Aby zwalczyć nieśmiałość, Feyra Byron postanawia stworzyć listę rzeczy, które musi zrobić w trakcie pierwszego roku studiów na Harvardzie. Pozornie wydaje się to proste, jednak w jej przypadku to zadanie niemal niemożliwe do wykonania. Nie dość, że traumatyczne wydarzenia sprzed lat spowodowały u dziewczyny spory problem z nawiązywaniem nowych znajomości, to realizację planów utrudnia jej także nadopiekuńczy brat.
Milo Roth ma dwa marzenia: skończyć studia i rozpocząć zawodową grę w NHL. Nie chce się dekoncentrować, dlatego pod żadnym pozorem nie zamierza wdawać się w romanse czy przelotne znajomości. Niespodziewanie jednak dowiaduje się szokującej prawdy o jednym z członków elitarnego stowarzyszenia, do którego został zaproszony. Bez wahania zgadza się pomóc Dorianowi Byronowi w dokonaniu odwetu za skrzywdzenie siostry przyjaciela. Aby zrealizować plan zemsty, Milo musi się choćby pozornie zbliżyć do dziewczyny. Decyduje się zaproponować jej pewien układ, na którym oboje skorzystają.
Feyra nie podejrzewa, że jego propozycja ma drugie dno. Milo natomiast nawet nie przypuszcza, że „pozorne zbliżenie się” niespodziewanie może przerodzić się w „uśmiecham się na samą myśl o tej dziewczynie”.
A parszywy los tylko czeka, aż będzie mógł podkreślić, że nieszczerość to kiepski fundament do oparcia na nim relacji.
Mimo naprawdę dobrze zapowiadającego się tytułu, książka pozostawia wiele do życzenia zarówno pod względem fabuły, jak i wykreowania bohaterów.
Styl pisania obu autorek, znałam już wcześniej, z ich poprzednich książek. Zarówno dylogię “Challenge”, jak i “Memories” naprawdę lubię i z przyjemnością je polecam, gdy mam do tego okazję. Pióra Leny, oraz Sandry są proste, co samo w sobie nie byłoby wadą, jednak zauważyłam, że czytając rozdziały z perspektywy Mila, czułam o wiele większą przyjemność, niż przy tych z perspektywy Feyry. Jednak obie postacie mnie w żaden sposób nie zachwyciły. Główny bohater był naprawdę ciekawą postacią, z którą można powiedzieć że się polubiłam, jednak Feyra mocno działa mi na nerwy i czytając jej rozdziały, liczyłam że szybko się skończą. Nie mogę nie wspomnieć o bohaterach pobocznych, które były jedną z gorszych części tej historii.
Dorian, czyli brat Feyry, jest najlepszym przyjacielem Mila (głównego bohatera) i był on nadmiernie opiekuńczy, wobec dziewczyny. Z jednej strony rozumiałam jego podejście, ze względu na pewne wydarzenie z przeszłości Feyry, natomiast po czasie było ono niezwykle irytujące i jego wypowiedzi doprowadzały mnie do szału.
Arizona, czyli współlokatorka Feyry i kochanka Doriana, była może nie najgorszą postacią, ale również nie skradła ona mojego serca. Cały czas przewijała się ona w wielu scenach, ale tak naprawdę do historii nie wniosła absolutnie nic. Najczęstsze wzmianki o niej były wtedy, gdy autorki chciały podkreślić jak często chodzi do łóżka z Dorianem. Powtarzanie tego co robią w zamkniętym pokoju, aż tak wiele razy, było niepotrzebne i po czasie niesmaczne.
Postacią poboczną, która była chyba najgorsza z trzech, które wymienię, jest Molly, czyli siostra Mila. Podejrzewam, że miała być ona barwną postacią, która rozśmieszy czytelnika i będzie tą “fajną i rozrywkową” bohaterką. Niestety ja odebrałam ją jako działającą mi na nerwy i uzależniona od marihuany nastolatkę. Zachowywała się naprawdę niedojrzale i może to był ten czynnik, który sprawił że nie polubiłam jej postaci.
Przechodząc już do samej fabuły książki, początek naprawdę mnie zaciekawił. Nieśmiała dziewczyna, która zaczyna studia na Harvardzie i przyjaciel jej brata, który w dodatku jest hokeista? Brzmi super, prawda?
Niestety im dalej w las, tym gorzej. Wszystko zaczęło się psuć około 100 strony, gdy główny bohater założył się z pewnym chłopakiem, na którym planowali się zemścić, o to że “przeleci” Feyrę do końca semestru. Ten zakład mnie naprawdę odrzucił, bo mimo tego że jest to jedynie przykrywka, to fakt że wyszło to od głównego bohatera, naprawdę nie spodobało mi się.
Kolejnym punktem, który naprawdę jest dla mnie dziwny, były bardzo losowe sceny, które brały się znikąd i naprawdę mnie zniesmaczyły.
Jedna z nich, był moment, w ktorym Miło wszedł do domku, gdzie znajdowała się Feyra i Molly, całujące się z języczkiem, chwilę po tym jak razem paliły marihuanę.
“[…] po przekonczeniu domku gościnnego zobaczę Feyrę całująca się z moją siostrą […]. Feyra trzyma Molly za kark, a moja siostra obejmuje ją za tył głowy.”
Naprawdę zniesmaczyła mnie ta scena, a fragment, który znajduje się na następnej stronie, sprawił że mój niesmak jedynie wzrósł. Gdy Molly pyta się brata, chwilę po zakończeniu pocałunku, aby przyniósł piwo, Feyra mówi, aby lepiej przyniósł tequilę, ponieważ:
“— Ale chciałam zlizać sól z dekoltu Molly… Widziałam kiedyś taki filmik. To było seksi.”
Niesmaczne prawda? Niestety to nie koniec scen, które mnie zniesmaczyły, bo tego typu dziwnych tekstów było więcej np:
“— No weeeź! Zrób Milowi lapdance! On to lubi.” (siostra o bracie 🫠)
Dodatkowo była jedna scena, która mnie naprawdę zdziwiła? Nie wiem jak określić moje odczucia co do niej. Milo powiedział, że “zgoda po alko i ziole nie jest świadomą zgodą”, ale rozdział wcześniej, wiedząc że główna bohaterka wcześniej paliła, nie powstrzymał się aby się z nią całować.
Dodatkowo, książka była promowana jako romans książkary i hokeisty, oraz nawet w opisie jest pokazane, jak to główny bohater nie jest zakochany w hokeju i jak nie marzy o profesjonalnej grze w NHL, a hokeja nie było tam wcale! Był jeden opis meczu i to w dodatku bardzo krótki. Liczyłam, że bardziej poznam bohatera z tej “prywatnej” strony i dowiem się więcej o jego marzeniach, oraz pasji. Tutaj również uważam że potencjał został zmarnowany.
Nie napisałam wiele o głównych bohaterach, a wynika to z tego że byli oni dla mnie niesamowicie nijacy. Feyra nie zainteresowała mnie swoim charakter w najmniejszym stopniu, miałam wrażenie jakby jej postać była bardzo płaska. Milo, mimo tego, że może w innej książce skradłby moje serce, ponieważ widziałam w nim mojego ukochanego bohatera z dylogii Challenge, czyli jego ojca, tak tutaj czułam że autorki nie wykorzystały w pełni jego potencjału.
"Love At First Sight" to książka, która mnie niesamowicie wynudziła, zdenerwowała zachowaniem, oraz charakterem postaci i jak wcześniej wspomniałam momentami zniesmaczyła. Nie planuję sięgać po kolejny tom LAFS’ów, ani kończyć w przyszłości pierwszego, ponieważ ostatnie 100 stron, jedynie szybko przeleciałam wzrokiem, nie przykuwając zbyt dużej uwagi do tekstu, przez to jak niesamowicie wycieńczona czułam się tą historią.
Czytane długo przed oficjalną premierą. Nie znam słów, którymi mogłabym opisać moją miłość do tej książki i tych bohaterów. Czytając tą książkę przeżywałam mnóstwo emocji, od radości, poprzez wzruszenie aż po ból. Zakończenie złamało mi serce i potrzebuje drugiego tomu na już, bo nadal przeżywam koniec książki. Czytając dylogię Memories i Challenge pokochałam głównych bohaterów i myślałam, że nie znajdę już nikogo tak uroczego i kochanego a jednak zostałam pozytywnie zaskoczona. Milo Roth, kochany i uroczy hokeista, i to on jest głównym powodem, żeby przeczytać tą książkę.
