Ripperzy mordujący ludzi dla wszczepów są plagą Steris. Przed laty ich ofiarą padła młodsza siostra detektyw Dori Drax. Policjantka żyje w przekonaniu, że ukarała winnych. Gdy jednak w Steris ponownie pojawiają się ciała pozbawione twarzy, Dori jest pewna, że któryś z ripperów uniknął jej zemsty. Prowadząc śledztwo, orientuje się, że tropem morderców podąża ktoś jeszcze, a powiedzenie: wróg mojego wroga jest moim przyjacielem, nie zawsze jest zgodne z prawdą.
Dori to cyberpunkowa sensacja osadzona w świecie wykreowanym przez Andrzeja Kwietnia w opowiadaniu Chrzest i powieści Metamorf – nominowanej do książki roku 2023 w plebiscycie LubimyCzytać w kategorii science fiction.
Andrzej Kwiecień, rocznik 1985, urodzony trzynastego w piątek – co miało raczej pozytywny wpływ na jego losy. Absolwent Wydziału Wiertnictwa Nafty i Gazu Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Prawie dekadę przepracował w firmach naftowych, z czego przynajmniej połowę tego czasu spędził, oglądając świat z pokładu platform wiertniczych. Obecnie zarządza firmą software’ową. Fan technologii, komiksów, pasjonat systemów walki, strzelectwa i nurkowania. Gdyby mógł, nie wychodziłby z lasów i nie schodził z gór, ale niestety słabo tam z internetem. Debiutował w grudniu 2022 roku na łamach Nowej Fantastyki cyberpunkowym opowiadaniem Chrzest. Jego debiutancka powieść Metamorf otrzymała nominację do Książki Roku 2023 w kategorii science-fiction w plebiscycie Lubimyczytać.pl.
Dori to książka, która działa, ale jednocześnie nie działa. Działa jako akcyjniak, zmyślna intryga, ale nie działa jako sci-fi, a to za ten element tak bardzo polubiłam Metamorfa. Tutaj zabrakło mi tej niejednoznacznej moralności bohaterów, świata, a nawet technologii, która była tam tak widoczna. Lubię, gdy sci-fi to nie tylko sztafaż w postaci wszczepów, implantów i latających limuzyn, ale też pole do rozważań z socjologicznego, psychologicznego, czy filozoficznego punktu widzenia. Jako akcyjniak ta książka jest świetna i czuć, że powstała jako wprawka pisarska, co autor zaznacza w epilogu. Jeśli szukacie luźniejszej lektury ze świata Metamorfa to łapcie śmiało, ale ja panie Autorze teraz jeszcze bardziej czekam na coś mięsistego sajfajowo. 3.5/5
“Ludzie zawsze znajdą sposób, żeby uśpić sumienie i zracjonalizować nawet najgorsze uczynki.”
[współpraca reklamowa @pulpbooksmedia]
Wypatroszone ciała bez twarzy i ona…
Dori pragnąca sprawiedliwości.
I to jedno słowo…
“Cześć.”
O wow. Potrzebowałam takiej historii.
Sami dobrze wiecie, że po książki polskich autorów sięgam bardzo rzadko, ażeby jeszcze sięgnąć po książkę, która absolutnie nie wpasowuje się w mój potencjalny gust czytelniczy to już w ogóle.
Tutaj zaciekawił mnie świat, sci-fi, cyberpunk, wątek kryminalny i spojrzenie na przyszłość oczami Dori i nie tylko. Ja bardzo lubię sci-fi, które zazwyczaj oglądałam tylko na ekranie, dlatego przeczytanie w papierze było dla mnie czymś nowym od lat, bo właśnie przypomniało mi się, że przecież “Intruz” od Stephanie Meyer (uwielbiam) mógłby się wpasować w te klimaty.
Jeżeli ktoś z was obawia się tego, że ta technologia może kogoś przytłoczyć i obawiacie się, czy ta książka mogłaby być dla was, to już wam piszę, że nie macie czego się obawiać.
