razy można użyć formy przymiotnikowo-przymiotnikowej zanim zrobi się to nudne i żmudne? Polecam przeczytać tę książkę i się przekonać, mi jakoś w połowie zbrzydło.
- "fizyczna prawidłowość - ciągnie swój do swego" wiem, jak działają magnesy i one działają DOKŁADNIE na odwrót, więc nie wiem o jaką fizyczną prawidłowość chodziło.
- "nie ma wiele bardziej na południe Europy, może z pół Hiszpanii" wystarczy sięgnąć po mapę i sprawdzić. Ja wiem, że tu się nieco czepiam formy pasty, ale kurna, to brzmi jak pisane przez kogoś kto nigdy na mapę nie spojrzał.
- "Albańczycy - naszego regionu" region Europy to też region, ale dziwnie to brzmiało
Bardzo, bardzo nie polecam. Dałbym już sobie spokój z pisaniem dłuższych past, a na pewno ja sobie dam spokój z ich czytaniem, za stary na to jestem