Zima w kotlinie Kłodzkiej. W płynącej przez malowniczy Lądek Zdrój Białej Lądeckiej odnalezione zostają nagie i okaleczone zwłoki małżeństwa. Młodszy syn zamordowanych zdołał ukryć się w pobliskiej szopie, starszy zniknął w tajemniczych okolicznościach, prawdopodobnie porwany przez sprawcę lub sprawców okrutnej zbrodni. Miejscowa społeczność jest wstrząśnięta tymi wydarzeniami, tym bardziej, że przypominają identyczną zbrodnię, która wydarzyła się w tym miasteczku kilkadziesiąt lat wcześniej. Tamta sprawa nie została wyjaśniona, mimo wysiłków miejscowej policji i pracującego wtedy w Lądku komisarza Adriana Kuczki. Tuż przed tymi wydarzeniami do Lądka przyjeżdża aspirant Anna Rzecka. Miejscowy komendant prosi o pomoc przy sprawie Ankę, a za jej pośrednictwem Konrada Cicheckiego, który jako policjant pracujący do niedawna w policyjnym krakowskim Archiwum X ma doświadczenie w prowadzeniu równie skomplikowanych spraw.
Kotlinę kłodzką pokrywa coraz grubsza warstwa śniegu. Czy przykryje wszystkie ślady i kolejna zbrodnia pozostanie niewyjaśniona? Przeszłość zaczyna się przenikać z teraźniejszością. Konrad Cichecki odkrywa mozolnie karty z przeszłości mając świadomość, że jedna z nich może okazać się dla niego równie niebezpieczna, jak dla śledczego sprzed lat.
Będąca w ciąży Anna Rzepecka przyjeżdża do Lądka-Zdroju, by zaopiekować się podupadającą na zdrowiu babcią. Na miejscu przypadkiem zostaje wciągnięta w kryminalne śledztwo. Zostają znalezione zwłoki małżeństwa Sawickich. Jeden ich syn zaginął, a drugiego odnalazła Anka. Kobieta zostaje poproszona przez miejscowego komendanta o pomoc w ustaleniu sprawcy. Ta zaprasza do śledztwa swojego byłego szefa Konrada Cicheckiego. Szybko dowiadują się, że dokładnie 30 lat wcześniej, w tym samym miejscu miała miejsce analogiczna zbrodnia. Syn zamordowanych państwa Żurków był przetrzymywany przez sprawcę. Sebastian odnalazł się po kilku miesiącach w fizycznie dobrej formie, ale nie pamiętał niczego od momentu zaginięcia.
W powieści są dwie osie czasowe. Jedną jest teraźniejszość, gdzie chronologiczny ciąg zdarzeń ukazuje policyjne śledztwo. Mój największy zarzut do książki dotyczy właśnie tego elementu. Śledztwo prowadzone jest przez parę policjantów z innego miasta — Ankę, która przebywa na urlopie i jej kolegę, którego poprosiła o pomoc. Lokalni policjanci praktycznie w ogóle w nim nie uczestniczyli.
Teraźniejszość jest poprzecinana retrospekcjami z przeszłości. Ukazuje śledztwo prowadzone trzydzieści lat wcześniej przez (tu już) miejscowego policjanta, komisarza Adriana Kuczkę. Obie sprawy łączy też napis pozostawiony przez sprawcę na miejscu zbrodni „Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę swego ojca ani ojciec za winę swego syna”.
Powieść jest sprawnie napisana, dobrym, prostym stylem. Historia jest ciekawa, ale mnie nie potrafiła zaangażować. Opisy były w niej barwne, ale w moim odczuciu zbyt rozległe. Gdy fabuła zaczynała wciągać, następował czas, który powodował spadek koncentracji. Ten brak współpracy fabuły z moim umysłem był na tyle intensywny, że łapałam się na tym, że nie wiem, co wydarzyło się w śledztwie. Wielokrotnie musiałam cofać się o kilka stron i czytać ponownie. Co więcej, niektóre szczegóły łatwo można było przegapić, gdyż nie zostały zaakcentowane. Znajdowały się gdzieś pomiędzy opisami i początkowo nie wskazywały, by miały znaczenie. Podczas czytania powieści miałam też wrażenie, że umyka mi coś z życia prywatnego postaci, że nie do końca rozumiem relacji łączących Ankę z Konradem. Również okładka zdawała mi się nie współgrać z treścią. Tuż przed napisaniem tych kilku słów sprawdziłam inne powieści autora. W grafice na okładce jednej z nich znalazłam wspólny mianownik, tę samą kobietę, najprawdopodobniej odzwierciedlającą postać Anki. Okazało się, że tych samych bohaterów można było poznać na łamach „Małomiasteczkowego”, którego nie czytałam. Może znajomość pierwszej części pomogłaby mi lepiej zrozumieć postępowanie policjantów podczas prowadzonego w tej książce śledztwa.