Świat (pełny brudu, chciwości, cierpienia) nie jest przytłaczający i jest w przyjemny sposób opisany. Być może niektóre frazy nie były mi znane, ale przecież mamy internet, żeby to sprawdzić, prawda?
I wiecie co? Przyrównałabym “pierwszą” styczność z tym światem do zmiany telefonu i ogarnięcia wszystkiego na nowo. Łatwe? Oczywiście, że tak. Także… dla osoby, która nie miała styczności ze sci-fi, ta książka będzie idealna na pierwszy raz.
Dzięki zastosowanym opisom przez autora wszystko można było sobie jasno i wyraźnie zobrazować bez najmniejszych problemów.
Zatem idźmy do naszej głównej bohaterki i słynnego Bena, który miał zostać moim nowym książkowym MĘŻEM (przysięgam, że w tym momencie brakuje mi mojego ulubionego gifa - Matt Rife).
Dori… dacie wiarę, jeśli napiszę, że gdy tylko spotkałam ją w pierwszym rozdziale i przeczytałam jej imię, to w głowie pojawiła mi się piosenka z “Gdzie jest nemo?” - ,,Wiesz, co się robi, jak życie dołuje? Mówi się trudno i płynie się dalej. Płynie się dalej, płynie, płynie'' - KOCHAM. I w sumie taka też poniekąd była Dori z jedną różnicą. Jaką? A no taką, że przeszłość ciągnęła się za nią i miała w życiu jasno skonkretyzowane cele.
Zdeterminowana policjantka pracująca w wydziale kryminalnym i poszukująca ripperów - tych, którzy handlują wszczepami (organami). Wierząca w sprawiedliwość, zmagająca się z lękami, przeszłością i bólem. Wartości, czy motywacje, którymi się kierowała były bardzo osobiste i dotkliwe, a poznanie jej przeszłości wprawiało w smutek.
Bo jej jedyną zbrodnią w przeszłości było otworzenia serca na kogoś, kto wprowadził do jej życia piekła.
Uwielbiałam jej zaparcie, cięty język. Wróć - uwielbiam całą jej postać.
“Nie jesteś taki sprytny, jak ci się wydaje.” - czyżby?
Ben. Wisienka na torcie. Wojskowe buty, tatuaże, strzelający i w sumie ją ratujący, kupujący pod jej nieobecność drzewko Bonsai. Znający się na hakowaniu. No ideał, prawda? Tylko że ten ideał również ma za sobą przeszłość i jasno wyznaczone cele, którymi podążał.
Potrafiący ją dostrzec, zrozumieć, będący przy jej boku i…
I ja przepraszam. Ale Ben był potencjalnym kandydatem na mojego nowego męża książkowego i co tu się wydarzyło?!
“Dori” ma dobrze rozbudowane postacie (nie tylko te główne, ale i poboczne), które mają w sobie coś więcej, niż mogłoby się wydawać. Ich pobudki, motywacje czy nawet emocje były jasno i wyraźnie uargumentowane, a pokazanie kontrastu między wysoko postawionymi postaciami, a tymi niższymi warstwami społecznymi było dosadne.
Akcja w tej książce była idealnie zrównoważona. Nie było jej ani za mało, ani za dużo. Było dynamicznie, intensywnie i satysfakcjonująco.
Jedyne “ale”, jakie mogłabym mieć do tej książki to pewne wyrównanie rachunków przed zakończeniem. Potrzebowałam więcej. To było zbyt easy. A poza tym? Nie mam zastrzeżeń.
Zakończenie tej książki było dla mnie totalnym i niezaprzeczalnym zaskoczeniem. Nie połączyłam kropek i uwierzcie mi - zaniemówiłam i przez 3 minuty wpatrywałam się w ten koniec, żeby potem na nowo przeczytać to zakończenie i upewnić się, czy mnie wzrok nie myli. Dawno nic mnie tak nie zaskoczyło.
