W 1905 roku Gnaeus, Carter i Rachel byli przyjaciółmi. Rachel zaginęła, a chłopcy zamienili przyjaźń w nienawiść.
W 1955 roku Lucy i Kai zakochują się w sobie. Ona jest ostrożna, on boi się swojej słabości. Mimo wszystko znajdują spokój w swoim towarzystwie.
Dziewczyna wie, że jej dziadek nie może dowiedzieć się o tej relacji. Nie może też dowiedzieć się, że Lucy wcale nie jest jego wnuczką. Kai za to musi zaakceptować, że jego dziadek będzie zachęcał go do rozkochania w sobie młodej wnuczki Gnaeusa. Chłopak zrobi wszystko, by móc z nią być, nawet jeśli będzie musiał zataić prawdę przed nią, a także przed swoim bratem.
Gdy w zamku, w którym mieszkają obie rodziny, dochodzi do morderstwa, związek dwojga nastolatków nie jest już największą tragedią tego domu.
Czemu morderca zabija służące? Czemu każda przyjechała do zamku z porcelanową lalką? Co wspólnego ma z tym wszystkim zaginiona Rachel? I czym, na miłość boską, jest „jeden, trzy, jeden, cztery”?
Powody, dla których powinniście przeczytać tę książkę:
1) moja babcia przeczytała ją w cztery dni i mówi, że super 👍
2) moja dawna polonistka mówi, że widzi w tej książce "tęsknotę za romantycznością"
3) moja mama uratowała dwóch bohaterów przed złym losem i chociaż kilka razy mówiłam jej, co się stanie w książce, to i tak westchnęła głośno przy jednym z plot twistów (wiedziałaś, że to się zdarzy, girl...)
4) moja przyjaciółka powiedziała mi podczas lektury, że jeśli stanie się, to co myśli, że się stanie, przyjedzie do mnie, żebym zmieniła zakończenie
5) punkty 1-4 oznaczają, że obchodzi mnie zdanie kobiet (bliskich i mniej bliskich - i just love women)
6) rozdział 61
7) jest tu zakazany romans, morderca, humor, kłamstwa, porcelanowe laleczki i filozoficzne rozmyślania o życiu
8) mój ulubiony cytat to "Jej dotyk jest aksamitem". Nie, nie wytłumaczę Wam tego, musicie sami przeczytać 😌
9) już kilka osób napisało do mnie, że płacze przez moją książkę. I'm sorry (no, I'm not)
10) chcę wydawać więcej książek, więc jak przeczytacie tę lub powiecie komuś, żeby przeczytał, to będę mieć takie: "uuuu, mam czytelników, jak fajnie. Muszę napisać coś kolejnego..."
11) "Dopóki śmierć nas nie rozłączy, panno Sheftwick"...
12) female rage
13) cottage core + dark academia, bo nie dało się wybrać
14) ludzie piszą, że ta książka jest momentami mroczna? I mean, chciałam, żeby było tu troszkę grozy, ale jak słyszę, że jest mroczna, to biorę to za wielki komplement, thank you. Kolejny powód, żeby czytać ją w jesień/zimę!
15) queerowe postacie (live laugh love our aroace icon!)
16) podwójna narracja
17) kilka osób przeczytało moją kolejną książkę i nie może się doczekać, aż będę próbowała wydać, więc 👉👈 dobry debiut to dobry start 👀 a za kilka lat będziecie mówić, że "ta autorka? Pfff znałxm ją od samego początku. "1.3.1.4.", kojarzysz? To jej debiut, czytałxm zaraz po premierze". Przemyślcie to.
18) jak moglibyście żyć sobie na tym świecie, nie widząc, czym jest Mastermeigh? (#fomo)
19) od prawie 5 lat robię memy, więc już znacie moją twórczość. Memy was nie zawiodły, to książka mogłaby was zawieść? Tzn. mogłaby, ale no... mam nadzieję, że nie.
20) nienawidzę zbyt długich opisów, za to wszyscy najbardziej lubią w mojej twórczości dialogi i bohaterów.
21) No weź, spróbuj. No spróbuj. Jak ci się nie spodoba, to możesz zamknąć i przeczytać dylogię wron, Dumę i Uprzedzenie, Stowarzyszenie Umarłych Poetów lub Zbrodnię i karę. Nie obrażę się (może trochę).
„1.3.1.4 – Śmierć nas nie rozłączy” to debiut i już teraz mogę powiedzieć, że Ola trafia na moją listę autorek, na których książki będę czekać z niecierpliwością. 👀 Już po kilku rozdziałach wiedziałam, że czeka mnie coś wyjątkowego, ale nie spodziewałam się, że ta historia aż tak mnie pochłonie.
Nie ukrywam – 750 stron może trochę onieśmielać. To naprawdę solidna cegła, a do tego debiut! Ale wiecie co? Ani przez chwilę nie czułam, że jest tego za dużo. Wręcz przeciwnie – wciągnęłam się tak, że kolejne godziny znikały w mgnieniu oka.
Książka podzielona jest na dwie części. Pierwsza to wprowadzenie w historię – poznajemy bohaterów, ich przeszłość i motywacje, a także napięcie między dwoma zwaśnionymi rodami, których wnuki, Lucy i Kai, zaczynają coś do siebie czuć (brzmi znajomo, prawda?). Cała historia osadzona jest w zamku, gdzie dochodzi do tajemniczego morderstwa pokojówki, gdzie każdy wzajemnie się kryje i nikomu nie można ufać…
Później zaczyna się druga część, która była dla mnie istnym rollercoasterem. Akcja nabiera tempa, a autorka udowadnia, że jest prawdziwym mastermindem! Ilość plot twistów? Ogromna. Ich jakość? Genialna. Wszystko ma tu swoje miejsce – nawet rzeczy, które na początku wydawały się nieistotne, okazują się mieć znaczenie. Uwielbiam, gdy historia jest dopracowana w najmniejszych detalach, a tutaj czuć, że absolutnie nic nie zostało zostawione przypadkowi.
Lucy i Kai to główni bohaterowie opowieści, od nich także dostajemy pierwszoosobowe narracje, ale książka nie kręci się tylko wokół nich. Drugoplanowe postacie są równie dopracowane, mają swoje historie, swój charakter i własne momenty, które zapadają w pamięć. Nie są tylko dodatkiem do fabuły – są jej integralną częścią, a ich losy przeżywałam równie mocno, jak losy głównych bohaterów.
Trudno jednoznacznie przypisać „1.3.1.4” do jednego gatunku, bo znajdziemy tu gatunkowy mix – porywający wątek romantyczny, kryminalną intrygę, rodzinne sekrety i mroczne tajemnice. A to wszystko osadzone w XX-wiecznej Anglii, której klimat został oddany wprost fenomenalnie.
Coś, co totalnie mnie kupiło, to ilość inspiracji przemyconych w tej historii. Motyw skłóconych rodów aż krzyczy „Romeo i Julia”, ale można też znaleźć nawiązania do „Pana Tadeusza” (Ksiądz Robak!) czy „Baśni o Królowej Lodu”. Jestem pewna, że było ich więcej, ale te zapadły mi w pamięć najmocniej.
