Na poznańskim cmentarzu ktoś otworzył grób i sprofanował pochowane w nim szczątki. Czaszkę przeniósł między nogi denatki, a w klatkę piersiową wbił dwie zaostrzone kości.
O sprawie zostaje powiadomiona policja. Na prośbę podkomisarz Natalii Turkot do akcji wkracza Krystian Feusette, wybitny antropolog sądowy, który kilka lat wcześniej pomógł złapać długo nieuchwytnego Złodzieja Czaszek z Pomorza. Wkrótce do podobnego zbezczeszczenia zwłok dochodzi na kolejnym cmentarzu. Okazuje się, że znalezione kości należą do dawnych członkiń poznańskiego kowenu wicca. Wszystko wskazuje na to, że to nie koniec tego typu profanacji, a tajemniczy sprawca stanowi zagrożenie również dla żywych.
Rozpoczyna się wyścig z czasem. Feusette i Turkot, wspierani przez doświadczoną archeolożkę, muszą zmierzyć się z zagadką, która dzień po dniu okazuje się coraz bardziej złożona. Czy odkryją prawdę ukrytą w ciemnościach przeszłości?
Lubię klimat, poznański sznyt, pomysł na bohatera i zbrodnię. Nie lubię nadmiaru bohaterów i rozmemłania intrygi w końcowej fazie. Czekam na kolejne części
Pierwsza część serii z antropologiem sądowym o francuskim nazwisku, który pomaga rozwikłać sprawę naśladowcy, który rozkopuje groby na cmentarzach. Podczas śledztwa natrafia na wątki związane z kultem wicca i współczesnymi „czarownicami”. Ciekawe, dobrze się czytało, choć miałam wrażenie, że tych czarownic było ostatecznie zbyt dużo w otoczeniu głównego bohatera.
Książka o elektryzującym tytule już na samym początku sugeruje z czym będziemy mieli tutaj do czynienia. Poznajemy antropologa sądowego … Fausetta, który zostaje poproszony o pomoc w sprawie bezczeszczenia i znieważania ludzkich szczątków. Ktoś odkopuje je w grobach i układa w sposób, który może świadczyć o pochówkach antywampirycznych. Początkowo śledztwo wydaje się bardzo trudne, gdyż na cmentarzach nie ma monitoringu, a motywy sprawcy są zupełnie niezrozumiałe i ciężkie do wykrycia dla zespołu policjantów pracujących nad tą sprawą.
Autor jednak funduje nam tutaj historię opowiadaną w dwóch ramach czasowych, więc razem z nim odkrywamy powoli tajemnice bohaterów i układamy powoli tą układankę w jedną całość. Bardzo lubię takie zabiegi w książkach.
Bohaterowie są zróżnicowani i każdy z nich zostawia w tej historii ważny element, bez którego całość posypałaby się jak domek z kart. Niesamowicie pokręcone relacje ludzi, których pozornie nic ze sobą nie łączy. Charakter, mrok i tajemnica – to ich główne cechy.
Akcja toczy się wartko, bez zbędnego rozwlekania opisów i pobocznych historii powiązanych z głównym tematem powieści. Dowiadujemy się co nieco o strzygach, wierzeniach ludowych, czarownicach, co nadaje tajemniczości książce. Tropy, które zostawia nam Autor nie są oczywiste i prowadzą nas początkowo w same ślepe uliczki, tylko po to żeby za chwilę zafundować nam taki zwrot akcji, że potrzebujemy chwilę aby w ogóle zorientować się co tutaj się właśnie wydarzyło.
Pióro autora jest lekkie, przystępne, bez zbędnych ozdobników, które czasami lubią wprowadzić chaos podczas czytania i wybić mnie z rytmu.
