Gdy pięcioletni Maciek wraca z wycieczki do lasu, wydaje się matce nieswój. Czy coś się mu przydarzyło? Coś, o czym chłopiec nie chce rozmawiać?
Paweł idzie nocą przez las. Zna go jak własną kieszeń, lecz tym razem gubi drogę. Czy na zawsze?
W chatce pod lasem mieszka stara kobieta. Z jej ust wylatują muchy…
Anna Musiałowicz stworzyła baśniową opowieść, oplątującą czytelnika grozą. Na polskiej scenie literackiej pojawia się bardzo obiecujący głos! I nawołuje do kuklanego lasu! Kroczcie za nim!
Z wykształcenia pedagog-resocjalizator. Z natury włóczykij. W chwilach wolnych od obowiązków rodzinnych i zawodowych grywa w szachy, nawiedza zamki, rysuje gdzie popadnie i co popadnie; zazwyczaj słucha heavy metalu i rocka, czyta głównie fantasy. Z zamiłowania pisarka. Jako autorka zadebiutowała w marcu 2016 roku. Jako redaktor i korektor działa głównie w wydawnictwach związanych z horrorem i fantasy, zajmuje się również promocją książek. Jej opowiadania i drabble zostały opublikowane w magazynach i antologiach związanych z literaturą grozy i podręcznikami RPG. „Diabeł zza okna” to jej debiutancka powieść.
Boję się lasu, bez dwóch zdań, a Anna Musialowicz umiejętnie dorzuciła drew do mojego ognia strachu. Czytając po raz pierwszy „Kuklany las” czułam się jakbym słuchała tradycyjnej baśni, zawróciła w czasy Braci Grimm, przeżywając emocje jak przy pierwszej lekturze „Królowej śniegu” czy „Jasiu i Małgosi”. Anna Musiałowicz trafiła zarówno w lęki mojego wewnętrznego dziecka, ale też całkiem dorosłej kobiety, a to nie jest łatwa sztuka.
Czuję, że i Wy z niepokojącą przyjemnością zanurzycie się w „Kuklanym lesie”, pozwolicie się porwać, podmienić tylko na chwilę, by bezpiecznie powrócić do swoich bliskich po skończonej lekturze. Przed Wami piękna groza, baśniowa, oniryczna, taka, do której powrócę kiedyś z przyjemnością.
Do czego są w stanie doprowadzić człowieka chore pragnienia? Chore ambicje są w stanie zawładnąć umysłem do takiego stopnia, w którym żadne hamulce już nie istnieją. Nie ma granic i niemożliwego. A ile człowiek jest w stanie poświęcić dla drugiego, ukochanego człowieka, to wie tylko ten, kto kocha najmocniej...
KUKLANY LAS nie jest zwykłym teren porośniętym drzewami. To miejsce, w którym magia, ta ciemna, ma swoje ujście. Mały Maciek i porzucony Paweł w tymże lesie tracą wszystko. Tracą, a może zyskują? Ich życie ulega zmianie. Zostają w lesie. Wracają do domu. Co właściwie się z nimi dzieje? Co jest jawą, a co snem?
Baśniowy klimat tej krótkiej historii wciąga i magnetyzuje czytelnika. KUKLANY LAS jest pełen tajemnic. Skrywa tajemnice, które odkryć może tylko baczny czytelnik. Jeśli nie boicie się wędrówek po ciemnym lesie, wybierzcie się na spacer po tym kuklanym...
Dla mnie ten spacer był całkiem w porządku, chociaż czegoś mi w nim zabrakło. Może za mało grozy, może był za krótki. Jednak polecam sprawdzić samemu. Każdy lubi inne formy spacerowania.
