Nie ma ucieczki przed przeznaczeniem. Mroczny cień śmierci wyłania się z każdą chwilą, niespodziewanie.
Samotna wędrówka gościńcem i krótki wypad do karczmy w sekundę może odwrócić porządek świata. I tylko jeden człowiek potrafi zachować spokój. Nawet w trakcie ostatecznej próby. Walki o życie ze wściekłą jak wulkan psychopatyczną Mariko.
Maja Lidia Kossakowska was a Polish fantasy writer whose first publication was in 1997. She was nominated eight times for the Janusz A. Zajdel Award for her short stories and novels, and received it in 2007 for the short story Smok tańczy dla Chung Fonga. She has also received several other awards. She was best known for using angel themes in her work. She was the author of five books and many short stories.
3 gwiazdki to ocena na wyrost. Dałbym 5/10. Styl jest zaskakująco słaby, jak na autorkę o takim stażu. Nie czytałem jej wcześniejszych pozycji, nie wiem czy to kwestia pośpiechu, braku uważnej redakcji, czy po prostu brak warsztatu. Polecałbym brać przykład z męża, który potrafi napisać świetne czytadło w dobrym stylu - nie mierzy w wielką literaturę, ale w porządne rzemiosło. Lubię takie książki. Takeshi niestety zbyt przypomina mi wiedźmina, pomimo różnic w przedstawionym świecie. Właśnie kreacja świata jest najmocniejszą, dla mnie, stroną książki. Ciekawe są elementy kultury i mitologii Japonii, pozostałości techniki, organizacja klanów. Niestety sama historia, choć wciągająca, jest wtórna, a styl przeszkadza w odbiorze. Ogólnie, Takeshi nadaje się na wakacyjne czytadło. Szkoda, że nic więcej. Chyba lepszym pomysłem byłoby zakończenie na jednym tomie, ja w każdym razie raczej nie wyczekuję następnego. Jeśli wyjdzie w okresie letnim i akurat na niego trafię, to nie wykluczam kupna, ale na pewno nie będzie to oczekiwanie z niecierpliwością.
Hmmm, mam bardzo mieszane odczucia, jeżeli chodzi o tę książkę. Dlatego może zacznę od końca. Tak od ponad połowy zaczęło mi się naprawdę podobać, historia mnie wciągnęła, postacie przekonały (z chęcią walnęłabym Fumiko krzesłem ==), a zakończenie było łał. Jeżeli chodzi o początek... Dla mnie był bardzo trudny, bardzo chaotyczny, kompletnie niespójny. Dopiero potem krok po kroku wyłaniał się jako taki sensowny obraz. Niemniej ten początkowy chaos może naprawdę, naprawdę zniechęcić, bo sama parę razy myślałam, czy nie dać sobie spokoju. Ale lubię japońską tematykę, więc brnęłam i akurat ja nie żałuję. Brakowało mi też hm, opisów. Opisów świata zwłaszcza, bo czasami, że tak powiem, "miałam zwarcie mózgu", gdyż pewne rzeczy miałam problem pogodzić. Japoński światek, szermierze, katany, kimona, sake, ten specyficzny starojapoński klimat, a za chwilę dziewczyna w szpilkach, sukience, makijażu, jakieś biostwory... Ale okej, wytłumaczyłam to sobie trochę... steampunkowo. Zatem - uczucia mieszane, dałabym dwa i pół, ale niech będzie trzy, a po następną część sięgnę na pewno.
Ta książka przeleżała u mnie na półce dobre 6 lat i podejść do jej przeczytania miałam co najmniej kilka - wszystkie, jak łatwo się domyślić, nieudane. W końcu zdecydowałam się zacisnąć zęby i przejść przez to... i żałuje. To nie jest dobra książka. Opisy mnie zabijały ("Olbrzymia, cynobrowa kula z wolna wtaczała się za horyzont, krwawiąc szkarłatem i fioletem, sypiąc złotymi pociskami łuny"), bohaterowie to banda idiotów, a fabuła ciągnie się niemiłosiernie. Nie polecam, szkoda czasu, są o wiele lepsze książki do przeczytania.