Książki nie nazwę rozczarowaniem, ale idealnym kryminałem również nie.
Z twórczością Tomasza Duszyńskiego spotkałam się po raz pierwszy przy okazji powieści kryminalnej „Małomiasteczkowy”. Ta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie – mroczna atmosfera małego miasteczka, panująca wśród mieszkańców zmowa milczenia, nierozwiązana zbrodnia sprzed lat oraz świetnie wykreowane postaci to bez wątpienia najważniejsze elementy „Małomiasteczkowego”. Dlatego bez wahania, a wręcz z ogromną fascynacją, sięgnęłam po dalsze losy aspirant Anny Rzeckiej oraz policjanta Archiwum X, Konrada Cicheckiego.
W malowniczej miejscowości Lądek-Zdrój, na brzegu rzeki Biała Lądecka, zostają znalezione nagie i okaleczone zwłoki małżeństwa. Młodszy syn zamordowanych zostaje znaleziony w szopie przy domu, podczas gdy starszy zniknął bez śladu, prawdopodobnie uprowadzony przez sprawców zbrodni. Mieszkańcy miasteczka są wstrząśnięci tymi wydarzeniami, tym bardziej że przed laty w Lądku miała miejsce podobna tragedia, która do dziś pozostaje nierozwiązana. Miejscowy komendant prosi o pomoc aspirant Annę Rzecką oraz Konrada Cicheckiego, który ma duże doświadczenie w prowadzeniu skomplikowanych spraw.
„W imię ojców” autorstwa Tomasza Duszyńskiego to moje drugie spotkanie zarówno z twórczością autora, jak i świetnym duetem – Anną Rzecką i Konradem Cicheckim. Podobnie jak w pierwszej części cyklu, tak i tutaj otrzymujemy do rozwiązania zawiłą i pełną tajemnic zagadkę dotyczącą morderstwa. Aby znaleźć winnego, wspólnie z bohaterami musimy cofnąć się do wydarzeń sprzed lat i małymi krokami dotrzeć do prawdy. „W imię ojców” to kryminał przesiąknięty mroźną i duszną atmosferą, w którym autor porusza trudny temat przemocy domowej, pozostawiającej po sobie ogromne traumy, prowadzące do zemsty. Powieść Tomasza Duszyńskiego to solidnie napisana książka, którą czytało mi się wyśmienicie. Autor umiejętnie buduje napięcie, zgrabnie łączy teraźniejszość z przeszłością, ukazując wydarzenia, które miały ogromny wpływ na tragedię. Pomału odkrywa przed nami kolejne elementy układanki, które zgrabnie łączą się w całość i dają nam odpowiedzi na nurtujące nas pytania, nie tylko te, dotyczące winnych dokonanej zbrodni. Jestem pod wrażeniem skonstruowanej fabuły oraz wspaniałego stylu Tomasza Duszyńskiego. Powieść, którą przelał na papier, jest dopracowana w każdym szczególe. Pomimo niespiesznej akcji, czytelnik, zagłębiając się w lekturę, nie czuje znużenia, a wręcz przeciwnie – z każdą kolejną stroną angażuje się coraz bardziej w prowadzone śledztwo oraz nawiązuje relacje z bohaterami, którzy są wykreowani w sposób bardzo realistyczny. Z niecierpliwością będę wyczekiwała kolejnej książki pana Tomasza. Coś czuję, że Anna Rzecka i Konrad Cichecki mają jeszcze niejedną sprawę do rozwiązania. Polecam!