Jednak to, co sprawia, że ta książkę czytało się tak dobrze, to nie tylko fabuła czy bohaterowie – to również styl. Autorka pisze w sposób, który chwyta za serce, rozśmiesza i daje do myślenia. Humor, emocje i narracja są tu idealnie wyważone.
To nie jest książka, którą przeczytacie i szybko o niej zapomnicie. To historia, która wciąga, angażuje i zostawia po sobie ślad. „1.3.1.4 – Śmierć nas nie rozłączy” to debiut, który robi wrażenie – pełen miłości, intryg i tajemnic. Jeśli lubicie nieoczywiste historie, które trzymają w napięciu do ostatniej strony, to koniecznie po nią sięgnijcie. Obiecuję, że nie pożałujecie! Moja ocena: 4,5/5 ⭐️
Piękna powieść, zdecydowanie warta przeczytania! Autorka przelała tutaj swoją miłość do literatury i zagadek, wrażliwość oraz humor.
Podczas czytania płakałam zarówno z bólu, jak i ze szczęścia. Śmiałam się w momentach komicznych - z żartów i zabawnych postaci, oraz dramatycznych (troszkę złośliwie) - gdy jakiś bohater słusznie dostawał "za swoje".
Co ważne, jest to opowieść nie tylko o dwóch skłóconych rodzinach, intrygach i morderstwach, ale również o emocjach i ludzkiej psychice. Opowieść o potrzebie przynależności i bycia kochanym, a także o tych, którzy oszaleli z miłości i nienawiści. I o cienkiej granicy, która jest między tymi dwoma uczuciami.
Cieszę się, że poznałam Lucy, Kaia, Arię i Milo. Nie mogłabym też nie wspomnieć o Gnaeusie i Carterze, którzy swoimi kłótniami wnieśli do tej książki dużo komizmu (niczym Cześnik i Rejent w "Zemście"). Muszę przyznać, że tak zżyłam się z bohaterami, że kiedyś na pewno do nich wrócę. Pozostaje mi więc napisać...
Wiecie co? To będzie beznadziejna recenzja. Beznadziejna, bo dosłownie przed chwilą skończyłam czytać i dalej nie uporządkowałam jeszcze myśli. Beznadziejna, bo to ten jeden z nielicznych momentów, kiedy kompletnie nie wiem co napisać. Beznadziejna, bo będzie super długa xD Beznadziejna, bo dalej nie do końca dociera do mnie, że to już...
Kto wie ten wie, ale absurdalnie bałam się przeczytać "1.3.1.4". Obserwowałam autorkę od tak dawna, komentowałam, czasem coś pisałam prywatnie, wygrałam raz nawet rozdanie (teraz ten debiut stoi obok otrzymanego "Polowania na fortunę..." i uważam, że to cudny żart losu), zżyłam się z nią wewnętrznie tak bardzo, że bałam się, że nawet jeśli książka mi się nie spodoba, nie będę potrafiła pozostać obiektywna (tak bardzo jak obiektywna mogę być sama dla siebie, tworząc subiektywną recenzję, cóż za paradoks) i albo wmówię samej sobie, że mi się podoba, albo będzie to jedno z największych czytelniczych rozczarowań. Wystarczająco wymowne niech będzie to, że tak się napaliłam na tę książkę, że kupiłam ją w przedsprzedaży (czyli we wrześniu!), a tak bardzo stresowałam się ją zacząć, że kończę ją teraz, a czytało się ją niesamowicie szybko, nawet pomimo celowej przerwy między częściami.
Ale wiecie co? Mimo tego, jak okrutnie surowa jestem w swoim ocenianiu, mimo tego, że sama się tego po sobie nie spodziewałam, daję to pięć gwiazdek bez najmniejszego wyrzutu, nawet jeżeli wcześniej zakładałam, że dam swoje wysokie cztery xD To jednak bardzo ważna dla mnie osobiście pozycja i czuję, że dawanie jej czwórki byłoby może uczciwe, ale jakieś takie... nieodpowiednie.
Pod koniec praktycznie płakałam, większość drugiej części pochłonęłam dzisiaj, mimo że jednocześnie ogarniałam remont. Nawet jeżeli przewidziałam wiele, nawet jeżeli na początku nie podobało mi się jak szybko rozwijały się niektóre relacje, to ostatecznie i tak Oli udało się wywołać u mnie nowe zaskoczenie, nowe pytania, nowe emocje.
Zdecydowanie jest to pozycja kompletnie inna. Sama nie wiem za bardzo, gdzie ja bym ją umiejscowiła chociażby gatunkowo (tyle lat filologii na nic xD). Przez moment byłam gotowa wierzyć nawet, że nagle wkraczamy w fantastykę. Przede wszystkim chciałabym docenić jednak to, że mimo tej różnorodności w treści i widocznemu przystosowaniu również do młodszego czytelnika, autorka nie robi z odbiorcy głupka. Że wszelkie wątki kryminalne (nawet jeśli rozpatrywane fabularnie przez nie do końca ogarniających wszystko nastolatków) są pięknym kroczeniem za rękę równo z czytającym, a nie wmawianiem mu, że powinien czegoś nie wiedzieć, mimo że domyślił się sto stron wcześniej. Kocham bohaterów, którzy faktycznie sami myślą i wpadają na podobne wnioski zaledwie chwilę później.
Uwielbiam też, że ze swojej perspektywy mogłam cieszyć się każdą odkrytą przez siebie intertekstualnością, mając zabawę jak przy szukaniu wielkanocnych jajek: od detektywa Francuza (a nie Belga!), poprzez wykorzystanie imienia Kai'a (którego swoją drogą w pewnym momencie bliżej końca bardzo utożsamiałam z Peetą, ale tu już siedzę cichutko, bo spoilery), aż po "Zemsę", Biblię i przemyślenia filozofów.
Uwielbiam to, że feminizm i queerowa reprezentacja nie wydały mi się wymuszone ani naciągane i nie były "po to by być", choć tu nie spodziewałam się akurat niczego innego.
Uwielbiam to, że to jedna z nielicznych książek, gdy postanowiłam używać znaczników i w pierwszej części robiłam to na różowo, a w drugiej na niebiesko, odwrotnie niż na okładkach. Tak samo jak uwielbiam to, że choć znaczników nie ma jakoś bardzo dużo, to jednak jeden jest nawet w podziękowaniach xD
Uwielbiam bohaterów. Uwielbiam, że nie było cukierkowo i nie udało się wszystkich uratować przed fabułą, nawet jeżeli boli mnie od tego serce.
Mam łzy w oczach! Jestem wzruszona, bo czytanie tej powieści było niesamowitą przygodą. Wspaniały debiut. Aż nie wiem, co napisać! Ta historia jest tak obszerna, każde słowo jest w niej tak bardzo ,,w punkt'', że nie mam pojęcia, jak to streścić, aby zachęcić Was do czytania, a jednocześnie niczego wam nie zdradzić.