•Nie jest to moja pierwsza styczność z książkami 𝐋𝐞𝐧𝐲 i 𝐒𝐚𝐧𝐝𝐫𝐲 i też na pewno nie ostania. Uwielbiam ich książki całym sercem i muszę wam powiedzieć, że w tej również się zakochałam.
•Nawet nie wiecie jak bardzo nie mogłam się doczekać premiery tej książki! Gdy tylko dowiedziałam się, że dziewczyny wydadzą spin-off dylogii 𝐂𝐡𝐚𝐥𝐥𝐞𝐧𝐠𝐞 i 𝐌𝐞𝐦𝐨𝐫𝐢𝐞𝐬 siedziałam jak na szpilkach!
•Pióro 𝐋𝐞𝐧𝐲 i 𝐒𝐚𝐧𝐝𝐫𝐲 jest świetne! Czytałam wiele ich książek i na żadnej się nie zawiodłam!
•Do „𝐋𝐨𝐯𝐞 𝐚𝐭 𝐟𝐢𝐫𝐬𝐭 𝐬𝐢𝐠𝐡𝐭” miałam wielkie oczekiwania i muszę wam powiedzieć, że zostały one spełnione jak i nie przewyższone.
•𝐅𝐞𝐲𝐫𝐚 to córka 𝐀𝐲𝐦𝐞𝐞 i 𝐒𝐡𝐚𝐧𝐞’𝐚 z 𝐝𝐲𝐥𝐨𝐠𝐢𝐢 𝐌𝐞𝐦𝐨𝐫𝐢𝐞𝐬 𝐒𝐚𝐧𝐝𝐫𝐲. Dziewczyna po mimo swojego młodego wieku przeszła naprawdę wiele i nawet nie wiecie jak się cieszę, że jej bliscy ją tak wspierają.
•Natomiast 𝐌𝐢𝐥𝐨 to syn 𝐌𝐚𝐥𝐥𝐨𝐫𝐲 i 𝐌𝐢𝐥𝐞𝐬’𝐚 z 𝐝𝐲𝐥𝐨𝐠𝐢𝐢 𝐂𝐡𝐚𝐥𝐥𝐞𝐧𝐠𝐞 𝐋𝐞𝐧𝐲. I to prawda co dziewczyny napisały na początku książki, 𝐌𝐢𝐥𝐨 skradła dla siebie moje serce, przebił swojego ojca jak i 𝐒𝐡𝐚𝐧𝐞’𝐚.
•𝐅𝐫𝐞𝐲𝐚 jest naprawdę zamkniętą w sobie dziewczyną, przeszła naprawdę wiele jednak nie poddała się, przezwycięża demony przeszłości! A pomaga jej w tym właśnie 𝐌𝐢𝐥𝐨, który jest dla niej największym wsparciem i zrobi wszystko żeby była bezpieczna i czuła się komfortowo.
•Naprawdę kocham ich relacje, tak naprawdę już od ich pierwszego spotkania było czuć tą chemię pomiędzy nimi. Są oni dla siebie ogromnym wsparciem i widać jak przy sobie odżyli.
•Samą fabuła była świetnie rozplanowana, to wszystko działo się w idealnym tępie, nie za szybko nie za wolno. A to jak dziewczyny wykreował głównych bohaterów jest niesamowite, każdy z nich jest unikatowy i wyróżnia się na tle innych.
•”𝐋𝐨𝐯𝐞 𝐚𝐭 𝐟𝐢𝐫𝐬𝐭 𝐬𝐢𝐠𝐡𝐭” to historia która już od pierwszych stron trafiła do mojego serca, nie mogłam się doczekać aż ją przeczytam, a gdy już to zrobiłam to wiedziałam, że prędzej czy później do niej wrócę!
•Nie mogę się doczekać tego co dziewczyny zafundują nam w drugim tomie, a po tych fragmentach na x trochę się wręcz go boję.
przeurocza, zabawna, intrygująca, prosta. potrzebuję kontynuacji i historii o Arizonie.
__________pełna recenzja: "Od trzydziestu dziewięciu miesięcy odbudowuję siebie kawałek po kawałku. Od stu sześćdziesięciu siedmiu tygodni łatam dziury i zapycham pustki w swojej duszy. Od tysiąca stu siedemdziesięciu dni wzmacniam kraty wewnętrznego więzienia, za którymi staram się trzymać wspomnienia z tamtej przeklętej nocy."
Zaczynam bez koloryzowania. Ta książka porusza istotny problem, przez wielu nadal bagatelizowany. Łatwo jest oceniać innym sytuację, w której oni nigdy się nie znaleźli. Łatwo jest szukać 0fiar. Obwiniać osoby, które tak naprawdę walczą o swój głos. Feyra jest jednym z takich głosów.
⚠️TW: rozmowy/ wspomnienia na temat napaści na tle seksu•lnym⚠️
"Love at first sight" to komfortowa, ciepła, wzruszająca i napisana z humorem opowieść, dzięki której przeniesiecie się w studenckie klimaty. Jest to także spin-off do dwóch dylogii autorek - "Memories" Sandry Biel oraz "Challenge" Leny M. Bielskiej, których ja niestety nie miałam okazji czytać. Czy lektura LAFS była dla mnie przez to problematyczna? Wcale nie! To całe uniwersum, które łączą bohaterowie, a przeczytana przeze mnie historia opowiada o dzieciach dwóch par - Rothów oraz Byronów. Wzmianki o rodzicach są naprawdę małe i nie zepsuły mi one zabawy z poznawania kolejnych wydarzeń. Powiedziałabym nawet, że zapragnęłam poznać ich dawne historie... Ale o tym później!
LAFS prowadzi nas przez studenckie realia wraz z Feyrą oraz Milem jako narratorami. Dziewczyna, by pokonać swój lęk przed nieśmiałością, stworzyła listę zadań, które mają jej pomóc przełamać się wśród akademickiej społeczności. Niestety traumatyczne wydarzenia sprzed lat nie ułatwiają jej tego zadania. Dopóki na jej drodze nie staje Milo - gracz hokeja i najlepszy przyjaciel jej brata. Zaczęło się od przypadkowej kawy, a potem... Ich układ miał być prosty, lecz wiadomo jak z takimi bywa.
Pierwsze, co mnie urzekło w tej powieści, to jej wydanie. Wiem, wiem, nie ocenia się książki po okładce, ale tej to zdecydowanie nie umniejsza. Przesłodka grafika, która spogląda na Was z okładki to dopiero początek. Wnętrze skrywa o wiele więcej! W trakcie lektury natkniecie się na oddzielone konwersacje między bohaterami, które między wierszami będą skrywać giga emotki (nie żartuję). Poza tym początki rozdziałów prezentują głównych bohaterów w ich najlepszym wydaniu. Jane Austen i hokejowy kij będą się przewijać przez całą fabułę LAFS. Autorki stworzyły naprawdę ciekawą opowieść. Do tego, znając już ich styl, w pewnych momentach nie mogłam się oderwać od lektury. Lekki, przyjemny, nasycony sarkazmem, przeplatany żartami, to chyba już znak rozpoznawczy piór Bielskiej i Biel. Jest to historia dla młodych czytelników (autorki znam z ich romansów), jednak oznaczona jako 16+, także miejcie to na uwadze. Dodatkowo, tak jak pisałam Wam to we wstępie, pojawiają się tutaj tematy, które mogą wywołać niepożądane wspomnienia, także warto zaznajomić się z listą ⚠️TW. Czy urok rządzi tą książką? Zdecydowanie tak! Próby odkrywania siebie, podejmowania kolejnych wyzwań z listy, wsparcie wśród najbliższych - to były chwile, dla których Feyra Byron żyła. Urzekały mnie niektóre fragmenty z jej perspektywy, szczególnie gdy do rozmów dochodzili Arizona oraz Milo. Jej zakręcona współlokatorka nie mogła być mniej ważna. Razem tworzą duet idealny, a powiedziałabym nawet, że są niczym partnerki w zbr0dni. Jeśli zaś chodzi o chłopaka, to nie mógł być on bardziej idealny (choć sam twierdzi inaczej). Od początku znajomości z Feyrą jest wobec niej... taki delikatny. Pomaga jej w wypełnianiu kolejnych punktów listy, nie naciska, nie wywiera niepotrzebnej presji. Stara się ją chronić tak, jak robi to jej brat. Na przestrzeni lektury mamy również ukazany ciekawy wątek zemsty na pewnej osobie, która od początku stała się naszym wrogiem (będziecie wiedzieli o kim mowa). Wraz z bohaterami przeżywałam kolejne spotkania, kolejne imprezy tylko po to, by... no właśnie. Padło kilka przykrych słów, ale tutaj można się było tego spodziewać. Autentycznie miałam ochotę rzucić tą książką.
