Asia jest poganką, mieszka w Gdańsku i bardzo lubi swoje życie. Ma rozwijającą pracę w agencji HR, przyjaciół, którzy zawsze chętnie ją ugoszczą i sekret, który znają tylko nieliczni. Jest autorką poczytnych romansów, które publikuje pod pseudonimem. Być może z tego powodu jej podejście do miłości jest nieco... hmmm... zdystansowane. Joanna jest niezależna i taka chce pozostać. Staje się to trudniejsze, kiedy przyjeżdża do rodzinnych Plęsawic na gwiazdkę i spotyka swojego dawnego przyjaciela, w którym kiedyś była zakochana. O czym, oczywiście, nigdy mu nie powiedziała...
Szymon na codzień mieszka w Warszawie i po ostatnim awansie pracuje jako starszy analityk ryzyka inwestycyjnego. Ambitnie i konsekwentnie realizuje swoje plany. A przynajmniej tak mówią jego bardzo dumni rodzice. W grudniu zdecydował się wziąć pracę zdalną i spędzić więcej czasu w rodzinnej miejscowości. Kiedy spotkał niewidzianą od lat przyjaciółkę z lat młodości, z naturalną sobie ciekawością i otwartością zapragnął poznać ją na nowo. Ku rozpaczy swoich rodziców.
"Szczodre Gody w Plęsawicach" to ciepła, świąteczna opowieść, idealna na kilka zimowych wieczorów. Spędzając święta w Plęsawicach spotkasz wszystkie swoje ciotki, dawno niewidzianych znajomych z podstawówki, a nawet nauczycielkę, która prawie pamięta, kim jesteś! Pójdziesz na jarmark, ubierzesz choinkę i oczywiście pokłócisz się z TYM wujkiem... Czuj się, jak u siebie!
Książka dostępna jest wyłącznie na stronie wydawnictwa ANIVERSUM
REREAD 2.01.25 - spędziłam w Plęsawicach cudowne święta. Był śnieg, szczodraki i świąteczne bingo. Już tęsknię…
REREAD 21.10.24 - kocham tę książkę jeszcze bardziej. Uwielbiam to, jak delikatnie i prawdziwie jest tu wplecione pogaństwo we współczesność.
2023: Czytałam tę powieść jako beta czytelniczka, gdy powstawała: rozdział po rozdziale. I wiem, że będę wracać do niej w każde zimowe święta. Uwielbiam!
Przeczytałam tę książkę podczas pracy nad nią tyle razy, że powinno mi się robić od niej niedobrze, a jednak wręcz przeciwnie. Wyszła mi taka, jaką chciałam napisać. Mam nadzieję, że Wy się też będziecie dobrze bawić w Plęsawicach!
Bardzo chciałam polubić tę książkę, ale niestety się rozminęłyśmy. Mam wrażenie, że dostałam dwie powieści w cenie jednej i to nie jest wcale dobry biznes. Drugi problem mam z przegadaniem fabuły. Dostałam typowe święta polskiej rodziny baaardzo szczegółowo opisane (do przesady), żeby było zabawnie, ale w połowie książki zrobiło się to totalnie nudne i męczące.
Postać Asi? Z jednej strony podoba mi się jej niekonwencjonalność, ale z drugiej totalnie nie rozumiem, o co w sumie jej chodzi. O co z nią chodzi. Co się dzieje w jej świecie i dlaczego. Mam wrażenie, że to się dzieje tylko tak o i nie widzę, żeby to wyjaśniało jakieś wybory/wydarzenia w przyszłości, żeby mówiło „Asia jest taka, bo doszła do tego przez to i tamto wydarzenie”.
Ostatnia sprawa to błędy. LICZBA godzin. LICZBA pomysłów. Nie ilość. W języku potocznym - spoko, jakoś przeżyję ten błąd, ale w książce nie ma prawa się pojawić. Zwłaszcza, że książka miała i redakcję, i korektę.
Językowo jest to sprawnie napisana książka, Ania ma dobre pióro. Ale fabularnie jestem na nie. Długo zastanawiałam się, czy dać jej 3 gwiazdki, ale jednak za dużo mam do niej negatywnych uwag.