Napiszę może tak:
jeśli lubicie komfortowe, lekko napisane książki oraz wątki romantyczne przeplatane z elementami kryminału to hej!, znaleźliście odpowiedni tytuł; nie czekajcie, tylko zaczynajcie czytać, bo ❝1.3.1.4.❝ to ponad siedemset stron dobrej zabawy, wzruszeń i miłości. Polecam z całego serca!
Na koniec napiszę jeszcze, że uwielbiam Augustine. Podziwiam jej siłę i determinację, a jednocześnie mam dla niej mnóstwo empatii i ciepła, bo ona absolutnie zasługuje na empatię i ciepło.
"1.3.1.4. Śmierć nas nie rozłączy" Aleksandry Maciejowskiej to misternie skonstruowana opowieść, łącząca w sobie elementy powieści obyczajowej, romansu i kryminału z wątkiem tajemniczego morderstwa w tle.
Główne wydarzenia w powieści toczą się wokół dwóch rodzin zamieszkujących zamek, Sheftwicków i Beckettów, które od lat pozostają w konflikcie, co w dużej mierze wpływa na życie ich potomków. Mimo zakazów, jakie nakładają na siebie nawzajem starsi członkowie rodów, dwoje młodych ludzi, Lucy i Kai, zbliża się do siebie, tworząc zakazaną miłość niczym z „Romeo i Julii”, którą oczywiście zmuszeni są utrzymywać w sekrecie.
Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych - w 1905 i 1955 roku. W pierwszym okresie poznajemy losy trójki przyjaciół: Gnaeusa, Cartera i Rachel, których relacje zmieniają się dramatycznie, kiedy Rachel nagle znika, a z biegiem czasu, przyjaźń Gnaeusa i Cartera przeradza się w głęboką nienawiść. Pół wieku później, druga linia czasowa, w zamku Sheftwicków, Lucy i Kai zakochują się w sobie, pomimo, że ich uczucie musi mierzyć się z zakazami i tajemnicami rodzin. Kai nie tylko ukrywa związek przed własnym dziadkiem Carterem, ale również przed swoim bratem. Tymczasem Lucy skrywa sekret, który jeśli wyjdzie na jaw, może zniszczyć jej nowo odnalezioną rodzinę.
W miarę rozwoju akcji, w zamku dochodzi do serii morderstw, które dodatkowo komplikują życie młodych bohaterów. Służące zostają brutalnie zamordowane, a przy każdej z nich znajduje się tajemnicza porcelanowa lalka. Te niewyjaśnione zgony, splatające się z dawno zapomnianymi tajemnicami, zmuszają Lucy i Kaia do podjęcia śledztwa, które prowadzi ich nie tylko do odkrycia mordercy, ale także do sekretów sprzed lat, związanych z zaginioną Rachel.
"1.3.1.4. Śmierć nas nie rozłączy" to świetny debiut, który zdecydowanie wciąga od pierwszej do ostatniej strony. Jest książka pełna zaskakujących zwrotów akcji, a bogactwo emocji, od miłości, przez nienawiść, aż po strach i niepewność, sprawia, że trudno ją odłożyć. To interesująca mieszanka obyczajowej historii rodzinnej z elementami kryminalnymi, okraszona subtelną nutą tajemnicy.
Na uwagę zasługuje również jej forma, gdyż jest to książka dwustronna, która z jednej strony ma tom pierwszy historii, a z drugiej drugi, co jest moim zdanie ciekawym rozwiązaniem w przypadku dylogii.
Niestety historia ma również swoje wady. Wątek kryminalny w książce, choć interesujący, mógłby być nieco lepiej rozwinięty. Przez większą część powieści intryga związana z lalkami i morderstwami toczy się w tle, a my jako czytelnicy mamy ograniczone możliwości, aby samemu dociec, co się dzieje. Brakowało mi również logicznej spójności w wątku romantycznym. Bohaterowie zbyt szybko wybaczają sobie poważne krzywdy, a dramatyczne sceny, niestety często znikają bez konsekwencji. Postać Kaia, który początkowo jest bystry i przewidujący, pod koniec powieści zdaje się działać wbrew swojemu charakterowi, co dla mnie niestety osłabia jego wiarygodność.
Pomimo tego, "1.3.1.4. Śmierć nas nie rozłączy" to bardzo dobry debiut, który pokazuje duży potencjał Autorki i uważam, że warto po niego sięgnąć, szczególnie jeśli lubicie się złożone i wielowątkowe powieści. Ja na pewno będę śledzić dalsze poczynania Autorki ☺️.
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @wydawnictwo_mieta (współpraca reklamowa) 🩷.
2,5/5⭐ 1.3.1.4. Śmierć nas nie rozłączy to debiut literacki Aleksandry Maciejowskiej. Książka została wydana w dość nietypowej formie przez Wydawnictwo Mięta.
Chociaż książkę przeczytałam bardzo szybko, po lekturze długo nie mogłam się zdecydować, co właściwie o niej myśleć. Z całą pewnością nie czuć po tej pozycji, że to debiut - autorka ma całkiem przyjemny styl i wyraźnie widać, że fabuła została dokładnie przemyślana. Nie mogę jednak powiedzieć, że jestem tą książką zachwycona.
Pierwsza część naprawdę podeszła mi do gustu. Motyw skłóconych rodzin i relacja niemal jak z Romea i Julii świetnie się zaprezentowały, zwłaszcza w kulturowych realiach czasów wybranych przez autorkę. Dodanie do tej mieszanki zagadkowych morderstw i prowadzenie wątku kryminalnego z wyraźną inspiracją twórczością Agaty Christie idealnie się z tym zgrała. A potem przyszła druga część.
O ile pierwsza połowa historii była naprawdę ciekawa i czytało się ją z przyjemnością, tak przy drugiej się męczyłam. Były nawet fragmenty, które musiałam przeczytać dwa razy, bo nie mogłam pojąć ich sensu czy logiki. Zbudowana intryga z lalkami i tytułowymi liczbami, choć naprawdę ciekawa z początku, okazała się być dla mnie nieco zbyt naciągana, a momentami i chaotyczna. Naprawdę trudno mi było uwierzyć w cały ten pomysł i tylko czekałam, aż pojawi się wyjaśnienie, że to wszystko była sprawka sił nadnaturalnych. Nie pojawiła się, a końcowy monolog złoczyńcy nijak nie rozwiał moich wątpliwości.
Duża część fabuły zamiast na akcji to opierała się na dialogach. Choć z pewnością jest to pewna cechą literatury wyraźnie będąca inspiracją dla autorki, nie do końca dobrze zadziałała przy tej pozycji, głównie przez jej objętość. Ciągłe otrzymywanie wszystkiego na tacy od bohaterów prędko stało się męczące i fakt, że taka forma trwała przez całe siedemset stron sprawił, iż jako czytelnik miałam problem zaangażować się w sprawę. To sprowadza mnie do myśli, że książka była za długa.
Specyficzne wydanie książki samo w sobie jest w zasadzie tylko niuansem, czymś, co miałoby ją wyróżnić na rynku, bo fabularnie nie wprowadza niczego. Również nie dzieli historii strukturalnie, jako że i kontynuuje wątki z pierwszej części i rozszerza to, co zostało już zbudowane. Z perspektywy czytelnika nie do końca rozumiem, dlaczego zdecydowano się na takie wydanie.