“Dori” wywołuje emocje i zaskakuje. Ma dynamiczną fabułę i świetnie zbudowane napięcie oraz wielowymiarowe postacie. Pojawia się w niej śledztwo, przemoc, nieufność i wiszącą na włosku moralność, a także tajemnicze intencje, które intrygują i skłaniają do myślenia, a także napędzające akcje.
Moja rada? Czytać uważnie i nie pomijać wskazówek, a najlepiej? Przeprowadzić własne śledztwo.
A ja? Proszę książkowych bożków o kontynuację, bo przecież TO NIE POWINNO TAK SIĘ SKOŃCZYĆ.
Ripperzy, którzy mordują ludzi dla wszczepów, to plaga Steris. Przed laty ich ofiarą padła siostra detektyw Dori Drax. Policjantka prowadzi spokojne życie, wierząc, że ukarała wszystkich winnych. Jednak gdy w mieście ponownie zaczynają pojawiać się ciała bez twarzy, Dori jest pewna, że jeden z ripperów uniknął jej zemsty. Prowadząc śledztwo, orientuje się, że ktoś jeszcze podąża jej śladem, a powiedzenie „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem” nie zawsze się sprawdza.
Kolejny powrót do świata cyberpunka – gatunku, który osobiście uwielbiam. Fascynuje mnie wizja przyszłości, jaką prezentuje ten wykreowany świat. Muszę przyznać, że miałam ogromne oczekiwania wobec tej książki i absolutnie się nie zawiodłam. Historia jest niezwykle interesująca, fabuła świetnie poprowadzona, a akcja wciąga od pierwszych stron. Myślę, że książka tak bardzo mnie pochłonęła, ponieważ całkowicie zanurzyłam się w tym świecie. Motyw zemsty został ukazany w przemyślany i realistyczny sposób.
Postać Dori bardzo przypadła mi do gustu – jest to policjantka, która kieruje się zasadami i podąża za zemstą w sposób, który wydaje się zdrowy i rozsądny. To silna bohaterka, która potrafi zachować zimną krew i kalkuluje swoje działania, ale autor pokazuje też jej słabszą stronę, co dodaje jej autentyczności. Podoba mi się, że dopuszcza do siebie uczucia. Postać Bena od początku budziła we mnie nieufność; nie mogłam mu zaufać i czułam, że jest „śliski”. Duży plus za wątki polityczne, które wzbogacają fabułę – bez nich książka mogłaby wydawać się nieco płaska. Zwroty akcji są zaskakujące, a zakończenie naprawdę niespodziewane.
Jestem już pewna, że sięgnę po wcześniejszą książkę tego autora. Świat stworzony w Dori tak mnie zachwycił, że zainspirował mnie również do ponownego sięgnięcia po grę Cyberpunk 2077. Jeśli lubicie klimaty futurystycznych miast i cyberpunku, to jest pozycja idealna dla Was.
Czytacie książki sci-fi? Ja zawsze lepiej przyswajałam sobie ten gatunek w formie filmu czy serialu, było mi lżej zrozumieć świat, bo część była już narysowana. A z tego względu, że świat budowany zawsze lubię porządnie zrozumieć i wyobrazić go sobie, to czytanie sci-fi szło mi wolniej niż innych gatunków. Dlatego nawet taka szybko czytająca się lektura jak "Dori" od @and_kwiecien , którą dziś wam recenzuję w ramach [współpraca reklamowa] z @pulpbooksmedia czytałam ponad tydzień. Ale czy świat przedstawiony mnie zadowolił? A i owszem, jak najbardziej i to na tyle, żeby zapisać sobie poprzednią książkę z tego uniwersum czyli "Metamorfa" na listę zakupową. Mamy tu do czynienia z dystopią, gdzie wolność jest sprawą umowną, brakuje wielu surowców i roślin, za to technologia stoi na bardzo wysokim poziomie, mamy bioniczne kończyny i modyfikacje, wysoko rozwiniętą sztuczną inteligencję zastępującą wiele zawodów, wielkie korporacje i brudne slumsy, wśród tego wszystkiego niebylejaką sprawę kryminalną do rozwikłania, przez pryzmat której ten świat poznajemy. I dzięki temu mamy na przykład takie elementy jak sposoby, jakich używają policjanci i przestępcy do zadań - czy to włączanie odpowiednich trybów w ciele, czy też rzucanie tzw. bomb genetycznych zanieczyszających materiałem wszystkie ślady.