Żyjemy w określonych kulturach, które od dziecka tworzą nasz obraz świata. Uczymy się czynności, które później będą naszymi nawykami, wartościami i codziennością. Zastanawialiście się, ile z tego, co teraz wyznajemy, jest wynikiem wychowania w danej kulturze, w danej wierze, a ile wynikiem naszego charakteru? Dla mnie to bardzo interesujące pytanie, ponieważ psychologia społeczna donosi o dość znacznych różnicach w wartościach kulturowych. Czy da się w ogóle ominąć ten proces?
Takeshi wiedzie teraz całkowicie odmienne życie niż parę lat temu. Splot różnych trudnych sytuacji sprawił, że Cień Śmierci spojrzał na swoje życie i wartości przez całkowicie odmienny pryzmat. Teraz dokonuje własnych wyborów i mimo że mu brakuje adrenaliny i walki, to wie, że nikt go nie kontroluje. Jednak czy można walczyć ze swoim własnym przeznaczeniem? Czy da się zatrzymać ciąg zdarzeń, które muszą się wydarzyć? Jak wiele zależy od pojedynczego człowieka? W szczególności gdy tym jednym człowiekiem jest słodka i naiwna nastolatka marząca o życiu pełnym przygód.
Zdecydowałam się przeczytać tę książkę, ponieważ od dawna mam plany zapoznać się ze wszystkimi książkami Mai Lidii Kossakowskiej. Teraz mówię to ze smutkiem, gdyż śmierć autorki dość mocno mną poruszyła. W jakiś sposób moje ukochane "Zastępy Anielskie" sprawiły, że czułam intensywną więź pomiędzy czytelnikiem a pisarzem. I mam też taką refleksję, że całkowicie inaczej czyta się książki żyjących autorów, tych autorów, którzy już dawno umarli i autorów, którzy jeszcze niedawno żyli i pisali, i mieli pisać jeszcze wiele lat.
Sam pomysł na cykl "Takeshi" wyjątkowo mi się spodobał. Odkąd pamiętam, lubię takie motywy. W pewnym sensie występuje w koncepcji pewna powtarzalność. Wojownik wychowany wyjątkowo brutalnie, który jest nie do pokonania, ale wbrew opiniom innych ma swoje własne zasady, rozterki i przede wszystkim uczucia. Teraz myślę, że to jednak ten sam motyw co w "Wiedźminie" czy "Kronikach Mroku". Niemniej każda z tych historii wprowadza według mnie coś innego i utwierdza nas, że ludzie są jednak ludzcy.
Styl pisarki jest mi doskonale znany, bo w końcu to nie pierwsza książka autorki, którą czytałam. Wyróżnia się wyjątkową unikatowością i pewną dozą surowości. Pojawia się odpowiednia liczba opisów i nie ma tam miejsca na zbędne słowa. Jest konkretnie i obrazowo. Pisarka nie bała się ukazywać brutalność wykreowanego świata. Mknęła płynnie do przodu, dbając o to, by uniwersum było rozbudowane i zrozumiałe dla czytelnika.
Historia w odbiorze okazała się dla mnie dość nierównomierna. Były fragmenty, które mocno mnie wciągnęły i sprawiały, że strony wręcz same się przekładały. Ale były też fragmenty nużące i monotonne. W całości dominowała nieprzewidywalność i nagłe zwroty akcji, które wymagały od czytelnika koncentracji oraz akceptacji wielu zdarzeń, by móc pójść dalej.
