Nejsevernější osídlená oblast Grónska. Pár desítek obyvatel, kteří dokáží přežívat v drsných podmínkách. Jejich počet stále klesá. Zato stoupá počet novinářů, kteří sem jezdí sledovat globální oteplování a tání ledovce.
Ovšem pro Ilonu Wiśniewskou je sever domov i hlavní reportérské téma, kterému už věnovala několik knih. Teď se na tři měsíce vydala do grónských osad Siorapaluk a Qaanaaq, kam je v zimě možné se dostat jen letadlem a v létě dvakrát přijede loď se zásobami. Přežití zajišťuje lov medvědů a tuleňů – na tom nic nezměnilo ani to, že nejseverněji sídlící původní obyvatelé, Inuité, čelili stejnému tlaku jako další podobná společenství na celém světě. Ačkoli se od nich dobyvatelé pólu učili, jak fungovat v ledové zemi, pro jejich odlišné zvyky a myšlenkový svět měli málo pochopení. Grónsko je součástí Dánského království a probíhaly i asimilační pokusy udělat z místních dětí „malé Dány“. V posledních desetiletích letech je země stále nezávislejší, ale řada problémů se táhne z minulosti až dodnes. Ilona Wiśniewska, která do grónských osad jezdí s otevřeností a pokorou, dokázala do místní komunity zapadnout a popsat běžný život a starosti – i mihotání hvězd na sněhu.
Za reportáž Mihotání. Na konci Grónska, která nyní vychází česky v překladu Michaly Benešové v edici Prokletí reportéři, získala Wiśniewska prestižní cenu Grand Press, je také laureátkou Ceny Teresy Torańské nebo ocenění Žena roku.
Zbyt poszatkowana jak na mój gust. Milion historii opisywanych na pojedynczych stronach, które razem moim zdaniem nie do końca robią jedną, zgrabną opowieść o Grenlandii. Obawiam się, że Białe, to była jedyna naprawdę świetna książka tej autorki :(((
Niezmiennie uwielbiam w reportażach Ilony Wiśniewskiej ich prostotę i zimno, jakie od nich bije. Te wszystkie historie, rozmowy mają w sobie coś tajemniczego i wyjątkowego.
PS Pomijałam wiele fragmentów związanych z przemocą wobec zwierząt, bo jest jej tutaj naprawdę sporo.
Ilona Wiśniewska pisze o Grenlandii Północnej oraz rdzennej ludności, jaka powoli zanika, i już wiem, że lepszym pomysłem byłoby najpierw przeczytać „Lud“, ale gdy już czytać zaczęłam, to nie miałam ochoty się oderwać. Jak zwykle — teksty autorki wciągnęły mnie dzięki swojej lekkości i odbiciu życia zwykłych ludzi. Podobał mi się szacunek, jaki w książce oddany był Inughuitom. Brak oceniania, przytaczanie słów innych i sięganie po historię kolonialną. Rewelacja! Ale. Plątałam się przez poszatkowanie tekstu. Zdaje się być to typowe dla reportaży Ilony Wiśniewskiej, ale tym razem wybijało mnie to z rytmu i sprawiało, że poszczególni ludzie zlewali się w jedno, choć przecież każdy był zupełnie inny. Wydaje mi się, że przez to wraz z końcem lektury umknęło mi wiele istotny faktów. A wielka szkoda!
Jak dla mnie trochę za bardzo o wszystkim i o niczym. Nie wiem w sumie na co się nastawiałam, ale nie odnalazłam sie w tym reportażu, za bardzo skakał pomiędzy różnymi tematami i w końcu sama nie wiedziałam, o czym to jest. Szkoda, bo temat turbo ciekawy.
2.5 Lubię holistyczne reportaże o krajach, które opowiadają o narodzie, o kulturze, o przyrodzie itd, a nie skupiają się na drobnych wydarzeniach losowych osób zamieszkujących dane państwo. Nie dość, że czytając kolejne, podobne reportaże, te wyjątkowe historie wydaja się trochę zlewać i siebie wzajemnie przypominać, to jeszcze taka forma generalizacji danego społeczeństwa może dawać niepoprawny obraz rzeczywistości.
