„Nie” to odrębność. Wolność. Samostanowienie. Czyli wszystko to, o co kobiety muszą walczyć.
Wychowano nas, kobiety, do zgadzania się na to, co podsuwa nam życie. Do bycia miłymi, grzecznymi, pomocnymi, idącymi na kompromisy, wyrozumiałymi… Mamy się nie kłócić, nie złościć, nie sprzeciwiać, nie histeryzować i przypadkiem nie wyskakiwać przed szereg. Z pokolenia na pokolenie funkcjonujemy w świecie skonstruowanym przez mężczyzn, któremu nasze milczenie i potakiwanie bardzo służy. Ale wcale nie musi tak być. Przecież możemy zacząć mówić „Nie”.
Do tego właśnie, w duchu siostrzeństwa, wsparcia i wyrozumiałości dla samych siebie, zachęca nas w swojej debiutanckiej książce Natalia Waloch, jedno z najmocniejszych dziennikarskich piór w Polsce.
Z ogniem, wnikliwością, błyskotliwością, przywołując dane, raporty oraz ważne i przełomowe teksty kulturowe, opisuje różne obszary życia i to, jak dotychczasowe, tradycyjne, „kobiece” funkcjonowanie w nich ciągnie nas w dół i odbiera siły. Obowiązki domowe, życie zawodowe i zarobki, cielesność, rodzina, macierzyństwo, związki romantyczne… W każdej z tych sfer mamy pod górkę. W każdej strasznie dużo musimy i strasznie dużo nie możemy.
Ta książka jest dla Was, jeśli: - chcecie dowiedzieć się o nierównościach jakie doświadczały i doświadczają w życiu kobiety; - inspiracji czytelniczych, tj. Książek, które możecie przeczytać po niej; - chcecie się wkurzyć
Ta książka nie jest dla Was, jeśli: - macie świadomość nierówności; - wkurw to dla Was za mało - feminizm nie jest dla Was nienawiścią do mężczyzn ;)
Takie mocne 3.7. Bardzo dobra pozycja dla osób, które nie miały wcześniej styczności z literaturą feministyczną . Dla mnie nieco wtórna, sporo kwestii zaczerpniętych z Rebeccy Solnit. Można potraktować jako pigułkę z bycia kobietą i nierówności z tego wynikających.
POWIADAM NIECH TO KAŻDA KOBIETA PRZECZYTA, A POCZUJE WSPARCIE. Bardzo dobra, ciepła, momentami zabawna ale i brutalnie prawdziwa. Była mi bardzo potrzebna i na pewno do niej wrócę.
Może ktoś zarzuci jej bycie bardzo feministyczną w negatywnym sensie - ale uważam że autorka musiała oprzeć się o sytuacje które ewidentnie feminizmu wśród społeczeństwa nie ukazuje, aby doradzić jak w takich sytuacjach się zachować. A że nie wszyscy tacy są - i chwała za to - to wiemy przecież myślę wszyscy.
Raczej takie 2,5 gwiazdki niż 3. Książkę potraktowałabym raczej jak przydługi podcast, większość co mowi to prawda, ale wszystko jest potwornie oczywiste. Może mężczyźni powinni to przeczytać żeby dowiedzieć sie jak zycie wygląda od kobiecej strony? Mocno triggerujaca
to jest w zasadzie bardzo prosta, a ktoś mógłby rzec, nawet banalna książka. Jest jednak jednocześnie potwornie trafna, z masą przykładów i twierdzeń, które powinien poznać każdy człowiek - bo nie tylko kobieta. W środku dużo takich lekko przedstawionych podstaw feminizmu, które zazwyczaj znamy już skądinąd, a jednak dla kobiet, które nie dają rady z lekturami rzędu Criado Perez będą jak znalazł, lżej podane. Na pewno będę polecać dalej.
Strasznie mi się nie podobała. Miała być o tym jak być asertywnym, a odniosłam wrażenie, że autorka próbowała sprawić, że jako kobiety zaczniemy nienawidzić mężczyzn, bo to wszystko przez nich. Dodatkowo fakt, że rozdziały miały po 40 stron również zniechęcało do czytania.
Wychowano nas, kobiety, do zgadzania się na to, co podsuwa nam życie. Do bycia miłymi, grzecznymi, pomocnymi, idącymi na kompromisy, wyrozumiałymi… Mamy się nie kłócić, nie złościć, nie sprzeciwiać, nie histeryzować i przypadkiem nie wyskakiwać przed szereg. Z pokolenia na pokolenie funkcjonujemy w świecie skonstruowanym przez mężczyzn, któremu nasze milczenie i potakiwanie bardzo służy. Ale wcale nie musi tak być. Przecież możemy zacząć mówić „Nie”.