Zabójstwo Sawickich, rodziców pięcioletniego Janka i dwunastoletniego Bartka, jest dokładnym odwzorowaniem morderstwa sprzed trzydziestu lat innego małżeństwa z ulicy Zamenhofa w Lądku Zdroju, nazwiskiem Żurek. Identyczny jest nawet pisany krwią w domach denatów cytat z Biblii, jakoby: Syn nie ponosił odpowiedzialności za winę swego ojca ani ojciec za winę swego syna... Co zresztą już na początku o tyle wydaje się być niezgodne z intencjami przesłania, że chociaż małemu Jankowi udało się ukryć w szopie, a przed laty kilkunastoletni Sebastian Żurek po kilku miesiącach nieobecności sam się odnalazł, obecnie policjanci w poszukiwaniu, najpewniej porwanego, Bartka są zupełnie bezradni.
Trzydzieści lat temu sprawą lądeckiej zbrodni zajmował się dotknięty zaawansowaną chorobą alkoholową lecz doświadczony śledczy, komisarz Adrian Kuczko … dopóki sam nie zapadł się pod ziemię. Jego następcy dochodzenia nie kontynuowali. Obecnie w sukurs lokalnej policji pojawiają się, znani z poprzedniego tomu serii, ciężarna aspirant Anka Rzecka, przebywająca w Lądku z wizytą u babci, oraz ściągnięty z Wiązowa, komisarz Konrad Cichecki, zaprawiony w krakowskim Archiwum X w analizowaniu starych przestępstw. Akcja powieści prowadzona jest naprzemiennie w dwóch planach czasowych.
Tomasz Duszyński posiada niewątpliwy dar przyciągania uwagi odbiorcy poprzez świetny styl językowy kreujący specyficzny mikroklimat i wyraziste sylwetki postaci. Czemu bezbłędnie sekunduje lektor audiobooka Maciej Więckowski. Jednak w odróżnieniu od jego powieści retro z cyklu Glatz czy miłej, zabawnej atmosfery „… greckiego morderstwa”, duszny, klaustrofobiczny nastrój w serii Małomiasteczkowy za bardzo, na mój gust, powiela modę panującą w innych polskich, tzw. ambitnych powieściach kryminalnych, specjalizujących się w oddawaniu prowincjonalnych lub różnych środowiskowych mikroklimatów. Ma to, niestety, również przełożenie na osobowości bohaterów, nieco zagubionych w kontrolowaniu własnego życia. Ile razy można czytać/słuchać o miotających się, szczególnie stróżach prawach, w odczytywaniu własnych emocji, przyzwyczajeń bądź uzależnień!
Na dodatek współczesną akcję „W imię ojców” zamyka autor do sygnalizowanych wcześniej wątków, międzypokoleniowej patologii w rodzinie i przestępczo-korupcyjnych zachowań sięgających byłej policyjnej wierchuszki, dodając motyw psychopatologicznych obciążeń jednego ze sprawców zbrodni oraz wymierzając wszystkim winnym sprawiedliwość. Choć robi to efektownie i, jak wspomniałam, w swoim ładnym stylu, moim zdaniem - zdecydowanie przedobrzył. Niestety!
Po lekturze kryminału „Małomiasteczkowy” długo o nim myślałam. Zdążyłam się już polubić z głównymi bohaterami, a jego klimat i mój ukochany Dolny Śląsk, tak mnie urzekł, że trudno mi było znaleźć sobie coś podobnego do przeczytania. Dlatego gdy tylko zobaczyłam zapowiedź, kontynuacji losów Rzeckiej i Cicheckiego ogromnie się ucieszyłam 🤩.
„W imię ojców” Tomasza Duszyńskiego to świetny kryminał, którego akcja rozgrywa się w malowniczej, lecz mrocznej Kotlinie Kłodzkiej, skrytej pod grubą warstwą śniegu. To właśnie tam dokonano szokującego odkrycia – w rzece Biała Lądecka odnaleziono zwłoki małżeństwa Sawickich, brutalnie okaleczone. Po krótkim czasie jeden z ich synów zostaje odnaleziony ukryty w szopie, drugi zaś tajemniczo znika. Mieszkańcy Lądka-Zdroju są wstrząśnięci i nie potrzeba im wiele czasu, aby powiązać okoliczności z tragiczną zbrodnią sprzed trzech dekad, której sprawca nigdy nie został schwytany.
