Jesień 1976. W Szczecinie dochodzi do serii wypadków śmiertelnych. Bardzo szybko okazuje się, że ofiary łączy nie tylko sposób, w jaki zginęły, ale również fakt, że na miejscu każdego ze zdarzeń śledczy znajdują tajemnicze przedmioty. Do sprawy zostaje przydzielony porucznik Ugne Galant. Milicjant wciąż zmaga się z dręczącymi go demonami. Gdy okazuje się, że na miejscu zdarzeń śledczy znajdują ślady pozostawione przez Galanta, milicjant będzie musiał zmierzyć się z upiorami przeszłości i brutalną prawdą o sobie samym. Zanurzy się w mroczny świat melin, przemocy i grzechu. Zaczyna się polowanie na latawce. Jeżeli prawdą jest, że cierpienie uszlachetnia, to czas, by się z tą prawdą zmierzyli ci, którzy ją głoszą.
Przemysław Kowalewski osadzonym w skomplikowanych realiach PRL-u cyklem z porucznikiem MO Ugne Galantem wkroczył z przytupem na scenę polskiego kryminału i nie zwalnia ani na chwilę dając nam w tym roku dwa kolejne tytuły. Co ważniejsze jednak ich jakość pozostaje na niezmiennie wysokim poziomie zarówno pod względem fabularnym – budzących silne emocje zbrodni, oddanego ze znawstwem i pasją klimatu tamtych czasów, odczuć, które budzi los na wskroś prawdziwych bohaterów – jak i warsztatowym. Dbałość Autora o najmniejszy detal historyczny, spójność opowiadanej historii, ale i język można odczuć na każdej stronie.
"To były chwasty, które krzywdziły swoich bliskich..."
Za sprawą „Latawca” cofamy się do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy alkoholizm i przemoc były codziennością wielu polskich rodzin. Morderca – nazwany Łapaczem Latawców – bierze na celownik mężczyzn, którzy przez swoje uzależnienia i destrukcyjne życie krzywdzą swoich bliskich.
Wraz z prowadzącym śledztwo Ugne Galantem przenikamy do tak dobrze znanych porucznikowi szczecińskich melin niemal czując ich odór i zepsucie. Świadomość, że ofiary były alkoholikami niszczącymi nie tylko samych siebie, ale przede wszystkim swoje rodziny nie wpływa na zaangażowanie w prowadzone dochodzenie, tym bardziej że w pewnym momencie to Ugne staje się głównym podejrzanym. Bo i on jest człowiekiem upadłym, z bliznami nie tylko na ciele, ale i duszy, a jego zaćmiona alkoholem, pełna wyrw w pamięci przeszłość z pewnością nie ułatwia zadania.
Autor z ogromnym autentyzmem i szorstką, czasem wręcz wstrząsającą precyzją oddaje tamtą zamroczoną oparami alkoholu rzeczywistość. Przytoczone historie dziecięcej krzywdy niosą kolosalny emocjonalny ciężar przytłaczając, ale budząc też niezgodę i złość. Na tamte czasy i tamtych ludzi za ich bierność i zamykanie oczu. Szczególnie tych ludzi, przy których powinny czuć się bezpieczne, na których wsparcie powinny móc liczyć.
Dość szybko udało mi się odgadnąć osobę sprawcy, choć Autor nie ułatwia czytelnikowi sprawy myląc tropy i oszczędnie dawkując informacje mogące naprowadzić na właściwą drogę. To było przeczucie, które się sprawdziło, co w żaden sposób nie wpłynęło na mój odbiór tego pełnego emocji, rasowego kryminału skłaniającego do refleksji nad moralnością, sprawiedliwością i odpowiedzialnością za wyrządzone krzywdy.
„Latawiec” autorstwa Przemysława Kowalewskiego to czwarta część jednej z moich ulubionych serii kryminalnych, w której głównym bohaterem jest milicjant litewskiego pochodzenia, Unge Galant. Bohater ten od pierwszego tomu zyskał moją sympatię. Cenię sobie postacie, które, doświadczone przez los, zmagają się z problemami, takimi jak alkoholizm czy trudna przeszłość, a jednocześnie próbują na nowo ułożyć swoje życie. Tacy bohaterowie zajmują szczególne miejsce w moim sercu. W najnowszej powieści „Latawiec” Kowalewski ponownie zabiera nas w podróż do przeszłości, do mrocznego i tajemniczego świata, przesiąkniętego brudem, oparami alkoholu, bezwzględnym złem i przemocą.