Dori to imię głównej bohaterki naszej powieści. Bohaterki, o której początkowo pomyślałam, że nie przypadnie mi do gustu, bo przedstawiona została jako piękna policjantka pracoholiczka z traumą, która ma prawie pusty dom, a jej jednym rozładowaniem napięcia jest spotykanie się w cybernetycznej przestrzeni na s^ks. I wiecie, ja pracoholizm całkowicie rozumiem, ale czy możemy mieć kiedyś bohaterkę, która rozładowuje napięcie, no nie wiem, oglądaniem swojej kolekcji znaczków pocztowych z Zanzibaru jednocześnie guglującej jakiego koloru tak naprawdę były dinozaury? Zafiksowanie na zemście i pracy nie zwalnia z posiadania hobby, mogę napisać to na recepcie jako wykwalifikowany technikolorog. Dobra, ale wracając - Dori to też bohaterka, która jest rozgrywana jak piłeczka pingpongowa i człowiek zastanawia się czy uda jej się ta nierówna walka o sprawczość w jej życiu. I chyba dopiero sam koniec da wam tę odpowiedź, więc nie zdradzę wam jak bohaterce poszło. Ale bycie piłeczką ma pewną zaletę - przerzucana to tu to tam zarysowuje nam różne zakamarki świata przedstawionego.
Czy Dori jest jedyną postacią w powieści? Nie! Mamy tu całą galerię osób, które nawet dostają swoją narrację. Obserwujemy świat zarówno z perspektywy przestępców jak i ludzi z policji. Jednych polubimy, innych mniej, ale możliwe, że nie warto się przywiązywać ani do tych dobrych, ani do złych, bo trup ściele się tu gęsto. Zastanawiam się jak autorowi w ogóle udało się zarysować tyle postaci w książce, która ma około 350 stron!
Ja wam polecam, zwłaszcza jeśli chcecie się sprawdzić w gatunku sci-fi to będzie dobra historia na początek, bo jest napisana przyswajalnym językiem, rozbudowanym, ale zrozumiałym, snuje ciekawą wizję przyszłości w oparciu o nasze najnowsze doświadczenia , pokazuje nam świat poprzez wątek kryminalny i dużo akcji.
Mialam dość kryminałów i książek o policji, a sięgnęłam po książkę i policjantce w cyberpunkowym świecie XD moja wina, że mi się nie podobało. Dlatego pozostawiam bez oceny w skali gwiazdek
„Ludzie zawsze znajdą sposób, żeby uśpić sumienie i zracjonalizować nawet najgorsze uczynki.”
𝐃𝐎𝐑𝐈, czyli krótka historia o tym, jak zakochałam się w klimacie cyberpunka.
Zostałam namówiona siłą przez @zajkosink.a do przeczytania tego. A że gust praktycznie ten sam to wzięłam zamówiłam i wzięłam przeczytałam.
NO I JAK MNIE WZIĘŁO! Jedno przedpołudnie i po książce. Wciągnęła mnie tak bardzo, że mało brakowało, a spóźniłabym się po córkę do przedszkola. A uwierzcie mi, trudno jest mnie opętać do tego stopnia.
Tym bardziej, że jest to książka polskiego autora, a jak wiemy, jestem z nimi na bakier, plus jest to sci fi i cyberpunk, które są cholernie daleko poza moją strefą komfortu. Uznajmy jednak, że przekonał mnie wątek kryminalny i ciekawy opis.