Relacja przyjaciół przechodzi metamorfozę. Kształtują się nowe więzi, a niektórzy nawet idą o krok dalej. Jest miejsce na książki, schadzki w bibliotece, a nawet podróże samolotem, koncerty i wieczorne gry przy alk0holu. Można powiedzieć, że to typowi studenci. Jednak ta książka z pewnością nie jest typowa.
💖Nie zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. 💖Nie pokochałam jej całym sercem. 💖Nie pokochałam... ale jak widać, mogłabym o niej pisać całe epopeje.
Miłość od pierwszego wejrzenia, czyli kiedy dwie komfortowe historie stapiają się w jedną i tworzą kolejną komfortową książkową bombę. Uniwersytet, szara myszka i hokeista. Jakże ja byłam ciekawa tej książki!
[współpraca reklamowa z @wydawnictwokreatywne]
Podobnie jak ja, główna bohaterka jest idealnym przykładem “overthinkera”, więc szybko złapałam z nią więź. Nieśmiałość Feyry i to silne zamknięcie w sobie, podyktowane są traumatycznym wydarzeniem z przeszłości. Podoba mi się, że jej droga do nabrania większej pewności siebie nie jest spłycona; że ona sama nie traci zbyt szybko swojego charakteru, a małymi krokami otwiera się na innych. Bardzo jej kibicuję – i mam nadzieję, że sprawiedliwość wreszcie dosięgnie co niektórych…
A Milo… Przyjaciel starszego brata Feyry (też tak bardzo lubicie ten motyw? 🤭 Swoją drogą, jaki ojciec, taki syn… 😂). Ma naturę flirciarza, jest pewny siebie, chwilami nieco arogancki, ale w stosunku do Feyry ogromnie cierpliwy, wyrozumiały i troskliwy, czym zdecydowanie może chwycić za serce.
Jestem ciekawa, jaką krucjatę prowadzi Arizona – przyjaciółka i współlokatorka Feyry. Jest zdecydowanie najbardziej zakręconą duszą ze wszystkich obecnych w tej książce. No, może z wyjątkiem Molly… Obie wprowadzają tu trochę niespodziewanego, ale i odświeżającego szaleństwa.
Pomimo trudnego tematu, który autorki poruszają w tej historii, nie da się przy niej nie uśmiechać. Mnie banan nie chciał zejść z twarzy – chyba że po to, żeby na chwilę opadła mi szczęka z zaskoczenia. Bohaterowie mają w sobie trochę niespodzianek. Przyglądanie się niektórym rzeczom odstawianym przez młodsze pokolenie Byronów i Rothów wywołało we mnie coś na kształt tego, co zapewne czują rodzice, gdy ich dzieci wkraczają w okres nastoletniego buntu 😳
Wizyta u znanych mi już, i bardzo lubianych postaci była dla mnie wisienką na torcie. W pewnym sensie stanowiła też melancholijną podróż w przeszłość. Muszę przyznać, że było to trochę dziwne uczucie, ta myśl, że teraz to ich dzieciaki są w wieku, w którym byli oni, gdy ich poznawaliśmy 🥺 Aymee i Shane zostali na razie tylko wspomniani – choć mam podejrzenie, że odegrają większą rolę w drugim tomie. Za to nawet to krótkie, epizodyczne spotkanie z Milesem i Mallory wywołało u mnie jeszcze szerszy uśmiech na twarzy.
Książka czyta się bardzo szybko, chociaż jest małą cegiełką. Nie brakuje jej emocji, a podwójna perspektywa i przyjemne w odbiorze style autorek pozwalają się wciągnąć i wręcz przepłynąć przez lekturę. A tak poza konkursem – nie mogę się napatrzeć na tę okładkę, jest przeurocza 🥺 Na ten moment mam co prawda cichą nadzieję na ciut więcej hokeja w kolejnym tomie, ale ogólnie rzecz biorąc nie mogę się go doczekać, bo to zakończenie… ach, co tu dużo mówić: czytajcie i sami się przekonajcie!
Zarówno dylogia Memories jak i Challenge są książkami do których uwielbiam wracać myślami, są one dla mnie definicją komfortu i ciepła. Gdy tylko dowiedziałam się o spin-offie za wszelką cenę chciałam go przeczytać i ponownie spędzić czas z postaciami, które tak bardzo polubiłam, ale przede wszystkim przeczytać coś nowego z uniwersum.
Styl pisania autorek jest przyjemny i lekki przez co trudno się oderwać od lektury. I choć końcówka była dla mnie dość przewidywalna i tak nie umniejszyło to emocjom, które we mnie wzbudziła i jakie czułam na przestrzeni poznawania się bohaterów.
Feyra jest nieśmiała, urocza i mądra. Tworzy listę rzeczy które chciałaby zrobić, aby się przełamać, to właśnie dzięki temu i wykonaniu zadania z zapłaceniem za kogoś zakupy spotyka Milo- przyjaciela jej brata, który na początku jej nie poznał. Ucieszyłam się, że uświadomienie bohatera o pokrewieństwie dziewczyny z Dorianem odbyło się szybko, że to kłamstwo się nie ciągneło. Podobało mi się to, że zarówno w niej jak i chłopaku mogłam odkrywać cechy które odziedziczyli po rodzicach (np. drapanie się po nosie).
Milo jest ideałem, ale tego można się było spodziewać, gdyż miał od kogo czerpać dobry wzorzec. Jest wyrozumiały i pomocny względem dziewczyny, ale też nie traktuje jej specjalnie i krucho ze względu na to co przeszła. Jego myśli gdy uświadamia sobie, że coraz bardziej wpada w ich relację, że nie traktuje jej wyłącznie jak siostry przyjaciela to było cudo, które roztopiło mi serce.
Akcja książki rozgrywa się na studiach, gdzie możemy zaobserwować codzienność bohaterów, ale także skupić się na mroczniejszym temacie jakim jest specjalne stowarzyszenie G.E.N, z którym połączeni zostali Milo i Dorian, gdyż za wszelką cenę chcą aby zaistniała sprawiedliwość.
Cieszę się, że bohaterowie z poprzedniej dylogii przewijają się naprawdę często. I choć dziwnie mi się czyta o nich jak o starszych i bardziej odpowiedzialnych bohaterach (choć Sebastian chyba nigdy nie dorósł) sprawiło to, że do mojej głowy wracały ulubione fragmenty z ich historii.
Relacja bohaterów opiera się na motywie slow burn, dzięki czemu możemy zwrócić uwagę na mniejsze gesty, ale i też po części bardziej zaobserwować jak Feyra stara się odnaleźć, poradzić sobie z przeszłością.
Przyjemna i otulająca powieść, która pozwala nam ponownie spotkać ulubionych bohaterów ale i obdarzyć uczuciem tych nowych. Zachęcam do sięgnięcia, a ja z niecierpliwością wyczekuje kontynuacji.
Ostrzeżenie: Pisane słowa od razu po skończeniu, misz masz myśli. Krótka opinia. Przepraszam również za chaotyczność. 🙈
Wiecie jak opisałabym to co ze mną zrobiła ta książka w dwóch słowach? ZAKOCHAŁAM SIĘ. 💓
Dosłownie to jest tak super książka przez którą się wręcz płynie. Cóż uwielbiam to jak dziewczyny piszą książki. Ile razy miałam uśmiech na twarzy czy rumieńce nie zliczę. A żeby nie było to łzy też się pojawiły, ale cóż się dziwić jak ja jestem emocjonalną bułą. 😭😭😭
Bohaterowie. Feyra - jej imię !! Nawiązanie do ulubionej książki jej mamy jest przesłodkie. Bohaterka do której od razu mnie przyciągnęło, moja pierwsza myśl: chciałabym wleźć do tej książki i ochronić ją jak pewien nadopiekuńczy pan. A tu mowa o Dorianie, który też mi skradł serce, choć jego siostra bardziej. Oraz niespodziewanie zrobiła to Arizona! She's fire! Oczywistością jest, że serce podbił mi całkowice główny bohater. Milo - O CIE PANIE BOSKI JEST. Kiedy przeczytałam dedykację miałam takie: nie no nie ma szans, że przebije pewnych dwóch panów. On to zrobił. NAPRAWDĘ. To jak zadbał o nią, jego słowa oraz podejście>> Wywieszajcie zielone flagi, tu są potrzebne ogromne! Świetnie się bawiłam widząc podobieństwa bohaterów do rodziców. Których wspomnienia w tekście wzruszały mnie ogromnie, teraz wiem że muszę zrobić reread obu dylogii.