Akcja rozgrywa się jesienią 1976 roku w Szczecinie, gdzie dochodzi do serii tragicznych wypadków, w których ofiarami są osoby nadużywające alkoholu. Szybko okazuje się, że ofiary łączy nie tylko sposób, w jaki straciły życie, ale także tajemnicze przedmioty pozostawione na miejscach zbrodni. Sprawą zajmuje się porucznik Unge Galant, który wciąż zmaga się z własnymi demonami. Kiedy śledczy natrafiają na ślady prowadzące do Galanta, porucznik będzie musiał stawić czoła nie tylko swoim lękom, ale także upiornej przeszłości i brutalnej prawdzie o sobie samym.
Debiut Kowalewskiego, „Kozioł”, był prawdziwym kryminalnym majstersztykiem, który postawił autorowi wysoko poprzeczkę. Przyznaję, że sięgając po kolejne części serii, miałam pewne obawy, czy autorowi uda się utrzymać ten wysoki poziom. Na szczęście po lekturze kolejnych powieści z czystym sumieniem stwierdzam, że moje obawy okazały się niepotrzebne. Każda kolejna książka, która wyszła spod pióra autora, jest lepsza od poprzedniej. Dowodem na to jest najnowsza powieść „Latawiec”, w której Kowalewski przenosi nas do lat 80., kreśląc przed nami tak autentyczne, że wręcz bolesne, realia tamtych czasów. „Latawiec” to bez wątpienia kolejna książka, którą mogę śmiało wpisać na listę najlepszych powieści kryminalnych tego roku. Dopracowana w każdym szczególe, wciąga czytelnika w wir wydarzeń naznaczonych mrokiem, przemocą i bezwzględnym złem, przesiąkniętych oparami alkoholu i brudem. Angażuje tak mocno, że trudno się od niej oderwać. Wspólnie z bohaterami przemierzamy szczecińskie uliczki, by schwytać mordercę, który upodobał sobie osoby uzależnione od alkoholu – ludzi, którzy w przeszłości dopuścili się okrucieństwa wobec swoich bliskich. „Latawiec” to dla wielu z nas bolesna podróż do czasów, które znamy z własnego doświadczenia lub opowieści. Autor dosadnie, bez koloryzowania, ukazuje realia Polski Ludowej, czasów, gdy alkohol dominował w domach i często prowadził do tragedii. „Latawiec” to opowieść oparta na historiach opowiedzianych przez znajomych autora, tych, które zakotwiczyły się w pamięci najbardziej – niektóre z nich wydarzyły się naprawdę, inne powstały w wyobraźni Kowalewskiego, ale to nie umniejsza faktu, że powieść ta doskonale odzwierciedla życie Polaków w czasach PRL-u. Podsumowując, „Latawiec” to prawdziwy kryminalny majstersztyk, opowieść, obok której nie można przejść obojętnie. Autor, dzięki plastycznemu językowi i lekkiemu pióru, tworzy prozę, która wywołuje mnóstwo emocji, skłaniając jednocześnie do przemyśleń i refleksji. Dla mnie była to prawdziwa uczta literacka, wybitne dzieło, które na długo pozostanie w mojej pamięci. Czytajcie.
“Latawiec” to kawał porządnie napisanego kryminału, w który wsiąknęłam od początku i czytałam na jednym wdechu. Przemysław Kowalewski po raz czwarty pokazał, że potrafi stworzyć powieść z oryginalną intrygą i dynamiczną akcją. Przy tym przez cały czas trzyma czytelnika w napięciu i ogromnym zaciekawieniu.
Przemysław Kowalewski to także mistrz budowania gęstej, dusznej atmosfery. A w przypadku “Latawca” - wręcz brudnej. Autor prowadzi nas po niebezpiecznych dzielnicach Szczecina i daje je poznać z najgorszej strony. Jesteśmy świadkami tego, co dzieje się w melinach, w których czas mierzony jest od flaszki do flaszki. I tylko ona ma jakąkolwiek wartość.