W "Takeshi. Cieniu Śmierci" występuje bardzo głęboka narracja, które momentami zmusza czytelnika do głębszej refleksji i nie puszcza póki nie dojdzie się do własnych wartości i własnej oceny wydarzeń. Każdy bohater odpowiada tam za siebie samego i nawet jeśli jest chroniony przez inne postacie, to jako czytelnicy możemy konkretnie zobaczyć tok myślenia i cały ciąg przyczynowo-skutkowy. Sam Takeshi jest postacią wielowymiarową, niejednoznaczną. Należy dogłębnie zgłębić wiele odmiennych wydarzeń, by zacząć go rozumieć i właśnie akceptować jego wybory. Pozostaje przy tym wyjątkowo ludzki w swoich zachowaniach.
Książka zadaje dość mocne pytanie – czym jest honor? Poprzez różne postacie pokazuje całą różnorodność rozumienia tego abstrakcyjnego pojęcia. W pewnym momencie trzeba podjąć własne decyzje, co jest słuszne, a co nie. Jednak ta wielowarstwowość tego motywu daje szanse na zrozumienie innych. Wtedy tworzy się cała sieć najróżniejszych relacji i tutaj pojawia się kolejne pytanie – czym jest przyjaźń i zaufanie do innych?
"Takeshi. Cień Śmierci" to naprawdę dobra książka z gatunku fantasy, która wyróżnia się unikatową stylistyką oraz szeroko zakrojoną refleksją na temat pojęć pozornie tak dobrze nam znanych. Myślę, że to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów fantastyki. W momencie gdy to piszę, mam już za sobą drugi tom i wiem, że warto iść tą ścieżką.
Eh, no jest z tą książką sporo problemów, ale ma też swoje zalety - na tyle, by ją przeczytać i oczekiwać drugiego tomu. Konstrukcja świata jest ciekawa i złożona, fabuła też, lecz sama akcja książki się rozkręca...trochę jak anime...głównie przez barwne, poetyckie, ale przez to nieco zbyt przeciągnięte opisy. Styl określiłbym na "naiwny".
Potok żenady, który wylał się na mnie pod wpływem jednej z bohaterek był raczej uzasadniony i mogło o to chodzić. Kreacja durnej nastolatki w takim razie bardzo wyszła.
Fajne w książce są sceny walki, choć jest ich nie tak aż wiele. Mam wrażenie, że walczenie w tej książce wychodzi postaciom znacznie lepiej niż rozmawianie. No i w niektórych momentach nieco bardziej sprawdziłaby się narracja zewnętrzna - trzecioosobowa, niż z punktu widzenia postaci. Finalna ocena: 5/10
"Takeshi" to powieść, która miała być jak film, który Autorka chciałaby obejrzeć. I ma w sobie wiele z filmów samurajskich, a język stara się oddać plastykę potencjalnych kadrów. Tym razem inspiracją dla Autorki była kultura Azji Wschodniej, która nie została sprowadzona jedynie do kliszy przedstawienia feudalnej Japonii. Maja Lidia Kossakowska pełnymi garściami czerpała z japońskiego folkloru i kultury popularnej (filmów samurajskich), by stworzyć własny enigmatyczny świat. Do elementów, które od zawsze fascynują Zachód, jak tajne zakony zabójców, konflikty między klanami i walki na miecze dodano magiczny świat istot zmiennokształtnych oraz futurystyczną otoczkę. W tym świecie odnajdziemy pewne archetypiczne postacie: tajemniczego zabójcę, który porzucił swój fach - jednak nie zdoła uciec przed przeznaczeniem, księżniczkę-damę w opresji czy "świętego" mnicha, który skrywa mroczną przeszłość. To fascynująca lektura, ale nie dla każdego. Bogactwo opisów, tak charakterystycznych dla Autorki zostało połączone z brutalnymi scenami walki i tortur, świat i postacie zostają zaledwie zarysowane, pozostawiając wiele miejsca na tajemnicę - i działanie naszej wyobraźni. W powieści odnajdziemy japońską poetyckość - która tak jak haiku nie ma na celu uchwycenia wieczności, tylko pewnego danego momentu - ruchu w walce, zachodu słońca, atmosfery chwili. Mimo wielu scen akcji całość jest w pewien sposób spokojna. Wszystko to przekłada się na to, że "Takeshi" to powieść, która może wydawać się nudna, a fabuła tak dobrze znana - ot, klasyczna opowieść o niepokonanym wybrańcu. Jednak niezwykła plastyka opisów, która pobudza wyobraźnię i ciekawy świat przedstawiony sprawiają, że "Takeshi" to świetna i ponadczasowa powieść.
