Joanna Chyłka jest w połowie ósmego miesiąca ciąży, kiedy zgłasza się do niej znana milionerka, przedstawiając intratną propozycję obrony pewnego człowieka. Nie jest z nim w żaden sposób powiązana, twierdzi jednak, że pokryje wszystkie koszty w ramach dobroczynnego projektu mającego wyciągać niewinnych ludzi z więzień.
Skazany trafił za kratki dwadzieścia lat temu za zabójstwo – sądy pierwszej i drugiej instancji nie miały wątpliwości co do jego winy, dowody były bowiem jednoznaczne i przytłaczające. Kasację oddalono. Biznesmenka nie przedstawia żadnych nowych ustaleń w sprawie, nie tłumaczy, dlaczego akurat teraz postanowiła pomóc temu człowiekowi ani dlaczego uznaje go za niewinnego.
Chyłka nie widzi podstaw do wznowienia postępowania, mimo to zaczyna przeglądać akta. Odnajduje w nich coś, co sprawia, że pomimo protestów Kordiana oraz prowadzącego jej ciążę ginekologa podejmuje się obrony człowieka, którego wina wydaje się niezaprzeczalna.
Rzuciłam sobie wyzwanie i akurat autor wydał kolejną Chyłkę.. no chyba mi na złość, żebym za szybko nie dotarła do tego końca.
Dobra, cieszę się, że to na razie ostatnia książka z tej serii, bo ja już zsiadam z tego kucyka na tej karuzeli. Przejście przez tyle książek, prawie pod rząd w audiobooku, przepaliło moje zwoje mózgowe. Tym razem do naszej brygady uderzeniowej zgłasza się babka, która chce wyciągnąć pewnego gościa z więzienia, bo został skazany za niewinność i to na dożywocie. Oczywiście nasza brygada otwiera akta, a finalnie znajdują pożywkę, żeby bronić tego faceta, a tym samym wyciągnąć go z więzienia.
Kung Fu Chyłka z brzuchem. Tak, Chyłka jest w ciąży i to bardzo zaawansowanej. Myślicie, że siądzie sobie i da na wstrzymanie? Nic bardziej mylnego, ponieważ tym bardziej pcha łapę z nożyczkami do kontaktu. Co z tego, że kolejny lekarz jej zaleca iść na L4, ona tu jest wybitnym lekarzem. Zordon nadal traktowany jest jak popychadło i ma super-wielką tajemnicę, którą zamiast szybko załatwić i przejść przez tę burzę z piorunami to kombinuje pod górkę, a potem możemy z tej okazji poczytać kilkanaście stron dramy. Natomiast Chyłka to cham jakich mało czyli tutaj nic się nie zmieniło i aż dziw mnie bierze, że jeszcze nie trafił się żaden bohater, który zrobi jej skuteczną lekcję wychowawczą tylko wszyscy pokornie przyjmują bluzgi i spuszczają głowę. W tym tomie jesteśmy zasypani opisami pt. Chyłkę boli kręgosłup, Chyłka nie może wyjść z samochodu, Chyłka rozczula się nad czekoladą, Chyłka nie może zwlec się z łóżka, Chyłka sika po ileś tam razy dziennie, Chyłkę boli miednica, Chyłce wszystko przeszkadza. Jak dla mnie połowa tych okołociążowych rzeczy była zupełnie zbędna. Poza tym nie wiem dlaczego autor z uporem maniaka cały czas nam przypominał "hej, jakbyście nie pamiętali - Chyłka jest w ciąży". My to już od pierwszych akapitów wiemy. Jakby tego było mało to na kartach książki pojawia się nieśmiertelny bohater czyli nasze ulubione bożyszcze z długimi mackami. Dla mnie ten temat jest już wytarty jak stary dywan i nie chcę już tego komentować, bo ja stare graty wyrzucam, a nie traktuję jak relikwię. Po prostu nie lubię, kiedy wszystkie zawiłe rzeczy sprowadzają się po tylu tomach do długich macek tego bohatera i on jest ze wszystkimi powiązany. Sama sprawa dotycząca wyciągnięcia Kajetana była mi bardzo obojętna, ale muszę przyznać, że finał tej sprawy był całkiem huczny.