Zakończenie sztos. Wszystko cudownie złożyło się w całość, nie znalazłam ani jednego elementu, który nie do końca mi pasował do reszty. Bardzo przemyślana historia i bardzo umiejętnie przelana na papier. I jeszcze końcówka, która zostawia furtkę do kontynuacji, która będzie i to jak najszybciej 😊
zanim ciało w proch się obróci i zniknie ostaną się kości i nie ucichnie ich szept, głos i krzyk nie zamilknie prawda o życiu wśród czerni nie zginie
trząść będzie się dusza i krzyczeć za przeszłością za ciemnością pełną zła! to była krzywda, co zraniła! rodzinę skrzywdziła! i tylko serce pamięta a dusza za nim się plącze w nim tęsknota zamknięta o przyjacielu wspomnienie drżące
szczątki czarownic w grobie schowane to Strzyga jak demon nadchodzi w przeszłości bólu się rodzi serce widziało ulatujące z nich życie z bólu konało cierpiało skrycie przez dni przez lata łkało i drżało...
wiedźmy krzyk cierpienia wysoko się unosił te bestie bez sumienia o litość tak bardzo prosił
Umieramy, ale to nie koniec. Dusza gdzieś płynie. Dalej. Wyżej. Reszta tutaj zostaje. By rozpaść się. Zgnić. Rozłożyć na cząstki. I tylko kości zostaną. Po nas. Za nas. Przez nas. Opowiedzą naszą historię. Będą naszą bramą do prawdy. Śladem naszego istnienia. Że ktoś był. Że ktoś żył. Świadkiem człowieczego losu będą. Znakiem żywota. Niewiecznego.
Weszłam w ten czerni klimat i utknęłam tu. Wtedy, w latach 70. Dreptałam za przyjaźnią dwójki chłopców. Tak piękną i lekką. Prawdziwą. Widziałam odebrane oddechy. Z odrazą! Z nienawiścią głęboką! Bo to wiedźma! Ona zesłała na nich plagi! Chore urojenia. Spaprane złem umysły. Pogarda lała się z nich jak posoka. A ręka nie zadrżała. Nie było wyrzutów. Cała rodzina odeszła. Zniknęła. Teraz wybrzmi prawda. Przez kości. Za tamte winy. Za niewinność utopioną we krwi. Za drżący przed oczami obraz, który prześladuje. Za jedynego przyjaciela. Za Staśka.
Wszystko jest w tej książce, co chwytam. Przejmująca historia sprzed lat, co szepce smutkiem. Emocje, które wczepiają się mocno. Klimat ciemny i gesty jak smoła, że aż warstwy pod skórą dreszczem się pokrywają. Jest też Krystian Feusette, antropolog sądowy. Który drąży i szuka prawdy. A sam niesie na barkach swoją traumę. Jest mrocznie i pięknie. Moja dusza nakarmiona jest po brzegi. Polecam bardzo.
Strzyga to powieść bardzo bogata, ponieważ skutecznie połączyła elementy grozy, kryminału i mitologii słowiańskiej, dzięki czemu tworzy klimat przepełniony atmosferą niepokoju. Powieść od początku intryguje tajemnicami i stopniowo wciągała mnie do swojego klaustrofobicznego świata.
Ksycki kupił mnie dbałością o szczegóły i to zarówno w zakresie scenerii jak i opisem lokalnych wierzeń. Cała ta otoczka świetnie buduje nastrój tajemnicy i napięcia, co przekłada się na tworzenie poczucia grozy nie tylko przez wydarzenia, ale właśnie te opisy.
Doceniam konstrukcje bohaterów, ponieważ ich złożoność zdecydowanie nadała im charakteru i jakiejś psychologicznej głębi i co dla mnie ważne Krystiana zwyczajnie polubiłam. Bardzo korzystnie na powieść zadziałało wprowadzeni tytułowej „Strzygi”, która znacznie wzbogaciła historię, ale zarazem jest bodźcem do zastanowienia się nad naturą człowieka i zwyczajnymi ludzkimi cechami jak poczucie strachu, wierzeniami, przesądami, a także desperacją, które mogą doprowadzić do tragicznych konsekwencji.
Bardzo odpowiadało mi tempo i rytm wydarzeń, ponieważ wszystko dzieje się stopniowo, ale nie ma w tym dłużyzn i czułam taki naturalny tok wydarzeń. Autor umiejętnie dodaje nowe wątki, które zazębiają się z innymi i finalnie dają bardzo ciekawy i zaskakujący obraz. Muszę jednak przyznać, że momentami powieść jako całość bywa nieco zbyt przewidywalna.
Mnie „Strzyga” wciągnęła, trzymała w napięciu i niejednokrotnie zmusiła mnie do zajrzenia w mroczne zakamarki ludzkiej duszy i świata, który wydaje nam się znany, a mimo to ciągle zaskakuje.