Do Lądka-Zdroju przyjeżdża aspirant Anna Rzecka, początkowo nie w roli śledczej, lecz prywatnie aby zająć się swoją babcią Wiesią i przygotować do nadchodzącego macierzyństwa. Jednak w tak dramatycznych okolicznościach, zostaje proszona przez miejscowego policjanta o zmianę swoich planów. Anna nie zastanawia się długo i kontaktuje się również w tej sprawie z Konradem Cicheckim, specjalistą od nierozwiązanych spraw, który decyduje się wesprzeć ją podczas śledztwa.
Czy Rzecka i Cichecki rozwiążą skomplikowaną sprawę i jej powiązania z przeszłością?
Duszyński umiejętnie splata dwie linie czasowe, a równoległe prowadzenie dwóch śledztw – teraźniejszego oraz tego sprzed lat – sprawia, że napięcie nie opuszcza nas do samego końca. Postacie aspirantki Anny Rzeckiej i komisarza Konrada Cicheckiego, dobrze znane z „Małomiasteczkowego”, zyskują na głębi, a ich życie prywatne przenika się z zawodowymi wyzwaniami, co dodaje autentyzmu całej opowieści. Autor mistrzowsko prowadzi narrację, przeskakując między wydarzeniami z dwóch epok, jednocześnie budując napięcie i kreśląc psychologiczne portrety bohaterów, zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowych. Z grona drugoplanowych najbardziej urzekła mnie babcia Wiesia, która mimo swoich dolegliwości, jest ciepłą i troszczącą się o wszystkich osobą.
To, co wyróżnia ten kryminał, to niezwykle przemyślana fabuła oraz niespieszna akcja, która pozwala nam na głębokie zanurzenia się w świecie małej, zamkniętej społeczności, gdzie każdy coś wie i skrywa jakiś sekret. Narracja płynnie przechodzi między wydarzeniami z przeszłości a teraźniejszością, stopniowo odkrywając każdy element tej opowieści, od zagadki kryminalnej po relacje między bohaterami. Wszystkie te elementy są przemyślane i precyzyjnie dopracowane, co sprawia, że z każdą stroną, nasze zaangażowanie w rozwiązywanie tej mroczne zagadki rośnie. Autor do końca mistrzowsko prowadzi tę intrygę, nie pozwalając nam na szybkie rozwikłanie tajemnicy, co sprawia, że finał jeszcze bardziej satysfakcjonujący.
„W imię ojców” to doskonała propozycja dla miłośników kryminałów, którzy cenią nie tylko dobrze skonstruowane zagadki, ale także psychologiczne portrety bohaterów i wnikliwe obserwacje społeczne. To książka, która zapewnia dreszczyk emocji, wciąga w świat mrocznych tajemnic i nie pozwala oderwać się od lektury do ostatniej strony. Polecam serdecznie fanom gatunku – szczególnie na długie, jesienne wieczory!
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od @skarpawarszawska, a Autorowi @tomaszduszynski za wyśmienity kryminał (współpraca recenzencka) 🩷.
Dzień dobry wszystkim 😉 Dzisiejsza recenzja będzie dotyczyć książki @tomaszduszynski pt. ,,W imię ojców". Książkę tą miałam możliwość przeczytania dzięki #współpracabarterowa z wydawnictwem @skarpawarszawska.