Zacznijmy jednak od tego, że Dori Drax to policjantka w świecie, jaki wyobrażali sobie nasi dziadkowie, że my będziemy w takim żyć - chipy, bioniczne ręce, alternatywne randkowanie w VR i latanie AVką na porządku dziennym. Sam już fakt, że głównym bohaterem w kryminale nie jest jakiś PAN detektyw czy komisarz, już zrobił mi dobrze. Bo brakuje mi książek o kobietach tropiących złoczyńców. Brakuje mi babek z jajami ze stali. A Dori miała takie.
Świat lepki, brudny i zły, a ludzie chciwi, pazerni i zachłanni. W żadnym jednak wypadku nie myślcie, że jest skompilowanie skonstruowany, albo ilość informacji przytłoczy wasze głowy. Nie. Andrzej Kwiecień sprawił, że czytanie Dori jest takie jak jazda na rowerze po 30 latach. Niby się boisz, że nie załapiesz, ale przychodzi to naturalnie, jakbyście robili to cały czas i nigdy nie przestali. Bo opisy, czy to postaci, czy miejsc i zdarzeń były klarowne i przejrzyste, pozbawione bezsensownych upiększaczy i dyrdymał, które mają brzmieć mądrze, a s�� potrzebne tak jak łysemu grzebień.
Dori, moja słodka Dorotka, to bestia tak szalenie bystra i błyskotliwa, że ze świecą drugiej takiej szukać. Jej tok myślenia jest przenikliwy na wskroś i kiedy myślisz, że ona pokazała wszystkie karty, ta niepozorna kobieta zaskakuje. I to jak zaskakuje!
Jest mistrzynią sarkazmu i cynicznych odpowiedzi. Jest osobą, za którą przeszłość ciągnie się jak smród za skunksem, ale jest dla niej motywacją i wiecznym kopniakiem w tyłek, żeby nie zapominała po co robi to, co robi. Bo praca w kryminalnych to nie jest jazda na jednorożcu i kąpiele w tęczowej wodzie. To jazda bez trzymanki w poszukiwaniu handlarzy wszczepami (możecie ich sobie porównać do handlarzy organami). Tak zdeterminowanej i zapalonej do pracy bohaterki nie spotkałam dawno.
No i Ben, czyli facet, który miał zostać moim przyjacielem, ale cytując klasyka „po co kłamałaś frajerko w żywe mi oczy”. Tak się nabrać! Ale no co mogę rzec ponadto, że koleś był zabawny i miał wiedzę. A wiedza to siła. Był też piękny. Tatuaże, wojskowa stylowa i inteligencja, a ja jak każda szanująca się baba lecę na mózg (żartuje, dziary są super xD).
Co się wydarzyło na końcu? Zabijcie mnie a nie wiem i serio, nie do końca tego się spodziewałam, jeśli mam być z Wami szczera. Ostatnie kilka stron czytałam trzy razy, żeby się upewnić, że mój wzrok nie splątał mi figla. Ale nie.
𝐃𝐎𝐑𝐈 to naprawdę dobrze skomponowana powieść. Ciekawi bohaterowie z naprawdę interesującym back story, cięty i niewybredny humor, fabuła porywająca i zakończenie, które przyprawia o zawał serca. To książka, w której ważne jest każde słowo, a żadne słowo nie jest pozostawione przypadkowi. Polecam po stokroć.
I jeszcze apel. Panie Andrzej Kwiecień, ja ładnie proszę o ciąg dalszy, bo kończyć w takim momencie to przecież zbrodnia! Jak tak można czytelników traktować… 😅
Dori uświadomiła mi, że zdecydowanie za dużo czytałam w ostatnim czasie młodzieżówek i romansów. Jaka to była miła odmiana, brak SMUTa i ciemnowłosych bad boyów. Fabuła skupiona na akcji, a nie na rozterkach niezbyt ogarniętych bohaterek.