4,75 ⭐️ Bardzo fajna książka. Bardzo przyjemna i miła właśnie na okres świąteczny. Cieszę się, że ktoś napisał książkę w której jest współczesne obchodzenie świąt 'pogańskich' - wyszło bosko.
...minusem jest Asia, która doprowadza na skraj czasem. Ale idzie to przetrwać.
Chciałabym polubić główną bohaterkę, ale nie umiem… Jednak trzeba oddać autorce, że wspaniale wplotła współczesne pogaństwo w codzienność - za to chwała! :)
Książka jak własna skóra. Tony puchatego śniegu, ręce pachnące mandarynkami, zapach drożdżowego ciasta. Pierogi, upierdliwa rodzinka, dawna miłość i demony minionych lat. Wyjazd z małego miasteczka, praca w mieście, spełnienie marzeń i wielkie rozczarowania. Świętowanie Szczodrych Godów, niezrozumienie i samotność. Wielkie uczucia, pasjonująca kobieta i dobrze pachnący mężczyzna.
Książka wydana jest obłędnie, nie wiem czy mam drugą tak ładnie wydana obyczajowe. Raczej nie.
Poznajemy Asię, która wraca w rodzinne strony. I tutaj powiem, że czytając jej powrót mogłam także sama w siebie zajrzeć w swoje bolączki. Asia ma różne odczucia nie tylko jeśli chodzi o dom rodzinny, ale i spotkanie klasowe. Kto z nas nie ma jakiś wspomnień z liceum czy podstawówki? Pod tym względem książka jest wielowymiarowa. Trochę cofalam się w czasie przypominając sobie swoje szkolne perypetie. Ale też i zwracają uwagę na pewne sytuacje rodzinne, które też niekoniecznie mi się podobają w obecnym kształcie.
Przyjemnie mi się bardzo czytało o spotkaniu, zakupach, kupowanie sobie książek na prezent - świetny pomysł. Może wykorzystam za rok z Drugą Połowa. Rodzinnie poza sobą niestety właśnie nie mamy komu kupować książek.
Na drodze w rodzinnym mieście Asi staje jej crush z czasów szkolnych. Bardzo mi się podobało, że nie było to takie na pierwszym planie, a wplecione w wydarzenia wokół świat, spotkań rodzinnych czy zakupów. Podobało mi się pokazanie przesilenia obchodzonego przed Wigilia, bo jak wiemy jest ono wcześniej niż 24 grudnia. Nie jestem znawca książek obyczajowych, ale podobało mi się, że wątek romantyczny, że tak nazwę nie jest takim totalnie dominującym. Takie książki mogę czytać.
Co się wydarzyło po Świętach? Nie opowiem Wam. Mogę tylko powiedzieć o swoich odczuciach. Ale to jest subiektywne, bo każdy podejdzie do tej książki inaczej i inaczej odbierze decyzje i zachowania bohaterki. Ja od siebie napiszę, że jak dla mnie zakończenie jest dobre. Czytało mi się dobrze i po ostatniej stronie kamień spadł mi z serca. Bo ostatnie strony się bałam, jak to się potoczny. Uffff. Polecam!
Trzydziestokilkuletnia Asia jest poganką, która wyjeżdża na święta z Gdańska by spędzić święta w swojej rodzinnej miejscowości w północno-wschodniej Polsce. Święta mają być tradycyjne, katolickie, w domu pełnym ludzi i zbyt dociekliwych pytań.
Asia kocha swoją rodzinę i pragnie spędzić z nią miły czas, pomimo różnic. Okazuje się, że święta mogą być nie tylko czasem pojednania, ale też swietną okazją do odnowienia starych znajomości. Jedną z takich znajomości jest Szymon, kolega z dzieciństwa, w którym Asia była zakochana wiele lat. Zbyt wiele. Tak dużo, że i ona, i on, zdążyli zmienić się i dojrzeć. A trafiając na święta do dwóch sąsiednich domów dostają szansę by poznać się na nowo.