Kobiety w męskim świecie nie mają lekko. Pojawiająca się dyskryminacja na różnych płaszczyznach. Brak władzy nad swoim życiem, słaba płeć, kobieta stworzona do siedzenia w kuchni. Żarty, żartami, ale ile z nich spotkało się z takim określeniem i było ono twierdzeniem?
Pamiętacie film „Książe w Nowym Jorku” i scenę kiedy kobieta wybrana dla bohatera robi wszystko, o co ją poprosi? Skacze, szczeka. Posłuszna w każdym calu. Wychowana, aby służyć i nie mieć własnego zdania. Czy miała ochotę się postawić? Możliwe, ale nie wypadało jej. Film ma sporo lat, a wciąż jest aktualny. My kobiety czasami boimy się powiedzieć NIE, bo zostaniemy pominięte w późniejszych rzeczach. Wyznaczenie granicy jest straszne, ale wiecie, co jest gorsze? Życie nie swoim życiem.
Autorka w swojej książce wnikliwie pokazuje, że asertywność jest dobra. Nie mówimy tu o przemocy słownej, ale tej, która pozwala nam wyrazić swój sprzeciw. Wiele z nas boi się tego. Normy społeczne, kultura, historia pokazuje coś innego. Od małego wpajane są nam różne nakazy. Autorka zawarła wiele obszarów ważnych dla funkcjonowania człowieka, w których występują nierówności, albo wręcz braki dla płci żeńskiej, chociażby w tak ważnej sferze jak zdrowie. NIE to potężne słowo. Nie to odrębność. Wolność. Bycie miłą jest dobre, ale bywa też przekleństwem.
Miałam wrażenie, że książka będzie oferować praktyczne narzędzia komunikacji, które, jeśli dobrze używane, ułatwią mówienie "nie" w różnych życiowych kontekstach i relacjach osobistych oraz zawodowych. Niestety w połowie zorientowałam się, że jest to tylko podzielona na tematyczne rozdziały wyliczanka przykładów nierówności i dyskryminacji wobec kobiet, która ma na celu rozgniwewanie czytelnika to tego stopnia, że nagle zacznie walczyć o to swoje "nie". Choć w sumie nie wiadomo jak poza nie sprzątaniem czasem i siedzeniem sobie samej w domu w weekend z książką jeśli jest na to ochota i możliwość.
Autorka nie wychodzi daleko poza krąg własnego życia (ambitna, wykształcona, spełniająca się zawodowo, matka, była żona, po 40stce...) i gdy tylko podchodzi do ciut bardziej radykalnej opinii zaraz robi krok w tył tłumacząc, że oczywiście nie namawia żebyśmy wszyscy robili to i tamto... To osłabia jakiekowiek "przesłanie" ta książka mogłaby mieć.
Bezdzietność i bezdzietność z wyboru, niepełnosprawność, kobiety trans i queer, aborcja i życie po menopauzie to tematy nie poruszone w wyliczance.
To książka dla osób które nie są świadome nierówności i dyskryminacji wobec kobiet, a jako pracujące ambitne matki i byłe żony po 40stce, chcą poczuć gniew i wkurzyć się na swoją sytuację.
„Nie mówimy 'nie', by dostać sympatię, miłość, akceptację, poczucie bezpieczeństwa. I może nawet je dostajemy, ale prawda jest taka, że wszystkie te rzeczy znaczą coś tylko wtedy, jeśli są darmowe”.
Natalia Waloch w swojej debiutanckiej książce „Bo NIE. Zacznij odmawiać i żyć po swojemu” zebrała mnóstwo powodów, by uzmysłowić nam, kobietom, dlaczego warto nauczyć się stawiać granice i w końcu zacząć to robić. Niby nic odkrywczego, wszystkie raczej już wiemy, że aby w sytuacji kryzysowej w samolocie móc ratować innych, musimy najpierw pomyśleć o sobie, ale w życiu codziennym stawianie siebie i własnych potrzeb na pierwszym miejscu zazwyczaj już tak dobrze nam nie wychodzi. I właśnie choćby z tego powodu warto sięgnąć po tę książkę i przypomnieć sobie kilka mniej lub bardziej oczywistych prawd. Czego nie wiedziałam wcześniej, to fakt, że te wszystkie cięte riposty, które przychodzą mi do głowy zbyt późno, ten wkurzający spóźniony refleks, nazywa się z francuskiego tak pięknie: „esprit d’escalier”. Bardzo podobało mi się świetne w swej prostocie porównanie picia herbaty z seksem. Jeśli chcecie wiedzieć, o co chodzi, to obejrzyjcie w Internecie filmik „Tea and Consent” lub sięgnijcie po „Bo NIE”. Niby nie odkrywa Ameryki, a pozwala odnaleźć się wszystkim zagubionym. Tak książka, jak i video.
