Ezra Hardy, milioner, hodowca koni i do tego kowboj, najlepiej zna się na wydawaniu pieniędzy i zdobywaniu serc kolejnych kobiet. Wkrótce w jego życiu zajdą jednak spore zmiany. Aby wygrać zakład z River Kay, trafia na jej ranczo. Tam czeka go wiele niespodzianek.
W Bluey’s Ranch rządzi kowbojka z krwi i kości, którą Ezra postanawia natychmiast zdobyć – i daje sobie na to maksymalnie tydzień. Szybko się okazuje, że Riv nie tylko nie jest zainteresowana jego marnymi próbami podrywu, lecz także bardziej skupia się na koniach niż na przystojniaku w białym stetsonie.
Dla Ezry to oznacza jedno – wyzwanie, i to być może pierwsze w jego życiu.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Pisarka niebanalna, bezkompromisowa, odważna. Zakochana w słowach, uzależniona od dobrych powieści - szczerych, trudnych, pozostających w pamięci na długo. Prywatnie zwariowana mama dwójki dzieci, oddana żona strażaka i polonistka z pasją.
Kiedy zajdzie słońce jest historią, którą miałam możliwość poznać podczas czytania jej na Wattpadzie. Już wtedy mi się spodobała i wyczekiwałam kolejnych rozdziałów. Powrót do tej historii na papierze był bardzo udaną przygodą. Skradła ona jeszcze bardziej moje serce. A powrót do historii River i Ezry i do miasteczka Horseshoe Bay. Był jak znalezienie się w swoim ulubionym miejscu.
River Kay jest postacią z którą bardzo się polubiłam. Czytając jej perspektywę udało mi się jeszcze bardziej z nią zżyć. Dzięki czemu zrozumiałam dlaczego postępuje tak a nie inaczej. Jest ona silną bohaterką bo zmusiło ją do tego życie. Nie pokazuję swoich słabości i zakłada maski. Nawet jeśli chciałaby się poddać i powiedzieć jak wszystkiego ma dość nie robi tego. Ma swój cel i wie, że nie może odpuścić bo farma jest dla niej niezwykle ważna. To właśnie z tego miejsca ma zarówno te najpiękniejsze wspomnienia, ale nie tylko. Przede wszystkim to jej miejsce na ziemi. To właśnie tam czuję się najlepiej i nie mogłaby odpuścić. To nie byłoby w jej stylu.
Ezra Hardy to milioner, który w wyniku zakładu trafia do małego miasteczka. Jest przekonany, że bardzo szybko uda mu się zdobyć właścicielkę. Nie spodziewa się jednak, że to nie będzie takie proste. Oraz, że River wie o tym zakładzie i nie będzie mu niczego ułatwiać. A wręcz przeciwnie zrobi wszystko by jeszcze bardziej uprzykrzyć mu życie. Polubiłam jego postać. Od początku wzbudził we mnie sympatię i swoimi czynami sprawił, że z każdą kolejną stroną roszla miłość do jego osoby. I utwierdzał mnie w przekonaniu jak wielkie serce ma. I ile jest w stanie zrobić dla osób, które są dla niego ważne.
Relacja głównych bohaterów rozwijaja się powoli bez zbędnego przyspieszania. Wszystko działo się wręcz naturalnie. Ogromnym plusem jest to, że uczucie między głównymi bohaterami nie pojawiło się od razu. A rozwijało się powoli. Dzięki czemu mogliśmy poznać ich jeszcze bardziej. Dowiedzieć się o nich wielu rzeczy. Jestem oczarowana tym w jaki sposób mężczyzna myślał o River. Niejednokrotnie czułam motylki w brzuchu. Czułam również ogromne rozczulenie w niektórych momentach. Nie brakowało też momwrow w których wzajemnie sobie dogryzali. Powodowało to u mnie szeroki uśmiech i wiele śmiechu. Widać było też, że ich do siebie coś ciągłego. Jednak nie pozwolili temu czemuś pojawić się od razu. Widoczna była zmiana u głównej bohaterki. Widać było, że powoli jej maski ulegają pęknięciom. Coraz bardziej zdawała sobie sprawę, że nie musi być ze wszystkim sama. Pokazanie słabości nie było niczym złym. A proszenie o pomoc osób, które chcą dla nas jak najlepiej nie jest niczym złym. I zrzucenie ciężaru z barków nie czyni nas słabymi.
Życzę każdemu z nas kogoś takiego jak Ezra, który codziennie pokazywał River jak ważna dla niego się stała. Jak pokazywał na każdym kroku dziewczynie, że jest silną osobą. Której szczerze kibicował. Wspierał ją we wszystkim. Nawet jeśli się potykała to stał obok by ją złapać. Nie pozwalał jej upaść. Robił wszystko by czuła się w jego towarzystwie komfortowo. Małymi gestami i czynami pokazywał jak wiele dla niego znaczy i jak jej osoba wniosła wiele do jego życia.
I nawet jeśli pojawiły się przeszkody to nie uciekł. Tylko zmierzył się z nimi. Pokazał jej na nowo jak piękne jest życie. Sprawil, że na nowo uwierzyła w marzenia i w ich realizację. Zaakceptował ją taką jaka była. I to samo zrobiła River.
Nie mogłabym nie wspomnieć o babci głównej bohaterki. Dodała tej pozycji jeszcze więcej wyjątkowości. Gdy tylko się pojawiała uśmiech pojawiał się na mojej twarzy. Życzę wszystkim takiej osoby. Jest to postać niesamowita. Bardzo ją polubiłam i naprawdę jest postać dużo dała całości. Również polubiłam bliskich Ezry widać było jak wspierają się wzajemnie i jak mogli liczyć na siebie w każdej sytuacji.
Cały klimat tej historii mnie w sobie rozkochał. Jestem zauroczona we wszystkich opisach życia na farmie i codzienności bohaterów. Nie umiałam się oderwać od tej pozycji. Nawet nie wiedziałam w którym momencie czytałam epilog. A uwierzcie mi nie chciałam żegnać się z bohaterami.
Jeśli zastanawiacie się czy sięgnąć po tą pozycję to jak najbardziej Was zachęcam. Naprawdę warto. Ja podczas czytania spędziłam naprawdę dobrze czas. Nie brakowalo momentów wzruszeń Nawet pojawiły się łzy. Mimo, że minął jakiś czas odkąd skończyłam ją czytać to wracam do nich myślami i uwielbiam wracać do swoich ulubionych momentów.
recenzja patronacka 🧡 [ współpraca reklamowa z Wydawnictwem Niezwykłym ]
Na wstępie chciałabym podziękować Magdzie, która zaufała mi i wybrała mnie na patronkę „Kiedy zajdzie słońce”. Książka ta jest dla mnie wyjątkowo ważna, bo nie tylko przedstawia piękne wartości jakimi są: rodzina, miłość i przyjaźń, ale również jest to mój pierwszy patronat, pierwsze dziecko, które zawsze będę darzyła wyjątkową miłością. Bardzo się cieszę, że moim pierwszym patronackim dzieckiem została tak cudowna historia. Ta recenzja nie będzie należała do najkrótszych.