Ma swoje momenty. Nie przeszkadzało mi pozorne "poszatkowanie" historii poszczególnych bohaterów, ta wyrywkowość nawet i na plus, pasowała mi do grenlandzkiego klimatu. Nie przepadam jedynie za fragmentami, w których za bardzo widać autorkę, miałam też niemiłe wrażenie, że niektóre wątki pojawiły się, żeby pokazać, że autorka jest inna niż wszystkie - że w przeciwieństwie do innych reporterów ona okazuje szacunek swoim rozmówcom. Pewnie to tylko wrażenie.
Niesamowicie jest czytać o tak odległym i odmiennym świecie ❄️ Styl pisania też bardzo mi się podobał-minimalistyczny, czasami wręcz chłodny, a jednak czuć w nim jakąś literackość.
zmarnowany potencjał książki. przykro mi pisać o niej w ten sposób, bo nastawiłam się, że będzie to reportaż pokroju "27 śmierci toby'ego obeda". niestety, "migot" to historia o zwierzętach, oprawianiu ich i zwyczajach kulinarnych ludzi północy. na początku bardzo mnie zaciekawił wątek samobójstw i szkoda, że nie został pociągnięty. dodatkowo, w książce jest głos mieszkańca, który narzeka, że obcokrajowcy przyjeżdżają, robią tubylcom zdjęcia i nawet ich nie podpisują - a autorka zrobiła identycznie. niby jest o nich rozdział, ale przydałby się podpis pod zdjęciem (tak jak w wielu innych książkach, w których zdecydowanie łatwiej było się połapać z bohaterami!). z tyłu fotografie również podpisane są bezimiennie. dodatkowy minus to brak słowniczka z tyłu, naprawdę by się przydał, bo nie wszystko było tłumaczone. generalnie najwięcej tu słów o fokach, niedźwiedziach i skórach z lisa. a szkoda.
2,5 ⭐️ Mam wrażenie, że więcej było tutaj o zabijaniu fok i lisów polarnych oraz biciu psów niż o mieszkańcach Grenlandii... Sama nie wiem co sądzę o tej książce. Z jednej strony bardzo ją doceniam, ale z drugiej była według mnie niezwykle nudna. Uważam ją za ważną, ponieważ widzimy codzienność Inughuitów. Mamy ich punkt widzenia na szkołę, edukację, pracę, rodzinę, itd. co uważam za niesamowicie ciekawe. Ale z drugiej strony miałam wrażenie jakbym czytała parę razy te same zdania i zauważyłam, że najciekawsze wątki się bardzo szybko kończyły.
Podobało mi się, jest to niby obyczaj, opowiadający o codzienności, ale codzienności, która jest mi odległa i zupełnie obca. Trudno mi było zapamiętać imiona. Nie zmienił się raczej mój stosunek do Grenlandii, ale dowiedziałem się dość wielu (nie)ciekawych realiów o tym miejscu. Dziękuję Kasi i Jędrkowi za prezent!
reportaz swietny, napisany z wielkim szacunkiem. wielkim plusem jest tez przyblizenie historii „odkrywania” biegunu polnocnego na poczatku xix wieku przez amerykanow. pozycja warta uwagi !!!
2.5 Grenlandia to takie miejsce, które chciałabym kiedyś zobaczyć w swoim życiu, ale książki Ilony Wiśniewskiej wybitnie mi to wyperswadowują.
Autorce trzeba oddać jedną rzecz - jej reportaże są naprawdę do cholery obiektywne. Ale ja nie jestem w stanie obiektywnie czytać o przemocy wobec zwierząt, o ich zabijaniu, o strzelaniu do psów i robieniu rękawiczek z kota. Po prostu nie.
Reportaż jest dość ciężki, dla mnie momentami aż za ciężki. Miałam też wrażenie, że temat polowań stanowił tutaj 90% książki, a jednak sięgając po książkę o Grenlandii chciałoby się dostać coś więcej. A, no i największe minusy - brak słowniczka i trochę nijakie przedstawienie postaci, przez co każdy zlewa się z każdym. A szkoda.