Podobały mi się tematy poruszone w książce. Zestawienie zwyczajów i wierzeń pogańskich z katolickim przeżywaniem świąt. Opisy różnych tradycji rodzinnych i różne podejścia do świętowania. Niezręczność niektórych mniej lub bardziej wymuszonych spotkań.
Asia, chociaż mogłam się z nią utożsamić w tak wielu kwestiach - równie wiele spraw nas różniło. To postać, którą nie tak łatwo polubić czy zrozumieć. Ale czy to źle? Nie sądzę. Doceniam bohaterów, którzy nie zachowują się w zbyt oczywisty sposób. Takich, którzy zaskakują i czasem skłaniają do zadawania pytań.
Będąc w Plęsawicach, miałam jednak chwilami wrażenie, że siedzę tam już zbyt długo i dostaję zbyt szczegółowe opisy poszczególnych świątecznych dni. Momentami czułam znużenie, które na szczęście minęło przy zakończeniu.
Ogólnie, jestem zadowolona, bo "Szczodre Gody..." zafundowały mi ciepły, rodzinny klimat, który umilił mi czas poświąteczny. Będę wyczekiwać kolejnych książek autorki.
Mało jest rzeczy, które da się lubić w tej książce. Główna bohaterka jest strasznie irytująca i głupia. To jak się zachowuje w stosunku do Szymona w Gdańsku jest straszne. Na jego miejsu uciekłabym gdzie pieprz rośnie. Szymon dobry chłopak ale nudny. Rodzina Aśki jak każda inna rodzina. Czy jest to książka słowiańska? No nie, słowiańskości w niej tyle ile kot napłakał. Jest to ksiazka o świętach Bożego Narodzenia spędzonych z rodziną a nie o Szczodrych Godach. Szkoda zawsze to byłoby coś innego a tak mamy kolejny świąteczny gniot. Niestety ale ładne wydanie książki to nie wszystko.
Zimowa podróż do Plęsawic, która zaskakuje, rozbawia, łamie serca, otula oraz łączy. Tylko z mandarynkami, zapachem pierników, smakiem barszczu, maku, szczodraków i kawy z sernikiem cytrynowym, najlepiej smakowała w dobrym towarzystwie.
Bardzo ciekawa książka i nietypowa historia świąteczna, ale główna bohaterka mnie za bardzo denerwowała i przez to nie będzie w moim top. Co nie zmienia faktu, że sięgnę po następną książkę autorki, bo mimo wszystko wiele razy sama myślałam, ze się posikam ze śmiechu
To jest książka do której chętnie będę wracała w okresie swiątecznym. Otula niczym ciepły kocyk.. sprawia że tęsknimy za prawdziwymi białymi świętami.. no i bingo. Każdy z nas potrzebuje bingo.
"Ludzie całują się cały czas. Po raz pierwszy, drugi, setny, ostatni. Na powitanie i pożegnanie. Całują się z obcymi i bliskimi sobie ludźmi. Czasami to ma znaczenie, a czasami jest to jeden z tych pocałunków, o których się nie wspomina nawet przypadkiem. Nawet z niechęci,. Właściwie nie jest to nic wielkiego. Ale tym razem było. Ten pocałunek był jak pierwszy kęs waty cukrowej. Zaskakujący, niespodziewany. Było w nim coś niewinnego, jakby zaplątał się w fałdach czasu i dopiero teraz dotarł do miejsca swojego przeznaczenia. – Co ty robisz? – zapytała Aśka, odsuwając się skonsternowana. – Naprawiam błąd młodości. Łatam czasoprzestrzeń. Ulepszam kontinuum."
🎄 Zapraszam Was dziś do cudnej, zimowej krainy. 🎄
Z reguły staram się Wam niczego nie narzucać, tym razem sugerowałabym jednak wzięcie w dłoń kubka (koniecznie z jakimś bałwankiem, czy innym reniferem!) gorącej czekolady i chwilę wyciszenia przy czytaniu poniższego tekstu, żeby lepiej wczuć się w klimat książki. Koniecznie pod kocykiem, bo to bardzo cozy, kocykowa lektura. Jeśli macie możliwość ogrzać się ciepłem kominka, to koniecznie skorzystajcie z tej opcji - wtedy to już w ogóle będzie bajka.