Wydawać się może, że nie patrzę na tę książkę zbyt przychylnym okiem. Prawda jednak jest taka, że książka okazała się być kompletnie nie w moich klimatach. Sugerując się opisem, spodziewałam się historycznego kryminału z zakazaną miłością i przeplataniem tajemnic sprzed lat z tymi obecnymi. A historia okazała się być potężnym, wolnym wątkiem romantycznym, w który wpleciono masę motywów, których okazało się być nawet zbyt dużo jak na mój gust, ze sprawą kryminalną, a tajemnice sprzed lat nabrały znaczenia w gruncie rzeczy dopiero przy finale.
Nie żałuję jednak lektury. Jest to naprawdę dobry debiut, widać, że przemyślany i dopracowany. Jeśli ktoś więc szuka dość oryginalnej książki młodzieżowej z tajemnicami, intrygami oraz miłością, może idealnie odnaleźć udane czytanie w tej książce.
"Mój dziadek zawsze powtarzał, że jeśli mam być kimś, muszę zaakceptować cierpienie. Cóż, w takim razie wybrał dla mnie bardzo dobrego nauczyciela".
Witajcie kochani🗝️
Czy macie taki gatunek, po który chcielibyście częściej sięgać, ale jakoś tak zawsze wam nie po drodze lub nie wiecie do końca, czy dany tytuł was zachwyci i ostatecznie nie chcąc się zawieźć, sięgacie po kolejną książkę z waszej "bezpiecznej strefy czytelniczej"?
Ja tam mam z kryminałami. Choć może tego po mnie nie widać jeśli chodzi o książki, ale seriale... Cóż tu już jest całkowicie inaczej. Uwielbiam wręcz zagadki kryminalne i tworzenie portretów psychologicznych.
I choć może 1.3.1.4 Śmierć nas nie rozłączy, nie jest klasycznym kryminałem skupiającym się jedynie na zagadce i znalezieniu sprawcy, to nie ukrywam w moich oczach, to właśnie również zbudowana historia rodziny (godna miana niczym z Zemsty A. Fredry) sprawiła, że tak bardzo pokochałam ten nietuzinkowy debiut literacki (i sprawił, że wyczekuję kolejnych projektów od @humanistycznybelkot ).
"Lepiej nie wierz we wszystko, co mówimy. Każdy prowadzi tu własną grę".
W 1905 roku Gnaeus, Carter i Rachel byli przyjaciółmi. Rachel zaginęła, a chłopcy zamienili przyjaźń w nienawiść. W 1955 roku Lucy i Kai zakochują się w sobie. Ona jest ostrożna, on boi się swojej słabości. Mimo wszystko znajdują spokój w swoim towarzystwie. Dziewczyna wie, że jej dziadek nie może dowiedzieć się o tej relacji. Nie może też dowiedzieć się, że Lucy wcale nie jest jego wnuczką. Kai za to musi zaakceptować, że jego dziadek będzie zachęcał go do rozkochania w sobie młodej wnuczki Gnaeusa. Chłopak zrobi wszystko, by móc z nią być, nawet jeśli będzie musiał zataić prawdę przed nią, a także przed swoim bratem. Gdy w zamku, w którym mieszkają obie rodziny, dochodzi do morderstwa, związek dwojga nastolatków nie jest już największą tragedią tego domu. Czemu morderca zabija służące? Czemu każda przyjechała do zamku z porcelanową lalką? Co wspólnego ma z tym wszystkim zaginiona Rachel? I czym, na miłość boską, jest „jeden, trzy, jeden, cztery”?
Zacznę może od wspomnienia kreacji bohaterów i nie mam na myśli jedynie o Lucy i Kai'u (choć nie ukrywam, mają w moim sercu szczególne miejsce). Jednakże niewspomnienie o Arii to jakby wycięcie połowy moich ulubionych momentów z książek, w których występuje lub ratuje sytuację. Nie raz wracam do momentu, w którym przez minutę patrzyłam z niedowierzaniem na wyrabiane przeze mnie ciasto 🤣 Cóż, byłam tak zahipnotyzowana tą historią, że coś takiego jak przerwanie czytania, gdy był już dostępny audiobook, dla mnie absolutnie nie istniał. A kreacja dziadków naszych głównych bohaterów do złudzenia przypominali mi bardziej Cześnika i Rejenta, a niźli Capuleta i Monteki'ego z 'Romea i Julii'. Dodatkowo wątek ze szklaną szybą w jadalni do złudzenia przypomniał mi mur z Zemsty, co w tej historii genialnie zaprezentowało te "pokojowe" stosunki pomiędzy mieszkańcami dworku.
"Zawsze byłam jedynie Lucy - tak mnie za każdym razem prezentowano. Gnaeus za to nazwał mnie swoją wnuczką".
Jeśli zaś chodzi o samą fabułę historii, jest przecudownie poprowadzona. Dodatkowo podział książki na dwie części, które są wydane w jednym tomie, ale jest widoczny podział na wprowadzenie i kreowanie relacji między bohaterami a śledztwem i tajemnicą, którą Lucy dosłownie rwie się do rozwiązania. Dodatkowo ogromnie mi się podoba, że takowy podział zaistniał, bo doskonale współgra z fabułą książki niczym podzielona na pół rezydencja — a każda z części oczywiście ma również odpowiedni wizerunek bohatera na awersie i rewersie okładki.
"To moje wspomnienia, moje i Kaia. Nikt ich nie dostanie".
Dodatkowo nie będę ukrywać, że watek z lalkami (starodawnymi) wprowadziły mnie w nie małe wspominki z dzieciństwa. Uwielbiałam się nimi za dziecka się przyglądać i serduszko obecnie mnie boli, że ich już nie mam w swoim rodzinnym domu 🥲
1.3.1.4 to dosłownie genialne połączenie kryminalnej zagadki, obyczajówki, zakazanej historii miłosnej oraz literatury młodzieżowej w jednym. Zapewniam was, że nie będziecie żałować decyzji, aby dać szansę, zważywszy, że absolutnie nie czuć by był to debiut autorki. Moja ocena to 10/10🌟
1.3.1.4. Śmierć nas nie rozłączy” autorstwa Aleksandry Maciejowskiej to debiut literacki, który łączy w sobie elementy kryminału, romansu, powieści historycznej i obyczajowej. Książka jest ciekawie wydana, co dodatkowo zachęca do sięgnięcia po nią. Estetyka zawsze gra dla mnie dużą rolę i tu zdecydowanie pomysł na zamknięcie dwóch części w jednej na zasadzie klepsydry jest niezwykłym jej walorem. Fabuła porusza temat miłości w trudnych okolicznościach. Bohaterowie muszą zmierzyć się z konfliktem między rodzinami. Tak, prawie jak Romeo i Julia. Dodatkowo mamy motyw morderstw służących i tajemniczych porcelanowych laleczek, które dodały książce elementu grozy i wprowadziły w klasyczny, detektywistyczny klimat. Książka liczy ponad 700 stron, co sprawia, że jest to naprawdę obszerna lektura. Ale dzięki ciekawej konstrukcji i budowanemu napięciu nie nuży. Początek części 1 był troszkę dla mnie przeciągnięty, ale im dalej tym bardziej angażuje. Maciejowska prowadzi fabułę w sposób pełen napięcia, konsekwentnie stopniując dramatyzm wydarzeń. Druga część była bardziej skomplikowana i wprowadziła chaos. Sprawiała wrażenie lekko przekombinowanej. Ale mimo iż historia jest pełna zawiłości, autorce udało się to połączyć tak, że czytelnik nie jest w stanie zgubić się w nadmiarze informacji. Dzięki zachowanej lekkości narracji książkę czytało się rewelacyjnie. Dla miłośników Agathy Christie i Jane Austen, książka Aleksandry będzie prawdziwą gratką. Doskonała równowaga między intrygą a emocjami sprawia, że jest to lektura która pochłania na długie godziny. To idealna propozycja dla fanów kryminałów i romansów, jak i tych którzy szukają mądrych treści w literaturze młodzieżowej.