Świat przestawiony w powieści jest niezwykle interesujący. Z jednej strony Autorka bogato opisuje zachód słońca czy malowidło, z drugiej zaś nie skupia się na dogłębnym opisie historii świata. To nie rzeczywista Japonia, ale pewna fantastyczna wariacja (pojawia się sugestia, że akcja dzieje się na odległej planecie). Wkraczamy do tego świata z pewnymi przyzwyczajeniami, które wynieśliśmy z filmów - ot feudalny świat samurajów - by nagle dostrzec niepasujące elementy futurystycznego świata. Wszystko zostaje ze sobą płynnie połączone, stanowiąc całość w istnie azjatyckim duchu - gdzie nie ma wyraźnej granicy między przeszłością i przyszłością. Futurystyczna Japonia to znów pewna klisza, do której przyzwyczaiło nas amerykańskie kino - to neonowego Tokio, pełnego hologramów. Autorka z kolei sięgnęła po inspiracje, które możemy odnaleźć chociażby w anime/mandze - świat przyszłości, który z niewyjaśnionych powodów cofa się do przeszłości, gdzie broń palna funkcjonuje obok mieczy, a hologramy obok pięknych malowideł.
W tym świecie towarzyszymy kilku bohaterom. Tytułowy Takeshi jest tak tajemniczy, jak niebezpieczny. Z czasem odkrywamy co prawda więcej informacji na temat jego przeszłości - jednak przyszłość pozostaje owiana tajemnicą. Wiemy, że jest wybrańcem - ale do czego? Z kolei Haru to typowa dama w opresji, a może raczej dziewczyna z talentem do przyciągania kłopotów. Jest postacią niezwykle irytującą - nie tylko dla samego czytelnika! To właśnie ona - a nie zabójczy przeciwnicy, będzie testować cierpliwość Takeshiego. Jestem przekonana, że jedną z inspiracji dla Autorki było anime lub manga "Ruroni Kenshin", co wcale nie jest wadą :)
Autorka zaznaczyła, że to powieść, którą chciałaby obejrzeć na ekranie w wersji filmowej. Moim zdaniem jest to jednak opowieść serialowa (stąd też dużo podobieństw do odcinkowych anime). Każdy z rozdziałów, opatrzonych tytułem odpowiada jednej mniejszej historii, które razem składają się na fabułę opowieści o Takeshim. Z tych powodów nawet w tych rozdziałach, w których bohater nie pojawia się bezpośrednio, to służą one nakreśleniu postaci, które są lub będą z nim powiązane. Osobiście lubię taką formę, choć wiem, że dla części czytelników jest ona dekoncentrująca, gdyż wolą ciągle towarzyszyć głównej postaci.
Ostatnim elementem, o którym warto wspomnieć jest magia. Tak jak w japońskim shintoizmie, zjawiska "nadnaturalne" stanowią tak naprawdę część natury. Stąd magia nie jest traktowana jako coś niezwykłego. Za magiczne można uznać zdolności członków zakonu zabójców - jednak w tym świcie są one efektem treningu i doskonalenia, w duchu taoizmu połączonego z brutalnymi praktykami, które mają uodpornić adeptów - i za magiczne wcale nie są uznawane. Kolejnym elementem magicznym są istoty nadnaturalne - zmiennokształtni, tak dobrze znani z japońskiego folkloru. To istoty, które są ciągle obecne obok nas i mogą w nasz świat ingerować, jeśli znajdzie się to w ich interesie. To właśnie one wiedzą o tajemniczej przepowiedni, poszukując tego, który ocali świat.
