„Podobno dzieci i ryby głosu nie mają. Mają za to supełki w żołądku, tęsknotę w gardle i swoją słodko-gorzką historię do opowiedzenia”.
„Szkody. Opowieść o świecie minionym” Hani Hoffman to historia pisana sercem. Choć przedstawia losy swojej śląsko-wielkopolskiej rodziny, to nie jest to tylko jej jednostkowe doświadczenie, lecz rzeczywistość, w której wielu czytelników odnajdzie własne przeżycia. To co nas tworzy, to relacje i nasi bliscy, także ci, których już nie ma. Hania w ujmujący sposób opowiada o swoich przodkach, dzieciństwie, naiwnej młodości, dojrzewaniu i dorosłości. Jak w każdym życiu, łzy śmiechu przeplatają się ze łzami rozpaczy.
Po raz kolejny ogromnie ujęła mnie wrażliwość Hani i sposób, w jaki opowiada o rodzinie. Jestem pod wrażeniem jej umiejętności przelewania myśli na papier i dzielenia się emocjami. Trochę czytałam, trochę słuchałam i w każdej formie lektura stanowiła ogromną przyjemność. Sporo się uśmiechałam, czasem śmiałam się w głos. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak bardzo się spłakałam czytając książkę. Wzruszyły mnie wspomnienia Hani, zwłaszcza te z czasów, gdy nie zgadzała się suma oddechów. Zazdroszczę Hani wyjątkowego daru snucia opowieści. Jeśli jeszcze nie znacie, a lubicie wracać pamięcią do dawnych lat, to sięgnijcie po „Szkody”. Myślę, że odnajdziecie w tych wspomnieniach cząstkę siebie.
„A teraz nic się już nie da naprawić. Zupa dawno wystygła, rodzice nie żyją, a nasz dom sypie się od środka, chwiejąc się niepewnie na pokancerowanych przez szkody górnicze fundamentach. Pewnego dnia zostanie zrównany z ziemią, a wraz z nim każdy centymetr mojego dzieciństwa. W spadku zostaną powidoki, echo dawnych dni. Odpryski przeszłości powbijane w pamięć niczym drzazgi”.