Kiedy Zordon rzuca się z łapami na Langera, z wielkimi groźbami na ustach co to mu nie zrobi, a on ten gest arcywielkiej odwagi podsumowuje krótkim kąśliwym "ojej". To "ojej" idealnie oddaje moje odczucia wobec tych wszystkich wydarzeń w tej książce. Na tę chwilę pora na zasłużony odpoczynek od Chyłki i Zordona.
ja sam nie wierzę co tu się stało. Po tragicznym i niesamowicie rozczarowującym „Zarzucie”, który uważam za absolutnie najgorszą książkę w całej serii, nie sądziłem że dostanę coś takiego. „Obrona” to kwintesencja całej tej serii. Nie ma tu nic odkrywczego, Mróz pięknie wykorzystuje motywy, które w tej serii pojawiały się niejednokrotnie. Jednak w połączeniu z tymi bohaterami, humorem, wyważonym komentarzem co do współczesnych wydarzeń zarówno w popkulturze, jak i w polityce sprawiło że dostałem tom który ma spore szanse stać się moim ulubionym, chociaż do takiej deklaracji potrzebuje jeszcze trochę czasu. Moja pięciogwiazdkowa ocena nie jest ani trochę obiektywna, widzę wady i niektóre rzeczy, wybory bohaterów itp mi się nie podobali to jednak fakt ile emocji dostarczyła mi ta powieść to coś czego się nie spodziewałem. Podszedłem do niej nie oczekując niczego, a dostałem wszystko to za co uwielbiam Chyłke w najlepszym wydaniu.
Cóż o Chyłce można powiedzieć nowego? No w sumie nic, może tylko to, że ta część jest trochę inna, bardziej taka domowa. Chociaż kilka absurdów się znajdzie. I tak, nadal czekam na dinozaury albo podróż w kosmos, chociaż może to pierwsze jest bardziej prawdopodobne.
Zaiste jest to dla mnie fascynujące, że można zbudować serię książek na bazie bohaterki, która (absolutnie) jest definicją toksyczności. Natknęłam się kiedyś na takie stwierdzenie, że najgorsze najmilsze, co można powiedzieć chłopcu, który smali cholewki to to, że jest sympatyczny. No i ta seria to jest właśnie taka sympatyczna. Nie mam syndromu sztokholmskiego, mam syndrom warszawski.
Fajnie wrócić do Chyłki po dłuższej przerwie. Nawet tęskniłam. No i u niej i Zordona ciekawe rzeczy, jak zawsze. Sporo się uśmiechałam i było bardzo przyjemnie, sprawa ok, ale zeszła dla mnie na drugi plan.
Jest to jeden z najlepszych tomów tej serii, na początku byłam nieco zdegustowana i pomyślałam, że Chyłka nie jest już dla mnie, ale zwracam honor. Naprawdę kawałek dobrej historii.
Ahhhh czemu to sie musiało tak szybko skończyć.... Czułam się jak przy zjeździe rodzinnym, gdzie było pełno śmiechu, płaczu i ogółem przeżywania tego wszystkiego z stosunkowo nową rodzinką (znamy się od kwietnia zeszłego roku) a nie zamieniłabym to na nic innego. Z kim innym mam się śmiać z żartów adwokackich, ambitnych docinek do mężczyzn (dla nich oczywiście wtf) I wszystkiego pomiędzy Dajcie mi więcej, więcej tomów, więcej historii ale trochę mniej zawałów serca
Po fatalnym, ostatnim Forście, odstawiłem Mroza na jakiś czas. Wracam z nową Chyłką. Jest ok. Pierwsza połowa jest mocno przeciągnięta jeśli chodzi o sam wątek i sprawę kryminalną i trochę na siłę zrobiona grubą książkę, bo mogłobyć sprawniej, ciekawiej. Drugie pół całkiem spoko, a całość ratuje fajny i satysfakcjonujący finał.
Były już zdecydowanie gorsze książki w tej serii, ale były też lepsze. Jednak w mojej głowie nadal jest pytanie: ile jeszcze można napisać o Chyłce i Zordonie?