Książka ciekawa ale nie czułam grozy. Było raczej zaskoczenie i niedowierzanie. Na początku panuje delikatny chaos ale później wszystko nabiera większego sensu. Zdecydowanie to nie horror ale czuć aurę mroku. Tu nie ma wszystkiego wyłożonego na tacy, są podteksty i smutek. Autorka stworzyła ciekawą historie i w moim odczuciu zabrakło tylko zakończenia. Nie było efektu wow, tej kropki nad i. Książka jest krótka (170 stron) i aż się prosi o rozwiniecie niektórych wątków. Sam pomysł rewelacyjny. To pierwsze spotkanie z tą autorka i napewno nie ostatnie.
Pięcioletni Maciek po wycieczce z ojcem z lasu jest tak jakby „inny”. Paweł wracałam po kłótni z dziewczyną do dom, idzie przez las na skróty i się gubi. W rozpadającym się domku pod lasem mieszka staruszka z córka. Jest umierająca. Jaki to ma związek z tytułowym Kuklanym lasem?
No niestety - duże nie. Objętościowo to trochę więcej niż opowiadanie, a jednak dużo za mało, żeby zbudować jakąś historię i uwiarygodnić motywacje bohaterów.
Literacko…Duże NIE. Już nie mówię o błędach typowo ortograficznych/gramatycznych, (etap korekty zawiódł) ale o tekstach takich jak:
„…by zapomniała o kobiecym pragnieniu wypełnionej macicy, o bólu rodzenia i o ekstazie, gdy małe usta przysysają się do piersi.”
Zdanie potwór. I jak można zapomnieć o czymś, czego nigdy (jak ból rodzenia) się nie doświadczyło? Oj męka.
Kuklany las ma bardzo dobry i interesujący pomysł. Wykonanie jest jednak średnie. Brakuje tu szczegółów, rozbudowania historii. Za to jest nadmiar powtórzeń, o tym jak ktoś się czuje (i nic z tym nie robi).
Niestety, rok zakończyłam książką, która miała dać trochę strachów, a ostatecznie pozostawiła po sobie niesmak. Koncept dziwnego, strasznego lasu i kukieł był taki dobry, a wykonanie... takie do niczego :/. Styl pisania mocno średni, czułam ten trud, który autorka włożyła w tworzenie kolejnych zdań.
No i jeszcze takie kwiatki. Nie mam dokładnego cytatu, ale wyobraźmy sobie sytuację, w której matka odkrywa, że jej syn – do tej pory żywiołowy, słodki, rezolutny i wygadany przedszkolak – nagle się zmienia. Zmiana wygląda tak: przestaje się bawić, patrzy pustym wzrokiem, a na wszystkie pytania odpowiada mechanicznie "tak, mamo" i "nie, mamo". Na co mama: „Och, MAM WRAŻENIE, że Maciuś jest jakiś inny. Nie umiem powiedzieć, dlaczego, ale czuję, że coś z nim jest nie tak”. Serio? Serio, serio? :)
„Kuklany las” ma w sobie kilka klimatycznych rzeczy, ale tych złych jest tak wiele, że nie sposób cieszyć się dobrymi.
To było bardzo ciekawe przeżycie. Nie spodziewałam się tego co zastane w lesie i co złego może wydarzyć się poza nim. Bardzo szybko się czyta i książka ma bardzo przyjemna formę. Nie straszy mocno, ale wprowadza niepokój i ja jako matka czułam pewne zaniepokojenie. Posłowie od autorki utwierdza mnie, że wyobraźnia dziecka jest nie do ogarnięcia.
Mroczna i niepokojąca. Tak opisać można ją w dwóch słowach.
Zaczyna się dość niewinnie, jak w prozie obyczajowej - męska wyprawa ojca i syna. Jednak po powrocie do domu, okazuje się, że nic nie jest tak samo. Chłopiec staje się zupełnie inny, przesadnie grzeczny, spokojny, pozbawiony żywiołowości i emocji. Później jest onirycznie, baśniowo, pojawiają się cechy thrillera, powieści grozy. Świat rzeczywisty miesza się ze światem fantastycznym, baśniowość z realizmem. Wydarzenie goni wydarzenia, jeden wątek ustępuje miejsca drugiemu.
