Rodzimy realizm magiczny, nostalgiczna podróż do świata, który umarł, a któremu Wit Szostak podarował nieśmiertelność.Do Rokicin wydarzenia wielkiego świata docierają jedynie cichym echem. Na zapomnianej radomskiej równinie wszystko toczy się odwiecznym rytmem chrzcin, pogrzebów i wesel. A tych ostatnich nie można sobie w ogóle wyobrazić bez wygrywanych na skrzypcach skocznych oberków. Tak było, jest… i już nie będzie. Było szczęście i nieszczęście, była miłość w życiu Józefa Wichra i braterska zdrada. A przede wszystkim była prawdziwa muzyka, którą zabierze z tego świata ze sobą. Wraz z nim odejdzie w zapomnienie zaczarowany świat wiejskich muzykantów. Książka napisana piękną frazą, w rytmie oberków, pełna melodii słów. Opowieść o życiu i śmierci, o miłości i o przemijaniu. Proza osadzona mocno w polskiej tradycji, sięgająca korzeni muzyki ludowej i zarazem bardzo nowoczesna, gęsta, transowa.
Wit Szostak (pseudonim, ur. 1976) to polski pisarz, z wykształcenia doktor filozofii, absolwent Papieskiej Akademii Teologicznej. Mieszka w Krakowie. Członek Towarzystwa Tischnerowskiego i miłośnik twórczości Tolkiena. Jest znawcą muzyki ludowej, od kilku lat zapisuje nuty ostatnich skrzypkow ludowych, gra na skrzypcach, gęślach i dudach.
Jako autor debiutował w roku 1999 opowiadaniem „Kłopoty z błaznem” zamieszczonym w „Nowej Fantastyce”.
Jak sam mówi, używa pseudonimu nie po to, by się ukrywać, lecz aby zasygnalizować, że rozgranicza różne dziedziny swoich zainteresowań, jako że pod swoim prawdziwym nazwiskiem publikuje teksty dotyczące filozofii.
Wieś i realizm magiczny to mój kryptonit. Piękna i wzruszająca opowieść o przemijaniu.
"Byli muzykanci, byli, lecz poumierali. Czy kto pamięta ich twarze, pamięta jak grali? Dziś są dawno muzykanci niepotrzebni w świecie. Was świat też nie potrzebuje, choć tego nie wiecie. Niech los smutny muzykantów będzie wam przestrogą. Świat omija małe wioski, pędzi swoją drogą"
Bardzo lubie kiedy ciekawa tresc ksiazki ubrana jest w zaskakujaca forme. Tak bylo z Morfina Twardocha i z Gra w Klasy Cortazara. Teraz zaskoczyl mnie Wit Szostak.
Oberki do konca swiata to wspaniale napisana historia wiejskich muzykow i ich zwyklego zycia, historia przemijania rzeczy i ludzi. Dawne wierzenia, konszachty ze swiatem niematerialnym i zwyczaje, a to wszystko pieknie wygrane w rytmie oberka.
Opisując o czym są „Oberki do końca świata” posłużę się określeniem, którego używa sam autor, Wit Szostak - to książka o ’odchodzącym świecie ostatniego pokolenia wiejskich muzykantów’, skupiająca się na historii jednej konkretnej rodziny Wichrów reprezentującej wiejskich muzykantów. W dodatku napisana w rytm tytułowych oberkow! I szczerze mówiąc trochę się tego obawiałam, ale sluchajcie nie było czego, bo dzięki tej melodyjności przez to się płynie i nie ma żadnego problemu ze zrozumieniem opowiadanej historii. Historii magicznej choć nie ma tu magii w dosłownym jej znaczeniu. Historii muzycznej, choć to książka, ale podczas czytania z tytułu głowy i ze względu na formę i ze względu na treść mimowolnie słyszycie te oberki, te wspominane instrumenty, czujecie te melodie. Rodzinne dramaty, przyjaźnie, miłości i straty, cykliczność życia i śmierci, filozofa istnienia i mistycyzm, przenikające się losy i przeplatające się czasy minione z czasami współczesnymi. Historia ludzi i historia miejsc i przedmiotów. Książka znakomicie napisana, mocno stylizowana, ale w tak naturalny i przystępny sposób, nic tu nie jest na siłę czy na pokaz. Ale „Oberki” to nie tylko piękny język, bo sama historia również porusza i wzbudza nostalgię. Bardzo polecam i myślę, że to taka literatura, która za lat kilkadziesiąt nadal bedzie czytana i mocno doceniana
Rozumiem za co można lubić tą książkę. Dla mnie jednak za mało punktów stycznych by się nią zachwycić. Mimo, że uwielbiam historie rodzinne rozciągnięte na lata. Chyba najlepiej się czułam w tym trójkącie Józef - Maria - Franciszek. Wymodlonym zmienieniu torów życia. Później mi się to czucie jakoś rozmyło.
