Rompant sans crier gare avec la gravité de ses précédents ouvrages, Mazarine Pingeot dévoile un surprenant talent pour la comédie. Au fil de mésaventures désopilantes, son personnage, gaffeuse et borderline, incarne cette génération de mères célibataires, croulant sous les contraintes du quotidien, mais toujours en quête d'amour.
Depuis quelque temps, rien ne tourne plus rond dans la vie de Joséphine. D'abord, c'est son ex-mari, père de ses deux garçons, qui ne semble pas vraiment d'accord sur le sens à donner au mot « séparation ». Ensuite, c'est l'inspiration qui lui fait faux bond, au moment même ou son nouvel éditeur s'impatiente de lire son prochain livre pour enfants, peuplé comme toujours d'animaux malades. Et puis, ce matin-là, choisissant l'instant ou son banquier l'appelle (pour lui parler de son découvert), c'est son lave-vaisselle qui la lâche. Le début de la fin ? Ou bien... le début d'une nouvelle vie ?
La protagonista è una donna combattuta: da una parte si sente semi-sconfitta da una serie di piccole catastrofi che le si palesano davanti nel giro di pochissimo tempo; dall’altra dimostra una energia e vitalità da vera combattente, proclamando guerra a tutti coloro che le ostacoleranno il cammino (lavastoviglie compresa). [...] Lo stile pulito, ordinato di Mazarine Pingeot rende il romanzo ben scritto e fruibile, lanciando un messaggio di rivalsa per tutte le donne e mamme in prenda ad una crisi di panico. [...]
Oto recenzja jaką napisał Grok. Niedlugo juz nie bedziemy w ogóle myśleć sami.
Książka wg mnie typowo na leżak przy basenie.
Recenzja książki „Wpadki i wypadki Joséphine F.” Mazarine Pingeot – z perspektywy bankowej dyrektorki z podwójnym dyplomem i zamiłowaniem do cynizmu Szanowni Państwo, jako dyrektorka w banku, która na co dzień żongluje kredytami, hipotekami i ludzkimi marzeniami o zmywarkach na raty, sięgnęłam po „Wpadki i wypadki Joséphine F.” Mazarine Pingeot z nadzieją na lekką, autoironiczną komedię, która pozwoli mi się zaśmiać z cudzych nieszczęść. No wiecie, coś w stylu stand-upu, gdzie bohaterka rzuca ciętym żartem o swoim życiu, a ty śmiejesz się, bo to nie twoje problemy. Cóż, powiedzmy, że moje oczekiwania zderzyły się z rzeczywistością jak debet Joséphine z jej kontem bankowym. Zacznijmy od tego, że Joséphine Fayolle, 37-letnia samotna matka, miała być francuską odpowiedzią na Bridget Jones. Brzmi obiecująco, prawda? Wyobrażałam sobie, jak ta kobieta, podobnie jak ja w poniedziałkowe poranki, próbuje ogarnąć chaos życia, popijając kawę i rzucając sarkastyczne komentarze. I faktycznie, Joséphine ma chaos w nadmiarze: hipochondryczny eksmąż, który pojawia się na rodzinnych imprezach jak niezapowiedziana kontrola skarbowa, dzieci z wszami, zmywarka do wymiany i wydawca, który domaga się nowej książki. Brzmi jak materiał na komedię, ale… coś poszło nie tak. Po pierwsze, język. O rany, Mazarine Pingeot najwyraźniej uznała, że skoro wykłada filozofię, to musi wcisnąć w tę książkę całą swoją erudycję. Joséphine wygłasza monologi, które brzmią, jakby pisała doktorat z egzystencjalizmu w przerwie na kawę. Strumień świadomości? Jasne, ale to bardziej rwący potok grafomanii niż literacki majstersztyk. Czytałam te jej wywody i czułam się, jakbym próbowała przebrnąć przez raport finansowy napisany przez poetę na rauszu. Gdzie są te lekkie, cięte dialogi? Gdzie żarty, które sprawiłyby, że parsknęłabym kawą nad kindle’em? Zamiast tego dostałam filozoficzne tyrady i rozmowy z wyimaginowaną papugą imieniem Kant. Serio, Kant. Nawet ja, z moimi dwoma dyplomami, nie rozmawiam z papugami o sensie życia. Fabuła? Cóż, powiedzmy, że jest jak kredyt na zero procent – brzmi świetnie, ale w rzeczywistości pełno w niej haczyków. Joséphine miota się od jednego problemu do drugiego: a to wszy, a to zmywarka, a to były mąż, który jest tak irytujący, że zaczęłam współczuć jego hipochondrii. Tyle że te „wpadki i wypadki” są jakieś… naciągane. Kupuje zmywarkę do zabudowy, nie sprawdzając, czy pasuje do kuchni? Droga Joséphine, w banku byśmy ci tego kredytu nie dali, bo brak researchu to czerwona flaga. I choć doceniam próbę pokazania codziennych zmagań samotnej matki, to całość jest tak chaotyczna, że bardziej przypomina notatki z burzy mózgów niż spójną opowieść. Gdzie ten obiecany humor? Gdzie autoironia? Zamiast śmiać się z Joséphine, miałam ochotę wysłać ją na szkolenie z zarządzania kryzysowego. Nie zrozumcie mnie źle – książka ma swoje momenty. Jest kilka scen, które wywołały u mnie uśmiech, jak ta z patyczkami do uszu ukrytymi we włosach (nie pytajcie, to dziwne, ale urocze). Joséphine, mimo wszystko, ma w sobie coś, co sprawia, że chce się jej kibicować – może