„Jeśli każdemu schodzisz z drogi, możesz nigdy nie dotrzeć do celu”.
Ważny głos, trzeba treści kobiet które stają naprzeciw innych kobiet i chcą im pokazać to czego tamte nie chcą i nie potrafią widzieć. Bardzo inteligentne i mimo wszystko myślę, że delikatne przekazanie niesamowicie ważnych treści. Tak. 85% kobiet w Polsce doświadcza molestowania w miejscach publicznych. A myśl o generalizacji to może być głos lęku, przed zobaczeniem tego syfu. Nie ma tu generalizacji (to te momenty jak każda kobieta, która dla poklasku ziomków wrzeszczy, że ona feministką nie jest upokarzając tym samym inne kobiety. Tak. To wcale nie jest problem, o którym pisze Waloch😂), są fakty, ładnie przedstawione historie, badania i oddzielone prywatne zdanie autorki.
według mnie to obowiązkowa lektura dla każdej z kobiet. Zawiera zarówno informacje dotyczące przemian społecznych, statystyk o współcześnej równości płci. Wiele osób, (a tym razem skupiając się kobiet) zmaga się z ogromną presją. Dzięki tej książce myślę że wiele z nas postara się o awans, odpocznie w weekend i odmowi kawałka ciasta, na którego nie ma ochoty. Mówienie "nie" nie jest powodem do wstydu, czy objawem braku kultury. To postawienie na siebie. -> Nie, nie chcę zjeść tego, nie, nie chcę spotkać się z tobą i nie, nie zrobię tego dla ciebie - objaw szanowania, traktowania siebie priorytetowo/na równi z innymi.
Dla osoby, która dopiero zaczyna swoją przygodę z tą tematyką-czy to przez literaturę, czy podcasty- będzie to naprawdę świetna i przystępna pozycja. Wszystko jest podane w zrozumiały i uporządkowany sposób, więc łatwo się w to wciągnąć. Natomiast jeśli ktoś już trochę siedzi w tych klimatach, część treści może wydać się dość oczywista albo znajoma. Mimo to nadal jest to dobra książka.
Spodziewałam się czegoś innego po tylule. Jest to kolejna książka femistyczna jakich wiele, z mężczynami w roli predatorów i biednymi kobietami. Raczej nie ma konkretnych rozwiazan, tylko coś w stylu znajdż czas na netflix z kieliszkiem proseco..
większość z poruszanych kwestii bardzo często odczuwamy na co dzień, jednak nie znajdujemy czasu, aby pochylić się nad nimi i zawalczyć o siebie. minus za niewskazanie źródeł konkretnych badań, do których autorka wielokrotnie się odwoływała.
Nie doczytałam do końca bo szkoda mi czasu. Czytam tę książkę jako nachalny feminizm, perspektywa pani Natalii przedstawiona jako prawdy naukowe (bez poparcia badaniami, bibliografii jak na lekarstwo). "Kobieca strona języka" była dużo bardziej wartościowa.
Choć popieram ideę równości płci, uważam, że autorka zbyt często posługuje się uogólnieniami, a anegdoty i cudze opinie przedstawia jako fakty. Szczególnie rzuca się w oczy częste stawianie się w roli ofiary, co moim zdaniem może nie tyle mobilizować, ile wręcz legitymizować bierność.
Nigdy nie miałam styczności z literaturą feministyczną, także zrobiła na mnie spore wrażenie i pozwoliła dostrzec rzeczy, których wcześniej nie zauważałam. Polecam każdej dziewczynie, która czuje się zagubiona i ma problem z docenianiem siebie.
Jeśli musisz posprzątać cały dom albo zrobić rekordowy wynik w biegu to polecam tę książkę w audiobooku. Przykłady przytoczone wywoływały we mnie mocny wkurw, bo świat dla kobiet jest ciężki. Rozdział o bożym narodzeniu - cud, miód i orzeszki!
Jak na moja pierwsza typowo feministyczną książkę byłam w lekkim szoku ale koniec końców uświadomiła mi jak wiele zachowań przedstawionych przez autorkę nieświadomie powielam. Chętnie sięgnę po więcej książek w tym gatunku
Nie jest to nic odkrywczego, zwłaszcza jeśli czytalo się "Niewidzialne kobiety" Caroline Perez, ale nie mniej jednak wielokrotnie w ciągu lektury myślałam - mam tak samo!