Wszystko zaczęło się od pewnego zakładu. Miliarder, hodowca koni, Ezra Hardy zawitał do małej mieściny, jaką jest Horseshoe Bay. Odkąd tylko ujrzał River Kay wiedział, że musi umówić się z nią na randkę. Bezprecedensowa, twardo stąpająca po ziemi oraz silna. Taką kobietą jest nasza River Kay. Ezra, przedstawiając się pod fałszywym nazwiskiem, proponuje dziewczynie pewien zakład. Jeżeli wytrzyma tydzień, pracując na jej farmie, zabierze River na randkę. Kay pewna, że Hardy nie podoła tak ciężkiej pracy, zgadza się na układ. Mężczyzna przeprowadza się na farmę River, gdzie rozpoczyna pracę. Kobieta nie spodziewała się, że „piękny chłopiec” Ezra Hardy jednak nie ma dwóch lewych rąk. Zaczyna dostrzegać w nim coraz więcej zalet, popadając w wątpliwość, czy aby na pewno to ona wygra zakład…
„Kiedy zajdzie słońce” to kolejny tom z kowbojskiego uniwersum Magdy, książkę tę można czytać bez znajomości „Kiedy wstanie świt”, ale oczywiście zachęcam do zapoznania się z obydwoma tomami, aby mieć pełny zarys tych cudownych historii.
Uwielbiam kowbojskie romanse, więc wiedziałam, że pokocham „Kiedy zajdzie słońce”. Relacja Ezry i River była piękna i zdrowa. Ezra nie raz udowadniał, że zrobiłby dla River wszystko. Oraz oczywiście dla jej babci. River ma przeuroczą babcię, z którą mieszka. Miałam wrażenie, że to babcia zakochała się w Ezrze od pierwszego wejrzenia. Cudowna kobieta, która ma swoje zabawne żarciki i wprowadza jeszcze większy komfort do całej historii. Bo taka właśnie jest ta powieść- niezwykle komfortowa i ciepła. Rozgrzeje was w te chłodne dni. Rozgrzeją was również pikantne sceny w wykonaniu pięknego chłopca i River. Książka ma motyw slow burn, ale to taki slow burn, że czytając już nie mogłam wytrzymać z tego napięcia między bohaterami! Ale w końcu River miała swoje zasady co do randek i musiała się ich trzymać. (Przeczytajcie KZS, aby dowiedzieć się, o jakie zasady chodzi.)
W książce występuje motyw age gap, który jest jednym z moich ulubionych! River ma 25 lat a Ezra 35. Dodawało to dynamiki między bohaterami. Ezra nie znał się na panujących trendach, emotikonach, czasem nie widział, co River ma na myśli, wysyłając mu wiadomość. To było przezabawne! No właśnie, książka jest przepełniona humorem. Ezra grzebiący w kozich bobkach, uciekający przed kogutem, czy teksty babci River, wielokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy.
Ezra Hardy wpada do topki moich książkowych mężczyzn. Kocham chłopa. Mistrz Ameryki w rodeo!? Uwielbiam!! Pomagał spełnić marzenia River i był dla niej zawsze, gdy tego potrzebowała. River Kay również jest świetnie wykreowaną bohaterką. Charakterna kobieta, która nie daje sobie w kaszę dmuchać, która jest jednocześnie bardzo wrażliwą osobą. Może charakter odziedziczyła po babci, kto wie?
Pióro Magdy sprawiło, że płynęłam przez tą niezwykłą powieść. Użyty język sprawia, że książka ma swój, niepodważalny, kowbojski klimat. Jak mawia klasyk: Save a horse, ride a cowboy! A może raczej… Save a horse, ride Ezra Hardy. Książki nie mogłabym ocenić inaczej niż 5/5. Jeszcze raz dziękuję Magdzie za taką szansę i z niecierpliwością wyczekuje na kolejne książki z tego uniwersum . River i Ezra mają moje serce po wsze czasy. Chciałabym również podziękować Wam, bo gdyby nie to, że chcecie i śledzicie moją działalność w bookmediach, nie byłoby mnie tu, gdzie jestem. Wdzięczna na zawsze- Dominika.
Kowbojski klimat, niezależna bohaterka i charyzmatyczny bohater, nieco szalona babcia i kozy to połączenie zapowiadające cudowną historię, pełną uroku i humoru. Po pierwszym tomie wiedziałam, czego mogę się spodziewać i ani trochę się nie zawiodłam. "Kiedy zajdzie słońce" wciągnęła mnie od pierwszych stron, a Ezra Hardy wskoczył na podium moich ulubionych kowbojów.
Chemia między bohaterami była po prostu cudowna. Dogryzali sobie, kiedy tylko mogli, a obserwowanie, jak Ezra z każdym dniem coraz bardziej traci głowę dla River sprawiło mi mnóstwo frajdy. Moje serce skradł jednak w tych wszystkich chwilach, kiedy obdarzał ją ogromnym wsparciem, nie tylko emocjonalnym. Świetnie radził sobie na farmie i niestrudzenie walczył o uwagę nieufnej River, która ani trochę mu nie ułatwiała. Chwilami wręcz mnie to dziwiło, bo kto jak kto, ale Ezra przygotowywał randki jedyne w swoim rodzaju i zawsze wiedział, co powiedzieć 🤭. Ich relacja to jedna z tych, które wywołują uśmiech na twarzy podczas nawet najmniejszej interakcji.
Ogromną robotę robiła też Wilma. Uwielbiam takie energiczne babcie, które z jednej strony otoczą swoim ciepłem i troską, ale kiedy trzeba postraszą, będą knuć intrygi i zamieniać się w swatki, świetnie się przy tym bawiąc.
To książka, przy czytaniu której sporo się śmiałam. Co prawda były momenty, w których River i jej zawziętość, by zawsze radzić sobie samej działały mi już trochę na nerwy, ale nie wpłynęło to zbytnio na mój odbiór całej historii. Jeśli lubicie kowbojskie romanse, ten z pewnością Wam się spodoba, bo autorka świetnie oddała klimat 🧡
Nie wiem, jak Madzia to robi, ale z każdą kolejną książką coraz bardziej ją podziwiam. Stworzyła kolejną postać, a właściwie postaci, których szczerze uwielbiam. Wilma - bo to ją stawiam na piedestale - jest moją ulubioną personą. Jednocześnie przypomina mi moją babcię - zarówno z charyzmy, jak i dobroci. A River i Ezra.. Cóż, oni są na drugim miejscu, po prostu. Nie umiem wybrać. Nie zliczę nawet ile razy ta historia mnie wzruszyła czy rozbawiła. I z pewnością nie da o sobie zapomnieć.