Czy znajduje się też tu charakter, który znienawidziłam z całego serca? TAK. Jak tylko się pojawiał czy przy pierwszym wspomnieniu to w głowie miałam tylko: dajcie mi łopatę i duży dół oraz pozwólcie wskoczyć do książki to zrobię niewyobrażalne rzeczy.
Czego się nie spodziewałam w tej książce? Charakteru tajnego stowarzyszenia, totalnie miałam szeroko oczy otwarte jak dowiadywałam się informacji o nim..
Tytuł książki idealnie nawiązuje do moich uczuć związanych z nią. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Komfort jaki roztoczyła wokół mnie> Porusza ona również ogromnie ważne tematy! Jeśli planujecie sięgnąć po nią kiedy będzie premiera zapoznajcie się z ostrzeżeniem.
Polecam wszystkim, a zwłaszcza fanom dylogii Challenge czy Memories. Dziewczyny napisały świetną książkę. Gratulacje ogromne! 🥰🫶🏻
Czytanie książki, która jest spin-offem moich dwóch ulubionych dylogii było niezwykłym doświadczeniem. Powrót do tego świata spowodował, że znowu poczułam się jak w domu, a takiego uczucia komfortu nie zapewniła mi żadna inna książka.
„Love at First Sight” to książka pełna barw. Czytając, doświadczamy studenckich klimatów, dzięki czemu nie zabraknie tutaj humoru i zabawnych scen. To także ciepła i piękna historia miłosna, przez którą będziecie chcieli krzyczeć ze szczęścia. I w końcu, to wzruszająca historia o otwieraniu się na świat, walce z bolesną przeszłością i wychodzeniu z własnej strefy komfortu, by czerpać z życia to, co najlepsze.
Ta książka zdecydowanie jest wciągająca. Powoli rozwijająca się relacja Feyry i Milo sprawi, że nie będziecie w stanie oderwać się od lektury. Każdą ich interakcja wywołuje uśmiech na twarzy i motylki w brzuchu. Milo doskonale wie, jak rozkochać w sobie wszystkich czytelników, ale to w końcu syn Milesa Rotha, ma to we krwi. To bohater, który dba o komfort ukochanych osób. To właśnie on był powodem, dla którego Feyra odważyła się na wypełnienie swojej listy z zadaniami, dzięki czemu mogła otworzyć się na świat.
W tej książce nie zabrało niczego. Mamy tutaj motyw siostry przyjaciela, tajemnicy i hokeja. Pojawia się kilka naprawdę świetnych postaci drugoplanowych, które uzupełniły historię.
„Love at First Sight” to nie tylko słodkie i urocze momenty. Wszystkiemu towarzyszy tajemnica, planowanie zemsty oraz pewne stowarzyszenie, które wywołuje ciarki na całym ciele. Takie połączenie sprawia, że książka dostarcza czytelnikowi całą masę emocji.
Ta książka była dla mnie niesamowitym przeżyciem, a jej zakończenie zostało w mojej głowie na długo po jej skończeniu. Właśnie takie książki chciałabym czytać. Które wywołują u mnie prawdziwe emocje. Które dają mi radość i powodują wzruszenie. Nie jestem w stanie ubrać mojej miłość do tej pozycji, ale uwierzcie mi, że jest ona warta każdej waszej chwili.
Książka ani trochę mnie nie porwała. Zaintrygowana otoczką „tajemniczej książki” kupiłam ją i niestety się zawiodłam. Główni bohaterowie nie zdobyli mojej sympatii, nie utkwili mi w głowie. Pisząc recenzje kilka miesięcy po przeczytaniu książki, nie pamiętam już nawet o czym była. Przyznaję, że nie planuję sięgać w przyszłości po drugą część lub po inne książki tych autorek. Plus za okładkę i obrazki w książce, bo były naprawdę świetne.
Matko, chyba chwilę po skończeniu, nie mam słów do opisania, jaka ta książka była dobra. Te prawie 500 stron pochłonęłam tak szybko. Trochę smutno że już musiałam się rozstać z misiaczkami. Teraz pozostaje mi czekać na drugi tom, który potrzebuje na już!!!!
Zwiesiłam się na tej książce🥺. Spodziewałam się czegoś w stylu dynlogi memories którą kocham ale niestety to nawet nie ma do tego podjazdu ,książka bardziej przypomina tą drugą dynlogie(nie pamiętam jak się nazywa) którą była okej a druga książka była nie potrzebna bo nic do niej nie wniosła ,to w tej książce tak naprawdę nic prawie ciekawego się tu nie dzieje.Takie same mam odczucia do tej książki którą jest takim okej spodziewałam się więcej i jestem zawiedziona.W pamięć mi napewno nie zapadnie.MAM ZA TO JEDNO WAŻNE PYTANIEM ,PO CO DODALI ŻE MILO JEST HOKEISTA SKORO NIE MAM TEGO W OGÓLE ODCZUĆ W KSIĄŻCE TO JEST TYLKO TAK SE RZUCONE A NAWIĄZAŃ DO HOKEJA TAM NIE MA ! JAK WIELKA MIŁOŚNICZKA HOKEJA W KSIĄŻKACH JESTEM ZAWIEDZIONA
❤️„Love at first sight” to książka, która jest naprawdę przyjemna, lekka i do tego strasznie szybko się ją czyta. Została napisana tak płynnie, że nie szło się od niej oderwać, a kartki same przelatywały przez palce. Jest to także moja pierwsza książka napisana przez dwie autorki. Jednak muszę przyznać, że praktycznie nie jest to odczuwalne, a podczas czytania nie raz miałam wrażenie jakby napisała to jedna osoba.
❤️Głównymi bohaterami są Feyra i Milo. Feyra jest bardzo delikatna, wrażliwa, nieśmiała oraz inteligentna. Sprawy, które wydarzyły się w przeszłości dziewczyny, sprawiły, że zamknęła się ona w sobie i ma problemy z nawiązywaniem nowych znajomości. Milo to misiaczek, który jest słodki, pewny siebie i gra w hokeja. Do tego troskliwy, a jak się w coś zaangażuje to na całego. Przy Feyrze myślę, że on troszkę się hamuje i nie jest do końca sobą. Jest przy niej ostrożniejszy i w stosunku do ich relacji, pokazuje Feyrze, że może na niego liczyć i nie zrobi nic wbrew jej woli.
❤️Autorki postanowiły skupić się na rozwijaniu relacji Feyry i Milo. Dziewczyna przeżyła to co przeżyła, a Milo podchodzi do niej delikatnie, więc jest tutaj budowanie zaufania, ale też całej relacji. Pokusiłabym się o stworzenie, że jest to taki lekki slow brun.
❤️W dużym stopniu książka opiera się na relacji bohaterów, ale również na planowaniu i dokonaniu zemsty na osobie, która skrzywdziła Feyre. Cały plan, który mieli Milo i Dorian sprawił, że trochę się pogubiłam. Był on poruszany kilka razy oraz zmieniany, więc powiedziałabym, że jak dla mnie został on trochę zawirowanie opisany. Gdy wróciłam drugi raz do tych fragmentów, zrozumiałam to, a przynajmniej tak mi się wydaje. Totalnie rozumiem ich inicjatywę chronienia Feyry, jednak zostało to doprowadzone do sytuacji, która zakończyła część pierwszą. Przyznam, że trochę spodziewałam się tego co się wydarzyło na końcu i rozumiem reakcje Feyry, ponieważ było to zgodne z jej charakterem.
❤️Świetną robotę zrobiły postacie drugoplanowe. Dorian i Arizona. Chociaż trochę mi szkoda, że mało było dziewczyny, ponieważ ona ma tak pozytywną energię i jest zwariowana, że po prostu miałam ochotę więcej poczytać duetu Feyra x Arizona. Dorian za to zdobywa order nadopiekuńczego brata i to totalne. To, jak traktuje siostrę jest słodkie i chociaż wiem, że może być to wkurzające, takie nie jest. Widać, że dba o Feyre i martwi się o nią, nie chciałby, aby ponownie zamknęła się w sobie, ale by zaczęła żyć.
❤️Podobała mi się też ta mała wzmianka, że Feyra miała możliwość poznania rodziców Milo. Fajnie było przeczytać, że Mallory i Miles nadal są razem szczęśliwi i nie widzą świata poza sobą. Jestem też ciekawa czy będzie możliwość poznania rodziców Feyry. Co prawda ja nie czytałam dylogii memories od Sandry, ale jednak fajnie i w tym przypadku byłoby coś takiego przeczytać i zobaczyć jak wygląda relacja Feyry z rodzicami. Z jej perspektywy można domyślić się, że są opiekuńczy i przede wszystkim są ogromnym wsparciem dla dziewczyny.
