[Współpraca reklamowa z wydawnictwem You&YA] "Dark Ivy" to książka, po której absolutnie nie spodziewałam się, że aż tak mnie zachwyci. Miałam wręcz obawy, że piękne wydanie i atrakcyjne motywy okażą się w tym przypadku dość mylące i czeka mnie rozczarowanie... Tak się jednak nie stało, a książka trafiła do grona moich ulubieńców i historii, które przypominają dom, przyspieszają bicie serca i sprawiają, że odłożenie lektury na później jest praktycznie niemożliwe.
Sama nie wiem od czego zacząć najpierw. Od tematu sztuki i blackout poetry? Motywu found family i grupy przyjaciół, której chce się być częścią? A może od głównego bohatera, który jest moim nowym książkowym crushem?
"Dark Ivy" reklamowana jest jako dark academia. Nie wiem czy się do końca z tym zgadzam, ponieważ dla mnie dark academia to coś więcej niż stary uniwersytet, do którego trafiają najlepsi z najlepszych, ale przyznam, że miał on swój urok. W połączeniu z jesiennym klimatem, który tam panuje, tworzyło to spójną całość i atrakcyjne miejsce, do którego z wielką przyjemnością bym trafiła. Miły aspekt stanowiły również wzmianki dotyczące sztuki i architektury oraz przede wszystkim blackout poetry, które zostało wplecione w fabułę przegenialnie! W rozdziałach można znaleźć rysunki głównych bohaterów, za pomocą których przekazują sobie wiadomości - świetnie było je zobaczyć nie tylko oczami wyobraźni, ale faktycznie na papierze. Uważam, że jest to coś niesamowicie oryginalnego, co bardzo wyróżnia "Dark Ivy" na tle innych książek.
Eden Collins, dziewczyna, która trafia na prestiżowy uniwersytet czuje się samotna i przechodzi żałobę. Marzy o odnalezieniu chociaż jednej osoby, która sprawi, że poczuje się jak w domu, a lata nauki spędzi bez krzywych spojrzeń. Autorka pięknie poprowadziła ten wątek i wzruszam się ilekroć o tym myślę. Motyw found family to ostatnio jeden z moich ulubionych, więc obserwowanie jak z rozdziału na rozdział Eden i pozostali studenci nawiązują coraz to głębsze relacje, padają pierwsze piękne słowa, buduje się zaufanie... Wspaniałe. Nie brakuje również wielu zabawnych momentów i nie zliczę ile razy niekontrolowanie śmiałam się podczas lektury. Jestem pewna, że postacie z "Dark Ivy" zyskają Waszą sympatię bardzo szybko.
Równie szybko Waszą sympatię zyska William Grantham III. Jest to bohater, któremu daleko do toksycznych zachowań i określiłabym go jako chodzącą zieloną flagę. Autorka wykreowała go w taki sposób, że od razu stałam się ofiarą jego uroku i błyskotliwości. Zachowanie oraz wypowiedzi Willa wielokrotnie wywoływały rumieńce na mojej twarzy i często było to naprawdę nieoczekiwane.
Tak samo nieoczekiwane były dla mnie spicy sceny. "Dark Ivy" to książka 16+, jednak chwilami miałam wrażenie, że czytam historię 18+. To raczej kwestia mocno subiektywna, więc całkiem możliwe, że Wy będziecie to odbierać zupełnie inaczej. Nie zmienia to jednak faktu, że chwilami było bardzo gorąco i... bardzo mi się to podobało. Co ważne, nie ma tu żenujących dialogów, a czysta chemia. Chemia, chemia i jeszcze raz chemia. Zapamiętajcie trzy rzeczy: przeczytana przez Williama książka, rzeźba Dawida i winda - warto na to czekać.
Co mogę napisać o zakończeniu? Człowiek się spodziewał, ale i tak jest w szoku. I na tym poprzestanę, bo dalej udaję, że ostatniej strony nie przeczytałam.
Koniecznie musicie przeczytać "Dark Ivy", bo czuję, że żadne słowa nie są w stanie wystarczająco oddać uczuć towarzyszących mi przy lekturze. Książka na pewno ma jakieś minusy, ale bawiłam się tak cudownie i tak bardzo pokochałam postacie, które stworzyła Nikola Hotel, że nie zamierzam się rozwodzić nad negatywnymi aspektami tego tytułu. Z niecierpliwością czekam na drugi tom i mam nadzieję, że moja rozłąka z Eden i Willem nie będzie trwać długo.
wow uwielbiam jak ktoś mi wbija nóż w serce. to gdzie ten drugi tom? bo już mam w planach naukę niemieckiego (a nienawidzę tego języka)