Myślałam, że przepadnę całkowicie i dam pięć gwiazdek, aczkolwiek jednak nie zakochałam się w niej aż tak jak podejrzewałam. No ale co by nie było - cztery gwiazdki to też dobra ocena, a książka naprawdę była fajna!!
Jeśli chcecie przeczytać kowbojski wakacyjny romans to ta pozycja będzie super🫶
+ WILLY MOJA ULUBIONA BOHATERKA!!! Ona była taka śmieszna kocham ją
II tom o wiele lepszy od pierwszego. A ten slow burn🔥Uwielbiam River i Ezre! Uwielbiam chemię między nimi. Świetnie się bawiłam podczas czytania tej książki. W przypadku pierwszego tomu miałam sporo „ale”, tak tu nie mam żadnych zastrzeżeń. Super klimat i jeszcze bardziej świetni bohaterowie. Babcia River to prawdziwa ikona✨POTRZEBUJE WIĘCEJ!!!
"– Chciałbym się zestarzeć tam, gdzie znajdę kogoś, kto będzie mi w tym towarzyszył, Rivie – odpowiada cicho, miękko, nie spuszczając ze mnie oczu. – To… – waham się, a te cholerne motyle w moim brzuchu znów wzbijają się do lotu – …bardzo dobra odpowiedź."
Ezra Hardy - milioner z Wyoming, mistrz Ameryki w rodeo, przyjeżdża do Horseshoe Bay, aby kupić dwa wałachy. Mężczyzna nie zdaje sobie sprawy, że w małym miasteczku spotka River Kay, kobietę o oczach koloru najczystszego strumyka. Ezra zakłada się z Calebem Wardem i postanawia zostać w miasteczku oraz rozpocząć pracę na upadającej farmie młodej kobiety.
River Kay, która po śmierci ukochanych rodziców, sama zajmuje się swoją farmą szuka parobka. Kobieta musi samodzielnie radzić sobie z gospodarstwem, babcią Willy oraz długami po nieżyjących rodzicach. Kiedy Ezra decyduje się podpisać umowę, Rivie jest szczęśliwa, że nareszcie będzie miała pomoc, martwi ją jednak zakład, na który zdecydowała się z przystojnym mężczyzną. W końcu jeśli Ezra przetrwa siedem dni na jej farmie będzie musiała iść z nim na randkę...
A mężczyzna nie planuje tak łatwo się poddać, nie straszne mu kozie bobki, wściekły kogut, przerzucanie gnoju czy pyskata właścicielka farmy. Ma jeden cel: zdobyć jej serce. W końcu zakochał się w jej oczach od pierwszego wejrzenia. Rivie nie jest jednak tak łatwo zdobyć, dziewczyna bardzo boi się zaufać nowo poznajemu mężczyźnie. Mimo, że piękny chłopiec coraz częściej zyskuje w jej oczach.
"Dobry Boże… jej oczy. Mają kolor najczystszego strumyka. Albo bezchmurnego nieba o czystym poranku. Są jak… jak oddech, myślę nagle i dociera do mnie, od jak dawna czuję ucisk w klatce piersiowej. A gdy patrzę w oczy… …kiedy patrzę w oczy River Kay, mam wrażenie, że oddycham. Po raz pierwszy od dawna."
"Kiedy zajdzie słońce" to kolejny kowbojski romans od Magdaleny Szponar. Tym razem poznajemy historię River, młodej, doświadczonej przez życie kowbojki oraz Ezry, kilka lat starszego mężczyzny, którego codziennego życie wygląda zupełnie inaczej. Jednak los postanawia połączyć naszych bohaterów tak, aby ta dwójka już na zawsze nie potrafiła bez siebie żyć. W tej książce nie zabraknie chwil wzruszenia. Utrata bliskich osób, żałoba, strach przed śmiercią najbliższych osób, ochrona własnego dziedzictwa. Poznamy też bohaterów, którzy będą nas bawić, babcia Willy czy brat Ezry - Wild. Cała fabuła, wszystkie motywy to się po prostu świetnie czytało, przez całą historię można było przepłynąć i nie odkładać książki od początku do końca. Również znając inne pozycje od autorki mogę śmiało powiedzieć, że widać jak bardzo rozwinęła się jej twórczość i warsztat.
Serdecznie zachęcam do przeczytania "Kiedy zajdzie słońce", książka zdecydowanie trafiła do moich ulubieńców tego roku. Osobiście już czekam na kolejny kowbojski romans od Magdy i powrót do Horseshoe Bay. Polecam 🔥🤠 Bardzo dziękuję za egzemplarz do recenzji i tę wspaniałą przygodę z bohaterami.
książki Magdy znam już od dawna i każda kolejna, którą poznaje jest lepsza od poprzedniej i choć przez długi czas moim ulubieńcem było Milestones, tak teraz „Kiedy zajdzie słońce” je pobiło, dokładnie jeszcze w wakacje gdy KZS było publikowane na wattpadzie, a ja wtedy sobie je podczytywałam. już wtedy czekałam na wersję papierową, a teraz po przeczytaniu fizycznej książki chyba zakochałam się w niej jeszcze bardziej, chociaż myślałam, że nie będzie to możliwe!
styl pisania Magdy jest bardzo przyjemny, a zarazem lekki i niesamowicie wciągający, po raz kolejny autorka zafundowała cudowną historie, tak poprowadziła całą fabułę, że ja nie chciałam się od niej odrywać i czytać o przygodach Ezry i River bez końca. połączenie kilku naprawdę świetnych motywów funduje czytelnikowi niezapomnianą podróż podczas czytania. pełna wielu emocji od śmiechu, po łzy i szczęście. książka liczy sobie 500 stron a ja czyta się tak szybko, że sama pochłonęłam ją w jeden dzień! na duży plus dla mnie był fakt, że historia pisana jest z dwóch perspektyw co ja osobiście uwielbiam!
Magda w każdej swojej książce tworzy cudownych bohaterów, ale jeszcze na wattpadzie River i Ezra stali się moimi ulubieńcami. od samego początku oboje mieli w sobie coś wyjątkowego za co ich polubiłam. ich relacja musiała przejść naprawdę długą drogę aby trafić na dobre tory. River miała problemy z zaufaniem, a dodatkowo mierzyła się z problemami finansowymi i robiła wszystko aby zachować rodzinną farmę. Ezra nie miał zostać w miasteczku na dłużej, a do Rivie miał zbliżyć się tylko po to aby wygrać zakład, lecz wszystko się zmieniło gdy on spojrzał jej w oczy… przez całą książkę byłam ogromną fanką relacji tej dwójki i mogłabym czytać o nich bez końca, aż ciężko było mi się z nimi rozstawać.