to ten jej upór, by mimo wszystko walczyć z życiem, które rzuca jej pod nogi same kłody. Pingeot potrafi pisać, to trzeba jej oddać. Językowo i stylistycznie jest poprawnie, czasem nawet błyskotliwie, ale to jak mieć świetnie zaprojektowaną kartę kredytową, która nie działa w żadnym bankomacie. Podsumowując, „Wpadki i wypadki Joséphine F.” to nie jest katastrofa na miarę krachu finansowego, ale też nie komedia, która rozbawi was do łez. To raczej przeciętna opowieść o kobiecie, która mogłaby być zabawna, gdyby tylko autorka nie próbowała na siłę być francuską Kafką. Jeśli szukacie lekkiej lektury na wieczór, może i dacie radę, ale nie liczcie na fajerwerki. Ja, jako fanka cynizmu i stand-upu, czułam się trochę jak na występie komika, który zapomniał pointy. Joséphine, życzę ci mniej wszy i więcej point w życiu. A ja wracam do Bridget Jones – ona przynajmniej wie, jak się z siebie śmiać. Z poważaniem, Dyrektorka z banku, która woli żarty od filozofii
Joséphine nous propose un remake de Femme au bord de la crise de nerfs. Rien ne va dans sa vie. J'ai eu l'impression qu'elle avait une tour de Jenga, le jeu où on empile des tasseaux de bois rectangulaires, et ensuite, il faut retirer un tasseau du bas pour le mettre plus haut. Sauf que si l'on retire un morceau, tout risque de s'effondrer. Elle est dans ce cas. Elle a retiré la partie José, son ex-mari, pensant que sa vie s'améliorerait, mais tout risque de tomber. Il ne paie pas de pension, la culpabilise et utilise ses enfants et sa famille pour les liguer contre elle. Et étant donné qu'elle subit la loi de Murphy, la loi de l'em*erde*ent maximum, son lave-vaisselle tombe en panne alors qu'elle est en découvert. Elle gère comme elle peut, commandant un lave-vaisselle sans garniture de porte, s'achète des chaussures en rebellion vis à vis de la banque... Nous avons tous les ingrédients pour un scénario catastrophe. Joséphine nous entraine dans une aventure de 12 jours où elle tente de régler les problèmes, l'un après l'autre, selon l'ordre ou la priorité dans laquelle ils se présentent. Une jolie plume, avec des mots moins usités, qui la rendent agréable. J'ai passé un bon moment avec Joséphine et me suis parfois retrouvée dans sa situation, ses pensées, parfois complètement loufoques, quand on est en situation de stress. A recommander à tous, les lecteurs, lectrices et lecteurices qui veulent passer un bon moment de lecture et de détente.
Un libro scorrevole e piacevole da leggere. La protagonista é Josephine, una donna divorziata e madre di due bambini, che è costretta ad affrontare le piccole “catastrofi” quotidiane: la rottura della lavastoviglie, un ex marito assillante di cui le é impossibile sbarazzarsi e un nuovo editor. Josephine esce dalla commedia come una donna guerriera e combattente, che riesce a riappropriarsi della sua vita, per lei e per i suoi figli. Le invasioni quotidiane é una commedia sociale giocata sul filo dell’ironia e della riflessione critica. La cosa che ho preferito? Kant, il pappagallo immaginario!
Tellement étrange comme roman. Une femme dont la vie familiale est chaotique, qui est autrice de livres pour enfants et prof de philo à l'Université (donne-t-elle seulement un cours dans toute l'histoire??); qui habite en face d'un hôpital psychiatrique; qui est complètement folle. La ligne de temps suggérée dans le roman n'est pas réaliste, il est difficile de croire que tout se passe en si peu de jours. J'ai l'impression que le récit dure des mois, voire un an.
Toujours aussi bien écrit meme si l'histoire m'a moins emballée. On se prend à suivre les galères de Joséphine, mère divorcée, romancière jeunesse qui s'en sort comme elle peut pour boucler les fins de mois. C'est léger et drôle. On vit son histoire au rythme des ses difficultés qu'elle gère finalement pas si mal que cela.
Noia, pura e semplice noia. Letto solamente perché costretta visto che faceva parte della bibliografia di un esame dell’Università. 16€ buttati nel wc.
Une très bonne surprise que ce roman, très (vraiment !) différent des précédents de Mazarine Pingeot.
Rien de révolutionnaire au rayon chick lit', certes, mais extrêmement bien écrit, très divertissant, férocement observé, et saupoudré d'une mini-dose de philosophie parce que quand même, quand on est agrégée de philo, on ne se refait pas !
Déçue ... L'histoire se tenait pourtant. .. mais c'est tout !!! Les paragraphes sont longs très longs et on ne distingue pas réellement les dialogues entre les personnages! Joséphine le personnage principal est une femme attachante sans nul doute et ce qu'elle vit au quotidien prête parfois à rire mais je reste sur ma faim :-( Une déception !