2,5/5
Oh boy, to jedna z tych książek, gdzie przemyślenia wprost się ze mnie wylewają, ale jednocześnie nie wszystko może zostać wypowiedziane, bo albo są to spojlery, albo rzeczy, które mnie uwierały, ale jednocześnie trudno mi ubrać je w słowa.
Zacznijmy może jednak od początku. Aleksandrę Świderską bardzo lubię. "Burza" jej autorstwa trafiła do zestawienia najlepszych książek 2024. Kiedy więc zobaczyłam historię spod jej pióra dla nastolatków, poczułam się zaintrygowana. Jednak gdyby nie Marcin Franc jako lektor, chyba porzuciłabym czytanie w połowie.
Po pierwsze, czy ktoś może uświadomić Aleksandrę, że jeśli w dwóch zdaniach występuje ten sam podmiot, nie ma potrzeby jego ponownego zaznaczania? Dzięki temu uniknęłaby notorycznych powtórzeń określeń "sportowiec" czy nazwisk bohaterów jako synonimów, bo natężenie tych tekstów przekracza już nawet memiczne określenia jak "czarnooki" czy "brunet" w książkach z wattpada. Najgorsze, że w połowie przypadków jest to totalnie niepotrzebne, bo po przeredagowaniu, możnaby zwyczajnie wyciągnąć osobę mówiącą z kontekstu.
Bohaterowie zakochują się w sobie w mgnieniu oka. Autorka chciała nas ewidentnie uraczyć motywem enemies to lovers, ale w wersji tak okrojonej, że ani przez moment nie czułam realnego napięcia między postaciami. Ich okołoseksualne teksty były miejscami tak cringowe, że coś we mnie umierało. Dobrze, że książki słuchałam na spacerach, bo mogłam od razu rozchodzić tę niezręczność.
Nie wspominając już o dorosłych w tej książce, opiekunach Adriana i matce Michała, którzy zachowują się w sposób co najmniej wątpliwy. Nikt mnie nie przekona, że mówienie do kolegi swojego syna/bratanka, że jest mega przystojny i gdyby nie duża różnica wieku, to byłoby się nim zainteresowanym, jest normalne, a tutaj takie aluzje ze strony dorosłych padają zdecydowanie za często. Dodatkowo coś we mnie umarło, kiedy mama Michała zapytała:
"Co tu się odjaniepawla?".
Fabuła jak dla mnie ma też wiele nielogiczności, ale niestety nie mogę ich przytoczyć w uwagi na spojlery. Powiem tylko, że chodzi mi o rozwiązanie wątku ojca przemocowca i fakt, że wcześniej wszyscy przymykali oko na jego zachowania.
Autorka początkowo wprowadza nas do szkolnego świata, który może i był ciekawy, ale potem szybko wsadza bohaterów do domów z powodu zawieszenia i temat szkoły praktycznie już nie wraca. Postacie są zawieszone w próżni, nie kontaktują się ze znajomymi i w ogóle o nich nie wspominają.
Początkowo chciałam dać książce 3 gwiazdki, ale podczas pisania opinii odpalił mi się taki rage, że jednak zmieniam ocenę na 2,5. Przykro mi, że czytelniczy rok rozpoczęłam rozczarowaniem, ale też nie oznacza to, że skreślam autorkę całkowicie.
Po pierwsze, czekam mocno na "Suszę", bo myślę, że Aleksandra sprawdza się lepiej w historiach dla dojrzalszego czytelnika, z bardziej rozwiniętym wątkiem kryminalnym.
Po drugie, książka na jakiejś płaszczyźnie dostarczyła mi rozrywki, szybko się ją czytało i głęboko wierzę, że kolejna część może się okazać lepsza.
Mam tylko nadzieję, że autorka rzeczywiście weźmie sobie do serca uwagi wielu czytelników, których, tak jak mnie, męczą te nieszczęsne powtórzenia. "Sportowiec: już nigdy nie będzie mi się kojarzył tak samo.