Lucy ma mnóstwo sekretów - po pierwsze nie jestem wnuczką Gnaeusa, po drugie musi ukrywać związek z Kaiem, wnukiem największego wroga jej dziadka, który mieszka w drugiej połowie zamku. Z kolei Carter wręcz zachęca swoich wnuków do rozkochania dziewczyn z drugiej części budynku byle tylko zachować chociaż pół zamku 🚂🚃
Problem pojawia się, gdy ktoś zaczyna zabijać służące, a podejrzani są wszyscy mieszkańcy zamku. Co z morderstwami mają wspólnego porcelanowe lalki? I kto zabija? 🚂🚃
Przede wszystkim wielkie WOW! Ta książka jest tak przemyślana! Jestem pod wielkim wrażeniem! Mamy też szczęście, że Ola zdecydowała się na karierę pisarki, bo gdyby została przestępczynią mielibyśmy wszyscy problem 🚂🚃
Dostałam w tej powieści wszystko to, co kocham - wątek romantyczny, zagadkę kryminalną i tajemnice. Jakby tego było mało wydawnictwo i/lub autorka zadbali, żebyśmy nie musieli długo czekać na drugi tom, bo wystarczy odwrócić książkę! 🚂🚃
Już na samym początku zostajemy wrzuceni na głęboką wodę, a do zapamiętania mamy mnóstwo imion, nazwisko i więzi rodzinnych, zresztą nie my jedyni, bo Lucy razem z nami poznaje swoją rodzinę oraz "wrogów" zza ściany 🚂🚃
Bardzo spodobał mi się klimat książki - lata 50. XX wieku, zamek, tajne kryjówki, wielką biblioteka i wydarzenia, które idealnie pasują do miejsc, w których się rozgrywają 🚂🚃
Sama zagadka kryminalna została napisana genialnie, a rozwiązania chyba nigdy bym się nie domyśliła! 🚂🚃
CO TO ZA DIVA 🤩🤩❤️🔥❤️🔥❤️🔥❤️🔥 Uwielbiam tę książkę i jest za tym kilka powodów (nie będzie to profesjonalna recenzja, ale za to mocno szczera 😎): 1. Lekkość pióra autorki EXCUSE ME, TO JEST DEBIUT??? Autorka totalnie poleciała z pisaniem, i to w pozytywnym sensie. Książka ma prawie 800 stron, ale nie wątpię, że dałoby się ją przeczytać w jeden dzień, bez nawet najmniejszej myśli o nudzie. "1.3.1.4." daje powiew świeżości, oryginalności, która blednie dzisiaj w dziełach literackich young adult. Styl pisania również szybko zyskał moją sympatię - uwielbiam dialogi w książkach, a tutaj było ich stosunkowo dużo! 2. Fabuła EXCUSE ME, TO JEST DEBIUT??????? (v2) Tutaj wszystko jest tak dobrze przemyślane, że aż ciężko w to uwierzyć. Jako że to romans i kryminał jednocześnie, trzeba dobrze sobie radzić w obu tych gatunkach i idealnie zaplanować wydarzenia i fabułę. Biorąc pod uwagę liczbę stron i wydarzeń w książce, musiało być to bardzo czasochłonne, prawda? Okazuje się, że nie, jako że po rozmowie z Olą dowiedziałem się, że pisanie dzieła zajęło jej mniej niż pół roku. D.A.M.N. Mimo że pierwsza część książki jest głównie poswięcona romantycznej stronie historii, dalej można wyłapać stamtąd podpowiedzi do zagadek kryminalnych w drugiej części (super smaczki dla uważnych czytaczy ;)) 3. Bohaterowie SO RELEATABLE YASS Uwielbiam bohaterów z "1.3.1.4." za ich autentyczność w podejmowanych decyzjach, zachowaniu i myślach. Ale też za to, jak łatwo ich polubić (i znienawidzić - wszystko jest zaplanowane). Genialnie pokazane relacje między każdym z nich, drzewo genealogiczne niełatwo rozumieć (możliwe że umyślnie ;)) 4. Emocje bohaterów POKAZANE W GENIALNY SPOSÓB NATURALNIE Wszystko tutaj było autentyczne, a emocje postaci dało się odczuć in real time podczas czytania. Niesamowity efekt, na miarę doświqdczonego autora (a tu debiut, niesamowite)
Niezwykle doceniam możliwość łatwego kontaktu z Olą - ja sam dużo z nią gadałem o jej książce, a jej słowa dowiodły jej geniuszu. Jeśli w trakcie czytania uważacie, że nie wiecie co sie dzieje, uwierzcie - może tak właśnie ma być? ;}}
Też warto wspomnieć, że dużo książek spaczyło gatunek young adult - a tu proszę, prawdziwie angażujący przedstawiciel YA, który faktycznie realizuje założenia tego typu książek i daje żywą i prawdziwą frajdę z czytania.
Jest jeszcze ogrom zalet powieści, o których tu nie wspomnę z jednego powodu: bierzcie książkę w ręce i siadajcie do czytania, bo jest totalnie tego warta 🫶🫶
Cudowne, rozbudowane i charakterystyczne postacie. Przyznam, że w niektórych momentach bałam się, że łzy (wszelakich powodów) poniszczą mi książkę. Tajemnice, historia i ten PLOT TWIST. Kocham to jak zmieniają się relacje bohaterów i jak widać jak zmienia się człowiek pod presją wydarzeń. 10/10 zdecydowanie bym poleciła jakby kto pytał 😍
niesamowite jak bardzo udało mi się w to wciągnąć, w ogóle styl pisania mnie pozytywnie zaskoczył. 100/10, nie mogę się doczekać kolejnych książek autorki
Lucy po po śmierci swoich bliskich została całkiem sama. A przynajmniej początkowo tak się jej wydaje. Okazuje się, że ma rodzinę. Rodzinę, której status gwarantuje jej dużo możliwości. Lucy się przeprowadza, ale ma pewną tajemnicę i lepiej, żeby nie ujrzała ona światła dziennego. Ale jaka to tajemnica? I czy wyjdzie ona na jaw?
