Minął rok, odkąd Jerzemu odebrano Wandę. Rok nieustannej udręki, wściekłości i walki. Rok piekła, w które Jerzy zamienił własne życie i gdyby nie Barbara, jedyna osoba tęskniąca za Wandą równie mocno, jak on, zapewne dokonałby żywota w jakimś pożartym przez Ciemność rynsztoku. Los jednak bywa przewrotny a los Jerzego, w szczególności. Stawiając mu na drodze kolejną kobietę, a właściwie bezbronną dziewczynkę, skieruje życie detektywa na zupełnie nowe tory. Nowe zlecenie od ostatniej pozostałej przy życiu dziedziczki bajecznej fortuny rzuci Jerzego w sieć intryg, z której ciężko będzie się wyplątać. Ale może gdzieś daleko, na końcu śmiertelnie niebezpiecznej rozgrywki, czeka upragniona nagroda?
Widać że Autor ✍️ odrobił lekcje i tym razem dowiózł nas do końca historii w tempie jakie nadał na początku Jest tu klimat, ciekawe wątki i główny bohater 🦸 fajnie nakreślony POLECAM
Po pierwszym tomie serii Szepty Ciemności byłam nieco sceptyczna i zastanawiałam się dłuższy czas, czy sięgać po kolejną część. Ostatecznie zabrałam się za lekturę Rozbłysków Ciemności, ciekawa, jakimi tym razem zawirowaniami i przygodami uraczy mnie i swoich bohaterów autor.
Wracamy do Warszawy lat dwudziestych. Akcja drugiego tomu rozpoczyna się rok po wydarzeniach zamykających poprzedni. Jerzy Kowalski prowadzi dalej swoją agencję detektywistyczną, teraz jednak ma wspólniczkę – pannę Barbarę Maciejewską, która to popchnęła w Szeptach Ciemności jego życie na zupełnie nowe tory. Problem w tym, że jak na wspólników, mają całkowicie rozbieżne pomysły na prowadzenie działalności, a ich kontakty sprowadzają się w większości przypadków do kłótni aż do momentu, gdy Barbara znika. A wtedy w życie Jerzego wchodzi nowa przedstawicielka płci pięknej, dziewczynka imieniem Zofia. Jej historia spowoduje, że Kowalski po raz kolejny uwikła się w polityczne rozgrywki i bardzo zagmatwaną historię rodzinną.
Tym razem do samej fabuły nie mogę się przyczepić. Co prawda jest zakręcona jak słoik babci Józi, a wątki polityczne przeplatają się z tymi fantastycznymi i kryminalnymi, co wymusza uważną lekturę, ale nie ma aż takiej przepaści w akcji, jaka była w pierwszym tomie. Całość jest spójna i logiczna, a także prowadzona w dość dobrym tempie, bez zbędnych dłużyzn i przynudzania. Cały czas coś się dzieje, jeśli nie śledzimy historii małej Zosi i wątku rosyjskich worów, to przeskakujemy do Jerzego i jego pobytu na farmie poprawczej, gdzie prowadzone są tajemnicze badania nad Innymi, czyli osobami, które mogą opuszczać swoje ciało jako awatary i poruszać się w niematerialnym świecie.
Chociaż autor rozszerza świat przedstawiony, bo tym razem trafiamy też do Lwowa i na farmę poprawczą, to jednak schemat uniwersum jest dokładnie taki sam, jak w pierwszym tomie. Wiele informacji dotyczących działania Innych, Ciemności i układów politycznych w tym alternatywnym świecie powtarza się z poprzedniej części, ale są też one uzupełniane o dodatkowe detale, które tworzą pełniejszy obraz. Dalej nie wiadomo, skąd wzięła się Ciemność, ale mam nadzieję, że w ostatnim tomie trylogii wreszcie ta tajemnica zostanie ujawniona.
Widzę jednak pewną niekonsekwencję, jeśli chodzi o kreowanie głównego bohatera. Pupin usiłuje zrobić z Kowalskiego detektywa noir, ale chyba trochę boi się, że czytelnik nie polubi tak szarej moralnie postaci. Dlatego pomimo wspominania traum wojennych i dawnych wydarzeń, w trakcie których Jerzy odznaczył się bohaterskimi czynami na polu bitwy, autor wciąż robi z niego życiową pierdołę. Jak na byłego pracownika kontrwywiadu, Kowalski powoli łączy fakty i układa z nich logiczną całość, a przy tym jest jedyną osobą w całym kraju, która jest w stanie rozwiązać sprawy kryminalne o znaczeniu niemal międzynarodowym. Szczytem była dla mnie scena, gdy nasz detektyw wpadł w sam środek rosyjskiej siatki handlarzy ludźmi, obezwładnił jednego z przeciwników, a drugi bez mrugnięcia okiem wyśpiewał wszystko, co wiedział o działalności organizacji. Ludzie, no, odrobinę wiarygodności w tym wszystkim, czy ja tak wiele wymagam?