Zacznę od zdanie nieco wyświechtanego - ta książka nie każdemu przypadnie do gustu. Magiczny realizm wychodzi tu z każdego kąta i spod każdej strzechy. Jest to pełna sentymentu wyprawa do odchodzącego świata. Jest to powieść, o świecie zapominanym, o zapominaniu i tym, jak to jest, gdy świat o Tobie zapomina. Można chwytać się kurczowo wspomnień z wyblakłych fotografii, można oddalać widmo zapomnienia kontaktami z nowym światem, można nawet na jakiś czas powstrzymać historię. Wit Szostak stworzył powieść pełną smutnego piękna, powieść ciężką do polubienia, lecz będącą oknem na przemijanie.
To taka książka, po której czujesz, że coś się w tobie zmieniło. Czujesz się bogatszy w emocje, w postrzeganie świata. Czujesz smak utraty czegoś czego nigdy nie doświadczyłeś - tych pięknych starodawnych oberków, świata które przeminęło. Jedna z moich ulubionych, zostanie we mnie już na zawsze. Zazdroszczę każdemu, kto ma lekturę dopiero przed sobą, chciałabym zapomnieć i przeczytać na nowo ❤️
Wznowiona właśnie przez wydawnictwo Powergraph kultowa już powieść Wita Szostaka, która do tej pory była moim wstydem czytelniczym. Nie dziwię się czemu zaskarbiła sobie serca tak wielu czytelników. „Oberki do końca świata” napisana jest niczym nostalgiczna nuta wygrywana na skrzypcach odkurzonych z zapomnienia. Wit Szostak zapisał się tą książką w kanonie literackim stawiając na pisanie w rytmie oberków charakteryzujących się na powtórzeniach, niczym refren, który licznie powtarzany osiada w czytelniku głębiej. Melodia słów tej powieści to coś, czemu trudno się oprzeć i dzięki czemu po tej książce się płynie.
Rodzina Wichrów z Rokicin to głównie bohaterowie, którzy swoimi niekiedy tragicznymi losami przekazują uniwersalne treści dotyczące wielkich miłości, życia i śmierci oraz przemijania. Każdy rozdział to historia innego oberka, w której melodii płyną opowieści kolejnych członków rodziny. Sięgając do prozy próbującej uchwycić piękno polskiej tradycji nie da się ominąć realizmu magicznemu, który obok melodyjności frazy, dodaje tej powieści czegoś ponadczasowego, nostalgicznego.
Czytając miałam nieodparte wrażenie, że to powieść, która nigdy nie umrze, dlatego nie dziwi kolejne jej wznowienie. „Oberki do końca świata” wykraczają poza świat rzeczywisty. Szostak pięknie buduje świat, który łączy minione z teraźniejszym, próbując przypomnieć czytelnikowi, że tradycja to wartość nie do oceniania, którą trzeba utrzymać. Szostak ponownie nie nuży, a udowadnia, że pisanie to jego drugie ja, w którym czuje się pewnie. Melodia tej powieści to coś, co nigdy we mnie nie ucichnie.
Nie będzie przesadą, jeżeli powiem, że to jedna z najlepszych i najpiękniejszych książek jakie czytałam. Magiczna, tajemnicza, smutna i radosna jednoczenie. Pełna dawnych oberków, zanurzona w przeszłości i w tradycji, z umieraniem wsi i odnajdywaniem jej na nowo. Pokochałam oberki na nowo i wróciłam do nich, pełna historia o Wichrów.
Myślę że dałabym nawet takie 4,5; podobało mi się wszystko. Nieoczywista historia, smutki i żale, przemijanie, realizm magiczny, życie przedmiotów i przybliżanie się chałupek.
Czułe epitafium. "Byli muzykami, byli, ale się skończyli. Byli muzykami, lecz poumierali. Nikt nie wie, jak się wołali, nikt nie wie, jak grali. Kiedy o nich zapomnimy, komu będą grali?"