"Takeshi" to powieść, która powstała z pasji - zainteresowania poznawaniem folkloru i różnych systemów magicznych na świecie, miłości do popkultury i... zwierząt! Odnajdziemy w niej charakterystyczny styl Mai Lidii Kosakowskiej, która nie bez przyczyny zyskała miano pierwszej damy polskiej fantastyki. Choć wolała tworzyć męskich bohaterów, to jej plastyczny styl, używany także do opisów scen plastycznych - miał z sobie właśnie to coś niezwykle "kobiecego" (i jak udowadniała wcale nie związanego z romansami!). Jeśli przypadnie do gustu klimat tej powieści, to nie sposób się od niej oderwać. Pozycja obowiązkowa dla fanów Autorki, ale także wszystkich tych, którzy lubią takie postacie jak wiedźmin Geralt, Daimon Frey czy wspomniany Kenshin - o niezwykłych, wręcz nadludzkich umiejętnościach, z ciężarem przeszłości, niezrozumiali przez większość. To nie jest powieść odkrywcza, ale korzystająca z wielu znanych - i lubianych elementów - okraszona charakterystycznym style Autorki i połączona w interesującą całość w duchu japońskich filmów i komiksów o samurajach.
Ocena: 4,75. Ale zaokrąglę do 5. Te 0,25 oberwało się za początek. Lekko nawet nudnawy, na pewno nie wciąga. Za dużo odrębnych wątków, i żaden nie ma nawet przebłysku bycia głównym. Ale kiedy już się rozkręci (tak od, dajmy na to, setnej strony)... Nic nie oderwie od lektury! Świetne postacie. Dopracowane charaktery i, co najważniejsze - konsekwentne. Tak więc nie trzeba się bać, że czyjaś postać nagle zacznie się zachowywać inaczej, bo autorce nie podpasował nagle wątek. Oj nie, to czysty ideał! I, Majo Lidio Kossakowska - nienawidzę Cię za to, w jakim miejscu przerwałaś!!!! Ja chcę kolejny tom!!!
Bardzo fajna książka, dużo lepsza niż się spodziewałem. Na początku nie byłem pewien do czego zmierzała Pani Maja kreując swoją powieść. Porównanie z Kill Billem znajdujące się na tyle książki zdecydowanie zniechęciło mnie do opowieści i negatywnie wpłynęło na odbiór niecodziennego klimatu. Bardzo szybko jednak przypomniałem sobie wspaniałem anime Cowboy Bebop - i od tego momentu wszystko ułożyło się w całość. Od bardzo dawna nie czytałem tak lekkiej i wciągającej książki.
love the idea of the universe kossakowska created. true there were few flawes especially at the beginnig of the book- too many plots in my opinion- but in the end it was great read and I wish to reccomend it to all fans of fantasy books but for now unfortunatelly it is only available in polish. maybe in the future there will be english translation..
Postanowiłam poszerzyć horyzonty jeśli chodzi o fantastykę. Zazwyczaj raczej trzymałam się gatunku zbliżonego do fantasy oraz kategorii bardziej dla młodzieży. "Takeshi. Cień śmierci" Mai Lidii Kossakowskiej wybił mnie trochę z mojej strefy komfortu. Jest to fantastyka, po której kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Ogromnie się bałam, że historia nie przypadnie mi do gustu.
Takhesi, adept zakonu Czarnej Wody, jest wędrownym artystą, który podróżuje po kraju poszukując pracy. Pragnie odciąć się od przeszłości. Jednak los na to nie pozwala i nasz bohater musi sięgnąć po swoje umiejętności, których nie da się zapomnieć. Dużą rolę będzie miała tutaj pewna nastolatka, którą Takeshi uratuje i trochę wbrew sobie stanie się jej wybawicielem na cały etat. To wszytko odbywa się w świecie Japonii, wśród pojedynków samurajskich z małą domieszką magii i elementami futurystycznymi.