Przemysław Kowalewski pisze w takim stylu, że niemal jesteśmy w stanie poczuć, że podążamy z bohaterami za mordercą. Nie tylko chcemy poznać rozwiązanie, ale jesteśmy naocznymi świadkami tego, jak alk0h0l zniszczył szczecińskie rodziny. I Autor nie bierze jeńców. To wszechobecny motyw, z którym Kowalewski rozprawia się z tematem w sposób bezkompromisowy i brutalny, co musi budzić emocje. Ale umówmy się - tematu alkoho0lu w rodzinach tego wymaga.
“Wszyscy chleją”.
To zdanie ma w najnowszej książce Przemysława Kowalewskiego chyba kluczowe znaczenie. “Latawiec” to kryminał, który wywołał we mnie masę emocji oraz dał sporo powodów do przemyśleń. To książka mądra, z wieloma trafnymi spostrzeżeniami oraz - niestety - wciąż aktualna.
Warto ją przeczytać, bo to, o czym pisze Przemysław Kowalewski, nie zmieniło się, a temat alkoh0lu jest wciąż normalizowany. A nawet jeśli mówimy o pewnych niuansach, to nagminnie zapomina się o rzeczywistych jego ofiarach.
No a poza tym “Latawiec” to po prostu genialny kryminał. Polecam jak nie wiem co!
Czy historię w której głównym bohaterem jest Ugne Galant trzeba długo i rozwlekle opisywać? Nie Czy czwartą książkę spod pióra Przemysława Kowalewskiego trzeba chwalić? Tak Czy lubię przemierzać ulice Szczecina lat 70-tych XX wieku wraz z bohaterami? Zdecydowanie tak. Tym razem będziemy mierzyć się z problemem alkoholizmu, który jak wiemy i głównemu bohaterowi nie jest obcy. A tytułowy Latawiec nie jest tym puszczanym na niebie, a oznacza człowieka który lekko żyje. Przemysław Kowalewski kolejny raz udowodnił, że potrafi stworzyć historię od której trudno się oderwać Poruszanie tematów trudnych i stworzenie z nich kryminalnej zagadki też nie stanowi dla autora problemu.
"Latawiec" to historia w której alkohol leje sie litrami, papieros odpalany jest od papierosa, dziecięca krzywda wypełnia każdą przestrzeń. Przychodzi jednak w tej historii takich moment, że pojawia się "Łowca Latawców" i według tylko sobie znanego klucza eliminuje tych których świat kończył się na flaszce wódki. Jego znakiem rozpoznawczym jest plastelinowy wazonik z filloletowym krokusami w środku oraz wypełniony kieliszek. A krokusy to znak trzeźwości i przebudzenia. ,Tracą życie ci którzy nie szanowali życia swoich bliskich. Kto odpowiada za tą wendetę? Kto wymierza sprawiedliwość? Znalezieniem odpowiedzi na te pytania zajmie się oczywiście Ugne, sam niestroniący od procentów. Jednak jak zwykle jego zamroczony umysł okaże się na tyle trzeźwy, że doprowadzi sprawę do końca. Choć nie bedzie to łatwe i bezbolesne, bo przecież nie ma Baśki. Da jednak radę, zwalczy swoje demony i ruszy naprzód. Choć odkrycie kto jest "Łowcą latawców" nie zajęło mi dużo czasu to nie odebrało mi to przyjemności doczytania książki do ostatniej kropki. Jak już wspomniałam uwielbiam być oprowadzana przez Przemysława Kowalewskiego po Szczecinie, uwielbiam to jak autor dopracowuje swoje powieści w każdym calu, zwraca uwagę na problemy które były i są wśród nas. Nie boi sie zaserwować nam książki mrocznej, opiekającej brudem, bardzo emocjonalnej, a jednak utrzymanej w duchu współczesnego kryminału, dajciej przyjemność z czytania. Dla mnie takim najbardziej emocjonalnym fragmentem "Latawca" jest rozmowa księdza z młodzieżą, który uważa, że ich dorastanie w cieniu ojca alkoholika, czyli życie w strachu, biedzie, z bólem psychicznym i fizycznym nic nie znaczy wobec cierpienia Jezusa. Nigdy nie zrozumiem, nie pojmę i nie zaakceptuję umniejszania cierpienia dzieci wobec cierpienia osoby dorosłej, niezależnie kim ona była czy jest. Świetna książka, szczerze polecam.
