Jet lag 1. [wym. dżet leg] «zmęczenie, ból głowy, problemy ze snem itp. po długiej podróży samolotem, wywołane zmianą stref czasowych» 2. «zespół objawów wynikających z nagłego znalezienia się w innej strefie okupacji kulturowej»
Jetlag 1. [wym. dżet lag] «powieść, sitcom, pokolenie biurowej klasy średniej i fetyszystów, szukający sensu w bezsensie oraz miłości w czasach nienawiści, głos tych, którzy nie mają nic do powiedzenia, twoje zdanie, które nikogo nie obchodzi» 2. «to nie jest moja historia, to jest twoja historia»
Michał R. Wiśniewski (1979) – publicysta, redaktor naczelny magazynów upadłych „Kawaii” i „Anime+”, popularyzator japońskiej popkultury i fantastyki w Polsce. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, w magazynach „Pulp, „Nowa Fantastyka”, „Kmag”, „Arigato”, portalu next.gazeta.pl, a także w książkach Bond. Leksykon, Seriale. Przewodnik Krytyki Politycznej i Berlin – Pascal Lajt. Prowadzi bloga: Pattern Recognition (mrw.blox.pl) oraz jetlag.com.pl
Sięgając (wirtualnie, bo kupiłem ebooka, choć papier pewnie też kupię, bo chcę autograf) po Jetlag obawiałem się trochę, że jej treść będzie jakimś odzwierciedleniem internetowej persony Michała Radomiła, która, co tu kryć, często mnie wkurza :-)
Na szczęście tak nie jest. Książka mnie tym zaskoczyła - pozytywnie. Jestem nieznacznie starszy od autora, ale wciąż wiele spostrzeżeń wziąłem od razu za swoje.
Autor fascynuje się popkulturą, animowanymi serialami, grami, i filmami science fiction. Widać to w książce, ale nienachalnie. Książka pełna jest różnych smaczków, aluzji, i ukrytych cytatów - jednak się z tym nie narzuca, a nieznajomość czegoś nie mogłaby zepsuć przyjemności z czytania.
Fabularnie intryga jest praktycznie lustrzanym odbiciem tej z, jak podejrzewam, ulubionej książki Wiśniewskiego, czyli z Rozpoznania wzorca Williama Gibsona. (Dlaczego tak podejrzewam? Nawet zatytułował tak swojego bloga!). Czyli podobnie jak w książce autora Neuromancera mamy do czynienia z bohaterami, którzy natrafiają na ślad jakiejś dziwnej kreacji / stylizacji / mody, która okazuje się być stworzona przez specjalistów od kreowania trendów, by następnie trafić na Drugą Stronę Mocy. Dodatkowo autor serwuje nam niespodziewany twist, który stawia pod znakiem zapytania przynależność gatunkową książki - więcej nie piszę aby nie psuć zabawy.
Od Gibsona wzięto również stylistyczny zabieg polegający na pokazaniu współczesnego życia ze świadomością, ze właściwie żyjemy w świecie opisywanym niegdyś w science fiction czy cyperpunku tylko tego jeszcze nie zauważyliśmy.
Dla mnie jako mieszkającego w tym samym mieście co autor i bohater książki (Szczecin), dodatkową porcją zabawy było rozpoznawanie umieszczonym w książce, acz nie wymienionych z nazwy miejsc, budowli, lub graffiti.
Jeśli lubisz książki mówiące o współczesności, dziejące się w Polsce, jeśli nazwiska takie jak William Gibson, Douglas Coupland, czy Philip K. Dick nie są Ci obce, to będziesz tą książką zachwycony. Jeśli spełniasz choć jeden z tych warunków, na pewno Ci się też spodoba.
Tak, książka pozostawiła we mnie bardzo pozytywne wrażenia, i na pewno do niej wrócę, na pewno też będę obserwował dalsze literackie dokonania Wiśniewskiego.