To moje pierwsze spotkanie z autorką. I wiem, że przy tej serii zmieniła ona kompletnie styl. Trochę domyślałam się o czym może być ta książka, lecz ogrom terminologii związanej z Japonią mnie na początku trochę przytłoczyła. Na szczęście wszystko powoli zostało to w fabule wyjaśnione. Też sobie pomyślałam, że te pojedynki samurajskie to chyba tak bardziej dla facetów, ale zdziwiłam się jak i mnie zaczęło to wciągać. Myślę, że gdybym interesowała się tematem starożytnej Japonii to lektura tej książki łatwiej by mi szła. Mimo to historia wciągnęła mnie na tyle, że z pewnością sięgnę po kolejny tom. Jestem bardzo ciekawa dokąd mnie to wszystko zaprowadzi. Elementy fantastyczne świetnie uzupełniły tę historię i sprawiły, że stała się ona jeszcze ciekawsza. Kompletnie nie wiem czego spodziewać się dalej, ale z przyjemnością za chwilkę to sprawdzę. I to nie tak, że jest tutaj miłość od pierwszego wejrzenia. To dla mnie coś kompletnie nowego, ale już teraz pewniej będę się poruszać po tym gruncie i mam nadzieję, że będzie tylko ciekawiej.
"Takeshi. Cień śmierci" to pierwsza część serii, którą autorka określa jako film, który napisała i faktycznie wiele scen tej powieści jakoś pasuje do tego opisu.
Mamy tu bardzo intrygujący świat, który jest brutalny i surowy, w którym występuje magia, ale również technologia. Średnio lubię takie mixy, początkowo nie mogłam się przez to wgryźć w ten świat, ale im dalej tym czułam się w nim lepiej. Podobały mi się bezwzględne zasady jakie nim rządzą, tajemnicze zakony oraz gangsterzy, którzy również grają dużą rolę.
A to wszystko w intrygującym klimacie dalekiego wschodu, co uważam za zaletę, choć nie zawsze ten klimat był mocno odczuwalny.
Tytułowy bohater to ktoś, kogo łatwo polubić, a przede wszystkim, kogo się chce lepiej poznać, ponieważ jego postać i przeszłość owiane są licznymi tajemnicami i tragicznymi wydarzeniami. Podobało mi się, że stopniowo odkrywamy jego historię.
Reszta postaci nieszczególnie przykuwała moją uwagę, może z wyjątkiem pewnej obłąkanej i szalonej panny 😂 ale ogólnie postaci jest dość sporo, trochę mi się mieszały, nie każda miała odpowiednio dużą rolę w historii, a trochę miejsca było jej poświęcone. Książka nie jest tez zbyt długa, więc przez to też nie każdy miał szansę dobrze wybrzmieć.
Jeśli zaś chodzi o samą fabułę, to tutaj mam największy dylemat, bo nie wiem jak ją ocenić. Początkowo byłam zaintrygowana, ale szybko moje zaangażowanie oklapło i było sporo fragmentów, które mnie wymęczyły czy wynudziły. Pod koniec za to bardzo się wkręciłam i ostatnie strony czytałam z zapartym tchem, naprawdę wiele się wydarzyło i bardzo się cieszę na myśl o kontynuacji serii jak wrócę z urlopu 😃
Nie mniej przez sporą część książki czułam, że niezbyt mi się podoba i bałam się jak wypadnie jako całość... Jak widać zakończenie sporo mi wynagrodziło i utrzymało moje zainteresowanie, ale równo nie było 🙈
Przy promocji tej książki wykorzystywano slogan: „to film, który zawsze chciałam napisać”. Rzeczywiście, niektóre „ujęcia” w książce były bardzo filmowe. Przywołany na okładce Quentin Tarantino też nie powstydziłby się kilku scen z książki, szczególnie tych, w których krew malowniczo tryska na ściany, a bohaterowie brodzą po kostki w posoce. Również gejsza Mariko, ma coś w sobie z killbillowej O-ren Ishii, a czasem i z Gogo Yubari.