I tak, jeszcze za tym wszystkim zatęsknię, ale Dori przypomniała mi, jak wiele mają do zaproponowania inne gatunki.
Dori momentami przypominała mi Edgerunners, anime, które podobnie jak Dori osadzone jest w cyberpunkowym i równie zepsutym, rządzonym przez korporacje, świecie. Ingerencje w ludzkie ciało i wszczepy są normą, ale ich posiadanie wiąże się z pewnym ryzykiem: można zostać ofiarą ripperów, którzy wycinają z ludzi cenną elektronikę, a następnie sprzedają ją na czarnym rynku.
Tytułowa Dori to detektywka, która na ripperów właśnie poluje. Dori to też niestety moim zdaniem najsłabszy element całej powieści. Jako postać niestety niezbyt mnie przekonała, nie potrafiłam jej kibicować i mam poczucie, że jest to wina zbyt pobieżnie potraktowanych wątków. W pierwszej połowie książki Dori jest nam ukazywana jako pracoholiczka i choć w dalszej części powieści rozwinięte zostały niektóre wątki związane z jej przeszłością, to mam poczucie, że nastąpiło to zbyt późno i w zbyt kompaktowej formie.
Pierwszą połowę pochłonęłam w zasadzie w jeden wieczór, więc Dori zdecydowanie zaciekawia i wciąga. Wątki gangów kradnących wszczepy są ciekawie poprowadzone i ładnie splatają się z wątkami pobocznymi. Styl jest lekki i dość przyjemny, bez toporności językowych.
ALE NA CO tyle skoków POVs?!
Każdy kto jest tutaj dłużej, z pewnością zna moje zdanie: więcej niż 2 POVs -> książkę trzeba spalić na stosie. Szczególnie że w Dori część z nich była bardzo okazjonalna i jak dla mnie zdecydowanie do zastąpienia (może to kolejna przyczyna tego, że nie potrafiłam przekonać się do bohaterki?). Wiem jednak, że niektórym (o zgrozo) to nie przeszkadza, a nawet zachęca, więc zostaliście ostrzeżeni.
Tutaj mała wstawka: bardzo podobała mi się ilość i przekrój kobiecych bohaterek w książce. Dori to detektywka, jej przyjaciółka i przełożona to wpływowa inspektorka w policji. Do tego mamy kobietę – szefową gangu ripperów (to żaden spoiler). I tak, mamy też bardziej klasyczne kobiece postacie (kochanki, ofiary), ale często brakuje mi tej różnorodności w wielu książkach, a Dori to świetny przykład, że da się ten aspekt wyważyć bez straty dla bohaterów płci przeciwnej. Test Bechdel zatem byłby zaliczony.
To, co też chciałabym pochwalić to nienachalne pokazanie świata, a dokładniej miasta Steris. Wiecie, jak bardzo nie znoszę infodumpów i te potrafią sprawić, że skutecznie odbijam się od książki, a tak jak mówiłam, pierwsze pół pochłonęłam. Zapoznajemy się ze światem stopniowo, choć momentami wydawał mi się ciut płaski, gdy pojawiały się elementy społeczno-ekonomiczne miasta i jego mieszkańców.
Przyznam też, że nie do końca jestem usatysfakcjonowana końcówką. Wydawała mi zbyt pośpieszna, a niektóre rozwiązania fabularne zostały za mało wyjaśnione i moim zdaniem mają zbyt lichą podstawę.
Podsumowując, bawiłam się przy Dori naprawdę nieźle. Jest to dla mnie solidne 6/10, obniżone głównie za kreację tytułowej Dori (bo była szansa na 7). Powieść jednak zachęca mnie do sięgnięcia po inne książki autora, gdy znów najdzie mnie ochota na więcej cyberpunkowych klimatów.