„Latawiec” jest dziełem wyjątkowym, powieścią, która nie tylko intryguje złożoną fabułą, ale również fascynuje głębią psychologicznych studiów i sugestywną atmosferę lat 70. Choć książka ta mogłaby uchodzić za kryminał, z każdym kolejnym rozdziałem odsłania się przed czytelnikiem jako dzieło znacznie bardziej wielowymiarowe – przesiąknięte symboliką, rozważaniami egzystencjalnymi i refleksją nad naturą ludzkiego zła. Autor, przez pryzmat głównego bohatera, zabiera nas w świat pełen półmroku i tajemnic, gdzie demony przeszłości ścierają się z brutalnymi realiami codzienności.
Autor fenomenalnie wplata specyfikę PRL-owskiej codzienności, w której życie toczy się między uciążliwą biurokracją, niskimi standardami życia, a atmosferą podejrzliwości i zaszczucia. Szczecin zyskuje w tej książce swoją niepowtarzalną tożsamość – jako miasto ponure, przesiąknięte grozą, które jednocześnie fascynuje i odpycha. Przestrzenie miasta tworzą dodatkową warstwę opowieści, ukazując jak realia polityczne i społeczne tamtego okresu wpływają na życie zwykłych ludzi. Szczecin jest miejscem, gdzie prawda jest głęboko zakorzeniona w ciemności, a każda tajemnica wydaje się mieć swój złowieszczy cień.
Styl autora łączy poetycką wrażliwość z brutalnym realizmem, co sprawia, że książka jest nie tylko powieścią kryminalną, ale też literacką ucztą. To proza, która działa na wyobraźnię, zmusza do myślenia i budzi emocje. Opisy mroku miasta, przytłaczającej atmosfery melin, czy delikatne refleksje nad naturą człowieka sprawiają, że książkę tę czyta się z rosnącym napięciem, jakby za każdą stroną kryła się tajemnica, której poznanie zmieni nas samych.
Kiedy zbliżamy się do zakończenia, napięcie osiąga apogeum, a czytelnik zostaje postawiony przed trudnymi pytaniami o winę, karę i przebaczenie. Nie znajdziemy tu satysfakcjonującego zakończenia w konwencjonalnym sensie – autor oferuje raczej emocjonalne i filozoficzne katharsis, które pozostawia nas w refleksji nad moralnym dylematem bohatera. To zakończenie, które odrzuca banalność i bezwzględnie konfrontuje nas z ciemnością – tak Galanta, jak i każdego, kto kiedykolwiek musiał zmierzyć się z samym sobą.
te krokusy ocaleniem nadzieją ku trzeźwości te kwiaty wyzwoleniem ucieczką z ciemności
kochana siostrzyczko w dłoni latawiec miałaś kochana siostrzyczko ty tylko żyć chciałaś
on strach głęboki czuje on bez niej nie potrafi żyć wódką cierpienie maskuje w niej tylko potrafi się skryć
Kolejny dzień. Kolejny łyk. Kolejna butelka. Potem do domu wraca. A dzieci patrzą. Słuchają. Boją się. Modlą. Obok mama z różańcem. By tato wyzdrowiał. I przestał pić. Ale on nie przestanie.
Szemrane zaułki Szczecina 70. lat. Takie ciemne. Takie mroczne. Takie brudne. Jak dusze ludzi. Zniszczone. Pokonane. Mętny wzrok osnuty alkoholem. Jego odór unoszący się po ulicach, domach, rodzinach. Oni nim nasiąkają. On się w nich wżera. Wgryza. Ktoś ich się pozbywa. Latawców.
On żyć musi bez niej. Bez miłości, którą wtedy poczuł. Która odbijała się w jej oczach. Ta poharatana dusza Ugne musi żyć. Ale nie potrafi. Więc ucieka. W wódkę. W zapomnienie. W niepamięć. Ona daje mu wytchnienie. Bez niej nie potrafi istnieć. Kolejny łyk to motywacja. Determinacja zamknięta w butelce. Ulga. Alkohol, który substytutem się staje. Napędza. Tylko na chwilę. Podnosi. Choć za chwilę upadek przyniesie. Odbiera pamięć. Kruszy ją. Rozbija. Niszczy. Ale śledczy nos porucznika nie zawodzi. Gdy poczuje trop, nie odpuści. Brnie do przodu. I węszy.