Recenzja w ramach współpracy z Wydawnictwem Prozami
„Telepata” był w mojej opinii tak rewelacyjnym debiutem, że z dużą niecierpliwością oczekiwałam na kolejną książkę Adriana Ksyckiego. Oto nadeszła „Strzyga” początek serii kryminałów z antropologiem Krystianem Feusette'em.
Akcja powieści rozgrywa się w Poznaniu i jego okolicach, i dotyczy profanacji zwłok na miejscowych cmentarzach. Kto to robi i dlaczego? Na te pytania odpowiedź znaleźć musi policja, a w szczególności podkomisarz Natalia Turkot, która liczy na wsparcie antropologia sądowego Krystiana Feusette.
Strzyga to słowiańskie określenie wampira, a tutaj pseudonim głównego antagonisty. Antywampiryczne pochówki miały na celu ochronę przed zmarłymi, którzy mogli się weń przeistoczyć. Obecnie szokująca wydaje mi się myśl, że kiedyś wierzono w ich istnienie. Prawdą jest, że to niezwykle fascynująca tematyka, a kto nie czytał lub nie widział Sagi Zmierzch, niech pierwszy rzuci kamień. Dlatego też każdy etap śledztwa w tej sprawie budzi ekscytację, a gdy okazuje się, że zbezczeszczone zwłoki należą do byłych członków kowenu wicca (zrzeszenie czarownic i czarowników), moje zainteresowanie gwałtownie wzrasta. Uwielbiam antropologię i intryguje mnie fakt, jak wiele można wyczytać z kości. Akcja toczy się dwutorowo oprócz dochodzenia mamy jeszcze wgląd w teraźniejsze, jak i przeszłe losy naszego złoczyńcy, co pozwala nam być o krok przed policją. Autor doskonale potrafi utrzymać naszą uwagę, stwarzając atmosferę tajemnic, które zapragniemy odkryć.
Na poznańskim cmentarzu zostaje otwarty grób, mało tego, czaszka denatki została przeniesiona pod nogi, a w klatkę piersiową wbite zaostrzone kości. Sprawę prowadzi podkomisarz Natalia Turtkot, a na jej prośbę dołącza antropolog sądowy Krystian Feusette. To on, kilka lat temu, pomógł znaleźć Złodzieja Czaszek z Pomorza. Szybko dochodzi do kolejnego zbeszczeszczania zwłok na innym cmentarzu. Okazuje się, że ofiarami są członkinie poznańskiego kowenu wicca...
Po książkę postanowiłam sięgnąć w formie audio, tym bardziej, że czyta @filip_kosior I muszę przyznać, że na początku jakoś nie mogłam wczuć się w tę historię. Czasami gubiłam wątek. Ale im dalej, tym bardziej zaczynałam interesować się tą książką.
Przyznam szczerze, że bardzo zaintrygował mnie wątek współczesnych czarownic.
Historia w tej książce przedstawiona jest z dwóch perspektyw, śledczych, jak i samego sprawcy. I mimo, że od początku znany jest sprawca, to nie nudziłam się.
Autor co chwila zdradza tajemnice z przeszłości jak i teraźniejszości. Bardzo byłam ciekawa co się kryje za zachowaniem sprawcy.
Bardzo podoba mi się postać antropologa Feusetta, cieszę się, że ma to być seria z tym bohaterem, a nie tylko jednotomówka.
Mam tylko nadzieję, że długo nie będzie trzeba czekać na jego dalsze losy 😁
Mimo, że sam początek książki mnie nie zachwycił, to całość wyszła naprawdę genialnie.