Anna Rzecka do Lądka Zdrój przyjeżdża aby odpocząć i spędzić czas z babcią Wiesią. Kobieta jest w ciąży i to tutaj planuje przebywać przez najbliższy czas. Podczas jednego ze spacerów z babcią, kobiety stają się świadkami wyłowienia zwłok z tamtejszej rzeki. Okazuje się iż jest to tutejsze małżeństwo. Przerażona starsza z kobiet uświadamia sobie iż zna ich bardzo dobrze i zaczyna martwić się o ich synów. Wspólnie z Anną udają się do domu denatów aby sprawdzić co się z nimi dzieje. Na miejscu okazuje się iż w przydomowej szopie przebywa tylko młodszy z synów pilnowany przez psa natomiast po starszym ślad zaginął. Zaczyna się wyścig z czasem aby odnaleźć starszego z synów całego i zdrowego. Śledztwo jednak ma poprowadzić Anna wspólnie z Konradem Cicheckim. Podczas śledztwa wychodzą na jaw wydarzenia, które miały miejsce kilkadziesiąt lat temu. Gdy również zaginął chłopiec.
Czy Annie i Konradowi uda się odnaleźć chłopca? Co łączy tą sprawę z wydarzeniami z przeszłości? Jakie tajemnice ujrzą światło dzienne?
Powiem Wam że Pan Tomasz idealnie buduje napięcie. Książka wciąga nas w wir wydarzeń, zarówno tych z przeszłości jak i z teraźniejszości. Autor idealnie łączy wydarzenia przeskakując między wydarzeniami, dzięki czemu jesteśmy w stanie zrozumieć sytuację oraz postępowanie bohaterów. Anna mimo problemów jakie odkrywa po przybyciu do babci daje z siebie 100 procent aby odnaleźć sprawcę morderstwa oraz zaginionego chłopca. Oczywiście babcia Wiesia okazuje się tutaj bardzo barwną i sympatyczną postacią😊 Jest to naprawdę dobry w wciągający kryminał, który wciągnie Was bez reszty i będzie trzymał w napięciu aż do ostatnich stron 😉 Książki Pana Tomasza gwarantują dreszczyk emocji i sięgając po nie wiem że to będzie dobrze spędzony czas. Za egzemplarz książki do recenzji bardzo dziękuję wydawnictwu @skarpawarszawska 😘😘
Miałeś/-aś kiedyś okazję odwiedzić Kotlinę Kłodzką? A może byłeś/-aś w Lądku Zdroju? 💬 Trzeba przyznać, że to malownicza, choć na swój sposób mroczna kraina geograficzna, pełna ciekawych atrakcji. To także idealne miejsce, aby osadzić akcję powieści, w której dominują tajemniczość, gęsta atmosfera, mrok i pewna hermetyczność. Z tego klimatu skorzystał Tomasz Duszyński w swojej najnowszej książce „W imię ojców”, będącej kontynuacją serii "Małomiasteczkowy".
„W imię ojców” Tomasza Duszyńskiego to doskonale poprowadzony kryminał, który wciąga czytelnika już od pierwszych stron. Autor sprawnie prowadzi akcję dwutorowo, przedstawiając dwa śledztwa — jedno z teraźniejszości, a drugie sprzed lat. Mimo że akcja rozwija się dość powoli, tworzy to idealną okazję, by lepiej poznać małą, hermetyczną społeczność, gdzie każdy skrywa jakiś sekret.
Przeszłość przeplata się tutaj z teraźniejszością, tworząc spójną całość, która stopniowo odkrywa przed nami coraz bardziej intrygujące relacje między bohaterami oraz nowe elementy doskonale skonstruowanej zagadki kryminalnej. Intryga jest prowadzona w taki sposób, że aż do samego końca trudno przewidzieć zakończenie, co daje dużą satysfakcję.
Warto też wspomnieć o bohaterach, których poznaliśmy w pierwszym tomie — aspirantce Annie Rzeckiej i komisarzu Konradzie Cicheckim. W tej części możemy poznać ich jeszcze lepiej; oboje zyskują większą głębię, a ich życie prywatne przenika się z zawodowym, co dodaje realizmu całej powieści. Jak przystało na autora, każda postać, zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowa, jest starannie dopracowana, co buduje niesamowite napięcie. Portrety psychologiczne bohaterów są logiczne i spójne.
„W imię ojców” to znakomity kryminał, który usatysfakcjonuje każdego miłośnika gatunku. Autor doskonale gra na emocjach, balansuje napięciem i prowadzi intrygę w taki sposób, że nie można się od niej oderwać. Serdecznie polecam!