Mrok ubrany w nadziei kolory. W fioletową poświatę. Bo to przecież krokusy. W nich trzeźwości nadzieja. Demony przeszłości utkane tęsknotą i bólem wypełzają z ciemności. Byle ich nie czuć. Byle od nich uciec. Od myśli. Wspomnień. Zemsta obleczona w krzywdę. W utratę. Trzeba się ich pozbyć. Tych, którzy zawinili. To wszystko w klimacie głębokim. Prawdziwym. Rzeczywistym. To wszystko w emocjach poruszających. Wrzynających się w serce. Intensywnych. Autor po raz kolejny udowadnia, jaką jego słowo pisane ma moc przekazu. Polecam.
„Latawiec” zachwycił mnie fabułą i klimatem, co było dla mnie niemałym zaskoczeniem, dlatego że jakoś średnio lubię się z czasami PRL-u, a tutaj po prostu wsiąkłam w świat wykreowany przez autora i naprawdę dobrze się w nim odnalazłam. Dodatkowo po prostu uwielbiam pióro pana Przemysława. Czytało mi się to świetnie, czułam się odprężona, nie chciałam tej książki odkładać i bawiłam się naprawdę przednio. To świetna rozrywka, która zapewni Wam niezły rollercoaster emocji. Już od samego początku czułam się wręcz oszołomiona tą historią, prolog był mocny i dający do myślenia, brutalny ale i zaskakujący. Pisarz kapitalnie wodzi czytelnika za nos, do samego końca nic nie jest takie jak się wydaje, całość jest nieoczywista, skomplikowana niczym łamigłówka, żeby ją rozwiązać potrzebujecie podpowiedzi. Ostatnio polubiłam się niezwykle z polskimi powieściami i pisarzami i zaczynam doceniać polskość przelaną na karty powieść. Ta książka zdecydowanie jest przesiąknięta tym co w naszym narodzie najgorsze u najsmutniejsze, problem alkoholizmu dotyka naprawdę wiele osób, autor przedstawił go z tej najgorszej strony, co daje do myślenia. Moment, w którym ludzie są w stanie zrobić wszystko w zamian za butelkę wódki przeraża czytelnika i sprawia, że włos się jeży na głowie. Mam wrażenie, że autor chce nam wiele przekazać przez tę powieść. To historia rozbitych rodzin, trudnych relacji i brudnych czasów komuny. Mnie zachwyciło w tej pozycji naprawdę wiele - rozpoczynając od pióra autora, po kreacje bohaterów, pomysł na fabułę czy sposób w jaki autor maluje rzeczywistość. To dobra pozycja, która zadowoli fanów kryminałów oraz koneserów dobrych, mocnych lektur.
Słuchałam wszystkie wcześniejsze książki @przemyslawkowalewski.autor Bardzo się ucieszyłam, gdy niespodziewanie przyszła do mnie najnowsza, czyli “Latawiec”.
W 1976 w Szczecinie dochodzi do paru wypadków śmiertelnych. Każdą z ofiar łączą tajemnicze przedmioty odnalezione na miejscu każdego ze zdarzeń oraz sposób w jaki zginęły ofiary. Do sprawy przydzielony zostaje Ugne Galant. Niestety okazuje się, że milicjant znał każdą z ofiar oraz na miejscu zdarzeń zostają odnalezione ślady zostawione przez niego. Galant będzie musiał zmierzyć ze swoją przeszłością.
Wcześniejsze książki podobały mi się, a i na tej nie zawiodłam się. Kolejny raz przedstawione zostało cierpienie dzieci i jak zwykle poruszyło mnie to bardziej niż inne historie.
Byłam ciekawa kto urządził polowanie na “latawce”, ale autor tak pokierował fabułą, że do końca nie rozwiązałam tej zagadki. Chociaż coś tam przeczuwałam, ale nie stawiałam na takie zakończenie.
Muszę przyznać, że lubię takich popapranych bohaterów. A takim jest Ugne Galant. Chociaż w prawdziwym życiu nie chciałabym mieć z nim do czynienia 🤭
Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autora, jestem ciekawa co tym razem dla nas szykuje.
Bardzo ciekawa i wciągająca historia. Świetnie napisana. Zwraca uwagę na temat, którego nie chcemy widzieć - otaczający nas alkoholizm i współuzależnienie - cierpienie rodzin alkoholików.