Trochę zapomniałem o Goodreads, przyznam szczerze, stąd brak aktualizacji 😄
Otwierając "Dori" Andrzeja Kwietnia, miałem poczucie, że zobaczę "półkontynuację" "Metamorfa". Byłem świadomy, że będzie koncentrowała się na innej postaci, jednak myślałem, że wątki będą się przeplatały z historią Artha. Był to jednak błąd. Miejscem akcji jest ponownie Steris, ale widzimy je z perspektywy bardziej "przyziemnej", w moim odczuciu nie tak cyberpunkowej, a raczej kryminalnej. Dodatkowo, na samym wstępie, autor wita nas fragmentem "Extreme Ways" Moby'ego - cudowny wybór, który nieziemsko trafnie podkreśla klimat i wydźwięk książki. ❤️ Tytułowa Dori jest policjantką w Steris, która, jakiś czas przed rozpoczęciem fabuły książki, rozbija gangi tzw. ripperów - morderców wykradających wszczepy ofiarom. Pewnego dnia okazuje się, że zabójstwa się powtarzają - ktoś albo naśladuje poprzednie zabójstwa, albo je kontynuuje. Dori zaczyna śledzić te wydarzenia, aby położyć im kres.
Jak już wspomniałem, "Dori" jest bardziej przyziemną pozycją w świecie Metamorfa. Oczywiście, nadal jesteśmy w cyberpunkowym świecie, nadal mamy AVki, protezy, ale mamy spojrzenie na świat oczami "zwykłej" policjantki, ale ten świat jest tak plastyczny, pełen ukrytych smaczków, gotowy do przyjęcia jeszcze wielu innych dzieł kultury, że taka perspektywa jedynie pomaga w odbiorze.
Ciężko mi powiedzieć, która książka jest lepsza lub gorsza. Dlatego nie wybiorę. Ja z tego miejsca chciałbym bardzo podziękować Panu Andrzejowi za stworzenie naprawdę pięknego i przekonującego świata. (I dziękuję za autograf! 😄) Czekam na więcej Steris i okolic i więcej tak świetnie wykreowanych postaci ❤️
bardzo ciekawy zabieg literacki, stworzenia kolejnej historii tego samego uniwersum, przy porzuceniu poprzedniej z tak specyficznym zakończeniem.
Książka trzyma poziom poprzedniej i naprawdę jest kawałkiem dobrej zabawy.
tak pisałam o pierwszej książce z tego uniwersum: „bardzo ciekawy pomysł na świat, dynamiczna akcja i intrygujące zakończenie, które sprawia, że ciężko zapomnieć o tej pozycji.
Bohaterowie niestety dość jednowymiarowi, trochę brakowało mi pogłębienia ich profili psychologicznych.
Przez całą książkę płynie się bardzo przyjemnie i ciężko się od niej oderwać.”
[kryteria oceny dla „fantastyki”] 0,8/1 logiczność i ciągłość wydarzeń 0,5/0,5 fabuła 0,45/0,5 stworzony świat 0,4/0,5 spójność, konsekwentność 0,5/0,5 płynność i przyjemność w odbiorze 0,1/0,5 kreacja bohaterów 0,3/0,5 „sedno”/ cel/ morał/ zakończenie 0,2/0,25 styl pisania autora 0,1/0,25 wyjątkowość 0,1/0,25 pozytywny odbiór całości 0/0,25 ✨ to coś ✨
„Steris. Miasto pełne chciwości, cierpienia, brudu i m0rderców.” I w tym mieście policjantka - Dori, która jest pracoholiczką i poza tym nie ma właściwie żadnego życia.
Zajmuje się ściganiem m0rderców na zlecenie, zwanych ripperami, którzy handlują najbardziej chodliwym towarem w Steris - wszczepami. Załatwią wszystko, od nowej twarzy, przez płuca po udoskonalonego penisa - tak, ludzie nawet takie rzeczy sobie wymieniają.
Policjantka przez swoją nadgorliwość ściąga sobie na głowę najgorszy gang i zdaje się, że teraz cały światek przestępczy czyha na jej życie. W najbardziej niespodziewanym momencie pojawia się mężczyzna, który uznaje się za przyjaciela Dori i sam zajmuje się likwidacją ripperów.