Na pewno znacznie lepsza niż pierwszy tom. Nadal pojawia się ogrom powtórzeń (trzymajta mnie 🙄), ale tym razem dostajemy solidną dawkę humoru, cudowną babcię z jej wierszykami z piekła rodem oraz zadziorną kowbojkę z charakterem. Ezra to typ „do rany przyłóż”, a jego próby zaimponowania River są na przemian słodkie i zabawne. Mieli coś w sobie i nie mogę im tego odmówić. 😏
Spicy sceny… takie se. Zachwytem nie pałam. Do tego zakończenie miało kilka wątków, które potoczyły się zbyt szybko. Ale summa summarum można przeczytać. A jeśli nie macie ochoty na pierwszy tom i motywy w nim zawarte, możecie go spokojnie pominąć i zacząć od drugiego.
Licznik „cholery” i wszystkich pokrewnych słów: 245 (rekord pobity!).
Skończyłam czytać dokładnie o 3:02 i boże ta książka ona była cudowna a końcówka popłakałam się. Oddałam swoje serce dla tej historii i dla bohaterów Ezra i River KOCHAM ICH. 🥹❤️🩹
♾️/5 ⭐️ nie sądziłam, że tak mocno zżyje się z River i Ezrą odwlekałam ile się dało pożegnanie z nimi 🥺 teraz pozostaje mi tylko liczyć na to, że pojawią się chociaż na moment w kolejnej części !!!
Uwielbiam te historie! Podobała mi się nawet bardziej niż pierwszy tom, a oceniłam go również na 5 gwiazdek! River i Ezra są niesamowitą parą. To napięcie między nimi, każda sprzeczka, no mega mi się to czytało. Nic nie było pospieszane, dzięki czemu ich relacja wydaje się naprawdę szczera i prawdziwa. Już nie mogę doczekać się, co autorka wymyśli w kolejnym tomie!
Od samego początku akcja w książce nabiera tempa. Pierwsze, na co pozytywnie zwróciłam uwagę są rozdziały z dwóch perspektyw, jest to coś, co bardzo lubię w książkach szczególnie slow burnach, w których akcja dzieje się jak wiadomo wolniej, ale także bohaterowie od razu nie pokazują swoich uczuć. Za to widzimy je w ich perspektywach.
Wszystko zaczyna się od zakładu, który zawiera Ezra ze swoim znajomym,- Ezra ma wytrwać tydzień, pracując na farmie River w Bluey’s Ranch, która zamieszkuje razem ze swoją babcią. River tworzy „umowę” współpracy z Ezrą. Za to on postanawia wprowadzić lekkie zmiany. „𝓦𝓪𝓻𝓾𝓷𝓴𝓲 𝔃𝓪𝓴ł𝓪𝓭𝓾: 𝓾𝓶��́𝔀𝓲𝓼𝔃 𝓼𝓲𝓮̨ 𝔃𝓮 𝓶𝓷𝓪̨ 𝓷𝓪 𝓻𝓪𝓷𝓭𝓴𝓮̨, 𝓡𝓲𝓿𝓮𝓻 𝓚𝓪𝔂, 𝓳𝓮𝓼́𝓵𝓲 𝔀𝔂𝓽𝓻𝔃𝔂𝓶𝓪𝓶 𝓷𝓪 𝓽𝔀𝓸𝓳𝓮𝓳 𝓯𝓪𝓻𝓶𝓲𝓮 𝓽𝔂𝓭𝔃𝓲𝓮𝓷́.” Wykreśla także jeden z ważniejszych podpunktów dla River,- „𝓣𝓮𝓷 𝓸 𝔃𝓪𝓴𝓪𝔃𝓲𝓮 𝓴𝓸𝓷𝓽𝓪𝓴𝓽𝓸́𝔀 𝓹𝓻𝔂𝔀𝓪𝓽𝓷𝔂𝓬𝓱, 𝓴𝓸𝓵𝓮𝔃̇𝓮𝓷́𝓼𝓴𝓲𝓬𝓱, 𝓹𝓻𝔃𝔂𝓳𝓪𝓬𝓲𝓮𝓵𝓼𝓴𝓲𝓬𝓱 𝓲 𝓼𝓮𝓴𝓼𝓾𝓪𝓵𝓷𝔂𝓬𝓱 𝓶𝓲𝓮̨𝓭𝔃𝔂 𝓹𝓻𝓪𝓬𝓸𝔀𝓷𝓲𝓴𝓲𝓮𝓶 𝓪 𝓹𝓻𝓪𝓬𝓸𝓭𝓪𝔀𝓬𝔃𝔂𝓷𝓲𝓪̨.”.
Bardzo spodobało mi się to jak bohaterowie nazywali się pieszczotliwie 🥹. Colorado „𝓓𝓸𝓴ł𝓪𝓭𝓷𝓲𝓮. 𝓦ł𝓪𝓼́𝓷𝓲𝓮 𝓽𝓪𝓴 𝔃𝓪𝓶𝓲𝓮𝓻𝔃𝓪𝓶 𝓳𝓪̨ 𝓷𝓪𝔃𝔂𝔀𝓪𝓬́.” „𝓘 𝓳𝓮𝓼𝔃𝓬𝔃𝓮 𝓽𝓮 𝓫ł𝓮̨𝓴𝓲𝓽𝓷𝓮 𝓸𝓬𝔃𝔂.” Pierwszym, na co Ezrą zwrócił uwagę u River były właśnie jej oczy. „𝓜𝓪𝓳𝓪̨ 𝓴𝓸𝓵𝓸𝓻 𝓷𝓪𝓳𝓬𝔃𝔂𝓼𝓽𝓼𝔃𝓮𝓰𝓸 𝓼𝓽𝓻𝓾𝓶𝔂𝓴𝓪. 𝓐𝓵𝓫𝓸 𝓫𝓮𝔃𝓬𝓱𝓶𝓾𝓻𝓷𝓮𝓰𝓸 𝓷𝓲𝓮𝓫𝓪 𝓲 𝓭𝓸𝓬𝓲𝓮𝓻𝓪 𝓭𝓸 𝓶𝓷𝓲𝓮, 𝓸𝓭, 𝓳𝓪𝓴 𝓭𝓪𝔀𝓷𝓪 𝓬𝔃𝓾𝓳𝓮 𝓾𝓬𝓲𝓼𝓴 𝔀 𝓴𝓵𝓪𝓽𝓬𝓮 𝓹𝓲𝓮𝓻𝓼𝓲𝓸𝔀𝓮𝓳. 𝓐 𝓰𝓭𝔂 𝓹𝓪𝓽𝓻𝔃𝓮̨ 𝔀 𝓸𝓬𝔃𝔂…” „… 𝓴𝓲𝓮𝓭𝔂 𝓹𝓪𝓽𝓻𝔃𝓮̨ 𝔀 𝓸𝓬𝔃𝔂 𝓡𝓲𝓿𝓮𝓻 𝓚𝓪𝔂, 𝓶𝓪𝓶 𝔀𝓻𝓪𝔃̇𝓮𝓷𝓲𝓮, 𝔃̇𝓮 𝓸𝓭𝓭𝔂𝓬𝓱𝓪𝓶. 𝓟𝓸 𝓻𝓪𝔃 𝓹𝓲𝓮𝓻𝔀𝓼𝔃𝔂 𝓸𝓭 𝓭𝓪𝔀𝓷𝓪.”.