❤️Muszę przyznać, że jest to książka, która porusza pewne cięższe tematy z tym, że one nie są opisane tak wylewnie, więc jest to adekwatne do ograniczenia wiekowego. Jeśli jeszcze chodzi o Feyre to ona od początku pokazuje, że jest nieśmiała, ma siebie, rodziców, Doriana i na tym jej życie towarzyskie się kończy. Podobało mi się, że ona w tym jest autentyczna, nie próbuje na siłę pokazywać, jak to nie została skrzywdzona. Myślę, że jest to opisane tak ze smakiem, że nie jest to przekombinowane ani też nie dopisane. Czasami jest, że ktoś wspomni o jakiś wątku, będzie przerwa gdzie nic się nie pojawia na ten temat, by później on powrócił jak bumerang. Tutaj tego nie ma więc plus, ta sprawa cały czas gdzieś się przeplata i jest wałkowana. Feyra chce wyjść ze swojej skorupy, chce zacząc żyć, ma doświadczenia jakie ma, ale próbuje. I to też nie jest tak, że od razu rzuca się na głęboką wode, tylko próbuje stopniowo. Będzie przekraczać swoje granice w swoim czasie, tempie i nikt nie będzie jej pośpieszał, bo to tylko i wyłącznie jej decyzja, jak daleko się posunie.
❤️Jeśli lubicie historie, w których występuje szkoła, stopniowe budowanie relacji, a także poruszane są cięższe tematy to myślę, że ta książka wam się spodoba. Do tego historia Feyry i Milo jest warta poznania, a ja czekam na tom drugi.
Spin-off 𝐝𝐲𝐥𝐨𝐠𝐢𝐢 𝐂𝐡𝐚𝐥𝐥𝐞𝐧𝐠𝐞 oraz 𝐌𝐞𝐦𝐨𝐫𝐢𝐞𝐬 był jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie książek. Niesamowicie się cieszę, że w końcu dostaliśmy go na papierze. Poznawanie historii 𝐌𝐢𝐥𝐨 i 𝐅𝐞𝐲𝐫𝐲 była wspaniałą przygodą, która wywołała wiele 𝐮𝐬́𝐦𝐢𝐞𝐜𝐡𝐮 𝐧𝐚 𝐭𝐰𝐚𝐫𝐳𝐲, ale przede wszystkim przysporzyła mi mnóstwo emocji. Mam wrażenie, że 𝐞𝐤𝐬𝐜𝐲𝐭𝐨𝐰𝐚ł𝐚𝐦 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐤𝐚𝐳̇𝐝𝐚̨ 𝐬𝐭𝐫𝐨𝐧𝐚̨. Pokochałam 𝐋𝐨𝐯𝐞 𝐚𝐭 𝐅𝐢𝐫𝐬𝐭 𝐒𝐢𝐠𝐡𝐭 całym swoim sercem i mam nadzieję, że będziecie mieć takie same odczucia! 🥹✨
Na wstępie chciałabym pogratulować Lenie i Sandrze za 𝐰𝐲𝐣𝐚𝐬́𝐧𝐢𝐞𝐧𝐢𝐚 𝐩𝐨𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞𝐠𝐨́𝐥𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐬ł𝐨́𝐰 i 𝐬𝐭𝐰𝐢𝐞𝐫𝐝𝐳𝐞𝐧́. Było to bardzo przydatne, ponieważ dzięki takim opisom, wszystko było klarowne, a więc potrafiłam 𝐥𝐞𝐩𝐢𝐞𝐣 𝐳𝐫𝐨𝐳𝐮𝐦𝐢𝐞𝐜́ 𝐫𝐳𝐞𝐜𝐳𝐲𝐰𝐢𝐬𝐭𝐨𝐬́𝐜́, w której dzieje się akcja książki. 💞
Moją przeogromną miłość zyskał 𝐌𝐢𝐥𝐨, który jest niesamowicie 𝐮𝐫𝐨𝐜𝐳𝐚̨ i 𝐤𝐨𝐜𝐡𝐚𝐧𝐚̨ 𝐩𝐨𝐬𝐭𝐚𝐜𝐢𝐚̨. Nie da się go nie kochać! Zauroczy was już na samym początku książki i z każdą stroną będzie zdobywał coraz więcej waszej sympatii. Zawsze 𝐜𝐡𝐜𝐢𝐚ł 𝐝𝐨𝐛𝐫𝐳𝐞 𝐝𝐥𝐚 𝐢𝐧𝐧𝐲𝐜𝐡, co było niesamowicie wzruszające. 🥺
𝐅𝐞𝐲𝐫𝐚 to bohaterka, którą bardzo polubiłam!! 𝐌𝐨𝐠ł𝐚𝐦 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐳 𝐧𝐢𝐚̨ 𝐮𝐭𝐨𝐳̇𝐬𝐚𝐦𝐢𝐜́, co bardzo mnie do niej zbliżyło. Jest ona idealnym połączeniem 𝐝𝐚𝐰𝐧𝐞𝐣 𝐦𝐧𝐢𝐞 oraz tej 𝐚𝐤𝐭𝐮𝐚𝐥𝐧𝐞𝐣 𝐰𝐞𝐫𝐬𝐣𝐢. Obie marzymy o 𝐰𝐲𝐝𝐚𝐧𝐢𝐮 𝐤𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐤𝐢, więc świetnie czytało mi się o jej przemyśleniach i obawach na ten temat. Dzięki niej 𝐩𝐨𝐜𝐳𝐮ł𝐚𝐦 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐳𝐫𝐨𝐳𝐮𝐦𝐢𝐚𝐧𝐚. Na innych płaszczyznach również odnalazłam w niej 𝐤𝐨𝐦𝐟𝐨𝐫𝐭 i 𝐩𝐨𝐜𝐳𝐮𝐜𝐢𝐞 𝐛𝐞𝐳𝐩𝐢𝐞𝐜𝐳𝐞𝐧́𝐬𝐭𝐰𝐚. ❤️🩹
Tymi samymi słowami opisałabym duet głównych bohaterów. Byli niesamowicie 𝐬ł𝐨𝐝𝐜𝐲 i 𝐤𝐨𝐦𝐟𝐨𝐫𝐭𝐨𝐰𝐢, dzięki czemu przez większość książki 𝐮𝐬́𝐦𝐢𝐞𝐜𝐡 𝐧𝐢𝐞 𝐬𝐜𝐡𝐨𝐝𝐳𝐢ł 𝐦𝐢 𝐳 𝐭𝐰𝐚𝐫𝐳𝐲. Oczywiście nie zabrakło również 𝐛𝐨𝐥𝐞𝐬𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐦𝐨𝐦𝐞𝐧𝐭𝐨́𝐰, które wywołały we mnie wiele emocji i łez. 𝐏𝐫𝐳𝐞𝐬𝐳ł𝐨𝐬́𝐜́ 𝐅𝐞𝐲𝐫𝐲 zostawiła po sobie ślad na moim sercu. ☹️ Chciałabym ją przytulić i nie wypuścić z moich ramion. Na szczęście od tego był 𝐌𝐢𝐥𝐨, na którego 𝐳𝐚𝐰𝐬𝐳𝐞 𝐦𝐨𝐠ł𝐚 𝐥𝐢𝐜𝐳𝐲𝐜́. Kochałam ich 𝐰𝐬𝐩𝐢𝐞𝐫𝐚𝐧𝐢𝐞 𝐬𝐢𝐞̨ i stałe bycie przy sobie. Nie zawsze było kolorowo, ale ogromnym plusem tej książki było to, że jeśli doszło do jakiegoś nieporozumienia, to bohaterowie 𝐩𝐨𝐭𝐫𝐚𝐟𝐢𝐥𝐢 𝐳𝐞 𝐬𝐨𝐛𝐚̨ 𝐩𝐨𝐫𝐨𝐳𝐦𝐚𝐰𝐢𝐚𝐜́ i od razu wszystko wyjaśnić. Właśnie taki przykład powinien być przedstawiony czytelnikom. Wszystko da się rozwiązać za pomocą szczerej rozmowy. 🫂
Wspaniałym aspektem tej książki było pojawienie się 𝐫𝐨𝐝𝐳𝐢𝐜𝐨́𝐰. W spin-offach kocham właśnie te chwile, gdy na moment możemy wrócić do starych czasów i przypomnieć sobie, dlaczego tak bardzo kochamy tych bohaterów. W tym przypadku nie było inaczej. 𝐑𝐨𝐳𝐬́𝐦𝐢𝐞𝐬𝐳𝐚𝐥𝐢 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐢 𝐬𝐰𝐨𝐣𝐚̨ 𝐬ł𝐨𝐝𝐤𝐨𝐬́𝐜𝐢𝐚̨ 𝐫𝐨𝐳𝐜𝐳𝐮𝐥𝐚𝐥𝐢 𝐦𝐨𝐣𝐞 𝐬𝐞𝐫𝐜𝐞. 💗