Plęsawice, to - jak wspomina sama autorka - totalnie zmyślona miejscowość. I, mimo że zdecydowanie bliżej mi do miłośniczki dużych aglomeracji i miejskiego szumu (zapewne dlatego, że wychowywałam się w małej miejscowości i zawsze ciągnęło mnie do czegoś odmiennego od miejsca, gdzie żyję na co dzień), to mam wrażenie, że mogłabym w niej zamieszkać. Niby to takie typowe, ciche miasteczko na uboczu, w zasadzie to trochę odcięte od cywilizacji, w którym wszyscy dobrze się znają, ale jednak ma w sobie mnóstwo nieodpartego uroku. Główna bohaterka, Asia, uciekła stamtąd do Gdańska, czemu też (choćby z uwagi na powyższe wtrącenie) się nie dziwię. W Gdańsku też bym chętnie zamieszkała, mimo iż nie jest to nawet topka moich ulubionych, nadmorskich miejscowości. 😄
Szereg niepowodzeń w życiu zawodowym Joanny podsuwa jej nietypowy dla niej pomysł wczesnego wyjazdu na święta w rodzinne strony. I tak rozpoczyna się ciąg szalonych zdarzeń, w których pierwsze skrzypce zagra Szymon - jej dawny sąsiad i zarazem pierwsza niespełniona miłość. Dla szerszego kontekstu - Asia jest rodzimowierczynią i autorką poczytnych romansów, które tworzy pod pseudonimem. Przewrotnie, sama raczej nie miewa chwil miłosnych uniesień. Skupia się przede wszystkim na pracy i gronie przyjaciół, możliwie na każdym kroku podkreślając swoją niezależność - ma dość pragmatyczne podejście do życia.
Od czego by tu zacząć... Jak na obyczajówkę z romansem wybijającym się na pierwszy plan, znalazło się tu sporo różnorakich motywów i wątków. Wiele z nich dobrze nam znanych z własnego podwórka. Na przykład perypetie rodzinne, przy których zaśmiewałam się do rozpuku. Awantury przy krojeniu sałatki, nakrywaniu do stołu i próby odpowiedzi na niewygodne pytania o żeniaczkę i potomstwo. Słowiańskie wierzenia stanowią jedynie tło do całej historii, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa - nie są nachalne, tak żeby nie odstraszyć nieobytego czytelnika, a jednocześnie zachęcają do dalszego ich zgłębiania. Z nieskrywaną ciekawością studiowałam opisy tytułowych Szczodrych Godów, jak na zafascynowanego słowiańszczyzną (jeszcze) laika przystało. 😉 Aż zapragnęłam upiec szczodraki z okazji nadchodzącego przesilenia zimowego i pochodzić po lesie.
Nie oszukujmy się jednak, najważniejsze w tym wszystkim było to, co rozgrywało się między Asią a Szymonem. A ciężko to jednoznacznie określić, bo bohaterowie tak mącili, tyle razy jedno i drugie sprawiało, że sprawy nabierały skrajnie innego obrotu, że miałam ochotę rwać sobie włosy z głowy. A im poprzetrącać to i owo, gdyby tylko istniała taka możliwość. Świetnie to Ania wymyśliła. Relacje - nie tylko między głównymi bohaterami - wyszły nader realistycznie. Toczyły się swoim własnym tempem, czasem wolnym, momentami pędząc na łeb na szyję - i dobrze, bo zmienna dynamika akcji to coś, czego obyczajówki potrzebują. Joanna przejawiała skrajnie odmienne od mojego podejście do związków - Szymon zresztą trochę też - a mimo to byłam w stanie zrozumieć pobudki jej działania i się z nią utożsamiać. To świadczy przede wszystkim o świetnie rozwiniętej umiejętności zarysowania postaci przez autorkę.