Podobnie jak „Lud”, „Migot” jest nie tylko przejmującą i niezwykle potrzebną opowieścią o długofalowych konsekwencjach kolonializmu (społecznych, ekonomicznych, ekologicznych), ale i bardzo osobistą, szczerą i ucieleśnioną próbą naświetlenia i rozbrojenia przez Wiśniewską jej warsztatu reporterskiego. Potężna lekcja empatii, gniewu i trwania w dyskomforcie wynikającym z prób poszanowania różnicy, inności i cudzych granic, przy jednoczesnym zachowaniu świadomości własnego, mimowolnego uwikłania w lokalne i międzynarodowe relacje władzy, przemocy i wyzysku (i własnej bezsilności wobec nich). Niezwykle istotna i dająca do myślenia pozycja zarówno dla fanek reportażu, jak i dla antropolożek, etnografek czy dziennikarek, dostrzegających etyczną dwuznaczność swojej pracy. Podobnie jak „Lud”, tę książkę czuje się w trzewiach i czyta całym ciałem. A potem zostaje się z nią - i z historiami jej bohaterów - na długo.
Uwielbiam reportaże pani Wiśniewskiej ale ten podobał mi się najmniej.
Ilość opisów patroszenia, zabijania zwierząt spowodował u mnie ból brzucha.
Dla osób wrażliwych może być to ciężka przeprawa, bo najwięcej jest tu o sposobie zdobywania pożywienia przez mieszkańców Grenlandii czyli dokładanych opisach jak uśmiercić fokę, lisa, niedźwiedzia, zająca. Za dużo tego było.
Trudno mi opisać moje wrażenia z tej książki nie porównując jej do poprzedniej "części" z Grenlandii. Odnoszę wrażenie, że o ile w "Lud" skupialiśmy się na tym, by poznać i objąć cały obraz Grenlandii - jej krajobraz, kulturę i historię - to tutaj zgłębialiśmy historię stricte ludzi. Różnorodnych, ciekawych, i wielorakich ludzi. Brutalne, realistyczne, ale też piękne na swój sposób strony ich życia.
Brakuje mi jednak "tego czegoś" - tych dwóch pozostałych części - widoków natury, i historii.
Trochę chaotycznie napisana, ilość postaci ze ździebkiem informacji jaki mamy na ich temat staje się trochę kakofoniczna. Poza tym ciekawa, informatywna, szczegolnie mi sie podobał jeden z pierwszych rozdziałów, który opisywał historię odkrycia inuitów przez amerykanów, bardzo przykra historia.
Sever jsem si vždycky hodně romantizovala. Zimu přeci miluju, polární záře, hvězdy někdy i po většinu dne. Samozřejmě to tak růžové není. Mihotání vás vezme do Grónska, kde nás seznámí nejen s tamním životem, ale také s historií, která je smutnější, než bychom si mohli představit. Kolonialismus, hon za senzací.
„Civilizovaní lidé, kteří kradou, vraždí, mučí, modlí se a říkají ,věda’. … Vědí, ale že hladového je třeba nasytit, zmrzlého zahřát a bezradnému pomoci. … Nebylo by smutné, kdyby tyto věci zapomněli, kdyby začali být civilizovaní a slušnost vyměnili za vědu?”
Kniha ale také odkryje problematiku Dánsko vs. Grónsko.
„Pořád si nevěříme, nevěříme ve vlastní schopnosti, nepřipadáme si s Dány rovnocenní. Máme převzít plnou zodpovědnost za své životy, ale celou dobu doháníme standardy stanovené někým jiným. Proto potřebujeme mentálni dekolonizaci.”
3.5⭐️ Zarówno temat, jak i forma genialne. Dla mnie natomiast historia strasznie chaotycznie opowiedziana. Nie do końca byłam w stanie połaczyć fakty. Opowiadania porozrzucane po książce, co sprawiało że nie potrafiłam się odnaleźć.