Czy to dobrze? Myślę, że tak. Taka konwencja pasuje do licznych pojedynków na miecze. Przymyka się wtedy oko na ich teatralność, a wszystko układa się w ładną całość.
Dość umiarkowanie lubię anime, a czytając tę książkę miałam na początku wrażenie, że czytam (a raczej słucham w audiobooku) opis serialu... ... bardzo malowniczy opis... ... bardzo nie-japońskiego serialu. Jeżeli historię zobaczyłabym na ekranie, prawdopodobnie wzruszyłabym ramionami i nie dokończyła serii. Ale książka mnie porwała, opisy zaczarowały, a wspomniana nie-japońska ekspresja uzupełniła spodziewany mangowy obraz znajomą paletą kolorów. Brawa dla autorki za ten kolaż, a dla Jarosława Tomicy za porywającą interpretację tekstu. Naprawdę nie potrzebowałam monitora (ani książki przed nosem), żeby widzieć wszystko bardzo wyraźnie i bardzo dynamicznie. Jeżeli wpadnie mi kiedyś w ręce (albo w uszy) drugi tom - na pewno nie pominę.
3.5 Początek wydawał się chaotyczny i dopiero w połowie opowieść ruszyła do przodu i mnie zaintrygowała. Motyw zakonow, wykonujących różne prace oraz mające różne do spełnienia zadania jest naprawdę interesujący, jednak chciałbym że kilka rozdziałów było poświęconych na ich przedstawienie/omówienie. Same postacie są niezwykle unikatowe i tak bardzo od siebie różne co jest na plus. I zakończenie, niespodziewane i trzymające w napięciu. Japońska kultura, legendy i mity to coś co mnie interesuje, a świat powieści został nimi barwnie przyozdobiony, dlatego myślę że sięgnę po następny tom! :3 PS. Jedynie język autorki mógłby być bardziej poważny i podniosły
Łatwy temat, trudny styl pisania. Początek książki i okładka, sprawiła ,że oczekiwałam na coś mocniejszego. Na początku brakowało przedstawienia Takeshiego. Pod koniec książki ukazano bliskość bohaterów , mimo to bardziej odczuwałam nastoletnią, wyidealizowaną miłość Haru do "Bohatera" niż jego więzy z Fumiko. Nie mówię, że książka jest zła, za to dość przewidywalna, mimo to będę kontynuować serię .Czekam na więcej opisów psychicznych bohaterów i ich dziejów . Oczekuje też więcej historii powstawania zakonów. Ogółem 4/10
Przeczytałam tę książkę wiele lat temu i pamiętam, że bardzo mi się podobała. Teraz postanowiłam ją sobie odświeżyć przed sięgnięciem po kolejne tomy trylogii. I… jakoś tak coś nie kliknęło.
Pani Kossakowska to mistrzyni słowa - opisy świata są jak zwykle fantastyczne, ale dialogi i niektóre postacie… momentami wydawały się zbyt przekombinowane.
Miałam wrażenie, że czytam Wiedźmina - tylko w japońskim wydaniu i z bardziej żenującymi postaciami i dialogami.
Przez pierwszą połowę książki byłam wściekła, że czytam Siewcę Wiatru w innej wersji, ale, mimo że wciąż uważam, że Takeshi i Daimon mają ze sobą wiele wspólnego (aż za wiele), to jednak się przekonałam i musze powiedzieć, że książka mi się podobała (choć powiedziałabym, że wyjaśnienie japońskiej mitologii jest trochę niewłaściwe). Już sięgnęłam po drugą część.