Sheftwickowie to właśnie z nimi dziewczyna ma zamieszkać. Zamieszkują oni zamek, ale nie są jedynymi lokatorami. Beckettowie mieszkają w drugiej części zamku. Nie da się ukryć, że obie strony nie darzą się sympatią, a przynajmniej głowy ich rodów, co można powiedzieć mogłoby być zaskakujące, bo obie strony są ze sobą w pewien sposób powiązane. Mimo, że seniorzy się nie cierpią to żaden z nich nie ma zamiaru się wyprowadzić i pozwolić mieszkać drugiej stronie samotnie. Ich wrogość jest tak wielka, że nie pozwalają swoim dzieciom czy wnukom nawiązywać kontaktów sąsiadami. Ba, nawet służba ma zakaz utrzymywania jakichkolwiek kontaktów.
Lucy po przeprowadzce zyskuje dziadka, ciotkę, wujka i kuzynkę i na których z czasem bardzo jej zależy. Pokochała ich i czuje się jak członek ich rodziny. Jednak coraz częściej zaczyna mieć wyrzuty sumienia, co jest zrozumiałe.
"Moment, gdy Gnaeus nazwał mnie swoją wnuczką, był jednym z najpiękniejszych wspomnień w moim życiu, ale słowa wypowiedziane przez Ariadnę na zawsze wyryły się w moim sercu. Bycie jej siostrą było prawdziwym przywilejem. Może czasami nie umiałam tego pokazać, ale i ja chciałam być dla niej siostrą"
Zmiana statusu powoduje, że ma szansę na spełnienie swojego marzenia. Pragnie studiować albo pracować jako sekretarka. Nawiązuje nawet przyjaźń z chłopakiem z drugiej części zamku. Kai i Lucy z racji, że należą do wrogich sobie rodzin swoją znajomość utrzymują w tajemnicy. A zamek ma pełno ukrytych miejsc, które im w tym pomaga. Jednak jak wiadomo tajemnice zawsze wychodzą na jaw, prawda? A nawet powinny, zwłaszcza wtedy kiedy ujawnienie sekretów pozwoli uniknąć więzienia, prawda?
Spokój mieszkańców zamku burzy morderstwo pokojówki. Każdy staje się podejrzany, zwłaszcza kiedy okazuje się, że wielu jego mieszkańców nie alibi. Dodatkową niepewność, jak i napięcie wzbudza fakt, że zmarła miała pewną lalkę. Lalkę, której posiadanie z czymś się wiąże. Ale z czym i dlaczego jej posiadanie powoduje w domownikach panikę, strach? Wzbudza to niepokój, zwłaszcza seniorów rodu, którzy zaczynają przeszukiwać zamek w celu odkrycia kto jeszcze ją posiada. Stawia to w ciężkim położeniu Lucy, ale dlaczego? Jakby tego było mało to z czasem pojawia się kolejny trup i kolejny. I do tego znowu ta lalka.
Lucy to inteligentna, mądra i dociekliwa bohaterka. Trochę przerażona, ale pragnie odkryć kto jest mordercą. Tym bardziej, że ma w tym pewien cel. Angażując się w śledztwo coraz więcej odkrywa. Na jaw wychodzi wiele sekretów z nią związanych, o których nie miała pojęcia. Pragnie dowiedzieć się wszystkiego. W odkrywaniu prawdy towarzyszy jej Kai. Bohaterzy coraz częściej ze sobą przebywają i rodzi się pomiędzy uczucie, które skrywają przed innymi. Ich relacji jest świadomy tylko dziadek chłopaka - Carter, który ma pewien plan, jednak chłopak nie ma zamiaru postępować według niego. Jest bardzo sprytny i nie ma zamiaru postępować tak jak mu każe dziadek. Bardzo polubiłam tych bohaterów i to w jaki sposób ich relacja się rozwijała. Tworzyła się w sposób stopniowy i naturalny. Stosują wiele sprytnych zabiegów, żeby tylko spędzić ze sobą czas i żeby nikt ich nie podejrzewał. Jednak nie mija ich kryzys, co jest winą chłopaka.
"Miłość nie była moją mocną stroną, bo wciąż mi się wydawało, że zawodzę. Miłość chciała wzajemności, ja zaś czułam, że mogę tylko przyjmować, ponieważ nie potrafię już dawać. Lecz jeśli dostaje się tak dużo miłości, chce się ją odwzajemniać"
Gnaeus i Carter to wrogowie od bardzo dłuższego czasu, ale okazuje się, że nie zawsze tak było. Dlaczego tak się stało? Co się stało w ich przeszłości? O ile ten pierwszy od początku wzbudził moją sympatię, bo mimo, że jest surowy to jednak widać było, że bardzo kocha swoją rodzinę i wiele dla niej zrobi to w przypadku tego drugiego tak nie było. Surowy człowiek i na pierwszy rzut oka nie widać, żeby mu zależało na swoich bliskich, a zwłaszcza na swoich wnukach. Wobec Kaia od początku ma pewne oczekiwania. A Milo? Można powiedzieć, że mało się nim interesuje. Było mi go bardzo żal.
Książka wciąga od pierwszej strony. Dużo się tu dzieje. Miłość, morderstwo, lalka, nienawiść. Cały czas towarzyszy ciekawość i oczekiwanie co będzie dalej. Nie brakuje napięcia, emocji, jak i zwrotów akcji. Z jednej strony mamy walkę o miłość, a z drugiej strony śledztwo. Autorka zrobiła tu to co ja najbardziej lubię, a mianowicie manipuluje czytelnikiem. Jak już wydawało się, że wiemy kto jest mordercą, wszystko się zgadza to jednak nie. O nie, a osoba podejrzana kończy jako trup. Pojawia się coś nowego, nowy trop i znowu nic nie wiadomo. I tak w kółko, ciągle, nieustannie. Okazuje się, że śledztwo również nawiązuje do przyszłości. Poznajemy przyczyny nienawiści dwóch seniorów.
Podobało mi się to, że historia skupiła się nie tylko na Lucy i Kaiu mimo, że to właśnie książka jest głównie z ich perspektywy. Dowiadujemy się czegoś o każdym z bohaterów występujących w książce. Każdego jesteśmy w stanie poznać, jednych bardziej a innych mniej, ale poznajemy. Autorka każdemu poświęciła swój czas.
Zakończenie bardzo zaskakujące i dopracowane. Szczerze powiedziawszy to byłam bardzo ciekawa jak to się skończy. Czy mimo takiej objętości wszystko się ze sobą w logiczny sposób połączy i będzie miało sens. A tutaj? Zdecydowanie tak było. Uzasadnienie powodów dla swoich działań? Zaskakujące i chore. A wytłumaczenie znaczenia liczb? Genialne. I jak ogólnie nie lubię takiego nawiązania, to w tym przypadku bardzo mi się to spodobało.
Mimo, że książka ma ponad 700 stron to ani na chwilę nie przestaje być ciekawie. Cały czas się coś dzieje i akcja nie zwalnia. Zwłaszcza pod koniec szybko się rozkręca.