Autora czytasz na internetach długo, masz go na jednego hendszejka, pamiętasz, jak kiedyś ci nawciskał w komciach u siebie na blogu, bo o Doktorze Who on myślał jakieś jedno, a ty jakieś drugie, a to było jeszcze w czasach Dziesiątego, chyba pod koniec, w każdym razie niemiło cię potraktował, pamiętasz, i od tamtej pory został ci ten foch, a potem czytasz jego książkę i on ci ją recenzuje w przedostatnim rozdziale, no przecież wiadomo, że umyślnie: "Wiesz, faktycznie niezłe, trochę się zdziwiłam, że taki buc, bo z niego zawsze był buc pierwszej klasy, że w nim tyle… tyle… takiego, wiesz…? – Człowieka. – Tak."
W pół roku przeczytałem 28% tej książki. Niestety... Antropologom odkrywającym na nowo naszą cywilizację bardziej przydadzą się moje tweety niż ta książka.
Wszystko już było - ale to, co w Jetlagu, było już wielokrotnie. Koniec świata klasy średniej w tle (w sensie to nie koniec świata, tylko to życie takie złe), fabuła oparta na dyżurnym literackim plot device XXI wieku, czyli tajemniczych agencjach trendsetterskich, mnóstwo cytatów brzmi znajomo, tylko jakoś tak słabiej, główny bohater to Człowiek Bez Właściwości, który podejrzanie często “chichocze” i “chichra się”, dialogi naprawdę złe. Naprawdę. Sporo tu znakomitych zdań i bardzo dobrych obserwacji, ale za mało tego mięsa na całą książkę.
Niemal całość wciągnąłem jednym ciągiem siedząc do czwartej nad ranem w knajpie, wyalienowany od reszty ludzi w lokalu, co w jakiś sposób pasowało mi do tej książki. 4/5, would wipe mind and read again.
Na początku, przyznaję się, była zawiść. Dlaczego on mógł, a ja nie. Też piszę bloga, sam zamawiałem u niego teksty, interesują nas podobne rzeczy, łapiemy te same referencje. No ale on napisał książkę, a ja nie.
Potem było gorzej. Autor nie dość, że napisał, to jeszcze widać było, że zrobił to dobrze. Jarały mnie nie tylko refleksje nad światem, ale też i styl i forma. I co z tego, że część z tych przemyśleń już widziałem albo wręcz zachomikowałem sobie w głowie i traktowałem jako własne, skoro poza tym pojawiały się mi gotowe one linery i cytaty, o których wiedziałem, że będę stosował jak zły i nie przyznawał się, skąd znam. Chcecie przykładu? Proszę bardzo:
Tam nie ma nawet skajpa - mówi jedna z lasek - mailowaliśmy do siebie jak zwierzęta.
Ładne? No właśnie. Już sobie mentalnie to zajumałem.
Ale na szczęście nie wszystko jest idealnie. Bo poza portretami postaci, zdarzeń, miejsc i świata to w zasadzie mało co jest. Fabuła jest porwana i wciśnięta jakby nieco na siłę. Wygląda trochę tak, jakby spajała na siłę fajne pomysły na notki, a nie stanowiła ich przyczynę.
Ale tym, co mnie zagrało mi najbardziej jest zakończenie. Jasne, mogę marudzić na czas teraźniejszy, mogę męczyć się z narracją w drugiej osobie, ale to przy zakończeniu obniżyłem ocenę książce.
Ostatnia część Jetlaga jest zupełnie oderwana od tego co było wcześniej, niejasne i niekoherentne z resztą. Jakbym miał być złośliwy, to mówiłbym, że wstawiono je tylko po to, żeby poruszyć tematy gender i udowodnić, że byt kształtuje świadomość, ale nie jestem. Tłumaczę więc sobie, że Istnieje też oczywiście opcja, że to ja jestem na nie za głupi i nie odkryłem przez to jego głębi.
No ale to tylko ostatnich paręnaście minut czytania. Resztę przeczytać jak najbardziej należy.