DNF 21% Ta książka może i jest wartościowa, może i jest w jakimś stopniu ciekawa, ale nie dla mnie. Nie mówię, że jest zła ! Tyle, że nie jest dla mnie.
nie sądziłam, że taka książka wzbudzi we mnie tyle emocji trzeba chronić dziedzictwo tych niegdysiejszych wsi…
piękny realizm magiczny, rzeczywistość miesza się z zaświatami, oberki wybrzmiewają w metrum zdań, narracja prowadzona tak, żeby nas porwać w górę, zawirować w rytm wiejskiej muzyki i długo nie puszczać
@wit_szostak nie zawodzi. "Oberki do końca świata" to tytuł, który swoim stylem, językiem oraz historiami wciągnął mnie całą. Książka, która pozwoliła mi odpocząć od współczesności, zgiełku wielkiego miasta, chaosu.
Rokiciny to mały zakątek świata, gdzie czas płynie pracą, muzyką, miłością, cierpieniem, życiem. Wolny od wydarzeń wielkiego świata błyszczy swoją prostotą.
Melodia, aż wypływa z tekstu, nogi chcą poczuć rytm i rwą się do tańca. Przemijanie, radości, braterstwo muzyki. To wszystko pięknym rymem, piękną frazą jest opowiedziane . "Oberki" to proza, przybliża i przypomina to o czym człowiek zapomina. Ciągnie za sznurki, zaciska tam gdzie niewygodnie i gęsto, nakrywa do stołu i zaprasza do poznania kultury i dziedzictwa, do poznania tego czym pachnie życie. Pachnie w tej opowieści bardzo. Pachnie zapomnieniem, samotnością, starością i młodością. Literatura, która motywuje do rozważań, dotyka czule i ostro, wzrusza, zatrzymuje.
Autor za pomocą śpiewu, muzyki i słów opowiada piękną historię, która fascynuje, wciąga. Dobrze, że taka literatura powstaje, że jest i żyje, zachwyca i daje ukojenie.
Realizm magiczny po polsku. Jestem oczarowany, a konstrukcja tej książki, naśladującą rytm oberków sprawia, że czytając niemalże słyszy się wykreowaną przez autora historię. Historię o przemijaniu (oj jak bardzo o przemijaniu), zawiści, miłości (pierwsza historia strasznie ściska serce), ale i przywiązaniu do tradycji. Autor wspaniale oddaje ducha polskiej wsi, a jednocześnie jest to tak uniwersalna opowieść, że mogę polecić ją po prostu wszystkim. Opowieść bardzo swojska, a jednak napisana pięknym językiem, odkrywającym ogromny kunszt warsztatowy Wita Szostaka. Kawał literatury.
Jestem absolutnie zachwycona. Wspaniała historia wzmagająca w człowieku tęsknotę i melancholię do czasów, których sam nie zaznał, budząca ciekawość jak było dawniej, kim byli moi przodkowie, czy też grali oberki na wsi, czy paktowali z diabłem, jak bohaterowie książki. Płynie się przez kolejne zdania w rytm oberków, zgrabnie przechodząc między kolejnymi opowiadaniami i dziejami rodu Wichrów. Zdarzenia całkiem "normalne" jak na tamte czasy- bieda, wojna, żal i depresja. Wszystko to jednak jest doprawione odrobiną magii opartej na wierze i wierzeniach, tradycjach, obyczajach i przesądach.
Panie Wicie, jak pan pięknie pisze. Od pierwszego do ostatniego zdania czytałem tą książkę uczuciem wzruszenia, niekiedy ze łzami w oczach. “Cudze słowa” nadal są mi bliższe, ale to było równie wspaniałe. Nie zapomnę tej książki nigdy i będę wracać.
Fenomenalna. Wyjątkowa w każdym calu. Język, rytm, historia. Sacrum i profanum wsi polskiej. Czułam każdą emocję, słyszałam każdy dźwięk, widziałam każdą twarz. Jedna z najlepszych książek jakie czytałam.
To nie jest pełne 5⭐️, raczej dałabym 4.90, ale to jest tak piękne napisane, że sumienie nie pozwoliłoby mi dać tylko 4 gwiazdek. Historia o przemijaniu, w której muzyka pełni najważniejszą rolę. Sam sposób pisania tak do mnie przemówił, tak mnie urzekł, że pewnie do tej książki jeszcze wrócę.