"Dopóki śmierć nas nie rozłączy" to mnóstwo rzeczy. To obietnica silnej miłości. Może nie zawsze idealnej, ale silnej. To przysięga, że będzie się walczyło i będzie się wybierać miłość codziennie, nawet podczas złych dni to potwierdzenie, że widzisz w kimś tego jedynego i że i on w tobie kogoś takiego widzi"
"1.3.1.4 śmierć nas nie rozłączy" to książka, którą warto poznać. Delikatny wątek romantyczny w połączeniu z śledztwem tworzy ciekawą, wciągającą i intrygującą historię. Nie brakuje emocji - nienawiść, wrogość, miłość, przyjaźń, rodzina a może nawet wybaczenie? Nie brakuje też śmiesznych momentów. Dodatkowo mamy tutaj dwa tomy w jednym. Skończysz czytać pierwszy tom, odwracasz i czytasz drugi Polecam, miłego!
Lata 50 XX wieku i dwie skłócone rodziny w jednym zamku.
Lucy traci najbliższą rodzinę i musi zmierzyć się z istotą kłamstwa. Jej pokojówka pomaga jej odnaleźć dalszą rodzinę - rodzinę jej wuja. Gdy wchodzi do zamku okazuje się, że ma on wiele zawiłości, między innymi dwie skłócone rodziny, połączone biblioteką i środowymi obiadami. Po kilku tygodniach dochodzi do zabójstwa posiadaczki wiktoriańskiej lalki. Czy w tym tkwi sedno jej śmierci? Czy posiadaczki innych lalek są bezpieczne?
Ile w tych kartkach było emocji to tylko czytelnicy wiedzą! Muszę Wam powiedzieć, że pióro Oli jest bezlitosne, ale nie myślcie, że tylko rozerwie Wasze serca na strzępki: również je ukoi i przytuli. Uwielbiam w tej historii wrażliwość i myśl, która prowadzi nas przez "Jest trudno, ale dasz radę, dalej czeka na Ciebie dobro (a przynajmniej jakaś jego forma...)". Nie ma tu bohaterów nie do pokochania (no dobra, możemy uznać mordercę za wyjątek od reguły) i to, jak ich relacje, ale i same charaktery, wpłynęły do mojego serca... Tego nie da się wyrazić słowami! Uważam, że nie ma postaci bez charakteru, a każdy ma duszę oplecioną pięknym bluszczem.
Jeśli boicie się "cegiełek", to daję Wam znać, że objętość książki w ogóle nie jest odczuwalna w trakcie czytania (ręka też nie boli od trzymania pomimo, że papier jest dobrej jakości!). To jedna z tych pozycji, które nawet jeśli zamkniecie ją na kilka godzin, to nie możecie się doczekać posłuchania o dalszej historii. Początkowo ilość bohaterów może być gubiąca, ale gwarantuję Wam, że w trakcie lektury zapamiętacie ich wszystkich (informacja od autorki: "tak miało być").
Kto z nas nie lubi pięknej miłości? Kto z nas nie stoi w obliczu śmierci?
okey, pierwsza połowa - super wyważone, wciągające i urocze moimi jedynymi zarzutami na tamten moment był trzy rzeczy: - mocno średnia kreacja postaci pobocznych - gdyby nie wzmianka o filmie z 1939 roku i telefonie - nieogarnełabym, że akcja dzieje się w latach 50, bo niestety z klimatu XX wieku została ona obdarta i wyszło coś pomiędzy bardzo wattpadowym opisem xix wieku a willą rodziny monet - relacja L. i K. była mega naciągana i szkoda, że wgl niepokazano czytelnikowi jej ewolucji bo przeszliśmy z "trch gadalismy" do "kiss" do "ni ma typa przez 15tyg" do "OMG UMRE ZA CB" im dalej w las, tym bardziej uderzający był "podstawówkowy" styl pisania, chociaż mogła być to również wina lektorki. druga połowa była... dziwna koncept miasta widno był naprawdę ciekawy ale wykonanie błagało o pomstę do nieba. a rozdział z perspektywy K. po wybudzeniu się... ugh. może sama książka nie była za długa, ale zdecydowanie akcja była źle rozłożona, akcja w nawiedzonym mieście była mega powtarzalna i rozwleczona, gdy zakończenie - po łebkach. epilog był naprawdę na plus - dziękuje za przyznanie że dziadkowie to kanon
jeżeli chodzi o poruszanie "poważnych tematów", dawało to trch wrażenie, że autorka chciała stworzyć wartościową książkę i odchaczała tylko check liste z trudnymi tematami, pisząc o nich max 1 czy 2 sceny
byłam gotowa dać 3 ale druga połową była małym koszmarkiem... a zdecydowanie w porównaniu z naprawdę przyjemną pierwszą połową
Przed Wami niezwykła pozycja, która klimatem i fabułą dorównuje królowej kryminałów - A. Christie. 🌟
Po pierwsze, świat został wykreowany tu we wspaniały sposób! Prędkość fabuły wciąga w wir zdarzeń z zawrotną szybkością. W książce mamy do czynienia z kilkoma perspektywami, które pozwalają lepiej poznać oraz zrozumieć bohaterów i dają szerszy ogląd sytuacji, dzięki czemu zagadka staje się coraz ciekawsza 👀. Płynny język, którym napisano tę pozycję, sprawia, że ciągle mamy ochotę na więcej i - odczuwając zawieszone w powietrzu napięcie - z zachwytem przewracamy coraz to kolejne strony!
Aura tajemniczości i czającego się w kącie mroku unosi się niczym mgła, otaczając bohaterów ze wszystkich stron. Kłamstwa piętrzą się jak szalone, a pośród morderstw każdy staje się posiadaczem własnych tajemnic…
Prawda lubi być naginana. Lucy kłamie. Kai kłamie. Każdy w zamku trochę kłamie. Każdy prowadzi tu własną grę. Każdy jest przerażony grą pozostałych na myśl o tej, którą rozgrywa we własnym zaciszu…
Mordercą może okazać się każdy. Czy gra, którą prowadzi, okaże się wystarczająca?
𝐃𝐞𝐛𝐢𝐮𝐭 𝐀𝐥𝐞𝐤𝐬𝐚𝐧𝐝𝐫𝐲 𝐌𝐚𝐜𝐢𝐞𝐣𝐨𝐰𝐬𝐤𝐢𝐞𝐣 to bez wątpienia jeden z najlepszych i najbardziej obiecujących debiutów literackich, z jakimi się spotkałam. „1.3.1.4 Śmierć nas nie rozłączy” to książka, która oferuje wiele mądrych, życiowych lekcji, ogromny ładunek emocjonalny oraz żywych, wiarygodnych bohaterów, a jej fabuła została przemyślana w każdym, nawet najmniejszym szczególe.