Personifikacja lasu powoduje, że staje się on silną osobowością, wręcz animatorem akcji, który narzuca atmosferę, kierunek wydarzeń, budzi grozę, ale też uwodzi swoją majestatycznością, neprzenikliwością, dostojeństwem i tajemnicą.
Musiałowicz przedstawia awers i rewers świata, w którym żyjemy. Nasze pragnienia, oczekiwania, potrzeby, a z drugiej strony kompromisy, wyrzeczenia, by choć w części zrealizować swoje marzenia. A wokół tego wszystkiego jest las, uwodzący, wciągający, wpływający na tych, którzy do niego wejdą, nie pozwalający się wyrwać ze swoich objęć.
Interesujący jest również wątek niepełnosprawnej intelektualnie bohaterki Odrzucając warstwę grozy i horroru, skłania do postawienia pytań o jej pragnienia do bycia szczęśliwym, posiadania rodziny, dzieci. To bowiem również książka o matczynej miłości, gotowości do poświęcenia, zaspokojenia pragnień córki, choćby wymagało to wsparcia tajemniczych, nadprzyrodzonych, mrocznych sił.
To, co dzieje się w lesie, pełne jest poetyckości, subtelności, niepokoju i grozy. Natomiast świat rzeczywisty w warstwie językowej nasycony jest kolokwializmami, prostotą, powtórzeniami, nieporadnością językową, czasem wręcz irytującą. To może zniechęcać, nużyć. Dla mnie jest przejawem różnorodności opisywanych światów, nie tylko na poziomie treści, znaczeń, lecz również języka - innego dla każdego z nich.
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Anny Musiałowicz pozostawia po sobie pewien dysonans. Z jednej bowiem strony autorka zaserwowała mi naprawdę bardzo fajną, niepokojącą, niekiedy baśniową wręcz historię. Z drugiej jednak strony sposób jej dostarczenia mi, jako odbiorcy opowieści, pozostawia naprawdę wiele do życzenia.
Największym elementem negatywnym, jaki ciągnie się niestety przez cały Kuklany las, jest bez wątpienia warsztat literacki. Anna Musiałowicz potrafi, żeby nie było, żonglować słowem, stosuje czasami sprawnie różnorodne środki stylistyczne, które sprawiają, że słowa płynnie zamieniają się w pełen szczegółów obraz. Innymi razy natomiast osobiście miałem wrażenie, jakbym czytał scenariusz nowej, pełnej paździerzu produkcji przygotowanej na zlecenie pełnych tego typu tworów stacji a'la TVN i Polsat.
Tych drugich, wątpliwej jakości środków stylistycznych i remizowych dialogów, jest niestety znacznie więcej, niż wartościowych opisów, czy ciekawych zabaw słownych. Jednak ze względu na fakt, iż dostrzegam tutaj również treści interesujące, tym bardziej mam wrażenie, że książka postała trochę na odczep.
To też widać w konstrukcji scenariusza, który mógłby być, przede wszystkim, dłuższy. Końcówka ogromnie cierpi ze względu na nazbyt podsycane, niepotrzebnie, tempo. Przez co umyka wiele detali, o które warto by rozszerzyć rys wydarzeń z przeszłości, sylwetki bohaterów (którzy ze względu na objętość tej krótkiej formy nie mają czasu na odpowiedni rozwój), czy też uwiarygodnić, może nawet ubarwić części opisowe.