Trochę jestem zaskoczony niskimi ocenami, bo bawiłem się przednio. Zresztą czego tu nie lubić. Kultura dalekiego wschodu, jest. Pojedynki samurajów, są. Złożony i ciekawe przedstawiony świat z elementemi mitologii, owszem. Dobrze napisane postaci oraz trzymająca w napięciu końcówka skłaniająca do czytania kolejnego tomu, również jest. Naprawdę warto.
Na początku byłam zdziwiona, bo spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Z czasem jednak zaczęłam doceniać oryginalny styl autorki i sposób, w jaki elementy steampunku połączyła z mitologią japońską. Szkoda tylko, że w miarę lektury książka utraciła nieco swoją aurę tajemniczości.
Bo wielkim, ogromnym rozczarowaniu jakim był dla mnie cykl anielski dałem szansę autorce w innym cyklu i nie żałuję. Wkrecilem się w klimat i jak najbardziej polecam.
Bardzo dobrze czytało mi się tą książkę. Urzekł mnie styl pisania autorki i bardzo do mnie przemówił. Książka była dla mnie przyjemna i miło rozbudzająca wyobraźnię.
IG:ksiazki_wloczykija Kolejne arcydzieło z gatunku science fiction, które dosłownie wciąga czytelnika w swoje strony. "Takeshi. Cień Śmierci" to pełna napięcia i fascynująca historia, która zachwyca zarówno miłośników tego gatunku, jak i tych, którzy dopiero zaczynają się zapoznawać z literaturą science fiction.
Akcja powieści toczy się w futurystycznym świecie, w którym technologia i sztuczna inteligencja zajmują ważne miejsce. Główny bohater, Takeshi - tajemniczy mężczyzna o niezwykłych umiejętnościach, utalentowany wędrowny artysta wykonującym na zlecenie różne prace malarskie - przemierza miasta pełne korporacyjnej intrygi i politycznego chaosu, gdzie wkońcu trafia do małej wioski. Jego zdolności pozwalają mu na odkrywanie najbardziej ukrytych tajemnic oraz bycie cieniem śmierci dla swoich nieprzychylnych adwersarzy.
Kossakowska zaserwowała nam płynną narrację nasyconą powiewem nowoczesności. Jej wyobraźnia nie miała granic, a świat przedstawiony jest tak realistycznie opisany, że wydaje się jakbyśmy sami doświadczali przygód Takeshiego.
Język użyty przez autorkę jest bardzo barwny i płynnie łączy elementy fantasy z elementami innych gatunków literackich. Kossakowska przyciąga nas do świata opisywanego w książce za pomocą swojego bogatego słownictwa i zaskakujących pomysłów.
Autorka porusza sprawy etyczne związane z rozwojem sztucznej inteligencji oraz pytania dotyczące tożsamości i moralności człowieka w świecie, gdzie granice pomiędzy ludźmi a maszynami stają się coraz bardziej zacierane.
W "Takeshi. Cień Śmierci" Maja Lidia Kossakowska pokazuje swoje umiejętności kreacji postaci - zarówno głównych bohaterów, jak i drugoplanowych postaci tryskają życiem i osobowością. Ich motywacje są jasne, a relacje między nimi rozwijają się w przemyślany sposób, co sprawia, że czytelnik angażuje się w historię jeszcze bardziej.
Warto także wspomnieć o mrocznej i nieprzewidywalnej fabule. Kossakowska umiejętnie układała puzzle, wprowadzała zwroty akcji i prowokowała do zadawania sobie pytań. Czytelnik jest zmuszony przeżywać emocje wraz z bohaterami, dzięki czemu trudno oderwać się od lektury.
This books is filled with mood of medieval Japan, but it's not forced on the reader, the story is exciting enough even for people who are not freaks about that culture. However, towards the end of the book there is too much focus on characters feelings, they discuss their own choices and morality. I liked the first part of the book more, which is more focused on the action.