Ta seria nie jest niczym odkrywczym w polskiej fantastyce. Jej mocną stroną jest bez wątpienia świat przedstawiony i jego działanie – pomysł na stworzenie tajemniczej Ciemności, przez którą ludzie wpadają w morderczy szał jest bardzo ciekawy. Niestety, te książki wiele tracą przez głównego bohatera, któremu bardzo daleko do Sam Spade'a, na którego próbuje go wykreować autor. Nie jest to zła lektura, nie jest też wybitna, jako rozrywka nadaje się idealnie na jeden wieczór, by przy niej odpocząć.
"Rozbłyski ciemności" to bezpośrednia kontynuacja "Szeptów ciemności": niezwykle ciekawego połączenia kryminału noir, grozy i urban fantasy, osadzonego w alternatywnej wersji Polski lat 20. XX wieku. Mrok tych powieści nie dotyczy wyłącznie zagrażającej ludziom ciemności - ale także mroku duszy. W obu tomach nasz bohater-detektyw mierzy się z elitami pełnymi dewiacji, które za nic mają sobie ludzkie życie. Już "Szepty ciemności" mnie zachwyciły, a drugi tom jest jeszcze lepszy! "Rozbłyski ciemności" to powieść dynamiczna, pełna zwrotów akcji i bardzo wciągająca - ostrzegam, że warto się za nią brać jak się ma czas na czytanie. Autor ma niezwykły dar stopniowego powiększania intrygi - zaczyna się od niewinnego zlecenia, które okazuje się czymś dużym - i oczywiście bardzo niebezpiecznym, a wszystkie wątki splatają się w jedną całość. Daje to ogromną satysfakcję podczas czytania, kiedy wszystkie elementy układanki się składają i zaskakują (a także szokują w przypadku tej mrocznej powieści). Dodajmy do tego interesujące postacie i świetne dialogi, a otrzymamy książkę trudną do odłożenia, wciągającą od pierwszej do ostatniej strony - i rozbudzającą apetyt na poznanie finału tej historii.
"Rozbłyski ciemności" kontynuują klimat pierwszej części, snując gęstą opowieść o mroku. Zachwyca mnie tutaj podejście do ciemności: nie jest to jedynie estetyka, ale istotny temat. Z jednej strony opisywany alternatywny świat międzywojenny został zaatakowany przez tajemniczą ciemność - przez co po zmroku należy chronić się w blasku światła. Jednak mrokiem nie jest tylko tajemnicza siła; najciemniejszy mrok skrywa się w człowieku, gotowym na eksperymenty na dzieciach i handel ludźmi dla zysków. Tematycznie nie jest to powieść lekka, choć trzeba przyznać, że w drugim tomie jest mniej brutalnych opisów - wiele jest jednak pozostawionych wyobraźni.
Autor świetnie równoważy ten mroczny klimat odrobiną czarnego humoru, zdeterminowanym detektywem, któremu z łatwością się kibicuje oraz społecznością. Tak, elitom pełnym zdeprawowania przeciwstawiona zostaje społeczność zgromadzona wokół detektywa: on pomaga innym, i w zamian może liczyć na pomoc. Choć Jerzy to inteligentny, sprawny, wygadany i dobrze kombinujący człowiek, to nie jest samotnym, niezniszczalnym bohaterem akcji. Kiedy trzeba zwraca się o pomoc, co wcale nie odbiera mu siły. Jerzy to taki bohater, który budzi sympatię - mający dobre serce pod maską twardziela. Taki bohater, który może spokojnie na swoich barkach nieść niemal całą powieść, w odpowiednich momentach otrzymując pomoc od postaci drugoplanowych.
Jak przystało na kryminał noir nie może zabraknąć kobiety - tym razem pozornie bezbronnej dziewczynki - która jest przyczyną całego tego ambarasu. Na szczęście nie są to kobiety bierne, czekające na ratunek - ale aktywne i mające swoją rolę do odegrania. Postaci w tej powieści są ciekawe, mające wady i zalety. Nie są niezniszczalne i nieomylne, i nawet naszemu inteligentnemu detektywowi może trafić się wpadka, kiedy nie potraktuje poważnie przeciwnika.