A co powiecie na kozy? Serwala? I konie?🤭 Kolejne wyzwania, które czekają na naszego kowboja. 𝒞𝓏𝓎𝓂 𝓅𝓇𝓏𝑒𝓀𝓊𝓅𝒾𝒸́ 𝓀𝑜𝓏𝑒̨ 𝒾 𝓈𝑒𝓇𝓌𝒶𝓁𝒶? 𝒥𝒶𝓀 𝓇𝑜𝓏𝓅𝑜𝓏𝓃𝒶𝒸́, 𝓏̇𝑒 𝓈𝑒𝓇𝓌𝒶𝓁 𝒸𝒽𝒸𝑒 𝒸𝒾𝑒̨ 𝓅𝑜𝓏̇𝓇𝑒𝒸́?…
Może wydawać się, że tydzień, pracując na farmie to żadne wyzwanie jednak… River postanawia utrudnić mu to jak najbardziej. „𝓞𝓯𝓲𝓬𝓳𝓪𝓵𝓷𝓲𝓮 𝔀𝓹𝓻𝓸𝔀𝓪𝓭𝔃𝓪𝓶 𝔀 𝔃̇𝔂𝓬𝓲𝓮 𝓹𝓵𝓪𝓷 𝔃𝓷𝓲𝓼𝔃𝓬𝔃𝓮𝓷𝓲𝓪 𝓹𝓮𝔀𝓷𝓮𝓰𝓸 𝓭𝓾𝓻𝓷𝓮𝓰𝓸 𝓴𝓸𝔀𝓫𝓸𝓳𝓪.” Wizja tego, że ma zostać na farmie dłużej niż tydzień poniekąd ją przeraża, ale tak naprawdę bardziej boi się tego, że zostanie sama niż z jej pięknym chłopcem,- tak nazywa Ezrę. 🥹 Sama uważam, że jest to idealne określenie tego kowboja.
Mocno nakreślona jest także relacja River ze swoją babcią. Przeszły obie przez naprawdę dużo, straciły najbliższe osoby i została im jedynie zadłużona farma… i one dwie. Czy Ezra może to odmienić? Zapełnić brakujące miejsce? Pomóc w ratunku ich farmy?
Tak jak Madzia życzyła mi udanego rodeo, życzę także wam!🧡🐐
Cześć #HelloBookstagram! Przychodzę dzisiaj do Was z kolejną recenzją.
Q&A: Czy Waszym zdaniem o to, co ważne, zawsze warto walczyć?
Tytuł: Kiedy zajdzie słońce Autor: Magdalena Szponar Wydawnictwo: NieZwykłe Ocena: ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️/5⭐️
Opis od wydawcy: Małomiasteczkowy kowbojski romans slow burn!
Ezra Hardy, milioner, hodowca koni i do tego kowboj, najlepiej zna się na wydawaniu pieniędzy i zdobywaniu serc kolejnych kobiet. Wkrótce w jego życiu zajdą jednak spore zmiany. Aby wygrać zakład z River Kay, trafia na jej ranczo. Tam czeka go wiele niespodzianek.
W Bluey’s Ranch rządzi kowbojka z krwi i kości, którą Ezra postanawia natychmiast zdobyć – i daje sobie na to maksymalnie tydzień. Szybko się okazuje, że Riv nie tylko nie jest zainteresowana jego marnymi próbami podrywu, lecz także bardziej skupia się na koniach niż na przystojniaku w białym stetsonie.
Dla Ezry to oznacza jedno – wyzwanie, i to być może pierwsze w jego życiu.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Cytat: „— Przeżyjmy razem wszystkie zachody słońca, Colorado — Razem”
Recenzja: 🐴 „Kiedy zajdzie słońce” to moja kolejna książka od Magdy do której piszę recenzję. Po genialnej lekturze poprzedniego romansu kowbojskiego zapragnęłam kolejnej z tym motywem. Historia zaciekawiła mnie, ponieważ we wcześniejszej książce pojawiła się wzmianka o tych bohaterach i zainteresował mnie wątek ich zakładu. Po raz kolejny otrzymałam genialny małomiasteczkowy romans kowbojski i to slow burn. Tym razem poznajemy mężczyznę, który jest milionerem, hodowcą koni i kowbojem. Najlepiej zna się na wydawaniu pieniędzy i zdobywaniu serc kobiet. W krótce w jego życiu zajdą jednak spore zmiany. Aby wygrać zakład z pewną dziewczyną, trafia na jej ranczo. Tam czeka go wiele niespodzianek. W Bluey’s Ranch rządzi kowbojka z krwi i kości. Mężczyzna postanawia natychmiast ją zdobyć i daje sobie na to maksymalnie tydzień. Szybko się okazuje, że kobieta nie jest zainteresowana jego marnymi próbami podrywu. Jest za to, bardziej skupiona na koniach niż na przystojniaku w białym stetsonie. Dla tego kowboja oznacza to jedno — wyzwanie, i to być może pierwsze w jego życiu. Co z tego wyniknie? I kto wygra to wyzwanie?
🐴 Ezra Hardy — główny bohater — to milioner, hodowca koni i do tego kowboj. Jednak najlepiej zna się wydawaniu pieniędzy i zdobywaniu serc kolejnych kobiet. Jednak wkrótce w jego życiu zajdą spore zmiany. Aby wygrać zakład z pewną kobietą, trafia na jej ranczo. Tam czego go wiele niespodzianek. River Kay — bo to o niej mowa — to kowbojka z krwi i kości. Rządzi ona w Bluey’s Ranch — swoim rodzinnym ranczem. Ezra postanawia natychmiast ją zdobyć. Daje sobie na to maksymalnie tydzień. Szybko się okazuje, że Riv nie jest zainteresowana jego marnymi próbami podrywu. Kobieta bardziej skupia się na koniach niż przystojniaku w białym stetsonie. Dla mężczyzny to oznacza tylko jedno — wyzwanie. Być może pierwsze w jego życiu. Co z tego wyniknie? Kto wygra zakład? Czy Ezra zdobędzie River? Dlaczego dziewczyna bardziej interesuje się końmi niż przystojnym kowbojem? Czy kobieta cos ukrywa?