Akcja rozgrywa się w pięknym, starym zamku w Anglii lat 50. XX wieku, gdzie dwie skłócone rodziny, niczym Kapulet i Monteki, zmuszone są ze sobą żyć. Ich części zamku oddzielone są jednak szklaną szybą, przez co, mimo pozornej bliskości, nie mogą się nawet dotknąć. Pewnego dnia do zamku przyjeżdża Lucy Sheftwick, twierdząc, iż jest wnuczką starego Gnaeusa Sheftwicka – surowego nestora rodu. Młoda dziewczyna bardzo szybko zakochuje się z wzajemnością w Kaiu Beckett’cie – chłopaku ,,zza szyby”, wnuku Cartera Becketta, będącego jednocześnie największym wrogiem Gnaeusa. Związek pomiędzy tą dwójką, z pozoru niemożliwy, zaczyna powoli rozkwitać. Niestety w zamku zaczyna dochodzić do dziwnych wydarzeń – ktoś morduje pokojówki w niewyjaśnionych okolicznościach, a jedynym punktem łączącym te zagadkowe morderstwa jest fakt, że każda z tych pokojówek miała przy sobie porcelanową laleczkę.
𝐁𝐫𝐳𝐦𝐢 𝐬𝐭𝐫𝐚𝐬𝐳𝐧𝐢𝐞? 𝐀 𝐭𝐨 𝐝𝐨𝐩𝐢𝐞𝐫𝐨 𝐩𝐨𝐜𝐳𝐚𝐭𝐞𝐤…
,,1.3.1.4 Śmierć nas nie rozłączy” to taki rodzaj książki, z którą jeszcze się nie spotkałam – jest wyjątkowa pod każdym względem. Zaczynając już od jej formy wydania (dwie części w jednej książce), poprzez gładką narrację i żywe dialogi, aż po niesamowicie skonstruowaną intrygę i jej zaskakujące zakończenie. Autorka dokładnie przemyślała każdy szczegół swojej powieści, a każda tajemnica, każdy wątek znalazł swoje wyjaśnienie i zakończenie. (Nie obiecuje, że szczęśliwe). Bohaterowie napisani są w sposób bardzo wiarygodny i przekonujący – każdy z nich jest inny, wyjątkowy, każdy z nich dostał swój głos i swoją historię, co sprawia, że wydają się być realnymi postaciami, a nie sztucznie napisaną literacką kreacją.
Całym sercem pokochałam Gnaeusa Sheftwick’a i Cartera Beckett’a. Dwaj skłóceni ze sobą nestorzy rodu oraz ich wieczne słowne przepychanki ubawiły mnie do łez. Choć ze swoimi ironicznymi docinkami przypominali Cześnika i Rejenta z ,,Zemsty”, w rzeczywistości byli o wiele bardziej zabawni i zdecydowanie mniej się nienawidzili. Ci dwaj, skłóceni od lat, mężczyźni stali się moimi ulubionymi postaciami, a ich relacja jedną z najbardziej nieoczywistych i wzruszających z całej książki.
Milo i Aria również dostarczali czytelnikom wiele frajdy. Choć wykreowani na osoby zabawne i pełne pozytywnej energii, również mierzyły się ze swoimi problemami, każdy na swój indywidualny sposób. Jest to świetna lekcja i niesamowicie mądry przekaz dla czytelników – niektórzy mogą mieć w życiu bardzo ciężko i mierzyć się z wieloma trudnościami, a przy tym uśmiech nie zejdzie z ich twarzy i wciąż dla świata pozostaną wesołymi ,,śmieszkami”.
Lucy i Kai to również bardzo ciekawi bohaterowie – po wieloma względami różnią się oni od siebie, ale razem tworzą piękną i spójną całość. Śledzenie ich losów, ich rozterek oraz ich relacji, było dla mnie niesamowitą przygodą. Obserwowanie jak się w sobie zakochiwali, jak radzili sobie z wieloma problemami, czasami zbyt wielkimi jak na ich wiek, a także jak zawsze wybierali siebie nawzajem i traktowali z pełnym szacunkiem, dało mi nadzieję na to, że w dzisiejszych czasach można jeszcze napisać piękną, zdrową relację między dwójką bohaterów.
Poza tym książka zawiera bardzo dużo ciekawych i mądrych przemyśleń autorki, sprytnie zawoalowanych czy to w narracji, czy w dialogach bohaterów, dzięki czemu nie czujemy się nimi przytłoczeni, a raczej wzbogaceni o nowe przemyślenia i poglądy. Jest to bardzo ważne dla młodszych czytelników, bo każdy z nich może wynieść z tej lektury cenną lekcję na temat wartości rodzinnych, przyjaźni, miłości, braterstwa, a także poświęcenia i poczucia straty. Autorka nawiązuje również do klasyków takich jak ,Czarnoksiężnik z krainy Oz czy Królowa Śniegu, oraz częstuje swoich czytelników fragmentami innych pięknych utworów: ,,O mio Babbino Caro" z opery Gianni Schicchi, wierszem Emily Dickinson ,,Nie trzeba być komnatą", a także fragmentami Pisma Świętego, w tym Hymnem o Miłości w wersji włoskiej. Wszystko to jeszcze bardziej wpływa na wartość całej książki.
Sam wątek kryminalny jest bardzo dobrze przemyślany i napisany, a do tego absolutnie nieprzewidywalny. Śmierć pokojówek, jej związek z porcelanowymi laleczkami i tajemniczymi numerami (1.3.1.4) znajdują bardzo oryginalne wyjaśnienie, w którym autorka za pomocą swoich bohaterów objaśnia czytelnikom zawiłość całej teorii w sposób jasny i przejrzysty. Osobiście byłam bardzo zaskoczona rozwiązaniem zagadki, a pomysł na tajemnicze numery znajdujące się w tytule jest nie tylko oryginalny, ale ma też sens i czerpie inspiracje z klasyków, za co bardzo autorkę szanuję.
Książka jest długa (w końcu zawiera dwie części), ale moim zdaniem jej objętość wcale nie przytłacza – każda strona jest tu potrzebna, każda ma sens i wnosi coś ważnego. Autorka ma niesamowicie lekkie i przyjemne pióro - opisy są piękne w swojej prostocie, ale nie brakuje im też poetyckiej czy filozoficznej nuty. Dialogi są żywe i porywające, a całość cudownie zwieńcza bardzo emocjonujące i piękne zakończenie, a także przepiękna, pełna istotnych szczegółów okładka.
Podsumowując, moja przygoda z debiutancką powieścią Aleksandry Maciejowskiej była niezwykle satysfakcjonująca – książkę poleciłabym każdemu, zwłaszcza osobom, które tak jak ja lubią klimaty Downtown Abbey, a także twórczość Agathy Christie i Jane Austen. Ponadto książka idealnie nadaje się dla młodszych czytelników (14+), ponieważ w przyjazny sposób przekazuje wartościowe treści, co w dzisiejszych czasach wcale nie jest tak oczywiste, a przez to jeszcze bardziej potrzebne.
Super książka na wieczory z herbatką. Przez prawie całą pierwszą cześć czułam się jak w książce Christe, ale nie z perspektywy Poirota, a ludzi, ktorzy uczestniczą w całej zgadcę. Jestem zachwycona relacją Gnauesa i Lucy🥰.
Cieszę się, że akcja książki nie skończyła się na uratowaniu Kaia z widmo miasta, a potem żyli długo i szczęśliwie bez żadnych traum. Dzięki tym ostatnim rozdziałom książka nabrała głębszego wymiaru, a akcja zostało elegancko zamkniętą.
This entire review has been hidden because of spoilers.