Tekst zawiera wiele fragmentów rozmów pisanych na Instagramie i jest stylizowany na dymki czatu, co w fajny (nie lubię używać tego określenia, ale tu pasuje jak ulał) sposób przełamuje ciąg prozy i sprawia, że czyta się to jeszcze szybciej. I lżej. To jedna z tych powieści, do poznania której potrzebujemy dać z siebie okrągłe zero wysiłku, a w zamian dostarczy nam masy emocji. Głównie ukoi zszargane nerwy, napełni nadzieją i taką szczerą, dziecięcą radością, ale znajdzie się też czas na chwile wzruszeń. I ciut powkurza, dla zachowania równowagi - nieudolnością naszej parki. Choć dalej nie wychodzę z podziwu, jak zgrabnie od płomiennych scen można przejść do scenerii atakującej serce lodem. I na odwrót.
Niby to nie fantastyka, a pełno w niej magii. Magii uczuć, słów, czy nawet tej frazesowo wyświechtanej magii świąt - a ja święta uwielbiam, więc nie było łatwo mnie kupić, bo mam wobec takich dzieł wyśrubowane oczekiwania i podchodzę do nich wyjątkowo krytycznie. Żałuję tylko jednej rzeczy - że nie mam w swojej biblioteczce ani jednej części Róży Świętojańskiej, bo po Plęsawicach mój apetyt znacznie wzrósł. Na koniec dodam jeszcze, że ja strasznie nie przepadam za obyczajówkami. Większość tych, z którymi miałam styczność, była taka płaska. Płytka. Zero polotu, finezji, czegokolwiek. Człowiek to czytał i zostawał z totalną pustką, czując, że nie wniosły do jego życia absolutnie nic. A ta jest naprawdę solidna. Dziękuję za pomoc w odzyskaniu wiary w ten gatunek! ❤️
Pełny, oryginalny wpis w ramach współpracy reklamowej został opublikowany na moim Instagramie.
Poznałabym ten styl pisania z zamkniętymi oczyma. Dostajemy tu bardzo ciepłą, otulającą historię. Idealną do herbaty i choinki, zupełnie jak świąteczne filmy Hallmarku.
Podobnie i tu mamy główną bohaterkę wracającą do swojej rodzinnej miejscowości z większego miasta. Typowe rodzinne sceny, że którymi każdy się może utożsamić. Całość czytało się naprawdę dobrze i przyjemnie.
Bohaterów da się polubić, zarówno tych pierwszo jak i daleko planowych. Postacie są prawdopodobne.
Podobał mi się też zabieg z rozmowami na insta. Bo to takie życiowe.
*** spojler**** . . . . . . .
Byłam zachwycona do momentu pojawienia się byłego z innego kraju. Nie wiem, jakoś było to dla mnie wymuszone i nie naturalne. W tej całej zawieszonej rzeczywistości Plęsawic i świąt w tym momencie dla mnie bańka pękła. (Trochę tak jak pęka kiedy ktoś nagle okazuje się być ukrytym milionerem, który ma powiązania z brytyjską szlachtą🤷♀️, bo prawdopodobieństwo obu sytuacji dla mnie podobne).do tego z siostrą. Od tego punktu nie umiałam się już w tej historii odnaleźć.
This entire review has been hidden because of spoilers.
plusy: fajna atmosferka, lekko i szybko się czyta, noi dobre pióro to już wiadomo było z innych książek autorki
minusy: dla mnie za mało słowiańskości, o Szczodrych Godach było niewiele, no czuje niedosyt potężny, brakowało mi też specyficznego humoru który autorka pokazała w cyklu o Róży, aha noi niewykorzystany wątek o tym że potajemnie bohaterka jest pisarką, strasznie mi żal że coś z tym się nie wydarzyło na koniec
Sama do końca nie wiem. Z jednej strony widzę tak wiele podobieństw do naszych rodzin, myślenia, samej bohaterki.. niestety bolesny jest fakt, że w jakimś stopniu jesteśmy do siebie podobne z Aśką. Może to czas na odrobinę refleksji nad swoim życiem. A książka sama w sobie tak nawet na 4,5, ale gdybym dała 5 to byłoby to zbyt naciągane.
