Opowiem Ci o mojej ostatniej podróży, jeszcze z poprzedniego roku, do Krakowa.
Oprócz wycieczki do konkretnego miasta, odbyłam również podróż w czasie, ponieważ fabuła książki Mosty na Wiśle prowadzi czytelnika do roku 1939, czasów wojennych, w których żyła Hania, czasu koszmaru, pełnego przemocy, żalu, smutku i straty oraz do roku 1993. Tu głównym bohaterem jest Walenty, prowadzący śledztwo dotyczące śmierci, nie jednej… a w to wszystko wplątana została historia sztuki. Waluś, człowiek pełen „dziwactw”, który próbuje z nimi walczyć. Pasjonat historii, człowiek bardzo zamknięty w sobie, człowiek, którego dogania przeszłość…
To nie jest bezpieczna przeprawa, pełno tu niebezpieczeństw, mrocznych zaułków, szarości, tajemnic sprzed lat, cierpienia i historii, o której nikt nie chciałby pamiętać. Jednak nie można tego wymazać, to co wydarzyło się w czasach okupacji wybrzmiewa coraz głośniej. HIstoria ludzi, zaginionych dzieł sztuki, konsekwencji tamtych lat, tęsknoty, miłości a może jej braku brzmi coraz głośniej i głośniej…
Autorka doskonale przeprowadza czytelnika przez dwie linie czasowe, a ten do samego końca nie jest pewien czego może się spodziewać. Finał historii wszystko wyjaśnia, scala fabułę, jak most dwa brzegi. Tu wszystko wydaje się być tak bardzo realne i przytłaczające, ale warte poznania. Czytając tę książkę uświadomiłam sobie, że nie wiem za wiele o Krakowie z czasów II wojny światowej… Dziękuję za tę lekcję. Za nakreślenie obrazu tej strasznej rzeczywistości. Jeśli miałabym wskazać czego mi zabrakło w tej historii to wskazałabym tylko na aspekt historycznosztuczny. Jako miłośniczka tej dziedziny chciałabym jej więcej, ale i tak cieszę się niezmiernie z faktu, że ten temat, kradzionych, utraconych dzieł sztuki, został poruszony.
Choć to historia pełna niepokoju, żalu, tragedii to kroczyłam przez nią z wielką ciekawością i zainteresowaniem. Kolejny raz świat wykreowany przez @irenamalysa_autor mnie pochłonął.