Nie zawsze odpowiadało mi zachowanie 𝐫𝐨𝐝𝐳𝐞𝐧́𝐬𝐭𝐰𝐚 𝐠ł𝐨́𝐰𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫𝐨́𝐰, ale 𝐬𝐭𝐚𝐫𝐚ł𝐚𝐦 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐢𝐜𝐡 𝐳𝐫𝐨𝐳𝐮𝐦𝐢𝐞𝐜́. Zdarzyły się sytuacje, w których 𝐌𝐨𝐥𝐥𝐲 mnie trochę irytowała, lecz wiem, że kierowała się 𝐭𝐫𝐨𝐬𝐤𝐚̨ 𝐨 𝐛𝐫𝐚𝐭𝐚. Cieszę się, że powstała bohaterka, która jest idealnym odzwierciedleniem tego, co możemy spotkać w 𝐫𝐞𝐚𝐥𝐧𝐲𝐦 𝐳̇𝐲𝐜𝐢𝐮. Nie jesteśmy idealni, popełniamy błędy i mówimy słabe rzeczy. Najważniejsze jest to, żeby 𝐰𝐲𝐜𝐢𝐚̨𝐠𝐚𝐜́ 𝐰𝐧𝐢𝐨𝐬𝐤𝐢 i potrafić przeprosić. ‼️ Nie mam za dużo do powiedzenia na temat 𝐛𝐫𝐚𝐭𝐚 𝐅𝐞𝐲𝐫𝐲. Nie zapadł mi zbytnio w pamięć, natomiast w niektórych momentach przesadzał z 𝐧𝐚𝐝𝐦𝐢𝐞𝐫𝐧𝐚̨ 𝐭𝐫𝐨𝐬𝐤𝐚̨ 𝐨 𝐅𝐞𝐲. Tak samo, jak w przypadku Molly, 𝐫𝐨𝐳𝐮𝐦𝐢𝐞𝐦 𝐣𝐞𝐠𝐨 𝐨𝐛𝐚𝐰𝐲 i 𝐜𝐡𝐞̨𝐜́ 𝐨𝐜𝐡𝐫𝐨𝐧𝐲 𝐬𝐢𝐨𝐬𝐭𝐫𝐲 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐝 𝐳ł𝐞𝐦 𝐭𝐞𝐠𝐨 𝐬́𝐰𝐢𝐚𝐭𝐚, ale trzeba pamiętać o tym, że każdy z nas ma 𝐬𝐰𝐨𝐣𝐞 𝐳̇𝐲𝐜𝐢𝐞, które nie zawsze będzie usłane różami. Spotka nas wiele przykrych sytuacji, ale przecież takie są realia. 𝐉𝐞𝐝𝐧𝐨 𝐳ł𝐞 𝐰𝐲𝐝𝐚𝐫𝐳𝐞𝐧𝐢𝐞 𝐧𝐢𝐞 𝐦𝐨𝐳̇𝐞 𝐤𝐨𝐧𝐭𝐫𝐨𝐥𝐨𝐰𝐚𝐜́ 𝐧𝐚𝐬𝐳𝐞𝐣 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐬𝐳ł𝐨𝐬́𝐜𝐢. 😔
Nie mogę się doczekać 𝐤𝐨𝐥𝐞𝐣𝐧𝐞𝐣 𝐜𝐳𝐞̨𝐬́𝐜𝐢, która na pewno zdobędzie moje serce, tak bardzo jak pierwszy tom. Zachęcam do zapoznania się z 𝐝𝐲𝐥𝐨𝐠𝐢𝐚𝐦𝐢: 𝐂𝐡𝐚𝐥𝐥𝐞𝐧𝐠𝐞 i 𝐌𝐞𝐦𝐨𝐫𝐢𝐞𝐬 oraz ich 𝐬𝐩𝐢𝐧-𝐨𝐟𝐟𝐞𝐦 𝐀𝐭 𝐅𝐢𝐫𝐬𝐭!! 🩷✨
❝Okazuje się, że Milo Roth jest moim rycerzem w hokejowym stroju, który odpędza wszystkie demony.❞
𝟓/𝟓☆
[współpraca reklamowa]
“Love at First Sight” Spin-off dylogii Memories i Challenge. Jeżeli już Shane Byron i Miles Roth skradli wasze serca, to wiedzcie, że Milo Roth również trafi na listę waszych książkowych mężów. Zdecydowanie mogę wam polecić tą pozycję, co więcej zachęcam was do zakupu jej w przedsprzedaży na stronie wydawnictwa kreatywnego, ponieważ Wydawnictwo przekaże część dochodu ze sprzedaży książek w dniach 17-30 września na pomoc dla powodzian. Czy może być coś lepszego niż połączenie wspaniałej lektury i pomocy innym.
Feyra Byron, aby pokonać swoją nieśmiałość, postanawia stworzyć listę wyzwań, które chce zrealizować w pierwszym roku studiów na Harvardzie. Choć z pozoru wydaje się to prostym zadaniem, dla niej jest to wyjątkowo trudne. Trauma z przeszłości sprawiła, że ma ogromne trudności w nawiązywaniu nowych znajomości, a dodatkowo jej plany komplikuje nadopiekuńczy brat Dorian. Milo Roth natomiast ma jasno wytyczone cele: ukończyć studia i rozpocząć karierę w NHL. Chcąc uniknąć rozpraszania się, postanawia nie angażować się w żadne związki. Jednak niespodziewanie odkrywa szokującą prawdę dotyczącą jednego z członków prestiżowego stowarzyszenia, do którego został zaproszony. Postanawia pomóc swojemu przyjacielowi, Dorianowi Byronowi, w zemście na osobie, która skrzywdziła jego siostrę. Aby wprowadzić plan w życie, Milo musi zbliżyć się do Feyry, nawet jeśli tylko pozornie. Proponuje jej układ, który ma być korzystny dla obu stron. Feyra nie zdaje sobie sprawy, że jego intencje są dwuznaczne, a Milo nie przewiduje, że ich zbliżenie może szybko przerodzić się w prawdziwe uczucie. Już od pierwszych stron LAFSów, byłam przekonana, że przepadnę dla tej historii dokładnie jak dla rodziców głównych bohaterów i nie zawiodłam się. Płynność, oraz to jak bardzo nie mogłam się oderwać od historii sprawiły, że nie mam pojęcia kiedy zaczęłam czytać już ostatni rozdział. Lena i Sandra wspaniale uzupełniają się. Feyra jest wrażliwą, inteligentną ale i bardzo nieśmiałą dziewczyną, i to właśnie na niej skupia się cała fabuła. Przeszłość sprawiła, że zamknęła się w sobie, jednak gdy w jej życiu pojawia się Milo, wszystko zaczyna się robić łatwiejsze. Jego troskliwość, zaangażowanie i empatia działa na Feyrę uspokajająco, pokazująć, że może być przy nim bezpieczna, zaufać mu i być sobą.
Bardzo sposobała mi się chęć Mila do pomocy dziewczynie w przełamywaniu swoich własnych barier i odhaczania kolejnych podpunktów z jej bucket list. Postacie drugoplanowe również znalazły miejsce w moim sercu (psst! nie mogę się doczekać książki o Dorianie lub Molly). Tak samo jak wątek “Dumy i Uprzedzenia” (ale tego nie zdradzę w recenzji), każdorazowo roztapiał moje serduszko. I LOVE IT!
Relacja głównych bohaterów jak i planowanie zemsty przez Mila i Doriana było główną osią fabuły. Historia poruszająca traumę z przeszłości Feyry, została według mnie opisana ze smakiem, adekwatnie do ograniczeń wiekowych nadanych książce.
Jest jeden aspekt, którego delikatnie zabrakło mi w całej książce, a mianowicie trochę więcej wspominajek o hokeju. Wiemy, że NHL jest marzeniem chłopaka, jednak jedynie dostałam tu strzępek informacji o tym, przez co nie poczułam jego pasji, jak miało to miejsce w dylogii Challenge. Mam nadzieję, że w kolejnej części poznamy Mila troszkę bliżej tak, jak tu mogliśmy wejść do głowy Feyry. Mimo tego, świetnie bawiłam się na tej historii i potrzebuję kolejnej części na wczoraj!
“Okazuje się, że Milo Roth jest moim rycerzem w hokejowym stroju, który odpędza wszystkie demony”.