Z ciężkim trochę sercem więc wystawiam taką, a nie inną ocenę. Bo Kuklany las, owszem, opowiada fajną historię, ale w niezbyt fajny sposób.
krótki, ale niezwykle przeszywający horror. nigdy wcześniej nie spotkałam się z motywem zamknięcia ciała w lesie, by jego klon objawił się w świecie poza nim. bo taką właśnie kreacją zdawał się być zdobiony owy bór: mroczną i dziką, jak gdyby przyjmował formę koszmarnego uniwersum, które porywało człowiecze dusze i mamiło je. wątek nierozgarniętej dziewczyny zamieszkującej chatę, wraz z jej matką, sprawiał wrażenie być niejako zaszyfrowany i do teraz nie zdołałam powiązać egzystencji dwóch kobiet z wydarzeniami, choć zupełnie nie odebrało mi to przyjemności z czytania. zatopiłam się w tej makabrze, w tym cierpieniu na cierpieniu, w tych nawarstwiających się tragediach…każdy, kto sympatyzuje z motywem „otumaniania” człowieka poprzez jakieś nieodgadnione procesy, czy to demoniczne, czy magiczne, odnajdzie w tej książce swój złoty punkt i doceni ją bardzo mocno.
2,5/5 🌟Jest to dość ciekawa pozycja. Klimatyczna niczym stara legenda. Intrygujący pomysł, szybko się czyta. Nie jest to najlepsze opowiadanie jakie kiedykolwiek przeczytałam ale też, nie jest złe.
Jadąc autobusem, czytało się całkiem spoko - takie dobre zabicie czasu, ale brakuje mi w niej czegoś więcej. Zamiast się bać, to się chichrałam pod nosem, a chyba nie o to chodziło.
Las. Stara, ledwo trzymająca się chatynka. To właśnie tam mieszka starowinka, będąca jedną nogą w grobie. Kostucha już u progu ostrzy kosę, lecz babinka twardo trzyma się życia, mając w głowie obietnicę daną córce.
Pięcioletni Maciek wraca z zabawy w lesie, będąc już zupełnie innym dzieckiem. Paweł wraca nocą do domu przez las i się gubi. "Kuklany las" to prawdziwa mozaika, okruchy rozsiane po całym lesie, które łączą bohaterów niewidzialnym spoiwem.
Wspomniany wyżej las ma niezwykłą siłę. Potrafi omamić, jego bliskość może mieć na nas niszczycielski wpływ. To miejsce magiczne, ale i tajemnicze.
"Dawny świat odszedł, teraz był tylko las."
Radosne chwile są efemeryczne. Dziecięca wiara i ufność wobec świata. Rodzicielska siła potrafiąca przenosić góry, aby tylko uchronić dziecko. Ania pokazuje, że miłość matki do dziecka potrafi być bezdenna niczym studnia. Kruchość człowieka jest mocno odczuwalna, i ta tęsknota z bliskością.
Czy rodzicielka jest w stanie uchronić dziecko przed złem świata? Czym jest szczęście? W omawianej tu powieści, relacje międzyludzkie są pogmatwane, snujemy się zagubieni wśród ludzi przywdziewających maski. Ludzie są czasem niczym zgniłe moralnie marionetki.
Autorka z precyzją chirurga potrafi wydobyć z naszych trzewi głęboko skrywane lęki. Starość, śmierć, utrata bliskich. Jestem ogromną fanką pióra Ani.
Taka wizualnie niepozorna książka, ale o potężnym ładunku emocjonalnym. "Kuklany las" to mroczna, baśniowa, oniryczna i przedziwna książka!
Groza skrywa się nie tylko w lesie, ale i w przemijalności czasu. Poczułam ciary!
Skłania do wielu refleksji i wspomnień. Głęboko porusza struny wrażliwości. Wzbudza smutek.
Złapałam za tę książkę zupełnie w ciemno. W ogóle nie wiedziałam co to jest. Po pierwszych trzech stronach pomyślałam, że to książka dla młodzieży. Odłożyłam ją, poszłam zaparzyć sobie kawę i z parującą filiżanką wróciłam do czytania. Kolejne strony pokazały mi, że to absolutnie nie jest książka młodzieżowa, a „Kuklany las” pochłania bez reszty. Ocknęłam się dopiero przy posłowiu. Kawa wystygła, za oknem ściemniało, lęk jednak wciąż we mnie tkwi.