🐴Książka jest pełna wspaniałych tekstów, które chwytają za serce. Znajdziemy też dużo humoru, trochę bólu oraz rozmów, dzięki którym poznajemy lepiej bohaterów. Są również momenty, które totalnie sprawiały, że miękłam. Historia opisana jest w bardzo przyjemny sposób, choć podobnie jak poprzednia, porusza trudny temat. Czytało się ją szybko, gdyż byłam ciekawa jak rozwinie się ich relacja. To sprawiło, że przez książkę się płynie i nie wiedziałam, w którym momencie ją skończyłam. I coś co zachwyciło mnie już poprzednim razem w historiach Magdy — bohaterowie. Ezra jest cudowny i myślę, ze na spokojnie przebił Caleba. Uwielbiam go za jego determinację, troskę i to jak starał się udowodnić River, że przy nim może zapomnieć o troskach dnia codziennego. Skradł moje serce także wieloma uroczymi przezwiskami, które nadał dziewczynie, ale również tym jak wiele dla niej zrobił podczas swojego pobytu na farmie. Jestem zachwycona każdym drobnym gestem, który mężczyzna wykonywał. Pokochałam również postacie poboczne i nie mogę się doczekać, aby poznać historię najlepszej przyjaciółki River. Ale najbardziej zachwyciła mnie Wilma — babcia głównej bohaterki. Mnie zachwyciła swoimi rymowankami oraz tym, że zawsze znalazła taką, która idealnie pasowała do sytuacji. Tę kobietę po prostu trzeba poznać!
🐴 River i Ezra to para osób, która bardzo się różni. On ma pieniądze, które z łatwością wydaje; ona natomiast jest kobietą skupioną na swoim ranczu i koniach, niezainteresowaną marnymi próbami podrywu pewnego kowboja. Jednak połączył ich zakład, który zmienił wszystko. To, co ich połączyło, było niespodziewane, nagłe i pełne napięcia, jakby czekało na wybuch. Z niecierpliwoscią czekałam, aż wszystko między nimi wybuchnie. I gdy tak się stało, nie potrafiłam się oderwać. Cudownie bawiłam się podczas czytania tej historii. Kolejny raz motyw kowbojskiego romansu podbił moje serce. Zrobiły to również, genialnie opisane wydarzenia i emocje. Czytając czułam, że tak książka była dopieszczona w każdym calu — świetna robota Magda!
🐴 Ostatnie rozdziały to było jedno, wielkie oczekiwanie na to, jak zakończy się ich historia. Trochę się tam działo, gdyż poznajemy odpowiedzi na wiele niewiadomych. Czytając towarzyszyły mi różne emocje — od tych pozytywnych, po te mniej przyjemne. Były też momenty, które sprawiły, że byłam przygnębiona, ale znacznie więcej było tych, na których się uśmiechałam, śmiałam lub rozpływałam. Uważam, że te trudniejsze chwile były bardzo ważne, ponieważ one dowiodły, jak silne potrafi być ich uczucie. Bo przecież każda relacja przechodzi przez gorsze, jak i lepsze chwile. W końcu będzie lepiej, bo przecież po burzy zawsze wychodzi słońce. Ale czasami trzeba na nie trochę poczekać. Zatem czy zakończenie ich historii jest szczęśliwe? Aby się tego dowiedzieć, zachęcam Was do przeczytania „Kiedy zajdzie słońce” od Magdaleny Szponar.
– Niczego, River – odpowiada miękko. – 𝐉𝐞𝐬𝐭𝐞𝐬, 𝐚 𝐭𝐨 𝐰𝐲𝐬𝐭𝐚𝐫𝐜𝐳𝐚. Po prostu pozwól, żebym 𝒋𝒂 𝒕𝒆𝒛 𝒃𝒚𝒍. ❞
Na pewno przeczytaliście kiedyś książkę, która wciągnęła was już od pierwszych stron, która zaparła wam dech w piersiach, i od której nie chcieliście się oderwać choćby na chwilę. “𝐊𝐢𝐞𝐝𝐲 𝐳𝐚𝐣𝐝𝐳𝐢𝐞 𝐬𝐥𝐨𝐧𝐜𝐞” było dla mnie właśnie taką historią. Porywającą, trafiająca prosto w serce… po prostu 𝐢𝐝𝐞𝐚𝐥𝐧𝐚.
“𝐊𝐢𝐞𝐝𝐲 𝐳𝐚𝐣𝐝𝐳𝐢𝐞 𝐬𝐥𝐨𝐧𝐜𝐞” to małomiasteczkowy kowbojski romans, w którym poznajemy 𝐄𝐳𝐫𝐞 𝐇𝐚𝐫𝐝𝐲’𝐞𝐠𝐨 - milionera, a także hodowcę koni. Pewnego dnia mężczyzna oczarowany kobietą, którą ujrzał podczas corocznego festynu, postanawia założyć się z nią o to, że wytrzyma tydzień na jej farmie, a w zamian za wygraną umówi się z nią na randkę. Jednak 𝐑𝐢𝐯𝐞𝐫 𝐊𝐚𝐲 nie jest nim zainteresowana. Kowbojka jedynie utrudnia mu wygranie zakładu, mimo to 𝐄𝐳𝐫𝐚 nie zamierza się tak łatwo poddać.
“𝐊𝐢𝐞𝐝𝐲 𝐳𝐚𝐣𝐝𝐳𝐢𝐞 𝐬𝐥𝐨𝐧𝐜𝐞” zaczęłam czytać jeszcze na wattpadzie i już wtedy 𝐑𝐢𝐯𝐞𝐫 i 𝐄𝐳𝐫𝐚 skradli całe moje serce. Ta dwójka nie może opuścić moich myśli od dobrych kilku miesięcy, jednak ani trochę na to nie narzekam. Pozwolili mi oni oderwać się od rzeczywistości i zaznać wraz z nimi wolności oraz spokoju życia na farmie. Ich historia stała się moją bezpieczną przystanią, moim domem, poczuciem zrozumienia i 𝐤𝐨𝐦𝐟𝐨𝐫𝐭𝐮.
Na początku chciałabym wspomnieć o klimacie historii, który jest CU DO WNY! Autorka przeniosła nas do małego, teksańskiego miasteczka o nazwie 𝐇𝐨𝐫𝐬𝐞𝐬𝐡𝐨𝐞 𝐁𝐚𝐲. Wczytując się w opowieść od razu całą sobą poczułam kowbojską woń, malownicze krajobrazy farmy oraz samego miasteczka, a także zapach siana i gospodarstwa domowego. 𝐌𝐚𝐠𝐝𝐚 opisując to miejsce zadbała o każdy najmniejszy szczegół, sprawiając, że czytelnik zapomina o tym, że czyta jedynie literki na papierze. Gwarantuję wam, że ta książka sprawi, że poczujecie się jakbyście sami byli jednym z bohaterów mieszkających w teksańskiej miejscowości i byli świadkami wszystkich sytuacji, jakie miały miejsce w tej lekturze.