[ współpraca reklamowa: @wydawnictwokreatywne ]
𝐓𝐖: wspomnienia napaści, używki (opisane zażywanie lub wspomnienie), przekleństwa.
"Love at First Sight" to powieść, która głęboko mnie poruszyła i zaskoczyła ilością emocji, jakie we mnie wzbudziła. Jako ogromna fanka dylogii "Memories" i "Challenge", nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo potrzebowałam właśnie tego spin-offa.
Od pierwszych stron wciągnęłam się w historię Feyry i Milo. Feyra, obciążona traumami z przeszłości, postanawia stworzyć listę rzeczy do zrobienia w trakcie pierwszego roku na Harvardzie. Dla niej, osoby z trudnościami w nawiązywaniu nowych znajomości i nadopiekuńczym bratem, to naprawdę ogromne wyzwanie. Milo natomiast skupia się na ukończeniu studiów i rozpoczęciu kariery w NHL, unikając romansów.
Los jednak pisze dla nich inny scenariusz. Milo dowiaduje się o krzywdzie wyrządzonej siostrze swojego przyjaciela i planuje zemstę, która wymaga zbliżenia się do Feyry. Jego propozycja, choć ma ukryte motywy, niespodziewanie prowadzi do prawdziwego uczucia.
Książka ma niezwykły słodko-gorzki posmak. Z jednej strony pełna uroku i ciepła, z drugiej – ukrywająca bolesne tajemnice i trudne doświadczenia. Najbardziej poruszające były dla mnie fragmenty dotyczące przeszłości Feyry. To, co przeszła, głęboko mnie dotknęło i sprawiło, że jej postać stała mi się jeszcze bliższa.
Akcja rozwijała się tak intensywnie, że momentami trudno było mi nadążyć za własnymi emocjami. Każda kolejna strona przynosiła nowe wrażenia, a ja z niepokojem czekałam na rozwój wydarzeń. Zakończenie odkładałam na kilka dni, czując, że będzie bolesne – i nie pomyliłam się. Było mocne, ale warte każdego przeżytego momentu.
Zamysł fabularny i sposób, w jaki Lena i Sandra poprowadziły akcję, przygotowując na moment kulminacyjny, jest przerażająco doskonały. Serio, momentami czułam, że tracę grunt pod nogami. Spodziewałam się słodkiego romansu, ale musiałam chwilami włączać wiatrak, żeby ochłonąć. Milo przeszedł samego siebie.
Niesamowicie spodobał mi się sposób, w jaki Milo obchodził się z Feyrą. Nigdy jej do niczego nie zmuszał, zawsze był delikatny i wyrozumiały. Starał się zapewnić jej jak najwięcej komfortu, ale jednocześnie nie traktował jak jajka, co było dla niej czymś wyjątkowym. Inni często byli zbyt ostrożni w stosunku do Fey ze względu na przeszłość, a ona tylko pragnęła ruszyć naprzód i zapomnieć o przykrych wydarzeniach. Milo pomógł jej wyjść ze strefy komfortu i otworzyć się na świat.
"Love at First Sight" to książka, którą przeżywa się całym sercem. Jest pełna kontrastów – słodkich chwil i gorzkich prawd, radości i bólu. To opowieść o miłości, która rodzi się z nieszczerości, ale ma szansę przerodzić się w coś prawdziwego i pięknego. Feyra i Milo to postacie, które na długo pozostaną w mojej pamięci. Ich historia przypomina, jak ważne są szczerość i zaufanie w relacjach międzyludzkich.
Jeśli szukacie książki, która poruszy wasze serce i zmusi do refleksji, "Love at First Sight" jest idealnym wyborem.
Feyra jest nieśmiała w związku z czym postanowiła stworzyć sobie listę rzeczy, które chce zrobić na pierwszym roku studiów. Harvard to nie żarty przecież. Nie ułatwia jej realizacji planu fakt, że ma traumę sprzed lat. Ma duży problem z nawiązywaniem kontaktów.
Milo ma jasny plan na ten rok. Skończyć studia i zacząć zawodowo grać w NHL. Ambitnie, prawda? Nie planuje romansów bo chce skupić się na studiach i karierze. Zostaje jednak wplątany w pewien plan zemsty, który powoduje, że chłopak chce czy nie, musi zbliżyć się do Feyry.
Wchodzą w pewien układ, który pozornie ma pomóc im obojgu.
✨
Przyznam szczerze, że nie czytałam poprzednich tomów, więc nie znałam historii rodziców tej dwójki. Natomiast nie przeszkadza to w żaden sposób. Uwielbiam takie książki. Dwoje bohaterów, których połączyło głębokie, pierwsze uczucie.
Jednak historia przedstawia również trudne tematy i sporą dawkę bólu. Niesamowite jak niektóre wydarzenia mogą mieć wpływ na nasze dalsze życie. Jednak mimo to, jest to jedna z najbardziej komfortowych książek, jakie czytałam.
Ahh no i Milo... Mam 30 lat i można powiedzieć, że jestem dojrzała i jakoś tam doświadczona przez życie. Dość twardo stąpam po ziemi. Jednak poznając tego bohatera rozpływałam się. Właśnie to byłby mój ideał, gdybym była na studiach. Dojrzały, empatyczny i niesamowicie wrażliwy. Kolejny książkowy mąż, choć dużo młodszy.
Scena pierwszego pocałunku Milo i Feyry była chyba najcudowniejszym momentem w książce. Magiczna chwila, na którą się czeka. Pełna emocji i uniesienia. Aż miałam motylki w brzuchu🤭
Jest jeszcze Dorian, który zrobiłby wszystko by Feyra była bezpieczna. Nie sądzę by mój brat był w stanie zrobić cokolwiek dla mojego bezpieczeństwa ale może słabo go znam 😅
No i zakończenie... Halo? Przepraszam bardzo ale tak się nie robi. Teraz będę wyczekiwała na kontynuację. Zaczynam w tej chwili tuptać niecierpliwie🤭
Tę książkę polecam bardzo wszystkim. Jest komfortowa, emocjonująca i daje nadzieję. Trudne tematy sprawiają, że jest dojrzała i życiowa.
Duetu Leny M. Bielskiej i Sandry Biel myślę nikomu nie trzeba przedstawiać. W polskich realiach można by je porównać do znanego na świecie duetu VI Keeland i Penelope Ward, który potrafi świetnie się ze sobą porozumieć co przekłada się na wysoką jakość powieści. W przypadku "Love at First Sight" oczywiście nie było inaczej. Czemu o tym mówię? Bo nie wiem jak Wy, ale ja przykładam ogromną uwagę do tego czy autor książki potrafi odtworzyć klimat np. miejsca o jakim pisze. Ba! Czy chociaż stara się to zrobić, bo jak niejedna książka pokazała na swoim przykładzie, niejednokrotnie motyw jakiego się spodziewamy w książce możemy zobaczyć jedynie ewentualnie na okładce lub w opisie książki.
Autorki za sprawą bohaterów zabiorą Was na Harvard i pozwolą naprawdę poczuć klimat studenckiego życia. Będzie zwiedzanie kampusu, imprezy, zajęcia czy mecz hokeja, a to wszystko po kolei będzie sprawiać, że wasz zachwyt tą książką ze strony na stronę będzie się coraz to bardziej pogłębiał.
Oczywiście, aby nieco urozmaicić nam całą fabułę nie zabraknie również czarnego charakteru, który zamiesza w życiu bohaterów. A jeśli już przy nich jesteśmy należy zaznaczyć, że kreacja postaci z jakimi będziemy mieć w książce do czynienia zasługuje na dużą pochwałę. Zarówno główni bohaterowie jak i Ci drugoplanowi są wyraziści i różnią się od siebie.
Milo i Feyra to postacie, których nawet gdyby czytelnik się bardzo starał nie potrafiłby nie polubić. Oboje są przeuroczy! On prawdziwy przyjaciel a w dodatku niesamowicie opiekuńczy brat. Ona nieśmiała, zdystansowana lecz z drugiej strony odważna za co naprawdę ją podziwiałam. Pomimo przykrej sytuacji, której kiedyś doświadczyła i po której zamknęła się w sobie stara się wyjść ze swojej "skorupy".
Powyższa historia jest genialną opowieścią o pięknej przyjaźni, trosce, rodzinnej miłości i pierwszych zauroczeniach. To slow burn, który czyta się z ogromną przyjemnością przeżywając wraz z bohaterami ich przygody. Jak dla mnie #mustread #musthave
Pióro Leny, jak i Sandry jest mi doskonale znane, więc z przyjemnością sięgnęłam po spin-off dwóch dylogii „Memories” i „Challenge” Tamte pary polubiłam, więc fajnie było wrócić do nowej historii skupiającej się tym razem na ich dzieciach.