Książka rozpoczyna się od znalezienia w rzece nagich zwłok małżeństwa. W tym samym czasie ich starszy syn zostaje porwany, na szczęście młodszemu udaje się uciec i ukryć. Wyziębiony trafia do szpitala, czy będzie coś pamiętał i wskaże winowajcę? Miasteczko drży z przerażenia, ponieważ analogiczna sytuacja miała miejsce 30lat wcześniej. Dokładnie tego samego dnia, w takich samych okolicznościach znalezione zostało inne małżeństwo. Ich dorosły syn, który odnalazł się pół roku później, teraz stara się pomóc rozwiązać zagadkę. Rzeczka i Cichecki stoją przed trudnym zadaniem rozwiązania obu spraw, nie wiadomo czy obecnie działa naśladowca czy ta sama osoba. Śledczy starają się odpowiedzieć na pytanie : Kim jest morde*ca i co nim tak naprawdę kierowało? Śladów mają niewiele jednym z nich jest napis na ścianie „Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę swojego ojca ani ojciec za winy swojego syna”. Kapitalnie zbudowane napięcie w książce potęgują przeplatające się historie z chwili obecnej i sprzed trzydziestu lat. W retrospekcji poznajemy wybitnego śledczego Adriana Kuczkę, który z pewnością doprowadziłby sprawę do końca gdyby nie zbieg pewnych okoliczności i jego alkoholowy problem. Swoją drogą w wielu książkach podejmowany jest temat alkoholika, ale dopiero tu możemy częściowo wejść w umysł człowieka, którego dotknęło delirium alkoholowe.
W książce poruszony jest również ważny temat demencji starczej i tym jak wpływa na najbliższą rodzinę osoby chorej. Jak łatwo się domyślić choroba dopadła Babcię jednego z głównych bohaterów.
Akcja dzieje się w zimą ( czyli mamy płynną kontynuację po wydarzeniach z „Małomiasteczkowego” i tu musze podkreślić, że warto przeczytać pierwszą cześć jednak czytelnik również się odnajdzie zaczynając od tego tomu).
„W imię ojców” to kontynuacja serii kryminałów autorstwa Tomka Duszyńskiego, w której Konrad Cichecki i Anka Rzecka ponownie łączą siły, by rozwiązać arcyskomplikowaną zagadkę kryminalną.
W malowniczym Lądku-Zdroju dochodzi do makabrycznej zbrodni – w rzece Białej Lądeckiej odnaleziono nagie zwłoki pewnego małżeństwa. Ich młodszy syn znalazł schronienie, ale starszy zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. Zupełnie jak przed trzydziestu lat...
Autor serwuje nam wciągającą opowieść, mistrzowsko łącząc wątki kryminalne z warstwą obyczajową. Kotlina Kłodzka zimową porą tworzy niesamowite tło dla rozgrywających się obecnie, jak i minionych wydarzeń. Intryga kryminalna cały czas trzyma nas w napięciu, wywołując spory niepokój. Tak spektakularne zbrodnie to rzadkość w małomiasteczkowej rzeczywistości, a jednak zdarzyły się ponownie. Postacie są dobrze zarysowane, a szczególne miejsce w moim sercu zajmuje babcia Wiesia.
Odnajdziecie tu małomiasteczkowy klimat, krwawe zbrodnie, ludzkie dramaty i nieznane ścieżki, którymi prowadzi nas los.
Tomasz Duszynski: to imię i nazwisko warto zapamiętać, jeżeli ktoś lubi dobre kryminały. To moje drugie spotkanie z autorem i muszę przyznać, że równie udane, jak pierwsze. Świetna historia, która przeplata przeszłość z teraźniejszością (kombinacja, którą uwielbiam), jest logiczna, intrygująca i pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji. Ogromny plus za bohaterów, bo duet: Konrad Cichecki i aspirant Anna Rzecka jest niesamowity: są to ludzie z krwi i kości, że swoimi obawami, słabościami i wadami, dzięki czemu czytelnik ma wrażenie, że to policjanci z komendy obok, czuje, że ich zna, nie są sztuczni i przerysowani.
Nie mogłam się oderwać od tej książki, dopóki nie poznałam zakończenia. Czekam na kolejne śledztwa tej pary.