A teraz przechodząc do moich ukochanych bohaterów… 𝐑𝐢𝐯𝐞𝐫 𝐊𝐚𝐲 to silna kobieta, która zdecydowanie nie pozwoli wejść sobie komuś na głowę. Kowbojka zawsze zawzięcie walczy o swoje i choć życie nieraz podłożyło jej kłody pod nogi, ona się nie poddawała. Z początku poznajemy 𝐑𝐢𝐯𝐞𝐫 jako kobietę niezależną, zdecydowaną, a także stanowczą, jednak z czasem możemy dostrzec w niej osobę, która jest już przemęczona nadmiarem obowiązków, jakie spłynęły na jej barki. Odkrywa ona powoli swoje problemy, które na początku zostawiała jedynie dla siebie.
A to wszystko dzięki 𝐄𝐳𝐫𝐳𝐞. Ten kowboj chwycił mnie całą sobą. Jego troska, ciepło i chęć dbania o innych to tylko mała cząstka pozytywnych cech, jakie posiada ten mężczyzna. Jest on bohaterem, który również niełatwo odpuszcza zamierzony sobie cel. A jednym z takich celów było zdobycie serca 𝐑𝐢𝐯𝐞𝐫 𝐊𝐚𝐲. Nie będę ukrywać, że przy okazji zdobył także i moje. Jego charyzma oraz dobroduszność sprawiła, że nie mogłam się oderwać od czytania o tym pięknym chłopcu. 𝐄𝐳𝐫𝐚 𝐇𝐚𝐫𝐝𝐲 przeniesie was na prawdziwe emocjonalne rodeo. Pozwólcie mu na to, a się nie zawiedziecie.
Bohaterką, która w równie dużym stopniu zasłużyła na moją miłość, jest babcia 𝐑𝐢𝐯𝐞𝐫 𝐊𝐚𝐲, czyli 𝐖𝐢𝐥𝐥𝐲. Ta kobieta dodaje historii cudownego humoru, a jej żarty nie raz wprawiły mnie w śmiech i poprawiły mi humor. Naprawdę nie da się jej nie kochać… Mimo, że 𝐖𝐢𝐥𝐥𝐲 jest postacią drugoplanową, to wiem, że bez niej cała książka nie byłaby taka sama. Starsza kobieta, oprócz humoru, dodała tej historii także ważne przesłania i nie raz stawała się głosem rozsądku, dzięki któremu główni bohaterowie podążali odpowiednią ścieżką. Myślę, że każdy w swoim życiu chciałby mieć taką osobę jak 𝐖𝐢𝐥𝐥𝐲, która pomoże w każdej sytuacji, a przy tym nie opuści jej dobry humor.
Styl pisania 𝐌𝐚𝐠𝐝𝐲 jest tak przyjemny i wciągający! Przez jej książki wręcz się płynie, nawet mimo sporej ilości stron. Czytając 𝐊𝐙𝐒 byłam tak pochłonięta, że nawet nie zwróciłam uwagi, kiedy byłam już na samym końcu tej cudownej opowieści, niosącej ze sobą cudowne i wartościowe przesłania.
“𝐊��𝐞𝐝𝐲 𝐳𝐚𝐣𝐝𝐳𝐢𝐞 𝐬𝐥𝐨𝐧𝐜𝐞” jest książką, którą będę polecać każdemu o każdej porze dnia i roku. Ta historia stała się cząstką mnie i mam nadzieję, że wy również pokochacie tę opowieść równie mocno jak ja!
„Ty.Ja. Zachód Słońca. Mógłbym się do tego przywyczaić.”
Ukrywanie swojej tożsamości może prowadzić do wielu nieoczekiwanych sytuacji — czasem zabawnych, innym razem bolesnych. To gra pozorów, w której łatwo się pogubić, a każde kłamstwo może pociągnąć za sobą lawinę konsekwencji. Jednak właśnie w takich momentach często ujawnia się prawda o nas samych i o tych, którzy nas otaczają.
River Kay na co dzień zmaga się z długami, które od lat ciążą na rodzinnym ranczu. Wzięła na siebie więcej, niż powinna, ale nie potrafi inaczej — to miejsce to całe jej życie, spuścizna pokoleń, której nie zamierza oddać bez walki. W codziennych zmaganiach wspierają ją niezawodna babcia i lojalna przyjaciółka, choć ciężar odpowiedzialności spoczywa głównie na jej barkach. Nad ranczem wisi widmo bankructwa, a każdy dzień to walka o przetrwanie. River jednak nie poddaje się. Zdeterminowana i dumna, gotowa jest poświęcić wszystko, by ocalić to, co kocha. Nawet jeśli oznacza to zamknięcie serca na rzeczy, które mogłyby rozproszyć jej uwagę — na przykład aroganckiego, pewnego siebie milionera, który właśnie pojawił się w jej życiu.
Ezra Hardy — milioner, kowboj i hodowca koni — zna się doskonale na dwóch rzeczach: wydawaniu pieniędzy i kobietach. Przez całe życie to one kręciły się wokół niego, nie na odwrót. Pewny siebie, przyzwyczajony do łatwych zwycięstw, nie spodziewa się, że los ma wobec niego inne plany. W wyniku lekkomyślnego zakładu trafia na ranczo River Kay — kobiety twardej jak stal, prawdziwej kowbojki z krwi i kości. Ezra daje sobie maksymalnie tydzień, by zdobyć jej serce. Jednak szybko przekonuje się, że River jest zupełnie odporna na jego urok i zupełnie nie robią na niej wrażenia ani pieniądze, ani gładkie słówka.
To, co miało być kolejną łatwą przygodą, zaczyna zmieniać się w wyzwanie, które może odmienić życie ich obojga. Bo czasem serce podbija się nie gestami, lecz tym, kim naprawdę się jest — o ile samemu się o tym wcześniej nie zapomni.
Czytając drugą część, ani przez chwilę nie poczułam się zawiedziona. Wręcz przeciwnie, każda strona tej historii wciągała mnie coraz bardziej, jak wir, który nie pozwala uciec. Magda po raz kolejny spisała się na medal, tworząc opowieść, która pulsuje emocjami, humorem i głębią, jak żywy organizm. Jej styl pisania jest niczym magiczny eliksir, który od pierwszych zdań pochłania czytelnika, sprawiając, że zapomina o rzeczywistości.
Balans między lekkimi, błyskotliwymi dialogami a poważniejszymi, refleksyjnymi tematami to prawdziwy majstersztyk, który potrafi poruszyć najczulsze struny w sercu. Każdy rozdział to jak kolejna nutka w symfonii emocji, która sprawia, że serce bije szybciej, a na twarzy pojawia się uśmiech lub łza wzruszenia.