Przemysła Kowalewski ze swoim debiutem szturmował półki księgarń, a z każdą kolejną powieścią było widać dosłownie na każdej stronie książki, że rozwija swój warsztat pisarski. "Latawiec" jest czwartym tomem serii z komisarzem Ugne Galantem w roli głównej. Czytać wypadałoby w odpowiedniej kolejności, ale jak ktoś przez przypadek zacznie losowo, a później będzie nadrabiać, to też będzie w porządku.
Jak na kryminał przystało na początku pojawia się trup. Doszło do zgonu lokalnego pijaka. Wszystko mogłoby wskazywać na wypadek, ale śledczy mają wątpliwości. Gdy pojawia się kolejne ciało, już ich nie mają. Podejrzewają, że grasuje seryjny morderca o dość oryginalnym pomyśle na to, kogo się pozbywać z tego świata.
Jednocześnie podążamy krokiem komisarza Galanta, który także ma problem z alkoholem, jak spora ilość podobnych postaci w literaturze kryminalnej. Tutaj jednak mamy rok 1976, Szczecin i ten czas, gdy alkohol zdecydowanie był akceptowalny w domach, a nawet przemoc czy złe warunki na porządku dziennym bez perspektyw na to, że może być lepiej.
I po raz kolejny, już czwarty raz śledzimy poczynania głównego bohatera, którego naprawdę da się lubić, a jednocześnie czuć ogromną niechęć, może nawet obrzydzenie do jego podejścia do życia i pracy. Jednak nie jest tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać wiec w pewnym momencie przychodzi chwila, w której zaczynamy mu współczuć.
Opowieść ta jest brutalnie prawdziwa, jest w niej masę bólu i cierpienia, a wpleciona została w ramy kryminalne, gdzie śledztwo jest jednym z najważniejszych elementów, ale czy najważniejszym?
Całość wywołuje taki ogrom emocji, że ciężko się później patrzy na okładkę, a kaca czytelniczego leczy dość długo. Natomiast prawda jest taka, że Kowalewski nas do tego przyzwyczaił i obawiam się, że ten natłok emocji i jego może przytłaczać.
Podsumowując, to świetny kryminał, gdzie postać głównego bohatera mimo, że schematyczna, to stworzona tak, że aż chce się za nią podążać, a każda jedna scena porusza struny w duszy czytelnika. Czyż nie o to właśnie chodzi w pisaniu książek? Aby poruszać czytelników do szpiku kości?
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Filia.
Latawiec to zabawka puszczana na sznurku w powietrze, ale także według wierzeń ludowych latający zły duch. Potocznie zaś, to człowiek, który lubi przebywać poza domem, wałęsać się, latać z miejsca na miejsce. Wiele różnych znaczeń, które Przemek Kowalewski połączył w jedną historię w swojej najnowszej premierze “Latawiec”.
Każdy kolejny tom o Ugne Galancie to, choć połączona postaciami i przeszłością, zupełnie inna historia oraz inna tematyka, która stanowi motyw przewodni kryminału. W poprzednich częściach spotkaliśmy się z diabelskimi rytuałami, korupcją w państwie i ra$izmem czy problemami nieletnich z domów dziecka. Tym razem Autor wziął na tapet dysfunkcyjne rodziny, w których alk0hol stanowi trzon codziennego funkcjonowania. Najsmutniejszym jest jednak fakt, że niektóre z wydarzeń opisanych w tym tytule bazują na prawdziwych wydarzeniach, jedynie przeniesionych z innych regionów Polski i innych czasów do Szczecina lat 70. To tylko pokazuje jakiego ponadczasowego problemu podjął się Przemysław, a także jak bardzo niewiele nadal jest robione w tym temacie.
Jako że jest to kryminał, nie mogło zabraknąć zmyślnie skonstruowanej intrygi, w którą wplątany jest sam Ugne Galant. Wiele poszlak wskazuje, że to nasz główny bohater stoi za sprawą badanych m0rd3rstw, co jeszcze bardziej podsyca atmosferę dążenia do rozwiązania zagadki. Po raz kolejny musimy również podkreślić ogromną autentyczność powieści: milicjanci czy pracownicy służby bezpieczeństwa nie gryzą się w język, są brutalni, wybuchowi i po prostu do bólu szczerzy, dzięki czemu łatwiej jest nam się przenieść na miejsce akcji.
“Latawiec” to kolejny świetny tytuł, który jeszcze bardziej utrzymał nas w przekonaniu, że po książki Przemka Kowalewskiego możemy po prostu sięgać w ciemno, co i Wam bezwzględnie radzimy!