Czy komukolwiek jeszcze można zaufać w tym zepsutym mieście ? ___ To eskalowało tak szybko, że nawet nie miałam czasu się zastanowić czy wiem o czym czytam a tu już od samego początku trup za trupem 🤭, a od łapania złoczyńców do osobistej zemsty wystarczyło jedno pstryknięcie palcem.
Podobało mi się to i świetnie się bawiłam, brocząc w krwi i częściach ciała razem z bohaterami. Brutalność to coś, co lubię w książkach - co mogę poradzić.
Nie ma tu miejsca na relacje romantyczne i to jest super, bo po prostu nie było na to czasu i byłby to niepotrzebny rozpraszacz. Zero skrupułów, bardziej niż wątpliwa moralność i duża doza agresji to coś, co cechuje praktycznie wszystkich bohaterów tej książki.
Nie wiem czy do końca poczułam tu klimat sci-fi. Owszem są elementy, które to mocno sugerują, ale nie wybrzmiały w mojej głowie aż tak silnie jakbym chciała. Czy to ma sens? Nie wiem. Po prostu akcja tej książki przyćmiła wszystko wokół. Tu się tyle dzieje, że nie miałam czasu się zastanawiać nad tym „jak” się to działo i w jakich czasach.
Brakuje mi też trochę rozwinięcia postaci ale biorąc pod uwagę podejście autora „nie przywiązuj się do nikogo, bo możesz się z nim pożegnać w następnym rozdziale” rozumiem brak potrzeby marnowania kartek na głębsze przedstawianie kogokolwiek 😆
Podoba mi się, że historia była opowiadana nie tylko od strony władzy ale także od tej drugiej. Stała się przez to pełniejsza i zdecydowanie ciekawsza.
Nie jest to idealna książka ale świetnie się bawiłam i jeśli macie chęć na coś szybkiego, angażującego i brutalnego to ta historia będzie Wam się podobać. Zakończenie mocno konfundujące ale lubię to 😆
Nie znam zupełnie tego uniwersum, a mimo to dałam się wciągnąć w historię Dori, która - jak myślę - mogłaby być bohaterką świetnej gry video. Brakowało mi trochę backstory, ale domyślam się, że w Metamorfie znalazłabym pełen obraz, może kiedyś sięgnę po inne książki autora, żeby się o tym przekonać :)
Zwroty akcji zaskakiwały tak, jak miały zaskakiwać. Logiczne rozwiązania, ciekawe charaktery i ciekawie prowadzona narracja z perspektywy różnych postaci. Dobrze spędzony czas z książką, teraz mam ochotę odpalić PS i pograć w Cyberpunka 😅
3,75!! Na początku bardzo mnie nie porywała, siłą rzeczy że to pierwsza taka książka tego gatunku poza cyberpunkiem to porównywałam te dwa światy. Steris podobnie jak NighCity, miasto w którym ciężko być szczęśliwym. Jednak bardzo zachwyciła mnie końcówka!! Strasznie mi się podobała i mnie zaskoczyła bo się w ogóle nie spodziewałam
Historia dużo ciekawsza od Metamorfa, mniej przewidywalne zakończenie a wręcz mnie zaskoczyło. Super klimat, postacie jako i fabuła. Dla mnie super książka, którą mogę polecić innym jeśli szukają czegoś z uniwersum cyberpunka.
Dobra brutalna opowieść w świecie metamorfa. Mnie osobiście podobało się bardziej niż główna historia i chciałbym aby losy obu bohaterów się ze sobą splotły. Ponieważ zakończenie jest otwarte, autor może mieć duże pole do popisu
Długo cierpiałem na brak nowego, dobrego cyberpunka do poczytania. Ostatnio pojawia się tego więcej, a Dori jest świetnym dowodem, że nie potrzeba Night City, aby akcja była na wskroś cyberpunkowa.