Autorka stworzyła historię, która po prostu - powiem to kolokwialnie - ryje beret. Jeju, jakie to było chore! I dobre! Horror z elementami bardzo ponurej baśni to chyba najtrafniejszy opis, który mi przychodzi do głowy. Musiałowicz wciąga czytelnika w swój świat powoli, a potem nagle go w nim zamyka i nie pozwala wyjść. Takie książki chcę czytać! Jak nie znoszę opisów, tak tutaj mnie zachwyciły. Ostatni raz z takimi spotkałam się u Kosińskiego w „Malowanym ptaku” - realistyczne, odpychające, uwierające wręcz, czasem obrzydliwe, a przy tym kompletnie pozbawione przesady. Ciarki przechodzą, kiedy się to czyta.
To było moje pierwsze spotkanie z autorką, ale na pewno nie ostatnie. „Kuklany las” będzie mocnym faworytem jeśli chodzi o moje książkowe zaskoczenie roku. Pozostaje mi tylko polecić każdemu, kto lubi się bać.
Mam problem z Kuklanym Lasem, nie wiem jak ją ocenić tak by ocena była adekwatna do tego jaką historię opowiedziała mi autorka. Pomysł na książkę był, i to nawet bardzo dobry. Pomijając fakt że wpadł na niego syn autorki. Lubię oniryczność w powieściach, pozytywnie zaskoczył mnie też motyw kukiełek, czego jeszcze w polskim horrorze nie czytałem to i tak niestety fabuła gdzieś zbłądziła w tym lesie. Chronologia wydarzeń skakała, przez co czasem nie wiedziałem gdzie czasowo jestem, postacie bez wyrazu, bez charakteru i twarzy – dokładnie takie jak ta kukiełka na okładce. Książka mogłaby być dłuższa bo pomysł był naprawdę dobry ale moim zdaniem powinien się za to zabrać Artur Urbanowicz bądź Jozef Karika, byłoby znacznie lepiej
W swej niepozornej i skromniutkiej objętości skrywa moc tajemnic. Oniryczne wizje przeplatają się z psychodelicznym klimatem leśnych ostępów. Balansując na granicy realnych wydarzeń, gubisz się w gęstwinie drzew. Groza spowija Twą duszę niczym trujący bluszcz. Negatywne emocje spadają zewsząd jak cierniowy deszcz.
Anna Musiałowicz tworzy wspaniałą aurę od której nie można się uwolnić. Z tego typu grozą nie miewa się styczności na co dzień. Pięknymi zdaniami przelewa hektolitry surrealistycznych wizji, które w czytelniku powodują poczucie lęku. Zagubienia. Bólu. Metafory wywołują dreszcze. Nieoczywista, pełna niedopowiedzeń, wyśmienita wyprawa przepełniona cierpieniem.
Koncept i sam pomysł moim zdaniem wręcz genialny. Uważam że zawsze gdy osadzimy akcję w lesie to podbija to klimat i wystarczy że autor pobawi się tym miejscem i mamy kawałek sukcesu. Las zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę folklor i różne legendy/mity, to idelane miejsce.
Jednakże co tutaj zdecydowanie nie wyszło to forma. Ta nowela czy może opowiadanie jest zbyt krótkie by w pełni wykorzystało potencjał historii. I to jest naprawdę przykre bo naprawdę ten koncept mnie urzekł.
Książka jest krótka, ale ma interesujący klimat. Na nieco ponad 160 stronach autorka zawarła właściwie wszystko, co konieczne dla dobrej historii z dreszczykiem - mroczny las, niepokojący bohaterowie, na pierwszy rzut oka całkowicie normalni z ludzkimi problemami. Od pierwszych stron podskórnie czujemy, że coś jest nie tak, jak być powinno - dzieją się niewyjaśnione, niepokojące rzeczy, na które tak naprawdę bohaterowie nie mają wpływu. Kuklany las wciąga i nie ma ucieczki.