Historia o której chce Wam opowiedzieć dzieje się właśnie w Poznaniu, a dokładniej na poznańskim cmentarzu. Otwarty grób, zbeszczeszczone szczątki, czaszka zmarłej między jej nogami a w klatkę piersiową wbite dwie kości, taki widok zastaje policjantka Natalia Turkot kiedy zostaje wezwana na cmentarz. Wkrótce kolejny grób zostaje w ten sam sposób potraktowany. Policjantka angażuje w śledztwo znanego antropologa. Okazuje się, że zagrożone są też żywe osoby, sprawca poluje na tajemniczy konwent kobiet. Zaczyna się wyścig z czasem i poszukwianie sprawcy. Historia dzieje się w dwóch przestrzeniach czasowych co pozwala bliżej jej się przyjrzeć, poznać rytuały, wierzenia, fascynacje konwentem Wicca. Dzięki temu zabiegowi autor też delikatnie naprowadza na pobudki którymi kieruje się sprawca. Akcja dzieje się szybko nie ma tu miejsca na nudę, a ilość informacji o czarownicach i ich obrzędach jest jak najbardziej na plus bardzo mnie ten wątek zafascynował i dowiedziałam się też czym jest tytułowa Strzyga. Nie jest to w żadnym razie książka z gatunku fantastyki. To moje pierwsze spotkanie z autorem, niezwykle udane, chociaż podobno najlepsze dopiero przede mną. Oczywiście jako okładkową srokę przyciągnęła mnie szata graficzna i najpierw właśnie w tym przepadłam, zanim zatraciłam się w treści. Polecam, warta przeczytania
Książka jest co najwyżej przeciętna, a fabuła bardzo przewidywalna. Autor tak bardzo zainspirował się zbrodnią połaniecką, że w zasadzie nie było sensu czytać dużych fragmentów powieści, bo z góry było wiadomo kto, co i dlaczego. Dołóżmy do tego bardzo dziwnie poprowadzony wątek traumy głównego bohatera, którego momentem kulminacyjnym jest rozmowa dosłownie zerżnięta z Harrego Pottera, to już w ogóle mamy jedną wielką kliszę. Normalnie ciary żenady przechodzą, kiedy autor kryminału postanawia ukraść kwestie Albusa Dumbledore’a. Nie wiem, czy pan Ksycki chciał w ten sposób puścić oko do swoich czytelników, czy po prostu skończyły mu się pomysły na rozwiązanie wątku. Liczyłam na dużo więcej sięgając po tę książkę, zwłaszcza że akcja toczy się „pod moimi oknami”. Nie skreślam jeszcze tej serii i liczę, że kolejna część pozytywnie mnie zaskoczy.
Nie umiem ocenić książki w oderwaniu od jej wydania. I tu wydawnictwu Prozami podziękuję, nigdy więcej. To, że autor robi błędy lub pisze czasem niezgrabnie, jest akceptowalne, jego zadanie jest inne. Ale redakcja bierze kasę za poprawienie tych błędów, wyłapanie nieścisłości, potknięć, wygładzenie tego tekstu. Nie notowalam wszystkiego, w którymś momencie już tylko brnęłam do końca, starając się nie analizować każdego zdania, a skupić na treści:
"Nogi naciskały na pedała." "Upuściła siatkę, tucząc zielony znicz." "Miałam dość podążania zgodnie z regułami patriarchalnego świata." (Podąża się za, można postępować zgodnie z). "Jedynie dziesięć procent ludzi posiadało taki guzek. Szansa, że znajdzie się druga osoba o podobnych uszach z tym samym zgrubieniem była nikła, wręcz zerowa". (10% to wręcz zero???). "Jego nozdrza ukuł ciężki, dławiący zapach."
I tak dla mnie kończy się przygoda z tym autorem. Niekoniecznie z autora winy.
Jak dla mnie ta książka dostaje 4,5 gwiazdki. Bardzo fajny kryminał dosyć szybko się go czyta/słucha. Podobało mi się że historia była opowiadana z kilku perspektyw plus również za przenoszenie się w przeszłość aby później wszystko się zgrało w całość. Jeżeli chodzi o historię morderstwa w wigilię kojarzy mi się ona ze zbrodnią połaniecką, przynajmniej takie miałam pierwsze skojarzenie. Bardzo polecam tą książkę. Tu przeszłość przeplata się z teraźniejszością i pokazuje że za zbrodnie z przeszłości też się płaci.
Historia nieco odrealniona, trudno w nią uwierzyć i się wczuć odpowiednio. Bardzo podobały mi się nawiązania do wiedźm, mitologii itd. (chociaż sam temat postaci "strzygi" mocno pominięty, co wywołało lekki zawód). Bohaterów nie poznajemy wcale, są tu jedynie powłoką bez osobowości. Słuchałam w formie audiobooka i ciężko było się połapać w zmianach scenerii.
Nieco przewidywalna, jednak dobrze napisana. Trzyma miejscami w napięciu i człowiek dobrze się bawi. Słabo opisana praca policji, ale na plus dobrze opisana topografia Poznania.