Dobra książka, przyjemna w czytaniu. Taka opowość o życiu w nowoczesności i problemach białych ludzi. Porusza kilka trudniejszych wątków, ale w sposób raczej subtelny. Nosi pewne podobieństwa do prozy Piotra C. (Pokolenie IKEA) ale idzie bardziej w stronę generalnych korporacji i normalniejszych ludzi - nie prawników i ekstremalnych imprezowiczów. Poleciłbym jako ciekawa nowela do luźnego czytania.
Bardzo lubię styl autora, chociaż ostatnio odkryłam, że przeszedł niemałą ewolucję przez te kilkanaście lat, od czasu, gdy po raz pierwszy się z jego tekstami zetknęłam. Dlatego jego starych felietonów w Kawaii już nie mogę czytać, na szczęście oto właśnie zaspokoił moje potrzeby, wydając całą książkę! Czytało się niesamowicie łatwo i szybko, ale czasem przystawałam, żeby się uśmiechnąć lub wzdrygnąć i coś zanotować. Bardzo podobało mi się, że większość jest napisana z perspektywy drugiej osoby, bo gdy jeszcze chodziłam do szkoły, nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić czegoś napisanego w ten sposób, znałam tylko pierwszą i trzecią. Gdybym mogła, posłałabym tę książkę sobie sprzed dziesięciu lat, pewnie sporej ilości rzeczy by nie zrozumiała, i nawiązań popkulturowych i jak wygląda życie pełnoletnich ludzi, ale byłaby pewnie jeszcze bardziej zachwycona stylem. Zakończenie trochę rozczarowuje, niby faktycznie jest to koniec jakiegoś etapu w życiu głównego bohatera (z którym wiem, że powinnam się utożsamić, ale nie jestem facetem, nie jestem po trzydziestce, nie mieszkam w Szczecinie, nie jestem samotna, nie piję alkoholu, nie odwiedzam klubów), ale jednak chciałabym coś więcej, jakiegoś domknięcia, trochę lepszego, niż było. Myślę, że będzie to jedna z niewielu książek, których nie skasuję z Kindla, bo będę chciała mieć ją zawsze przy sobie. Znajomemu już też przynajmniej jednemu poleciłam. To był dobry zakup.
Nie wydaje mi się żeby to była moja opowieść. Nie mam na myśli tutaj "wtf te postacie są groteskowe" (są one dobrze przedstawione), ale raczej różnicę kulturowe wynikające z wieku. Nie można się przyczepić do stylu narracji w Jetlagu, który zachęca do czytania. Fcvfrx zrzrglpmal wrfg oneqmb beltvanyalz cbzlfłrz. Wielką uciechę sprawiły mi postacie poboczne. Sądzę że fraza "otaku holokaustu" powinna być szerzej rozpropagowana. Szerzej mówiąc MRW ma talent do tworzenia i/lub stosowania fraz z różnych kręgów społecznych (online/na żywo). Znajdowanie smaczków z okolic ttdkn było fajne, ale większośc z tych żartów jest wybitnie hermetyczna. Cieszę się że będzie kontynuacja (OIMMW).
I usually resist such books. If I want social diagnoses, I reach for newspapers or essays, and I don't need to be told that my generation (duh) is a sad bunch of ambitious, egotic never-do-wells and popculture junkies. I know this already, and I prefer novels with actual plot to patchworks of impressions. What saves "Jetlag" is its language and the wit behind numerous references and word plays. Sure, there is also the originality value of introducing nerdy stuff to mainstream literature, which feels a little like cheating to me, but okay. If MRW wanted to build some kind of a bridge, he succeeded in constructing an unstable passage. I hope that one day he'll write something that would be interesting because of contents, not merely because of the form.
To nie był jakiś szczególny rok dla polskiej prozy. "Jetlag" jednak świeci w 2014 roku bardzo jasno. Moim zdaniem najlepsza polska powieść 2015 roku. Niesamowicie "wchodzi". Bardziej słodko gorzka "Ulica marzycieli" w liczniku, a cyberpunk w mianowniku. Właściwie dopiero taki przedsionek cyberpunka. Hipnotyzująca narracja w drugiej osobie. Najlepiej przeczytać "jednym posiedzeniem". Wrócę do "Jetlaga". Czekam na drugi tom.