Feyra Byron to postać, która zaciekawiła mnie od pierwszej strony poznajemy ją jako tą cichą spokojną młodą dziewczynę, która zamierza w końcu zrealizować swoje cele. Przeszłość zostawiła na niej ślad, który zamierza przez życie studenckie, choć na trochę wymazać. Dlatego, kiedy tworzy listę, rzeczy które chcę zrobić podczas swojego studenckiego życia, choć na moment czuję dreszczyk emocji. Jej nieśmiałość jest urocza, a pierwsze spotkanie z Milo cóż, kawa.
Milo Roth bohater, którego nie mogłam doczekać się poznać uwielbiam jego ojca, więc nie byłoby możliwości, aby i on nie stał się postacią, która spotka się z moją sympatią. Grający w hokeja, świetny człowiek, opiekuńczy kochany i no cóż ciekawa postać. Nie spodziewał się, że na jego drodze pojawi się piękna dziewczyna w dodatku młodsza siostra jego najlepszego przyjaciela. Relacja, która pojawia się pomiędzy nimi jest naprawdę słodka i z każdym kolejnym rozdziałem chcę się czytać więcej.
W książce nie zabraknie życia studenckiego, mocy przyjaźni, jak i niespodzianek. Fajnie, że wszystko dzieje się stopniowo nie czuć szybkiego tempa historii. Każdą stronę czyta się naprawdę z wielkim zainteresowaniem, a końcówka książki no cóż. Oczywiście nie zabraknie emocji zarówno tych dobrych, jak i złych. Nie mogę wspomnieć również o współlokatorce Feyry ten duet jest fenomenalny i powodował na mojej twarzy niejeden uśmiech. Spotkamy się tu z pierwszą miłością, jak i z silną potrzebą zemsty. Jeśli szukacie książki, która dostarczy wam masę tych dobrych, jak i niekiedy smutnych momentów myślę, że ta pozycja będzie idealna.
RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOJLERY DO DYLOGII MEMORIES I CHALLENGE
Nie wiem od czego zacząć, ponieważ ta książka była genialna. Lena i Sandra piszą tak cudowne książki, że nie da się od nich oderwać.
Zaczynajac czytać LaFs cieszyłam się jak małe dziecko, że mogę w końcu poznać dzieci moich ulubionych bohaterów. Historia Feyry i Mila mocno zapadła mi w pamięci i sercu. Choć nie ukrywam końcówką mnie załamała. Nie wiem jak ja wytrzymam do premiery drugiego tomu.
Feyra Byron ma 18 lat i właśnie zaczyna swoją przygodę na uniwersytecie Harvardu. Jest ona nieśmiała podobnie jak jej mama. Widać, że większość cech odziedziczyła właśnie po niej. Czytając tą książkę po części utożsamiłam się z Fey.
Milo Roth jest kilka lat starszym od Fey przyjacielem jej brata Doriana. Chłopak miał jeden plan na ten rok skupić się na skończeniu studiów i napisaniu pracy. Niestety na jego drodze stanęła siostra jego najlepszego przyjaciela.
Co do książki nie mam żadnych zastrzeżeń. Fabuła była poprowadzona bardzo płynnie, dzięki temu czytało się naprawdę przyjemnie. Styl pisania Sandry i Leny zawsze mnie pochłania i nie mogę się oderwać od książki.
Z niecierpliwością czekam na drugi tom losów Fey i Milo. A wam polecam tą książkę z całego serca. Lećcie ja czytać jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.
„Love at First Sight” to spin-off wcześniejszych dylogi Sandry Biel i Leny M. Bielskiej. Historia pełna emocji, łącząca lekkość studenckiego życia z trudniejszymi wątkami. Główna bohaterka, Feyra, zmaga się z traumą z przeszłości i próbuje odnaleźć siebie, realizując listę wyzwań. Milo stopniowo wchodzi w jej życie, oferując wsparcie i ochronę. Ich relacja rozwija się subtelnie, budując niesamowite napięcie.
Książka wciąga przedstawieniem codzienności uniwersyteckiego kampusu – od zajęć po imprezy i koncerty – co nadaje jej młodzieżowego charakteru. Styl autorek jest lekki, nasycony humorem i sarkazmem, choć momentami młodzieżowy slang i niezręczne dialogi mogą wywoływać mieszane odczucia. Przemyślane wątki związane z traumą i zemstą nadają historii głębi, równoważąc jej lżejsze aspekty.
Warto docenić także wydanie książki – od przesłodkiej okładki po urocze detale w środku, jak ilustracje i emotki w dialogach. Jest to ciepła i inspirująca opowieść o miłości, dojrzewaniu i odkrywaniu siebie. Idealna propozycja dla fanów romantycznych historii z tłem studenckiego życia.
książka o hokeju w której hokej jest wspomniany tylko kilka razy i nie ma o nim nic więcej? tak, to ten typ książki. miałam wrażenie, że Milo został pozbawiony charakteru ciągle dostosowywał się do głównej bohaterki bądź sytuacji w jakiej się znajdował. o głównym bohaterze nie jestem w stanie powiedzieć NIC kompletnie go nie poznałam jedyne co wiem to, że gra w hokeja i tyle. zauważyłam że autorki chciały go wykreować na typowy "ideał" mężczyzny żeby każdy do niego wzdychał, no nie tym razem. za to siostra Milo miała być wykreowana na "fajna" i "śmieszna" bohaterkę jednak w mojej opinii jest ona po prostu uzależniona od marihuany i nie jest to kompletnie powód do śmiechów, powinna po prostu udać się na terapię. cała ta książka to według mnie niewypał. jak osobno autorki robią dobra robotę tak w tym przypadku wspólnie coś poszło nie tak. cała książka była po prostu nijaka i niestety jej nie polecam
ogólnie to tytuł warty polecenia, jest przyjemny do czytania, a bohaterowie wydają się realni(ich charaktery i postępowania są w miarę logiczne, a problemy poniekąd rzeczywistę). Mimo że jest to młodzieżowa książka to zachacza o poważne tematy i to w dobry sposób czego nie można powiedzieć o wielu tego typu "dziełach". Spodobało mi się zwłaszcza, że główna bohaterka nie użala się nad sobą tylko czynnie próbuje uporać się ze swoimi problemami. Niestety nie mogę napisać że postać męska została opisana równie dobrze bo przez całą fabułę chłopak tylko ugania się za dziewczyną jakby nie było nic innego(i oczywiście wiem że to romans ale w przypadku bohaterki obserwujemy też co robi kiedy nie ma przy niej chłopaka, jak spędza czas itp). Jeżeli chodzi o fabułę to momentami skręca z cringe ale tylko trochę. Podsumowując polecam ale bez szału, jest trochę dram ale też bez przesady :))
W końcu jest na Goodreads więc mogę coś napisać 🤩 Kocham książki które dzieją się w tym samym uniwersum, czy jak są o dzieciach głównych bohaterów poprzedniej serii. Dlatego „love at first sight” spodobało mi się. Wiadomo, jest parę bohaterów, tak jak siostra Milo, która totalnie nie przypadła mi, ale sami główni bohaterowie są świetnie napisani. Poza tym uwielbiam klimat hokeja, dark academia, harvard, te sprawy - no coś cudownego, więc tym bardziej ta książka mi się spodobała. Na pewno jest to fajny wstęp i już nie mogę się doczekać kolejnej części. Mam nadzieję, że Feyra wyciągnie trochę pazurki i że zobaczymy więcej Milo i Rhysa na lodowisku 🩷
Świetnie, przeczytałam całość prawie na jeden raz! Potrzebowałam aktualnie jakiegoś romansu studenckiego i po prostu uwielbiam. Główny bohater jest super, bohaterkę też lubię, ten studencki klimat, którego mi brakowało ostatnio w książkach plus jeszcze wątek hokeja.. Serio się wciągnęłam
Minusikem jest to, że myślałam, że akcja skończy się w jednym tomie, a zostało podzielone i urwane w najgorszym momencie. No ale trudno, czekam na drugą część.
Przyjemna książka, ale dla mnie trochę przehajpowana. Motywu hokeja było tu naprawdę mało, a w relacji pomiędzy bohaterami, pomimo że rozwijała się wolno, czegoś mi w niej brakowało. Niektóre teksty wydawały mi się creengowe i mało nastolatków (przynajmniej w moim towarzystwie) tak mówi. Mimo to bardzo szybko mi się ją czytało i zamierzam ją kontynuować.