Dziękuję za tę cudowną opowieść — wzruszającą, zabawną i poruszającą serce. To coś więcej niż tylko książka; to podróż, która zostaje z nami na zawsze, wywołując wspomnienia i uczucia, które są tak prawdziwe, że aż namacalne. Każdy z bohaterów staje się bliski, a ich losy wplatają się w nasze własne marzenia i pragnienia. To było niezwykłe doświadczenie, które na długo pozostanie w mojej pamięci.
Motywy jakie tu znajdziecie to: cowboy romance, slow burn, age gap, golden retriever boy & black cat girl, he fell first, small town, one bed troupe.
„…kiedy patrzę w oczy River Kay, mam wrażenie, że oddycham. Po raz pierwszy od dawna.”
„Kiedy zajdzie słońce” ponownie zabiera nas do urokliwego miasteczka Horseshoe Bay. Choć powieść ta to jednotomówka, to wraz z „Kiedy wstanie świt” tworzy wspólne uniwersum. Znajomość tego drugiego tytułu nie jest konieczna, ale moim skromnym zdaniem po prostu jest wart uwagi. Historię Caleba i Luny poznawałam jeszcze na platformie Wattpad i z niecierpliwością wyczekiwałam każdego kolejnego rozdziału. Gdy tylko dowiedziałam się, że powstanie powieść o Ezrze i River, nie mogłam się doczekać, kiedy trafi w moje ręce. Możecie się domyślać zatem, że moje oczekiwania były naprawdę wysokie. Czy się zawiodłam? Wręcz przeciwnie, po raz kolejny przepadłam dla kowboja napisanego przez Magdalenę Szponar.
Tym, co uwiodło mnie w tej powieści, to elektryzująca chemia między bohaterami, która od pierwszego ich spotkania wręcz wywołuje na ciele ciarki. Niechęć podszyta namiętnością, zakład, gierki i potyczki słowne – ależ to było dobre! Może nie jest to typowe hate-love, bo ze strony Ezry zainteresowanie jest jasne od samego początku, autorka jednak czerpie z tego motywu wszystko, co najlepsze. Potęguje napięcie między nimi po mistrzowsku, ale nie stawia na cielesność. Skupia się na emocjonalnym rozwoju relacji, a to dla mnie ma ogromne znaczenie.
Zarówno River, jak i Ezra to postaci wyraziste i zadziorne. Z czasem odsłaniają także swoją wrażliwą stronę, która ujmuje i chwyta za serce. Oboje przechodzą przemianę na kartach powieści, dojrzewają i odbierają lekcję od życia. On w końcu trafia na kobietę, która stawia go do pionu, jest dla niego wyzwaniem, ale też staje się synonimem domu. Ona u boku Ezry uczy się ufać na nowo, mężczyzna przekonuje ją, że to nie słabość prosić o pomoc. To nie jest płytki romans, o którym zapomina się od razu po przeczytaniu. Emocje, jakie przekazuje tutaj Magdalena Szponar, pozostawiają po sobie ślad. Jeśli mam być szczera, to historia River i Ezry spodobała mi się jeszcze bardziej niż „Kiedy wstanie świt”. Trudno było nie oddać kawałka serca Ezrze, autorka wykreowała go na prawdziwego męża książkowego. Jak to się mówi: „Save a horse, ride a cowboy”. Ta sentencja towarzyszyła mi przez całą lekturę, a kiedy poznacie Ezrę, dowiecie się, jak bardzo jest trafna. Mój słodziak!
„Kiedy zajdzie słońce” to piękna, urocza i komfortowa opowieść, w której słodycz miesza się z goryczą, ostatecznie tworząc coś, od czego nie sposób się oderwać. Tutaj zagrało wszystko: ujmująca i wciągająca fabuła, niesamowita chemia oraz bohaterowie, których nie da się nie polubić. Jestem totalnie na tak i już nie mogę się doczekać kolejnej historii z tego uniwersum, czuję, że Alex i Ryder też namieszają! Jeśli szukacie małomiasteczkowego romansu, który wywoła jednocześnie uśmiech i wypieki na policzkach, a do tego wzruszy i otuli ciepłem, to koniecznie skuście się na „Kiedy zajdzie słońce”.
„Kiedy zajdzie słońce” to drugi tom wspaniałej historii małomiasteczkowej z kowbojami w tle od Magdaleny Szponar.
Ezra i River do bohaterowie, których poznaliśmy już przelotnie w poprzedniej części. Harry.. znaczy Hardy ubijał interesy z Calebem, a ten w międzyczasie przedstawił mu dziewczynę, która potrzebuje rzekomo pracownika. On udaje, że wcale nie ma milionowego dobytku, a ona zakłada się z nim, że nie uda mu się wytrzymać tygodnia na ranczu przy zwierzętach. Co mogłoby pójść nie tak?
Co to była za przygoda. Uwielbiam sposób w jaki zostały wykreowane postacie w tej książce. Ezra w swoich przemyśleniach często mówił do siebie, powtarzał się, był chodzącym chaosem często nie rozumiejącym trudu codzienności. River była mocno podenerwowana, strofowała samą siebie i blokowała wiele uczuć. Często między nimi przewijała się również babcia dziewczyny, która raz po raz opowiadała zabawne anegdotki podsumowujące to co aktualnie się działo między parą. Była ona taką wesołą iskierką w tej historii. Czasem zdarza się, że pomimo różnej perspektywy ciężko odróżnić indywidualny charakter postaci i tutaj sprytnie udało się tego uniknąć. Nawet nie jestem wstanie przekazać jak trudno mi powiedzieć czy ten tom podobał mi się bardziej niż historia Caleba i Luny, ale na pewno relacja między mężczyzną i kobietą była dokładniej przedstawiona, a fabuła nie opierała się tylko na romansie. Jest to przykład idealnego slow burna - chemia aż kipi, ale nikt nie pozwala sobie na większy krok do tak 3/4 książki, a potem wybuchają fajerwerki. Poruszane tutaj były także trudne tematy, bohaterka robiła wszystko by poradzić sobie po stracie rodziców z całą farmą, problemami finansowymi a pomiędzy tym było wiele zabawnych momentów ze zwierzakami w tle by złagodzić czytelnikowi ból.
Klimaty rodeo i kowboje to teraz mocno popularne motywy w książkach i Magda poradziła sobie z nimi wspaniale. Z łatwością można było wczuć się w to małe miasteczko i chwilami miałam momenty, że chciałabym znaleźć się tam razem z nimi.
Krótko mówiąc - oddałam tej książce całe swoje serce, zdecydowanie dorzucam ją do topki tego roku. Jestem nią zauroczona i na pewno będę do niej często wracać. Ode mnie 5⭐️