"Rozbłyski ciemności" to doskonała kontynuacja, nie tylko dorównująca swojemu poprzednikowi, "Szeptom ciemności", ale w wielu aspektach go przewyższająca. Autor z niezwykłą precyzją rozwija fabułę, w której mrok – zarówno dosłowny, jak i metaforyczny – pełni kluczową rolę. Dynamiczna akcja, misternie splecione wątki i zapadające w pamięć postacie tworzą historię, od której trudno się oderwać. Powieść zachwyca nie tylko jako kryminał noir osadzony w alternatywnej wersji Polski lat 20., ale również jako opowieść o moralności, człowieczeństwie i walce dobra ze złem. Autor równoważy ciężar mrocznych tematów subtelnym humorem, realistycznymi relacjami oraz bohaterem, któremu z łatwością można kibicować. To historia, która zaskakuje, porusza i intryguje, pozostawiając czytelnika w napięciu aż do ostatniej strony. Zarówno fani pierwszej części, jak i nowi czytelnicy znajdą tu coś dla siebie – wartką akcję, świetne dialogi i głębię emocjonalną. "Rozbłyski ciemności" to mroczna, satysfakcjonująca lektura, która nie tylko wciąga, ale też zmusza do refleksji nad cienką granicą między światłem a mrokiem. Naprawdę nie mogę się doczekać finałowego tomu!
Mam co najmniej kilka problemów z tą książką, zwłaszcza że to kontynuacja, a nie debiut, więc i oczekiwania stopniowo idą w górę. Strasznie się zawiodłem na tym tomie.
Najgorszy jest tu potencjał tytułowej ciemności, zredukowany do bycia elementem w tle. Ot wystarczy, że na noc zapalimy lampy, oświetlimy domy i nie ma żadnego zagrożenia. Jest to zdegradowane do bycia małym dodatkiem, o którym co jakiś czas autor sobie przypomina, podrzucając nam okruchy. Ktoś zginął przez ciemność, tu jakieś statystyki, tam coś innego. Nic czym musiał by się przejmować nasz bohater.
Po raz kolejny dostajemy tu szokowanie czytelnika na siłę. Poprzedni tom serwował nam dość odosobnione przypadki przemocy i zwykłych bandytów więc oczywiście teraz musieliśmy dostać siatkę handlarzy ludźmi i obóz pracy, w którym okrucieństwo aż wycieka ze stron. Całość nie ma szczególnego celu, a te wątki są raczej zapychaczem w ramach większej fabuły o Wandzie i nic nie wnoszą.
No i właśnie, większa fabuła, główny cel. Pierwszy tom po dość długim kluczeniu zarysowuje nam go jako odnalezienie Wandy. Opis z tyłu książki również. Jest to jednak ewidentnie rozciągane przez autora do granic możliwości. Jak inaczej można by nazwać fakt, że 99% czasu książki nie obchodzi nas Wanda a na ostatnich stronach dostajemy nagły okrzyk w rodzaju: "już wiem! wiem gdzie ona jest!" by od razu potem został nam zaserwowany solidny cliffhanger? Motywacje bohatera jawnie wskazują, że cały ten tom to jeden wielki sidequest. Równie dobrze można by go nazwać częścią 1.5. Ciekawi mnie tylko jak długo autor w taki sposób będzie wodził czytelnika za nos. Czy będzie to w ogóle trylogia? Taką metodą, tom po tomie, może się ich pojawić dowolna ilość. W każdym możemy dostać mały okruch naprawdę ważnej informacji i karawana jedzie dalej, niczym w serii Ja, Inkwizytor. Sługa Boży.
Jestem zniesmaczony takim podejściem i brakiem oznaczenia jak długa faktycznie będzie ta seria. Nie mam powodu do żadnego zaangażowania w nią, jeśli wydarzenia książki formatu 450 stron nic nie wnoszą. To zwykłe marnowanie czytelnikom czasu.
“Szepty ciemności” czyli pierwsza część trylogii przypadła mi bardzo mocno do gustu, kiedy więc okazało się, że Fabryka Słów wyda kolejny tom i to bez lat zwłoki ucieszyłem się niezmiernie wszak dobrych książek nowych autorów nigdy za dużo.
Nasz główny bohater zostaje mimowolnie wplątany w kolejną intrygę. Tym razem znika jego wspólniczka a przed tym robi mu niespodziankę w postaci… zaimprowizowanej wcześniej adopcji nastoletniej dziewczyny. Co łączy obie te sprawy? Tego oczywiście powiedzieć Wam nie mogę i odkryć to musicie sami. Muszę przyznać, że powieść trzyma poziom części pierwszej. Jest tak samo dobra, ten sam świat, podobnie pędząca akcja i wciągająca fabuła. Czego chcieć więcej?
Jeżeli jeszcze nie znacie tego świata to koniecznie musicie nadrobić. Powieści sensacyjne, detektywistyczne w nieistniejących światach to nie jest coś z czym często mamy do czynienia, a jeszcze żeby to było dobre to już w ogóle rzadkość. Polecam!
Bardzo udana kontynuacja. Autor wyeliminował wszelkie bolączki I tomu i zaserwował coś naprawdę wyjątkowego na polskim rynku wydawniczym. Świetne i świeże połączenie kryminału retro z elementami fantastyki, grozy i sensacji. Interpretacja w wykonaniu Krzysztofa Gosztyły nadała powieści jeszcze więcej klasy oraz klimatu. Gorąco polecam, bo naprawdę warto!