Ostatnie 100 stron (mniej więcej) nijak nie pasuje do początku książki. I o ile za początek daje 4-5 gwiazdek, tak końcówka spowodowała spadek na 2. Zamysł z rozwiązaniem historii w inny sposób niż klasyczny bardzo prosty finał ze świątecznych komedii romantycznych jest fajny, tylko czegoś w nim zabrakło.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Całkiem fajna książka i faktycznie idealny klimat na czas okołoświąteczny. Odrobinę może zabrakło mi czegoś w końcówce, ale poza tym to naprawdę ciekawa pozycja - dopracowani bohaterowie, nie taka standardowa fabuła, "moje" poczucie humoru, elementy słowiańskie i sporo o poszanowaniu drugiego człowieka - szacunek za to.
Ciepła zimowa historia pełna humoru i przekory. Dużo miłości, magii i mandarynek. Do tego świetnie zarysowane wątki rodzinne i romantyczne. Jedyny minus - ze względu na tytuł i zainteresowania autorki liczyłam na trochę więcej wątków słowiańskich.
Bardzo lubię powieści Ani i ta pochlonelam w jedną noc, ale... Pierwszą połowę książki, czytało mi się wspaniale. Piękna miłosna historia, dreszcz zapomnianej emocji. Do tego obraz rodziny tak dobrze mi znany, ale... Potem no coś się stało. Bohaterka chciała być mimoza, ale z zasadami , chciała być feministka,ale jednak nie. Do tego ta dziwna relacja z młodszym facetem, wpleciona,żeby pokazać co ? Że kobieta po 30 stce, może mieć każdego ? Poza tym, liczyłam na więcej szczodrych godów, a mimo to dostałam wigilię, tylko z poganka w tle. No i końcówka zupełnie mi się rozmyła. Relacja przeleciana, budowana pięknie, a potem trochę tak jakby autorka na siłę chciała pokazać,że kobieta musi być silna i niezależna. Ciężko czytało się relacje Asi z Szymonem, bo ona nim pomiatala i zupełnie nie szanowała jego decyzji i emocji. Trochę jakby Ania chciała utrzeć nosa wszystkim romantycznym relacjom .
Zabawne i niewymuszone dialogi. Przy czytaniu niektórych nie raz śmiałam się w głos. Zabawna i lekka, zimowa i świąteczna, ale bez typowego kiczu i idealizowania tego okresu. No i wisieńką na torcie jest słowiańskość w tle. Super.
Zostawiłam ją sobie na świąteczne wieczory i sprawdziła się idealnie. Zabrała mnie w śnieżną, mroźną zimę, której za oknem nie było i podarowała mi ciepłą opowieść o powrotach po latach, decyzjach, rozterkach i sentymentach. Łyknęłam prawie całą jednego dnia, bo nie chciałam się od niej odrywać. Bardzo miła comfort book ❤️
Słowiańska aura powieści "Szczodre Gody w Plęsawicach" Anny Jurewicz od razu mnie zaintrygowała. Choć zwykle sięgam po inną literaturę, klimat zimy i świąt zachęcił mnie do sięgnięcia po tę lekturę. Żywe opisy autorki sprawiają, że czytelnik przenosi się wprost do świata bohaterów. Małomiasteczkowa sceneria dodaje historii uroku, a magia świąt otuli każdego czytelnika. Książka przedstawia historię rodziny, w której tradycyjne wartości zderzają się z indywidualizmem młodego pokolenia. Autorka w piękny sposób pokazuje, jak łatwo może odrodzić się uczucie z przeszłości. Relacja między Asią a Szymonem jest intrygująca i niebanalna. Postacie są wiarygodne i sympatyczne. Można się z nimi utożsamić i przeżywać wraz z nimi wzloty i upadki. Szczególnie polubiłam Asię, która pomimo swoich odmiennych poglądów, stara się znaleźć swoje miejsce w rodzinie. Podsumowując, "Szczodre Gody w Plęsawicach" to ciepła i przyjemna powieść idealna na zimowe wieczory. Zanurzycie się w magicznej atmosferze świąt i poznacie losy bohaterów, których z pewnością polubicie. Choć motyw słowiański mógłby być bardziej rozwinięty, to nie przeszkadza to w odbiorze całej powieści. Książka z powodzeniem łączy elementy obyczajowe z wątkiem romantycznym, tworząc spójną i interesującą całość.