Z przykrością stwierdzam, że czytając dalej książki Remigiusza zostanę siwa przed skończeniem 17 lat. Natomiast odnosząc się do tej części to od kilku tomów brakowało mi właśnie tego co tu dostałam. Z pewnością stwierdzam, że dobre opinie które dotychczas zbierał ten tom nie są na wyrost. Mam jedynie nadzieję, że na następne spotkanie pary prawników będę czekała krócej niż rok
Od poprzedniej części uważałam to, że Kordian nie powiedział Chyłce o sytuacji z Siarką za najgorszą rzecz, jaką mógł zrobić, ale to, że ona potraktowała to prawie jak zdradę? Rozumiem emocje i to dlaczego Chyłka jest zła, ale powiedzieć do swojego teoretycznie zgwałconego męża coś w stylu „poszedłeś tam znowu się z nią…?” albo „je**** się tam jakby nigdy nic”. Absurd. I niby ma świadomość, że to gwałt, a jednak mówi takie rzeczy w stronę ofiary. Chyłka przez większość serii jest postacią nielogiczną i nie do zniesienia. Rozumiem bohaterów, których z założenia ma się nie lubić (chociaż zakładam, że autor jednak chciał, żebyśmy Chyłkę lubili), ale ten stopień toksyczności? Musiałam na to zwrócić uwagę
Chyłka zaczęła od kobiety pewnej siebie, ekscentrycznej, z trochę dziwacznym podejściem do życia, a skończyła na agresywnej zrzędzie, która na prawo i lewo rzuca obelgami i przekleństwami, i która mówi absolutnie nieakceptowalne słowa w stosunku do swoich (teoretycznie) najbliższych. Totalny downgrade bohatera i przykład przedobrzenia. Kordian za to przeszedł zmianę, na lepsze oczywiście, ale zmiana ta mam wrażenie nastąpiła z dnia na dzień, a procesu nie mieliśmy okazji zobaczyć.
Oczywiście dzieje się milion rzeczy na raz, a wiele wydarzeń jest nam po prostu opisanych, a nie pokazanych. Pewnie przeczytam następne części, bo nie mogę się jakoś rozstać z tą serią, ale nie da się jej wyżej ocenić.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Oprócz tego, to ta ksiazka jest dla mnie wyjątkowo trudna w ocenie. Uznaje ją jako tom "pomiędzy". Łączący poprzednie 17 tomów, oraz to, co będzie później. Nowa historia i nowy rozdzial w ich zyciu. Sprawa na ogół mi się nie podobała i uznaje ja za okropnie prostą, chociaż samo słuchanie całości było całkiem przyjemna rozrywka (tradycyjnie remigiusz stworzył niebotyczny rollercoaster emocjonalny który w żadnym wypadku po mnie nie spłynął).
Było po prostu "okej". Chociaż jak na to, że Obrona wyprzedziła IMMUNITET!! swoją grubością, to nie widzę absolutnie żadnego powodu by akurat to bylo takie długie.
This entire review has been hidden because of spoilers.
4/5 Kolejna udana część Chyłki! Trochę mało samego dochodzenia i procesu, za to więcej obyczaju... Jedak finał książki rekompensuje wątek sądowy. Jedyne co mi nie pasowało, to zachowania Chyłki i jej podejście do odpoczynku w ciąży. Ja rozumiem, Chyłka jest Chyłką, ale po jej perypetiach zdrowotnych i całej przeszłości wydaje mi się bardzo nierealne to, jak momentami się zachowywała. Nawet jak na nią samą było to ekstremum.
Jednen z ciekawszych tomów. Nie jest to 4/5 w skali wszelkich książek a 4/5 w wersji chyłkowej. Nie mogę jednak się nie przyczepić do błędów niewiadomo dlaczego nie wykapanych przez korektę.
Aspekty ciążowo porodowe mocno odrealnione.
Mimo wszytski przesłuchałam całość w praktycznie 2 dni. Co jak co ale tworzenia wciągających historii nie można odmówić Mrozowi